reklama

Obserwator

Janusz Piskorski
0 Following 1 Followers
6
Pies to czy kot oto pytanie?



Jak donoszą na deser.gazeta.pl



"Oryginalny strój i gotowość do akcji - to zapewniło wesołemu psu zwycięstwo w konkursie odbywającym się w stolicy Filipin, Manili."



6
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Zajdź później do mojego pokoju zwrócił się do Grażyny Skóry jej przełożony, wójt Stanisław Popiołek.

Grażyna przestraszyła się tej propozycji, gdyż od dłuższego już czasu wójt smalił do niej cholewki kusząc wszelkiego rodzaju awansami. Wiedziała, że wizyta w hotelowym pokoju przełożonego może zakończyć się nawet w łóżku, a na taki rozwój sytuacji nie mogła sobie pozwolić. Jednak dla zachowania pozorów powiedziała:

Dobrze, tylko najpierw troszkę odpocznę. Będę za jakąś godzinę.

Oboje właśnie wrócili z konferencji szkoleniowej, która odbywała się w Gdańskim Ośrodku Doskonalenia Zawodowego. Uczestniczyli w niej kierownicy Ośrodków Pomocy Społecznej z licznych miejscowości województwa pomorskiego i warmińskomazurskiego, jak również skromne grono włodarzy gminnych.

Grażyna Skóra była bardzo zaskoczona decyzją wójta o uczestniczeniu w tej konferencji, gdyż dotychczas nie przejawiał on zbytnich chęci do udziału w tego rodzaju nasiadówkach. Poza tym tematyka szkolenia obejmowała zagadnienia adresowane właściwie do pracowników ośrodków pomocy; znacznie mniej tam było tematów, których odbiorcami mogliby być szefowie samorządów. Niemniej, po przeanalizowaniu ostatnich wydarzeń w jej otoczeniu Grażyna doszła do wniosku, że Stanisław Popiołek postanowił przypuścić szturm frontalny w celu sfinalizowania swoich długich starań o jej względy.

Nie mając ochoty na skończenie wieczoru w łóżku wójta, postanowiła poprosić swą serdeczną koleżankę Wandę Walentynowicz, kierowniczkę ośrodka pomocy z jednej z miejscowości na Mierzei Wiślanej, żeby jej towarzyszyła podczas wizyty w pokoju hotelowym wójta.

Tymczasem Stanisław Popiołek ostro przygotowywał się do spodziewanych rozkoszy: przebrał się, ogolił, wziął prysznic, namaścił swe ciało wodą kolońską. Zamówił też do pokoju trunki, napoje, lód oraz zakąski. Gdy ujrzał w drzwiach dwie, zamiast jednej, niewiasty początkowo był mocno zaskoczony i rozczarowany. Nieco pomyślawszy, doszedł do wniosku, że może wieczór zakończyć nieco atrakcyjniej, niż pierwotnie planował. Licząc na skonsumowanie znajomości z Grażyną Skórą, nagle zaświtała mu myśl, że wieczór spędzony w trójkącie będzie znacznie lepszy. Jakże się pomylił.

Zabrałam ze sobą Wandzię wyjaśniła Grażyna wójtowi bo została sama w swoim pokoju i pomyślałam, że warto ją zaprosić, aby podsumować dzisiejsze szkolenie. W trójkę będzie nam łatwiej.

Wójt nie dał poznać po sobie, że inaczej wyobrażał sobie ten wieczór i wchodząc w rolę gospodarza powiedział:

Ależ oczywiście pani Wandziu, przepraszam, że nie pomyślałem o tym wcześniej w duchu zaś rzucał gromy na Grażynę za to, że wystawiła go do wiatru. Obłudnie zaproponował obu paniom: Może drinka?

Obie wymówiły się jednak, jak to kobiety, bólem głowy oraz tym, że są zmęczone, a przecież jutro czeka je jeszcze jeden dzień konferencji. Niemniej z poczęstunku skorzystały poprosiły o sok pomarańczowy. Grażynę zaskoczyła postawa wójta. Nigdy nie uważała go za dżentelmena, bo w swojej gminie traktował on kobiety niczym władca haremu: rzadko której mówił pierwszy dzień dobry, nigdy nie przepuścił przed sobą, np. otwierając drzwi, zawsze oczekiwał powitania niczym hołdu ze strony płci pięknej. Uprzejmość Popiołka musiała wynikać z chęci zrobienia wrażenia na Wandzi, osobie spoza gminy, w której rządził Popiołek.

