reklama

Obserwator

Janusz Piskorski
0 Following 1 Followers
6
Po przeczytaniu w Gazecie Braniewskiej Biuletynu Starostwa Braniewskiego miałem nieodparte wrażenie, iż Wydział Promocji Starostwa jest Wydziałem Promocji Leszka Dziąga.Nie mam za złe ukazanie 10 lat funkcjonowania Powiatu Braniewskiego i promowaniu tegoż, ale proszę zauważyć, iż w prawie co trzecim akapicie stoi Leszek Dziąg.Toż Leszek Dziąg nie wypełnia swoimi gabarytami całej powierzchni powiatu. A trzeba dodać, że własnie przez te 10 lat było więcej starostów, którzy dla tego powiatu coś zrobili. Co zrobili,to z tego jubileuszowego wydania się nie dowiecie. Oni zasług nie mają, ma je jedyn
Read More
ie Leszek Dziąg i dla tego ten biuletyn wydano.W tym literackim czołobiciu ku wielkości Leszka Dziąga już na pierwszej stronie czytamy o uhonorowaniu Starosty jubileuszowym Medalem 190-lecia Powiatu Mrągowskiego. Ja niewiele mogę powiedzieć o osiągnięciach Starosty tej kadencji, a więcej o demontażu czy czynieniu społecznego haosu, jak w wypadku likwidacji Szkoły Rolniczej czy destrukcji Szpitala. Ale już nic nie wiem na temat dokonań Leszka Dziąga dla Powiatu Mrągowskiego poza tym, że panowie przy okazji spotkań stawiają sobie kawę czy herbatę i też nie jestem pewien co.Tu już wypowiedziałem się rozszerzająco co do współpracy obu starostw, które zaczyna się i kończy na spiciu w/w napojów. Lecimy dalej czyli na drugą stronę do szlaków rowerowych, których nie ma. Prace rozpoczną się 2011, czyli juz inny starosta będzie to realizował. Ale to ładnie wygląda że taki poważny starosta myśli o jeździe na rowerze. Cała ta strona biuletynu jest do przyjęcia:giełda szkół, bieg pamięci, turniej bezpieczeństwa to o tym trzeba mówić. I wyjatkowo Leszek Dziąg pojawił się jeden raz-byłoby cacy gdyby nie fotka na której prezentuje się wicestarosta przy okazji olimpiady wiedzy o obronie cywilnej. Niechciałby by poziom wiedzy wice utożsamiany był z naszym powiatem.Natomiast skoro Leszek Dziąg odpuścił druga stronę, to trzecią totalnie spacyfikował. Leszkiem Dziągiem wszystkie artykuły podziurawione są jak szwajcarski ser. Przy okazji tej pompy z otwarciem drogi ekspresowej nr.22, która miała łączyć, usprawnić ruch to niektórych rolników ze swoimi uprawnymi ziemiami rozdzieliła. Jak po prostej mieli 50 m z chałupy na pole to teraz mają i 50 km naokoło.Mamy rówież w biuletynie informacje o Szpitalu. Wymowa tegoż artykułu sprowadza się do tego, iż Leszek Dziąg jest wybawcą Szpitala i tak dobrze jest teraz wszystkim i pielęgniarkom też. Tyle, że niech wypowiedzą się te, które zostały na lodzie po starościnej dekompozycji. I wreszcie ten reformator niech powie co dalej? Liczył po partyjnemu na E Kopacz, a ta się w tej reformie zakopała. Niech powie czy pracyje nad długiem Szpitala, bo ten w miejscu nie drepcze. I oczywiście piszący wytłumaczą, iż to zapewne radakcyjny błąd lub przeskoczyła literówka, bo zapomniano o Oddziale Dziecięcym. Oby to było tylko to a nie kolejna polityczna rozgrywka Starosty. Dzieci w powiecie są na szczęście i z nimi rozgrywać lepiej mecze w piłkę. A na koniec biuletynu mamy jeszcze apel i zdjęcie od stóp do głowy całego Leszka Dziąga.Spiął ładnie klamrą