reklama

Obserwator

Janusz Piskorski
0 Following 1 Followers
5
Frombork. Zadupie?

Gdziekolwiek to jest...

Na skrzyżowaniu drogi z Braniewa do Pasłęka ustawiona jest tablica kierująca podróżnych w stronę tego ostatniego miasta. Przed prawie dwoma laty anonimowy autor uzupełnił napis na drogowskazie dopiskiem: Do zadupia. Niestety nie udało nam się ustalić, o jakim zakątku myślał dowcipas niszczący znak drogowy.



Próbowaliśmy to ustalić pytając przechodzących w tej okolicy fromborczan odpowiedzi nie były jednomyślne, a przy tym bardzo urozmaicone. Przechodnie sugerowali, jako miejsce określane w brzydkim napisie, m.in. miasto, k
Read More
tórego nazwa widnieje na znaku. Mniej konkretni twierdzili, że są to tylko okolice Pasłęka lub nieco bliżej położonych Młynar. Kolejni rozmówcy określali treścią dopisku leżące na trasie do Pasłęka miejscowości lub usytuowane opodal fromborskie osiedle, a dwóch następnych mówiło wręcz widocznie źle oceniają miejscowe władze o... budynku Urzędu Miasta i Gminy.

Jedną z pytanych osób była starsza pani, która doszła do wniosku, że:

To jakiś chuligan napisał, ale ja polityką się nie interesuję.



Nie mogąc dociec prawdy motywów dopisania niezbyt kulturalnej treści pozostaje nam zwrócić się do autora. Może on odkryje przed nami powody, może są to jednak motywy polityczne, swej manifestacji?



Zapytaliśmy też burmistrza, dlaczego napis na znaku trwa prawie dwa lata i czy długo jeszcze będzie on wizytówką miasta. Wiktor Slipiko powiedział:



Znaki drogowe należą do właściciela drogi, w tym wypadku do Zarządu Dróg Wojewódzkich. Zwracaliśmy się w tej sprawie do dyrekcji jeszcze przed reformą administracyjną, lecz na nasz sygnał nie było odzewu. Po reformie natomiast jakoś umknął nam ten problem, ale mogę jednak zapewnić, że w tym roku znak, a tym samym napis na nim, znikną, gdyż skrzyżowanie i ulica ZHP zostanie gruntownie odremontowana.



Krzysztof Kotowski
5
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Wójtowi Popiołkowi osoba Grażyny Skóry wpadła w oko już przed trzema laty, gdy do gminy przyjechali przedstawiciele kilku instytucji współpracujących z samorządem jeszcze jako szeregowa pracownica Ośrodka Pomocy Społecznej wykazała się wielką operatywnością, czym zwróciła na siebie uwagę licznych notabli. Pod jej adresem wójtowie wygłaszali liczne pochwały: a to, że potrafi zadbać o gości, proponując im napoje i zakąski podczas bankietu, a to, że rozsądnie odpowiada na stawiane pytania i dokładnie tłumaczy politykę gminną, a wreszcie i to, że choć nie najmłodsza, to doskonale prezentuje się na tle innych kobiet uczestniczących w spotkaniu. Nieco później Stanisław Popiołek postanowił bliżej przyjrzeć się swej o trzy lata starszej podwładnej i po dłuższej obserwacji również zauważył zalety prezentowane przez Grażynę. Jakieś pół roku później nadarzyła się okazja awansowania jej. Dotychczasowy kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej wyprowadzał się z rodziną na południe Polski i trzeba było rozglądnąć się za kandydatem na zwalniane przez niego stanowisko. Wójt pomyślał oczywiście o Grażynie i nie omieszkał w tej sprawie zasięgnąć opinii jej dotychczasowego szefa. Ten niezmiernie ją chwalił i na koniec orzekł, że dobrze by było, gdyby to stanowisko powierzyć Grażynie. Tak też się wkrótce stało Grażyna Skóra została powołana na stanowisko kierownika Ośrodka Pomocy Społecznej. Nie bez znaczenia było jej wykształcenie i doświadczenie w kontaktach z ludźmi, podopiecznymi ośrodka. W rok po objęciu stanowiska, jako osoba ambitna i pragnąca jak najlepiej wywiązywać się z powierzonych jej obowiązków, podjęła studia podyplomowe, starając się zyskać nową specjalność organizację pomocy społecznej niezwykle przydatną na zajmowanym obecnie stanowisku.



Od początku sprawowania rządów w Ośrodku Pomocy Społecznej przez Grażynę wójt zaczął często ją odwiedzać. Najczęściej gościł w gabinecie szefowej. Wówczas pomieszczenie to było niezwykle ciasne i słabo izolowane od reszty biur ośrodka, dlatego też wizyty Popiołka nie były długie. Ale gdy po około pół roku ośrodek przeniósł się do nowego lokalu znacznie większego i lepiej przystosowanego do tego rodzaju pracy wówczas Grażyna zajęła, wprawdzie nie największy, ale dość duży pokój, który miał osobne wejście. Wójt dopatrzył się w tym szansy dla siebie i jego wizyty nie ograniczały się jedynie, jak poprzednio do pobytu 1520-minutowego, lecz spędzał tam nieraz większość godzin urzędowania. Pracownice ośrodka bardzo często żartowały w rozmowie ze swoją szefową, że ośrodek władzy gminnej znajduje się obecnie w jej gabinecie. Grażynę początkowo drażniło takie gadanie, ale później nie zwracała na to uwagi i nawet żartobliwie komentowała je mówiąc:



Przecież nie wygonię swego szefa, gdy ma on ochotę rządzić gminą z naszego ośrodka.