Około 1,5 godziny, które kobiety spędziły w pokoju wójta nie upłynęło w radosnej atmosferze. Popiołek zorientowawszy się, że ze spraw łóżkowych będą nici, w dyskusji na temat konferencji praktycznie nie uczestniczył. Dyskutowały jedynie Grażyna i Wanda, zaś wójt jedynie od czasu do czasu rzucał albo Zgadza się, albo też No właśnie, toteż z wielką ulgą przyjął zapowiedź, że kobiety są zmęczone i idą spać. Gdy pozostał sam, porządnie wypróżnił butelki z alkoholami i niedługo potem udał się w kierunku łóżka. Przed zaśnięciem myślał jednak o Grażynie kładąc się spać pomrukiwał: Jeszcze Cię dopadnę.



*****



Tymczasem obie kierowniczki udały się do pokoju Grażyny. Po zamknięciu drzwi odetchnęły z ulgą.

Słuchaj Grażyna dopytywała się Wanda a nie będziesz miała kłopotów przez to, że mnie zaciągnęłaś do jego pokoju.

Jakoś sobie poradzę podsumowała Grażyna. Ale nie sądzisz chyba, że mam ochotę na pójście z nim do łóżka. Przecież on dla mnie, to gówniarz.

Krótko potem kobiety pożegnały się i poszły spać.
6
Japończycy wymyślili samochód na wodę. Wg. twórców można na jednym litrze wody jeździć godzinę w prędkością 80km/h. Podobno wystarczy napluć :) lub nasikać i działa, he he.



A jednaka się da jeździć na wodę kto by pomyślał, że tak szybko :) to wynajdą.

Podobno kiedyś już taki silnik był skonstruowany parę dobrych lat temu ale się nie opłacało produkować (może ropa była taka tania jak woda.

Teraz ma być opłacalne.



pzdr
6
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Wiesz, że wójt dopytywał się mnie czy czasem ty nie szukasz nowej pracy zwróciła się do Grażyny Skóry jej pracownica, Regina Pastuszek. Było to około dwa miesiące po tym nieszczęsnym wyjeździe na szkolenie do Olsztyna.

Tak? A skąd mu to przyszło do głowy? zdziwiła się kierowniczka ośrodka pomocy społecznej.

Nie wiem, ale wspominał, że jak skończysz studia, to z pewnością zaczniesz się rozglądać za lepszym stanowiskiem.

A tam, bzdury gadasz. Gdzie mi będzie lepiej? Tu znam ludzi, mam układy, znajomości. Po co więc na stare lata rozglądać się za inną posadą. Jestem stąd i nie zamierzam szukać pracy poza gminą.

Stosunki Grażyny z wójtem Popiołkiem znacznie się w ostatnim czasie popsuły. Stanisław Popiołek już nie przesiadywał godzinami w jej gabinecie swoje rządy sprawował obecnie zza biurka wójtowskiego gabinetu. Oziębienie kontaktów nastąpiło bezpośrednio po powrocie z Olsztyna. Nie bez znaczenia była przy tym rozmowa, która miała miejsce w dwa dni po powrocie ze stolicy województwa. Wójt jak zwykle przyszedł do gabinetu Grażyny, rozsiadł się w fotelu i jak gdyby nigdy nic zagadnął ją na temat zbliżającej się uroczystości z okazji Dnia Pracownika Socjalnego.

Pomyślałem, że należą wam się nagrody zgadnął Popiołek.

Pewno, że by się przydały. Zaraz powiem dziewczynom, żeby przygotowały wnioski. odpowiedziała Grażyna i wezwała Beatę Pyterską, księgową ośrodka, do swego gabinetu wydając jej polecenie. Pani Beatko przygotuje pani druki na nagrody dla pracowników ośrodka, również dla mnie.

Tak jak zwykle? W jednej tabeli? dopytywała się księgowa.

Oczywiście, na jednej kartce. Ma pani przecież gotowe wzorce, zmieni pani tylko daty i zostawi puste miejsca na wysokość nagród.

Dobrze. Skończę tylko bieżące rozliczenia i wydrukuję wniosek, o którym pani mówi. W dwóch egzemplarzach?

Tak. Tak jak zwykle.

Przysłuchujący się wymianie zdań wójt cierpliwie czekał, aż księgowa wyjdzie z gabinetu kierowniczki, po czym spróbował zatrzeć złe wrażenia z wyjazdu.

Przepraszam Grażyna za swoje zachowanie w Olsztynie. Nie wiem co we mnie wstąpiło, chyba za dużo wypiłem.

Stanisław nie ma sprawy, ale tak dalej być nie może. Ludzie zaczynają za dużo gadać, a jak te pogłoski dotrą do mego męża, to nie wiem jak on się zachowa.

No to jak dalej mamy się kontaktować? spytał nieco zaskoczony wójt.

Najlepiej wcale Grażyna postawiła twarde warunki bojąc się niekorzystnego dla niej rozwoju wydarzeń. Daj sobie na jakiś czas spokój, bo przez ciebie mogę mieć nieprzyjemności w domu.