wizerunkową, by czytelnikowi od początku do końca Starosta towarzyszył w lekturze, a po niej w połączeniach komórek mózgowych pozostał stały, wyryty ślad pamięciowy. I tak jak będzie zasypiał to na dobranoc przywoła sobie w myślach cuda Leszka Dziaga. Rano zaś przy goleniu zanuci po rapersku wibitne czyny Leszka Dziąga i oczywiście w konsekwencji w dniu wyborów w lunatycznym omamie wielkością dorobku Starosty, zrobi wiadomo co. W biuletynie jest 7 zdjęć z Leszkiem Dziagiem, a nazwisko to pojawia się 34 razy. A teraz pytanie retoryczne- kto za to zapłacił i ile? J.Piskorski.
6
Pisałem już o działaniach Działu Promocji Starostwa jako biura promocji Leszka Dziąga. Teraz ciąg dalszy następuje. Na zadane poprzednio retoryczne pytanie kto za to płaci-my płacimy. Ile?-Starosta dokładnie nie wie, Skarbnik- w przybliżeniu 18.000 zł. To za wcześniejszy ośmiostronicowy biuletyn i za jednostronicowe, które bedą ukazywać się do końca roku.W zwiazku tym, iż teraz to tylko jedna strona, ale to nie przeszkadza by Starostę podziwiać w różnych ujęciach fotokadrowych i tu mamy ich trzy na każdy artykuł po jednym. Zdjęcia to jedno a propaganda sukcesu to kolejny etap tych wydań. Mamy
Read More
zatem stwierdzenia dotyczące szpitala, że przedtem to całe zło a teraz jest całe dobro. Pod artykułem nie ma podpisu więc to chyba anonim, albo piszacy nie ma odwagi podpisać się pod swoimi poglądami.Zgłosiłem akces pisania w tym biuletynie i ja się podpiszę ale nie wiem czy artykuł wydrukują?.Zobaczymy. Co do meritum cały ten PO-ski plan "B" można do kosza rzucić. Zrobiony jak pozostałe inicjatywy Rządu dla pijaru czuli dla pozoru. Jeśli Powiat przejmie zadłużnie szpitala zakredytowanie Powiatu przekroczy 60 % a co zatym idzie wchodzi zarząd komisaryczny. Te przekroczenie powstanie również po tej obiecanej pomocy Państwa, bo też mówi się tylko o sfinansowaniu zaległości publicznoprawnych a cała reszta to już kłopot Starostwa. Tego niestety nie jest w stanie nasz Powiat udźwignąć. Nie chodzi tu tylko o formalności czy personalia kto starostwem będzie rządził, jest znacznie poważniejszy problem. Otóż Powiat przekraczający 60% zadłużenia swojego budżetu nie ma mocy kredytowej. Co to oznacza, ano iż wstrzymuje się wszelkie inwestycje i Powiat umiera. Za taką pomoc dziękujemy. To nie pomoc a zakamuflowana pułapka dla takich powiatów jak nasz. Ja jako radny nie zamierzam dla dobrego samopoczucia i telewizyjnych uśmiechów Premiera i minister Kopacz przez kolejne 10 lat jeździć po drogach jak szwajcarski ser, posyłać dzieci do nieremontowanych szkół zgodzić sie na niemobilność Straży Pożarnej czy Policji.Ciekawi mnie jak też do propagowania tego planu "B" podejdzie Leszek Dziąg członek Platformy Obywatelskiej, czyniąc pokłony za ten rządowy podarek wywiąże się z partyjnego obowiązku, zaś jeśli podejdzie do tematu rzeczowo, znaczyć będzie że ma resztki oleju w głowie. Ale nie zapominajmy, że mogą w tym jakby nie patrzeć interesie pojawić się inne okoliczności ,dążenia do realizacji zgoła innego celu. Zatem może się okazać, że to nie będzie tak do końca interes społeczny.J.Piskorski
6
10 najdziwniejszych przepisów dotyczących zwierząt (źródło: internet)