Grażynie imponowało zainteresowanie wójta jej osobą. Nie dość, że zajmował wysokie stanowisko, to był przecież młodszy od niej. Jak każda kobieta była nieco próżna, tak więc częste wizyty szefa samorządu sprawiały, że czuła się dowartościowana. Bawił ją ten układ nawet wówczas, gdy spostrzegła, że zainteresowanie wójta wynika nie tylko z zależności służbowej, ale ma raczej bardziej osobisty charakter. W dalszym ciągu jednak nie odrzucała awansów Popiołka, gdyż w znacznym stopniu ułatwiało jej to pracę np. nigdy nie musiała biegać do urzędu po jakikolwiek podpis pod dokumentami. A wójt, zaglądając jej głęboko w oczy a gdy była okazja również gdzieś indziej bardzo chętnie podpisywał podsuwane mu papiery. Grażyna w duchu śmiała się, że Popiołek mógłby w ten sposób podpisać nawet wyrok śmierci na siebie. Poza tym Grażynie nie sprawiało kłopotów zdobywanie finansów na potrzeby ośrodka. Gdy tylko widziała potrzebę przeznaczenia funduszy na pomoc swym podopiecznym, to natychmiast zgłaszała ten problem wójtowi, który bez kłopotów forsował jej pomysły na forum rady gminy. Nie miał z tym problemów, gdyż przed wyborami bardzo uważnie obserwował zgłaszanych kandydatów, a także często sam zachęcał niektórych do ubiegania się o funkcję radnego. Oczywiście nie czynił tego w stosunku do osób, które mogłyby mu zagrozić, choćby przez wyrażanie swoich, odmiennych niż wójtowskie, poglądów na niektóre zagadnienia dotyczące gospodarki gminnymi finansami. Takim osobnikom wójt wyraźnie dawał do zrozumienia, oczywiście nie osobiście, lecz przez osoby trzecie, że nie leży w ich interesie ubieganie się o fotel radnego, bo on potrafi, jeśli zechce, tak uprzyjemnić życie mieszkańcowi gminy, że ten do końca swych dni będzie żałował, iż dał się skusić na próbę wytyczania wójtowi kierunków rozwoju samorządu. Co do instrumentów nacisku, to wójt dysponował ich ogromnym arsenałem. Wszak swą funkcję pełnił już od kilkunastu lat i miał w tym względzie bogate doświadczenie. Jakże łatwo było w gminie, w której panowało niezwykle wysokie bezrobocie, a większość mieszkańców stanowili byli pracownicy upadłych pegeerów, odmówić komuś: a to umorzenia czy choćby odroczenia raty podatku, a to wydania pozwolenia na budowę lub nawet na wycięcie drzewa czy w końcu wskazania nowego oczywiście wyższego wymiaru podatku. Nie bez znaczenia przy tym był fakt, że to praktycznie wójt decydował o przydzieleniu konkretnych osób do prac interwencyjnych lub publicznych. Na terenie gminy niemal każda rodzina dotknięta była bezrobociem: w większości żaden z członków rodziny nie pracował lub pracował dorywczo, o szczęściu mogli mówić ci, którzy posiadali rodziców czy tez dziadków z rentami lub emeryturami, w niewiele lepszej sytuacji byli ci, u których jedna osoba miała stałą pracę, a w siódmym niebie byli ci, gdzie w rodzinie dwie osoby zatrudnione były na stałe. Dla wszystkich biedniaków, którzy bez przerwy w sklepach robili zakupy na tzw. krechę, decyzja wójta o przydzieleniu tymczasowej, słabo płatnej pracy była niczym okazja do chwycenia Pana Boga za nogi. Ludzie, zdając sobie sprawę z tego, że każdorazowe podpadnięcie czy też odszczekanie się wójtowi mogło wpłynąć niekorzystnie na rozdzielanie stanowisk pracy o które było niezmiernie trudno interwencyjnej lub publicznej, siedzieli cicho i publicznie nie sarkali na rządy Popiołka. Co najwyżej jedynie w domu, ale także nie za głośno, narzekali, że wójt rozdziela pracę niesprawiedliwie, pomijając najbardziej potrzebujących i kierując się osobistymi odczuciami dotyczącymi prowójtowskiej postawy mieszkańców. Uznanie w oczach wójta znajdowali natomiast wszyscy cisi oraz ci, którzy byli od niego, w jakikolwiek sposób uzależnieni. Tych Popiołek, niejednokrotnie osobiście, zachęcał do startu w wyborach samorządowych i prowadził agitację na ich rzecz wśród mieszkańców gminy. Był niezwykle zadowolony, gdy jego kandydatom przypadło w udziale zwycięstwo w wyborach. Tym sposobem zdobywał wśród radnych stronników, na których mógł liczyć w każdej sytuacji. Jego poplecznicy wspierali go w każdej inicjatywie bez dyskusji i np. na forum rady zgłaszali swoje poparcie dla każdego pomysłu wójta, którego realizacja wymagała zabezpieczenia środków w budżecie gminnym. Nie przyjmowali oni żadnych przeciwnych argumentów, bo dla nich to co powiedział wójt Popiołek było rzeczą niemal świętą. Oczywiście w dalszej perspektywie to głownie oni korzystali z łask wójta i mogli liczyć na jego gest rekompensujący niechęć okazywaną im przez mieszkańców gminy. Krótko mówiąc, to dla nich wójt przeznaczał ochłapy spadające z jego pańskiego stołu.
5
"Przez pięć miesięcy śledztwa i procesu nikt nie sprawdził tożsamości człowieka ..."