1. W Kingsville w stanie Teksas prawo zabrania świniom uprawiania seksu na terenie lotniska.

2. W stanie Ohio w USA obowiązuje zakaz upijania ryb. Bardziej restrykcyjne prawo obowiązuje na Alasce, gdzie myszy alkoholem nie wolno nawet poczęstować.

3. W Norfolk w stanie Virginia w godz. 8-16 kury obowiązane są nie znosić jaj.

4. W stanie New Jersey od godziny 22 do 8 rano psom nie wolno szczekać, a kaczkom - kwakać.

5. Prawo w stanie Indiana zabrania małpom palenia papierosów. Nie precyzuj
Read More
e tylko, kto w razie złamania przepisu trafia do aresztu.

6. Na Alasce rozmowa z niedźwiedziami na jakiekolwiek tematy jest absolutnie zabroniona. W całym stanie prawo dopuszcza zabicie niedźwiedzia, ale wybudzenie go ze snu zimowego pod pretekstem sfotografowania jest już surowo karane. W Illinois z kolei nie można straszyć śpiących pingwinów, ale... tylko w czwartki.

7. We Francji obowiązuje oficjalny zakaz nadawania myszom imienia "Napoleon".

8. Za zabójstwo psa w stanie Nevada grozi kara śmierci przez powieszenie, podobnie jak za kradzież konia w Tennessee.

9. Nie masz uprawnień myśliwskich, a mieszkasz w Kaliforni? Nie wolno ci zastawić pułapki na myszy - to niezgodne z prawem.

10. Znaleziona na wybrzeżu Anglii głowa martwego wieloryba jest własnością Króla. Ogon walenia należy do Królowej.

5
Jak to przy granicy - co jakiś czas "wybucha" historia tego typu. Prasa opisuje wierzchołek góry lodowej? Hym, jest tajemnicą poliszynela, że pare osób w mieście dorobiło się na przemycie i to kusi następnych.
5
Marszałek Bronisław Komorowski o projekcie ustawy złożonej dzisiaj w Sejmie przez PiS, a odnoszącej się do lustracji majątkowej funkcjonariuszy publicznych: radosna twórczość w sytuacji kiedy się nie ponosi odpowiedzialności za nic, jest czymś typowym dla polskiego życia politycznego cytat za portalem Interia. A tu Cię mam nicponiu jeden!



Okazuje się, że Polska dla marszałka Komorowskiego to NIC! A na dodatek marszałek tego rodzaju postawę przypisuje całej klasie politycznej! Skandal!



Do tej pory wydawało mi się, że my wszyscy obywatele naszej Ojczyzny, razem i każ
Read More
dy z osobna, w przeróżnych zakresach, jesteśmy odpowiedzialni za kraj, w którym żyjemy. A tu masz! Jaśnie wielmożny Pan Marszałek oświecił mnie, że mój pogląd to bzdury i fanaberie niedouczonego pismaka.



Ale może być też tak, że Bronisław Komorowski zarzuca PiS-owi (całej partii i każdemu jej członkowi z osobna), że tylko oni nie posiadają ani krzty odpowiedzialności za Ojczyznę.



Przypominam sobie wypowiedzi marszałka, gdy PO była w opozycji parlamentarnej, gdy powtarzał, że jako opozycja, są oni (tj. platformersi) odpowiedzialni za Polskę. Ale teraz okazuje się, że bycie w opozycji wyklucza taką możliwość. Ale dlaczego i od kiedy?



Z tego powodu twardo sobie postanowiłem, że nie będę nigdy w życiu ubiegał się o mandat parlamentarzysty. A dlaczego? A otóż dlatego, że jak, nie daj Boże, trafię na ławy opozycyjne, to niejako automatycznie (wedle nauk Pana Komorowskiego) stracę prawo do ponoszenia odpowiedzialności za naszą Ojczyznę. A z taką sytuacją chyba nigdy bym się nie pogodził.



Spadam na szczaw!
5
Gdyby uznać liczbę formalnie istniejących podmiotów politycznych za główny wyznacznik pluralizmu, to najbardziej pluralistycznym państwem Europy była Niemiecka Republika Demokratyczna. Obok przewodniej siły narodu - SED, działały tam też partie: chrześcijańsko-demokratyczna, chłopska, liberalno-demokratyczna oraz (uwaga, uwaga) narodowo-demokratyczna. Niewiele gorsza od NRD była husakowska Czechosłowacja. Pod rządami tow. Gustawa kwitł pluralizm wysoki jak tatrzańskie smerki. Obok komunistów działały ugrupowania: chadeckie, wolnościowe i socjalistyczne.

Pluralizm kwitł, wymóg był tylko j
Read More
eden - uznanie prymatu przewodniej siły narodu.

Dziś, po zahamowaniu pochodu reakcji i kontrrewolucji (rządach PiS), światłe umysły proponują nam powrót do wzorców NRD i CSSR (dla niektórych z tych umysłów jest to zresztą powrót do korzeni). A bądźcie sobie z prawicy" - godzą się spolegliwie autorytety. A wierzcie sobie w tego Boga, chodźcie do kościoła (ale nie na mszę trydencką, jakież ograniczenia muszą przecież być), uznajemy wasz katolicyzm - mamy dla was nawet osobne pisemko: Tygodnik Powszechny - dodają. Warunek jaki stawiają autorytety jest tylko jeden: bądźcie światli i otwarci, bądźcie cywilizowaną prawicą". Autorytety mają już nawet komisję, której zadaniem byłoby weryfikowanie, czy potencjalny kandydat na światłego reprezentanta prawicy", spełnia faktycznie wszystkie warunki konieczne do zdobycia tego tytułu.

Komisja owa złożona jest z autoryzowanych już wcześniej przez salon prawicowców i konserwatystów": Aleksandra Halla i Tomasza Wołka. Obaj ci towarzysze podróży salonu spełniają dlań bardzo ważną funkcję - mają stworzyć salonową, koncesjonowaną (podobną w tym do sojuszniczych partii" w NRD i CSSR) prawicę. By ją stworzyć muszą jednak wcześniej zniszczyć prawicę autentyczną - to jest tę, która jest niezależna od salonu, i która śmie proponować odmienną wizję Polski. Prawica ta popełnia tym samym grzech pierworodny wobec salonu (klasyk tegoż zauważył przecież niegdyś wpierdalasz się w moją działkę"). Metody jakie stosują wobec niezależnej prawicy koncesjonowani konserwatyści są identyczne z metodami stosowanymi przez cały salon: kłamstwa, pomówienia, oszczerstwa, a kiedy trzeba to i donosy.

Co, po ewentualnym triumfie, będą nam proponować konsesjonowani prawicowcy? Odpowiedź jest prosta: nic (oczywiście jeśli nie liczyć lektury GW i TP).

Hall i Wołek głoszą bowiem konserwatyzm pusty, pozbawiony jakiegokolwiek programu (gdyby był musiałby być przecież alternatywą dla salonu), historii (jest wszak wstydliwa), punktów odniesienia (nie są jeszcze na tyle odważni, by za koryfeusza myśli prawicowej uznać np. Michnika), konserwatyzm cepeliany sprowadzony do rytualnych zapewnień (przyśpiewek): my konserwatyści", my prawica".
5
Zaczęło się normalnie: zgłupieliśmy do cna. Zaczęło się od tego, że odnaleziono zagadkowy pęcherz mieszczący się pod naszymi fryzurami i nazwano go mózgiem.



Naukowców zaintrygował ten tajemniczy przyrząd, z którego, jak przypuszczali, wydobywa się nasze myślenie. Przy okazji dostrzegli, że niektóre jego sektory można pobudzać.

Osobnik, umiejętnie trykany w bąbel, mógł reagować zgodnie z intencją badacza. W zależności od dźgnięcia w podrażnione miejsce, skręcał się albo z gniewu, albo ze śmiechu.

Odkrycie to wzbudziło sensację. A także niebywałe poruszenie wśród nauko
Read More
wców parających się wróżbiarstwem. Dotychczas uważano, że ów aparat jest naturalnym zbiornikiem przechowującym smarki. Jednak w obliczu rewolucyjnych odkryć, pogląd ten wyciągnął kopyta na nowych faktach i ulegał gruntownej przebudowie.

Ludzie z charłaczym pomyślunkiem, poczęli domagać się wzmocnienia palety swojej wyobraźni. Prawnicy, ustawodawcy oraz pozostali kuglarze zabiegali o przystawki umożliwiające szybsze błądzenie wśród gęstwy przepisów.