"Nie przeszkodziło to sądowi w skazaniu go na trzy lata więzienia. Do dziś nie wiadomo, kim był skazany..."



Czyż to nie zabawne jak działa u nas policja i prokuratura.



A już ktoś w BN pisał o pracy policji i prokuratury.



pzdr
5
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Po wyborach samorządowych w 1990 roku Stanisław Popiołek został wybrany przez radnych niemal jednogłośnie wójtem gminy. Wprawdzie spodziewał się tego, ale i tak na młodym człowieku wybór ten wywarł wielkie wrażenie. Rządy rozpoczął oczywiście bardzo ostrożnie: nie narzucał radnym bezpośrednio swego zdania tylko starał się tłumaczyć swoje zamierzenia i plany. Radni z kolei mając niewielki doświadczenie w sprawowaniu demokratycznej władzy i będąc przyzwyczajeni do stylu sprawowania rządów za czasów PRL, słuchali Popiołka niczym świnia grzmotu. Podobało im się, że wójt pyta ich o zdanie w wielu sprawach, byli tym wręcz zachwyceni. Jeszcze bardziej podobało im się to, że wójt wykonuje ich ustalenia, które zapadały podczas sesji; była to dla nich nowość, którą przyjęli zachłystując się niemal swoją władzą. Dopiero nieco później niektórzy przekonali się, że szlachetność wójta Popiołka nie jest tak całkiem bezinteresowna. Wówczas jednak nie bardzo mogli doprowadzić do zmiany na tym stanowisku, gdyż wójt umiejętnie kupił nadając różnego rodzaju przywileje większość radnych. Byli wśród nich także tacy, którzy dla świętego spokoju nie zamierzali się angażować w jakieś tam personalne potyczki.

W pierwszej kadencji funkcję przewodniczącego Rady Gminy pełnił Tadeusz Janulewicz, pracownik miejscowego Urzędu Gminy. Jego kandydaturę udało się Popiołkowi przeforsować z niewielkim tylko wsparciem ze strony służb specjalnych; większość działań w tym zakresie Popiołkowi udało się wykonać samodzielnie z pomocą rodziny, znajomych oraz osób z jego prywatnej agentury. Początkowo jednak na stanowisku przewodniczącego rady Stanisław Popiołek widział inna osobę, lecz po rozmowie z oficerem UOP, bezpośrednio po wyborach samorządowych, zmienił zdanie.

Ty myślisz, że jak przewodniczącym zostanie twój serdeczny kolega, to nie będziesz miał żadnych kłopotów? pytał Popiołka oficer prowadzący. Widać, że jesteś wielki naiwniak. Pomyśl tylko i spróbuj odpowiedzieć na następujące pytanie: jaką masz gwarancję, że ten twój koleś, gdy poczuje już nieco władzy, to nie zacznie się tobie, jako wójtowi czyli podległemu mu służbowo, przeciwstawiać?

Popiołek był nie w ciemię bity i szybko się uczył mechanizmów socjotechniki, dlatego powiedział wówczas:

Chyba już łapię. Trzeba przewodniczącym zrobić osobę, która będzie ode mnie zależna.

Doskonale, widzę, że wiesz skąd wiatr wieje. odparł uopek po czym zapytał. Czy jest wśród wybranych radnych jakiś urzędnik, nauczyciel, kierownik podległej urzędowi placówki?

Jest nawet kilku. Teraz problemem jest tylko wybrać właściwego kandydata. rozważał Popiołek, a następnie zapytał: A może postawić na Janulewicza?

Jeżeli jest to urzędnik średniego szczebla, a na dodatek w średnim wieku, to nie masz nad czym się zastanawiać. Gdy zostaniesz wójtem, to zawsze będzie nad nim wisiała, gdy np. zacznie samodzielnie myśleć, groźba, że wyślesz go na zieloną trawkę. W ten sposób zawsze będziesz mógł go kontrolować i nie będziesz miał kłopotów z przeforsowaniem, na forum rady, swoich pomysłów.

Po wyborze Tadeusza Janulewicza na przewodniczącego rady przyszła kolej na wybór wójta. W tym przypadku udział służb specjalnych był już znacznie większy uruchomiono wszystkich przydatnych tajnych współpracowników, którzy przeprowadzili z radnymi liczne rozmowy, w których pojawiały się informacje o różnego rodzaju kompromitujących zachowaniach zarówno radnych, jak i członków ich rodzin. Oczywiście nikt nikomu nie groził wprost, ale i tak sygnały były wystarczająco silne, żeby wśród zainteresowanych wywołać niepokój. W ten sposób spora grupa radnych wyrobiła sobie zdanie na temat kto jest najlepszym kandydatem na wójta. Mimo to pojawił się jeden kłopot. Otóż drugim kandydatem do wójtowskiego fotela był Czesław Mikulski, szef Solidarności w gminie. Na niego służby specjalne nie miały praktycznie żadnych materiałów i dlatego był on kontrkandydatem bardzo niebezpiecznym. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że nie wszyscy radni mieli grzechy na swoim sumieniu, stąd naciski agentów nie mogły przynieść żadnych skutków, tym bardziej, że do rady dostali się także członkowie i sympatycy Solidarności. Rozstrzygnięcie wyboru wójta, mimo wcześniejszych zapewnień oficera UOP, ważyło się niemal do ostatniej chwili. Ostatecznie Stanisław Popiołek pokonał Czesława Mikulskiego jednym głosem, co kosztowało później wójta Popiołka posadę kierowniczą w jednej z podległych gminie instytucji. Ciężkie chwile jednak minęły i Popiołek energicznie zabrał się do rządzenia.

Krótko po objęciu przez Popiołka ciepłej posady jego oficer prowadzący zwrócił się do niego z prośbą:

Wiesz, że ostatnio solidaruchy zaczęły się ostatnio ostro dobierać do dupy służbom specjalnym. Chcieliby oni zapoznać się z materiałami dotyczącymi naszych tajnych współpracowników. Nasze kierownictwo postanowiło, że owszem udostępnią im te papiery, lecz nie wszystkie, a tylko dokładnie wyselekcjonowane. Nam natomiast polecono wszystkie dokumenty, które nie trafią w ręce obecnej ekipy rządzącej, dobrze ukryć. Ja mam się zająć kilkunastoma kartonami papierzysk, ale nie za bardzo mogę je przetrzymywać we własnym mieszkaniu. Ty natomiast masz swój dom i dlatego pomyślałem, czy nie zechciałbyś na kilka tygodni zamelinować ich u siebie.

Wójt bez najmniejszych oporów zgodził się na taką propozycję ostrożnie dopytując się tylko, czy wśród tych materiałów będą również takie, które dotyczą mieszkańców jego gminy.

Jest tam kilka kartonów obejmujących także współpracowników z tego terenu, choć nie wszystkich. Jest to w zasadzie drobnica, która jednak jest bardzo przydatna w codziennym życiu. Te ważniejsze papiery otrzymali na przechowanie wyżsi oficerowie z tzw. starej gwardii. Jak będziesz się nudził, to możesz je przejrzeć, ale pamiętaj, żeby pozostawić je w takim porządku, w jakim będą poukładane.

Za dwa dni, nieoznakowaną nysą, kartony przywieziono wieczorem do domu Stanisława Popiołka. Ten, z wielkim żalem powodu licznych obowiązków na nowym stanowisku nie mógł się zapoznać dokładnie z dostarczonymi materiałami, choć zawartość kilkudziesięciu teczek, zdążył odkserować. Poza tym czasu na to zajęcie także miał niewiele, bo już zaledwie dwa tygodnie później zgłosił się jego opiekun i zabrał od niego cały ten bałagan.
5
Lecha Wałęsa wszem i wobec zapowiada, że na drodze sądowej będzie się domagał po 20 milionów złotych od każdego, kto głosił będzie publicznie, iż to miał współpracować ze Służbą Bezpieczeństwa, jako TW Bolek. Zastanawiam się dlaczego były prezydent nie zamierza domagać się po 100 milionów.

Szeroko znane są informacje, bo w wypowiedziach medialnych często powtarza to sam Lech W., o planowanych pozwach oraz żądaniach po 20 milionów złotych za publiczne nazywanie byłego prezydenta Bolkiem. Sens tych żądań ocenia w dzisiejszej Rzeczpospolitej Marek Domagalski, który twierdzi, że jest w tym
Read More
więcej fajerwerków niż rzeczywistego zagrożenia. Zgadzam się z jego twierdzeniami, ale chcę napisać o czymś innym.

Mnie zastanawia skąd Lech Wałęsa wytrzasnął te 20 milionów i dlaczego nie żąda stu?

Wiele osób pamięta doskonale czasy początków prezydentury Lecha W., gdy zapowiadał on, że każdemu obywatelowi naszego kraju da po 100 milionów złotych. Wprawdzie później nieco tłumaczył, że ma na myśli wędkę, a nie rybę, ale w świadomości Polaków owe 100 milionów pozostało i utrwaliło się. Miał dać, a nie dał, niektórzy sami wzięli sobie znacznie więcej niż te bidne 100 milionów; jedni za pomocą owej wędki, inni zagrabiając hurtowo ryby.

I dzisiaj właśnie byłaby pora, żeby Lech W. powrócił do owej kwoty. W ten sposób historia zatoczyłaby koło i okazałoby się nawet, że były prezydent nie jest wcale taki pazerny, jak niektórzy sądzą, bo przecież nie chodziłoby mu faktycznie o 100 milionów złotych, tylko o historyczne 100 milionów złotych.

A żądając tylko 20 milionów Lech Wałęsa najwyraźniej rozdrabnia się, także historycznie.



P.S. A swoją drogą to ciekawe, czy pomysłem pozywania swoich adwersarzy do sądu były prezydent nie został zainspirowany działaniami niejakiego Adam M.?
5
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Wójt Popiołek już drugi raz tego dnia odwiedzał Grażynę w jej gabinecie. Pierwszy raz, rano dość długo siedział i zgadywał na różne plotkarskie tematy, które go bardzo pasjonowały. W końcu podpisał Grażynie listę premii dla pracowników i kierownika ośrodka. Zorientowawszy się, że czas szybko mija, a on musi jechać do starostwa powiatowego, zabrał się do samochodu i nie było go przez ponad trzy godziny. Teraz, wracając z powiatu, ponownie zawitał do Grażyny, bo wpadł na pewien pomysł związany z ich wspólnym wyjazdem na szkolenie do Olsztyna za dwa dni.