Grupa trzymająca stołki, załoga na służbowych posadach, błagała o przydział markowych widoków na świetlaną przyszłość. Rządzący domagali się odszkodowań przed podjęciem pracy, zwolnienia z przedwyborczych obietnic, a zwłaszcza dożywotnich diet oraz częstszych wyjazdów na Kajmany. Nikt jednak nie pragnął turbiny z roztropnością, ale mimo to postarano się wykorzystać w praktyce nowy przebój i uruchomiono produkcję zasilaczy.

Najlepiej sprzedawały się wkładki do uprawiania sexfigielków; wzmacniacze z erotycznymi przeżyciami, szły, jak woda.



Zwiększały obroty nie tylko u nabywcy, ale też stawiały na nogi puste konta elektrowni. Starczyło je kupić, podłączyć do kontaktu, by wyjść na zdatnego do wyrażania cielesnych uczuć. Zachwycony delikwent ze sztyftem w potylicy, kategorycznie odmawiał spania, jedzenia i przebywania z dala od gniazdka. Dni, noce i pozostały czas spędzał na rojeniach i spekulacjach.



Jednak nie ma niczego za darmo: okazało się wkrótce, że ludzi wciągniętych do igraszek z elektrodami, prześladuje tępota bez umiaru. Powiększają im się wola, na zewnętrznej obudowie uwydatniają się rogowate wypustki przypominające szczęko nóżki, zęby tracą szkliwo i wypadają, a wzrost im się skurdupla.



Widok ten nie napawał niczym dobrym. Przeciwnie. W trosce o ratowanie zdrowia ludności cywilnej i urzędowej, poczyniono odpowiednie kroki: wydano apel o zaniechanie masowej produkcji sexturbin i wprowadzono na nie obowiązkową reglamentację, a na wyroby krajowe nałożono podatek od dziwactwa.



Od tej chwili wszelkie przystawki miały być krótkotrwałe. Warsztaty nie przyjmowały ich do naprawy, jeżeli aparat był u właściciela dłużej, niż kwadrans.



Powiedziano, że skoro nie można inaczej, to niechaj już sobie będą, ale z lichego surowca, wyłącznie na dynamo lub kryształek. Uchwalono, że mają się psuć równo co trzy minuty z dokładnością do pięciu miejsc po przecinku. Łóżkowym Rambo zaproponowano zbieranie znaczków i życie znowu rozpoczęło morderczą walkę z nudą.
5
Tekst o idealistach frasujących się tym, że im więcej się składają na pomoc ludziom w potrzebie, tym więcej ludzi tych jest i tym bardziej przybywa biedaków, tekst o niezawodnych wrażliwcach i państwowych Harpagonach z domu Fiskus, napisałem przed wiekami, od wieków zatem jest to tekst aktualny.



Do tej pory miałem nadzieję, że przychodzę z pomocą nie udawanym cierpiącym i niezamożnym. Do tej pory, bo teraz, po przeczytaniu o zusowskich balangach w Tunezji (przedruk), wiem, że pomagam państwowym malwersantom.



Owsianko



--------------------



Ha
Read More
rpagoni, na start!



Nie od dziś wiadomą jest rzeczą, że lepiej zapobiegać, niż leczyć. Lepiej i taniej. Nawet jeśli drogim specyfikiem, to przebieg terapii jest krótszy i skuteczniejszy.



Proces leczenia, szczególnie - leczenia chorób przewlekłych, będących w stadium znacznego zawansowania, jest kosztowny. Wymaga drogiej aparatury. Urządzenia medyczne ratujące ludzkie życie, tak jak leki najnowszych generacji, są refundowane. Przynajmniej tak być powinno w myśl ustaw dotyczących NFZ. Że jednak tak nie jest, przekonujemy się na każdym kroku.



Często się słyszy o rozmaitych wyścigach ze słoikiem, puszką lub tacą, o akcjach humanitarnych, zbiórkach społecznych, żebraninach i koncertach charytatywnych organizowanych na rzecz wpierania konkretnych chorych lub całych grup społecznych poszkodowanych z winy NFZ.



Co rusz jesteśmy świadkami czyjejś bezradności, czyjegoś płaczu. Widok rodziców proszących o finansową pomoc dla swojego dziecka, jest widokiem wstrząsającym. Lecz wstrząsającym dla ludzi wrażliwych. Dla ludzi posiadających sumienie. To znaczy dla ludzi pracujących poza NFZ.