Wiesz, że kupiłem mieszkanie w Olsztynie ni to zapytał, ni to stwierdził Popiołek. Wynajmuje je, ale dzwoniłem do tych ludzi i okazuje się, że wyjeżdżają na weekend. Możemy tam zanocować po szkoleniu.

Ale ja już zamówiłam noclegi w hotelu szybko zareagowała przestraszona Grażyna i natychmiast dodała. Są bezpłatne, bo zarówno szkolenie jak i koszt pobytu uczestników finansowany jest ze środków Unii Europejskiej.

Nie szkodzi nie przejął się Popiołek. Zadzwoń i zrezygnuj z rezerwacji.

Nie mogę próbowała bronić się Grażyna. Rezerwacja jest w renomowanym hotelu orbisowskim. Nie mogę robić przykrości i kłopotów koleżankom z Olsztyna, które wystarały się o te miejsca, bo w innych hotelach był tłok kłamała rozpaczliwie Grażyna.

A tam, nie przejmuj się ripostował uparcie wójt. Na przeprosiny kupimy im jakieś bomboniery i wszystko będzie w porządku.

Grażyna w dalszym ciągu zgłaszała nowe argumenty.

A co powiedzą kierowniczki ośrodków z innych gmin, gdy nie zobaczą mnie w hotelu? Wiesz, że na szkolenie jedzie także Bożena Piątek Grażyna wspomniała o swej serdecznej koleżance kierującej ośrodkiem pomocy społecznej w sąsiedniej miejscowości. A jak któraś powie o tym mojemu mężowi?

A co cię on obchodzi? Już dawno powinnaś go rzucić stwierdził wójt mając na myśli niedawną rozmowę z Grażyną, podczas której żaliła mu się, że w ostatnim czasie nie bardzo jej się układa współżycie z mężem. Wprawdzie było to normalne zjawisko w małżeństwach z długim stażem, ale Popiołek nie wiedząc o tym i sądząc, że Grażyna szuka okazji do rozwodu, wykorzystał znane mu fakty i przytoczył je w prowadzonej rozmowie. Sama mówiłaś, że czasami masz dość Bogusia, więc nie czekaj aż on cię kopnie, tylko sama zdobądź się na odważną decyzję i powiedz mu: żegnaj!

Grażyna przestraszyła się dokumentnie. Dopiero teraz zrozumiała, że Popiołek poważnie myśli o zdobyciu strzeżonej przez nią do tej pory twierdzy wierności małżeńskiej. Nie wyobrażała sobie jednak, mimo częstych sporów z mężem na wszelakie tematy domowe, że mogłaby go, ot tak, zwyczajnie porzucić. Uważała bowiem, że ostatnie kłótnie podejrzewała, że ich przyczyną były plotki na temat jej związku z Popiołkiem to sprawa przejściowa, tym bardziej, że doskonale wiedziała, iż nie było żadnych sensownych podstaw do rozsiewania takich pogłosek. Zdawała sobie też sprawę Grażyna z tego, że ich dorobek małżeński ma tu duże znaczenie: przede wszystkim trójka dzieci dwie dorosłe córki, które już się usamodzielniły oraz najmłodszy, oczko w głowie rodziców, pobierający właśnie nauki w miejscowym gimnazjum. Poza tym dom, samochód, niewielki skrawek pola, no a głównie szczęśliwe lata małżeństwa, gdy oboje z Bogusławem jedno drugie wspierając wielkim wysiłkiem dorabiali się obecnego statusu. Wprawdzie Grażynie imponowało zainteresowanie wójta jej osobą, ale nie była przekonana, czy mogłaby sobie z nim ułożyć życie. Znała go doskonale przede wszystkim jego prostactwo i zawiść, brak wielu umiejętności poza oczywiście znakomitym warsztatem socjotechnicznym skłonność do plotek, którą to cechę Grażyna kategorycznie potępiała nie tylko u wójta, a wreszcie jego podejście do kobiet. Najmniejszą wadą w tym względzie był brak kultury wójta, brak cech dżentelmena objawiający się m.in. tym, że nigdy, kobiety z jego najbliższego otoczenia, nie przepuścił przodem, pierwszy nie powiedział dzień dobry czy otworzył przed nią drzwi. Dochodziły do tego liczne plotki o traktowaniu przez Popiołka swojej żony, a na dodatek, krążące jako tajemnica poliszynela, wieści o jego licznych romansach i losach kobiet, które Popiołek wykorzystał i porzucił.

Dlatego też na jego argumenty twardo odparła:

Stanisław, nie mogę podejmować decyzji naprzód jej nie przemyślawszy. Jest to zbyt poważna sprawa, żeby decydować o niej w ciągu pięciu minut.

Mówisz o noclegu w Olsztynie? Popiołek nie łapał sensu wypowiedzi Grażyny.

Też odrzekła Grażyna twardo patrząc w oczy wójtowi.

No dobra, pojedziemy do Olsztyna i tam się dalej zobaczy zadecydował wójt, nie bardzo rozumiejąc opory Grażyny.

Był nieco rozżalony, gdyż uważał, że dotychczas wystarczająco się starał i okazywał swej faworycie względy, które, jego zdaniem, już dawno powinny zawieść ją do jego łóżka. Przyszła mu na myśl sentencja: Kobieta zmienną jest, a od siebie w duchu dodał: No i ma swoje humory. Ale poczekamy i zobaczymy. W końcu to już niedługo, tylko dwa dni.

Po dwudniowym szkoleniu w Olsztynie, na które Grażyna oczywiście pojechała w towarzystwie wójta, pozostał jej niesmak. Mimo oporów przełożonego zamieszkali jednak w hotelu. Nie spodziewała się, że Popiołek zachowa się w tak ordynarny sposób. Nie dość, że niemal siłą wtargnął do jej pokoju, to był schlany jak świnia. Zaczął nachalnie przedstawiać jej miraże wspólnej przyszłości, a wszystko to tylko w zamian za noc spędzoną z nim w jednym łóżku. Gdy argumenty przyszłościowe nie podziałały na Grażynę, Popiołek próbował argumentów siłowych. Rozpoczęła się szarpanina i Grażyna tylko dlatego uniknęła złego losu, że na ten moment do pokoju weszła Bożena Piątek, z którą się wcześniej umówiły. Bożena spóźniła się nieco, ale gdy weszła Grażyna wykrzyknęła: O Boże! Całe szczęście że jesteś! Popiołek zmieszał się, spiekł buraka i coś tam mamrocząc pod nosem prawie wybiegł z pokoju.

Czy ja dobrze widziałam co on chciał zrobić? dopytywała się Bożena. Co to było jakaś próba gwałtu?

Daj spokój! wykrzyknęła Grażyna, która przestraszyła się, że Bożena może donieść o tym jej mężowi. Sama widziałaś: nachlał się i zaszumiało mu w głowie i w rozporku, jak to chłopu.

A nie sprowokowałaś go?

Nie bądź głupia! zezłościła się Grażyna Chyba nie po to umawiałam się z tobą, żeby zrobić to na twoich oczach. Prosząc cię do pokoju, chciałam się w ten sposób zabezpieczyć. A ty czegoś się spóźniła? zapytała w dalszym ciągu zdenerwowana.

Zagadałam się na korytarzu z Elką. Ale swoją drogą, to nie podejrzewałam, że wasz wójt to taka świnia.

Daj spokój! powtórzyła Grażyna. Tylko broń Boże nie mów o tym nikomu poprosiła koleżankę.

Ty lepiej zgłoś to na policję doradzała Bożena.

Czyś ty zdurniała!? Trzeba nie mieć rozumu, żeby tak gadać! piekliła się Grażyna. A później co? Na zieloną trawkę?

Masz rację przyznała po krótkim namyśle Bożena, po czym dodała. I lepiej o tym nikomu nie wspominać. Ja nie puszczę pary z ust.

Oczywiście i dziękuję. Gdyby nie ty, to nie wiem jak by się to skończyło. Wybacz, że tak się uniosłam, ale sama widziałaś w jakiej znalazłam się sytuacji.

Nie ma sprawy, rozumiem. A teraz chodź pójdziemy wypić jakiś koniak, bo mnie to też wkurzyło.
5
Lech Wałęsa, jako człowiek wyrozumiały, na urządzane imieniny zaprosił także Kaczyńskich. Wredny drób zaproszenia jednak nie przyjął i żaden z bliźniaków na imieninowej fecie nie pojawił się. Dlaczego? Żeby mieć alibi, iż to nie oni dokonali dywersji.



Wydarzenia na imieninach byłego prezydenta świadczą o tym, że ktoś dokonał dywersji. A jakiej? A takiej oto: [http://img211.imageshack.us/img211/9505/100latpaniesx5.jpg]



Działania te miały na celu skompromitowanie Lecha Wałęsy wobec tłumów gości, w tym premiera Donalda Tuska oraz wmówienie nam, ze Wałęsa nie potrafi (co
Read More
sam zapowiada) napisać żadnej książki. A jeżeli jednak już mu się to uda, to nafaszerowana ona będzie błędami ortograficznymi.

Bracia Kaczyńscy oczywiście nie pojawili się, żeby chociażby spróbować przepięknego i zapewne smacznego tortu, zagryzając kiszonymi ogórkami stojącymi tuż obok.



Z bardzo dobrze poinformowanych źródeł (dochowując tajemnicy dziennikarskiej nie zamierzam ich ujawniać, nawet przed sądem) dowiedziałem się, że absencja Kaczyńskich nie była przypadkowa. Co to, to nie! Otóż nie pojawili się oni tam z premedytacją chcieli mieć alibi dla swych niecnych i wrednych poczynań.



Moje źródła podają (dostarczając dowodów w postaci pism, w tym także stenogramów z podsłuchów), że bliźniaki Kaczyńscy wspólnie i w porozumieniu wykorzystując swoje układy (tak, tak oni też są w nie wplątani) i znajomości spowodowali, że napis na torcie został obarczony ordynarnym błędem ortograficznym. Na dodatek niektórzy funkcjonariusze BOR zostali przekupieni żeby przymknąć oko na to rażące naruszenie bezpieczeństwa narodowego, które miało na celu ugodzenie w historyczny symbol naszego kraju i ośmieszenie nie tylko Lecha Wałęsy, lecz także naszego kraju w oczach opinii światowej.



Moi informatorzy donieśli mi, że w tym spisku, oprócz samych Kaczyńskich, uczestniczyli także: jakiś Wassermann i inne Ziobro, jak również całe tabuny członków i zwolenników PiS, którzy w tajemnicy przed całym Narodem w dalszym ciągu sprawują władzę w naszym kraju.