Radio, TV, gazety, ogłaszają, że są skłonne pomagać, patronować, sponsorować, że chętnie się włączą, że trzeba być człowiekiem i otworzyć serce oraz portfel.



Po kościołach i schroniskach brata Alberta, po kanałach ciepłowniczych, dworcach i kartonach z bezdomnymi, przetacza się zbiorowy jęk, chóralny lament i skowyt błagających.



Jak kraj długi i kanciasty, rozlega się wołanie o poratowanie państwa. Skrzykuje się zastępy, hufce, czeredy kwestarzy, jałmużników, małoletnich dziadów kalwaryjskich, by wyręczali nasze biedne ministerstwa, ZUS-y, PFRONY i NFZ-y.



Instytucje te znajdują się na krawędzi ubóstwa, ledwie wiążą koniec z końcem, ściga je czarne widmo pazernego inkasenta, gdyż nie mają pieniędzy na oszczędniejsze szastanie budżetem, na czarne dziury i kuse kołdry, na limuzyny, przekręty i afery, na malwersacje, odprawy, premie i ustawowe podwyżki wielotysięcznych pensji dla swoich urzędników, a zamiast tego, gnębi się ich jakimiś durnowatymi suplikami chorych...



Jak kraj wielki i niegospodarny, rozlega się bezczelne wołanie o opamiętanie, o zdrowy rozsądek rządzących ekip. Jednak wołanie to żadnej ekipy nie obchodzi. Ani przegranej, uciekającej w popłochu, ani zwycięskiej, tryumfalnie wjeżdżającej na spaloną scenę politycznego teatru.



Owsianko



===========



POLECAM:



Urzędnicy ZUS szaleją w Tunezji



Aż 40 osób skorzystało z hojności prezesa Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, który postanowił z kasy funduszu socjalnego dołożyć im do zamorskiej wycieczki. Urzędnicy ze Zduńskiej Woli bawili w Tunezji, gdzie - za kwotę 65 tysięcy złotych - mogli do woli pić drinki z baru, pływać w basenach lub wylegiwać się w czterogwiazdkowym hotelu - oburza się "Fakt".



Hotel kilka kroków od plaży, podgrzewane baseny, masaże i darmowe drinki przez całą dobę - to wszystko mają do dyspozycji pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ze Zduńskiej Woli wypoczywający właśnie w słonecznej Tunezji. 40-osobowa grupa urzędników wraz z rodzinami bawi w nadmorskim kurorcie Sousse.



Zatrzymali się w ekskluzywnym, czterogwiazdkowym hotelu Samara. Mają tu przestronne, bogato wyposażone pokoje, a z basenów mogą korzystać przez całą dobę- - pisze "Fakt".

Do tego dodać trzeba jeszcze smaczne i obfite jedzenie i nieograniczoną liczbę drinków.



Ile kosztuje taka przyjemność? Cena tygodniowego pobytu 40 osób to 65 tys. zł. Część tych pieniędzy ZUS wydał z funduszu socjalnego, a kandydatów do wyjazdu - jak poinformował nas nieoficjalnie jeden z pracowników zakładu w Zduńskiej Woli - prezes oddziału wskazał osobiście. I zadbał, by jego wybrańcy się nie nudzili. W pakiecie urlopowym mają zapewnione liczne rozrywki.



Wczasowicze ze Zduńskiej Woli zaczęli korzystać z nich od pierwszego dnia. Na początku postanowili zgłębić tajemnice północnej Afryki. Z zainteresowaniem przyglądali się wielbłądom, spacerowali po starożytnych ruinach Kartaginy.



Najbardziej jednak do gustu przypadła im wliczona w cenę pobytu tzw. noc beduińska. Urzędnicy podziwiali tunezyjskie tańce narodowe, cyrkowe sztuczki i popisy fakira. Nie żałowali sobie też czerwonego wina. Rozochoceni trunkiem mężczyźni wsuwali potem tancerkom banknoty za ramiączka staników - relacjonuje bulwarówka.



poniedziałek 14 kwiecień 2008

http://www.dziennik.pl/wydarzenia/

article153691

/Tak_sie_bawi_ZUS_za_pieniadze_Polakow.html