Osobiście dla tak wrednych działań mówię kategorycznie: NIE! i żądam postawienia całej tej spiskującej zgrai przed Trybunałem Stanu, albo nawet od razu postawienia ich pod ścianą i rozstrzelania. A jeżeli chodzi o wyrok to, co najwyżej w grę wchodzi wyrok sądu 24godzinnego. Czas ucieka i musimy się takim niecnym działaniom przeciwstawić. Kara musi być i to błyskawiczna! Żeby odstraszyć ewentualnych innych spiskowców z tego układu.
5
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Stachu, ratuj! Władysław Kaczorowski, obecnie przewodniczący Rady Gminy, ze świeżymi śladami podrapania na twarzy, dość bełkotliwie zwrócił się do Stanisława Popiołka.

Przed wypowiedzeniem tej kwestii, około czwartej nad ranem, gwałtownie dobijał się do drzwi domu wójta. Ten jeszcze rozespany nie mógł uchwycić dramaturgii sytuacji i rozeźlony z powodu pobudki oraz wyrwania go z ciepłego łóżka, do którego trafił bardzo późno, a także będąc w stanie mocno wskazującym, z uwagi na to, że poprzedniego dnia świętował jubileusz 10-lecia swojej pracy na stanowisku wójta, burknął.

Człowieku, co ty sobie wyobrażasz!? Nie możesz przyjść rano?

Nieee, muszszę tteeraz jąkał się Kaczorowski.

Co się do diabła stało?

Raatuj, bbboo zzginę mmaarnie!

Mówże wreszcie konkretnie, do cholery, o co chodzi, bo jak nie to idę spać! I nie jąkaj mi się, tylko mów powoli. Chodź do kuchni, bo to nie miejsce na twoje wygłupy.

Przeszli do kuchni, gdzie Popiołek nastawił wodę na herbatę, po czym nakazał Kaczorowskiemu usiąść, a następnie zapytał się, co jego nocny gość będzie pił. Ten odparł, że najchętniej napiłby się wódki.

O! Co to, to nie! orzekł wójt. Najpierw wyśpiewasz mi wszystko, co masz do powiedzenia, a później zobaczymy czy sprawa warta jest otwierania butelki.

Kaczorowski mobilizując siły, czasami jeszcze się jąkając, opowiedział, co mu się przed około godziną przydarzyło. Okazało się wówczas, że z imprezy z okazji jubileuszu pracy wójta połączonej ze okrągłą, dziesiątą rocznicą funkcjonowania samorządu, Kaczorowski, w pijanym widzie, postanowił wrócić do domu swoim maluchem. Nie wiedział tylko, że kilka osób widziało go pijanego, gdy zasiadał za kierownicą swego bmw czyli bardzo małego wozu. Niektórzy nawet doradzali mu, żeby zrezygnował z jazdy po pijaku i proponowali nocleg. On jednak zlekceważył te oferty i jakoś udało mu się zająć miejsce za kółkiem. Zabrał nawet sąsiada, który prawie już stracił kontakt z rzeczywistością, lecz mimo to, uparcie dopytywał się: Duojeedzimyy doo doomu?. Na takie pytanie Kaczorowski miał jedną odpowiedź: A coo ty se... kuurrrwa myśliiszsz, że niee mooggę kieeroować? Jjaa jeestem przeewoodddniiczący... ktoo mmnie kuurrwa ruuszy! Na tak kategorycznie udzieloną odpowiedź pasażer, widać uspokojony, przekręcił się na bok i zasnął. Po drodze do domu Kaczorowski nie panował nad pojazdem, jak sobie z ułańską fantazją wcześniej wyobrażał. Na lekkim łuku drogi, najprawdopodobniej z powodu tego, że prędkość była zbyt duża w stosunku do aktualnych możliwości szofera, kierowany przez niego pojazd zjechał do rowu po drodze zaliczając kilka krzaków. Lądowanie również nie było twarde, maluch zaliczył kilka wgnieceń o ostatecznie zatrzymał się, opierając się bokiem od strony pasażera, na skarpie. Kaczorowskiemu udało się wygramolić z auta. Próbował następnie dobudzić smacznie śpiącego i pochrapującego pasażera, lecz ten w żaden sposób nie dał się doprowadzić do stanu używalności. Jego kontakt z otoczeniem był praktycznie zerowy. Podczas prób dobudzenia kolegi Kaczorowski zauważył zbliżające się światła jakiegoś pojazdu. Ze strachu, pozostawiając śpiącego, potykając się o krzaki, kilkakrotnie przewracając się i lądując twarzą w badylach oraz napotykając na opór materii, a w zasadzie siły grawitacji zaburzonej zachwianiem zmysłu równowagi, zbiegł z miejsca wypadku i ukrył się między drzewami pobliskiego lasku. Stamtąd dopatrzył się, że nadjeżdżającym pojazdem jest polonez miejscowego posterunku policji. Skojarzywszy, że grozi mu jakieś wielkie niebezpieczeństwo, czym prędzej wziął nogi za pas i najprędzej, jak tylko był w stanie, czasami nawet na czworaka, zmykał nie oglądając się na kierunek ucieczki. Gdy opadł z sił usiadł pod drzewem i przysnął. Nie na długo, gdyż panujący chłód obudził go po około pól godzinie. Nieco ochłonąwszy postanowił iść na przełaj, polami, do wójta. Pamiętał bowiem, że ten, kilka lat wstecz, już raz uratował go, gdy jechał nawalony na rowerze i zatrzymali go policjanci. Wiedziony tą myślą błyskawicznie parł do mieszkania wójta, nie zważając na porę, by jak najprędzej prosić go o pomoc. Przed chwilą właśnie zakończył swoją relację.

I co ty myślisz, że ja za każdym razem, gdy zechcesz jeździć na podwójnym gazie, będę cię wyciągał z opresji? gniewnie zapytał Popiołek.

Nie zamierzał on jednak pozostawić przewodniczącego bez pomocy, ale postanowił trochę się z nim podrażnić. Wiedział bowiem, że Kaczorowski jest posłusznym narzędziem w jego ręku i zawsze na forum rady przeprowadzi bez przeszkód głosowanie nad projektami zgłaszanymi przez wójta. Poza tym bez najmniejszych wahań podpisywał mu wszelkie delegacje służbowe, nawet te o których wiedział, że służą tylko i wyłącznie pokryciu kosztów prywatnych eskapad Popiołka. Dzięki temu wójt niemal co miesiąc otrzymywał, jako zwrot kosztów podróży własnym samochodem, kwotę około dwóch tysięcy złotych. Tymczasem Kaczorowski skamlał, ale już teraz znacznie wyraźniej niż początkowo, gdyż w między czasie wypił bardzo mocną kawę.

Stachu, zlituj się. Pomóż jeszcze raz. Ostatni! zarzekał się przewodniczący. Zrobię wszystko, co zechcesz deklarował. Do tej pory przecież niemało ci się zasłużyłem.

No, no. Tylko bez takich! wkurzył się Popiołek, który nie znosił, gdy ktoś wypominał mu jakieś świadczone mu przysługi. Ty sam też niemało korzystasz z naszego układu. Wspomnę tylko, że co miesiąc bierzesz na czysto swoją pensyjkę wójt wskazywał na nieopodatkowaną dietę Kaczorowskiego, pobieraną z racji pełnionej przez niego funkcji. Większość bezrobotnych czy nawet pracowników interwencyjnych marzy o tym, żeby brać takie pobory.

Chcesz Stachu? Będę oddawał część diety tobie próbował negocjować Kaczorowski, który wiedział, ze wójt jest łasy na pieniądze. Tylko ratuj! niemal błagał przewodniczący.

No dobrze, ale to ostatni raz! zarzekał się wójt dobroczyńca. Tym razem będę chyba musiał uruchomić znajomości nie tylko na policji, ale w najgorszym wypadku także w prokuraturze, a nawet w sądzie. Jest tylko jeden kłopot.

Jaki? pytał zaniepokojony Kaczorowski.

Ciekawe czy pasażer, którego wiozłeś już ocknął się i czy przesłuchała go policja. Oni oczywiście natychmiast zorientowali się do kogo należy auto, lecz to nie gra roli. Najważniejsze, żeby ten twój sąsiad się nie wygadał. Jeżeli jest w dalszym ciągu bezoffen, to w porządku. Powiadomisz rano policję, że malucha ci ukradli w nocy sprzed domu, bo o ile wiem, to garażu nie masz. Ja w między czasie nakłonię tego pijusa, żeby mówił, iż nic nie pamięta, bo się nachlał do nieprzytomności. Potem postawisz mu za to dobrą wódkę. Pamiętaj tylko, żeby powiadamiając policję o kradzieży, powiedzieć, że postawiłeś samochód na podwórzu i poszedłeś spać.

Dobrze Stachu, tak powiem zgodził się, uszczęśliwiony pomocą wójta przewodniczący.

To mamy za sobą, a teraz jeszcze jedno zapowiedział Popiołek udając się do swojego pokoju. .

Co takiego? dopytywał się głośno, ponownie zaniepokojony Kaczorowski.

Ciszej bądź, bo wszystkich obudzisz skarcił go gospodarz i kładąc przed przewodniczącym kartkę oraz długopis dodał. A teraz pisz!

Co? Znowu? nieszczęsny kierowca domyślił się w czym rzecz. A muszę?

A ja muszę ci pomagać? zareagował pytaniem na pytanie Popiołek.

No dobrze, jak mus, to mus zgodził się niechętnie Kaczorowski przypominając sobie, że opisywał wójtowi swój rowerowy rajd po pijaku. Dawaj ten papier.

Na spisywaniu przebiegu zdarzenia zeszło im jeszcze prawie godzinę, bo Kaczorowski, mimo długiego stażu na fotelu przewodniczącego zaliczał już drugą kadencję, a wszystko dzięki poparciu wójta, który zaproponował, choć nie osobiście, ale przez pośrednikówradnych, jego kandydaturę do najwyższego hierarchicznie stanowiska w samorządzie lokalnym w dalszym ciągu nie przejawiał chęci ani zapału do sporządzania wszelkiego rodzaju pism; uważał on, że na starość nie warto doskonalić się w sztuce pisania, tym bardziej, że wszystkie potrzebne dokumenty dostawał pod nos przygotowane, z polecenie wójta, przez pracownicę biura rady. Wójt bowiem miał instrument nacisku na Kaczorowskiego w postaci jego poprzedniej notatki dotyczącej rowerowej eskapady. Dzięki temu mocno trzymał Kaczorowskiego w garści. Po sporządzeniu, oczywiście głównie pod dyktando Popiołka, dokumentu przez przewodniczącego, wójt wyciągnął pół litra wódki, którą rozpili dla utrwalenia zawartego układu. Potem Popiołek, nie zważając na to, że pił wczorajszego wieczora, a teraz poprawił swój stan jeszcze ćwiartką okowity, odwiózł Kaczorowskiego do domu. Popiołek doskonale wiedział, że kogo jak kogo, ale jego to żaden policjant gminny nie ma prawa ruszyć.