Chyba żartujesz? zdziwił się Popiołek.

O żartach nie ma mowy. Nie życzę sobie, żebyś, jak do tej pory, przesiadywał u mnie w gabinecie. Przynajmniej przez najbliższy czas.

Mówisz poważnie?

Jak najbardziej.

Jak chcesz zezłościł się wójt i zgrzytając zębami dodał. Zaczynam się stosować do twego życzenia natychmiast! po wypowiedzeniu tej kwestii wstał i szybko wyszedł z gabinetu Grażyny, która przez okno zauważyła, że w stronę budynku Urzędu Gminy wójt pędzi, niczym goniony przez stado głodnych wilków.

Grażyna Skóra pomyślała, że teraz to nie może się spodziewać po wójcie niczego dobrego, ale zaraz też doszła do wniosku: Co mi może zrobić? Nie ma do czego się przyczepić, bo ośrodek działa bez zarzutu. Najwyżej obetnie mi premie albo nagrodę. Jej przewidywania spełniły się nawet szybciej niż się spodziewała. Wysłana do urzędu w celu zatwierdzenia z drukiem wniosku premiowego Beata Pyterska bardzo szybko wróciła i bez słowa podrzuciła wniosek na biurko kierowniczki. Grażyna przejrzała go i zobaczyła, że przyznane przez nią nagrody dla pracownic po około 1.200 zł pozostały bez zmian, natomiast nagroda przy jej nazwisku została przekreślona i wpisano kwotę... 400 zł. Natychmiast wezwała księgową.

Pani Beato, co to znaczy?

Nie wiem odpowiedziała speszona Beata Pyterska.

Kto to zrobił? Wójt?

Nie, ja na polecenie wójta księgowa jeszcze bardzie się speszyła. Tak mi kazał i powiedział, że tak ma zostać.

Dobrze, może pani wracać do swoich zajęć podsumowała, ukrywając swe zdenerwowanie, Grażyna.

Beata Pyterska nie omieszkała wspomnieć o tym wydarzeniu swoim koleżankom z biura. O ile Beata Klimontowicz tylko wzruszyła na ten fakt ramionami, to Regina Pastuszek w duchu się uradowała: Oho! Pani kierownik wpadła w niełaskę.

Stanisław Popiołek rzeczywiście wrócił do swego gabinetu mocno wkurzony. Nie wyobrażał sobie, że podległa mu pracownica postawi mu się i odrzuci jego zaloty. Co ona sobie myśli!? Lekceważyć mnie, na to nie pozwolę. Nieco ochłonąwszy oczekiwał pojawienia się Grażyny z wnioskiem nagrodowym. Postanowił, że przyzna jej najmniejszą premię, zmniejszoną o połowę. Gdy ujrzał w drzwiach gabinetu Beatę Pyterską, wzburzył się na nowo, ale zaraz obmyślił nowy plan zemsty. Księgowej kazał przekreślić kwotę 1.600 zł figurująca przy nazwisku Grażyny i w to miejsce wstawić jedną czwartą tej sumy. Wiedział, że fakt ten zaraz dotrze do pracownic ośrodka, dlatego postępowanie przy zatwierdzaniu wniosku przyniosło mu wielka satysfakcję. Spodziewał się jednocześnie, że niedługo potem Grażyna Skóra przybiegnie z pretensjami, a on zmusi ją żeby się ukorzyła i prosiła go o większą nagrodę. Nie przewidział, że Grażyna uniesie się honorem i nie pojawi się w jego gabinecie tego dnia, ani później. Przez kilka dni chodził zdziwiony, a po kolejnym tygodniu dojrzała w jego pokrętnym umyśle idea, żeby tak poniżyć Grażynę, żeby ta w końcu zaczęła błagać go o zniesienie sankcji. Zawiódł się na swych przewidywaniach okropnie, gdyż Grażyna postanowiła być konsekwentna i nie prosić wójta o żadną łaskę.
6
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Panie wójcie, mam do pana pilną sprawę zwróciła się do Stanisława Popiołka Regina Pastuszek, która wykorzystując nieobecność kierowniczki, postanowiła nieco pointrygować i spróbować wysadzić swoją przełożoną z siodła, a następnie zająć jej stanowisko. Ale nie chciałabym mówić o tym służbowo. Najlepiej prywatnie, może u pana w domu wpraszała się Pastuszek.

A o co chodzi? wójt tymczasem nie przejawiał większej chęci do rozmowy z szeregowym pracownikiem Ośrodka Pomocy Społecznej.

No wie pan mówiła skrępowana Pastuszek w zasadzie to nie moja sprawa, ale chodzi o panią kierownik.

A konkretnie? dociekał wójt.

Tak konkretnie, to nic konkretnego, ale wydaje mi się, że pani Skóra chce zostać wójtem.

Stanisława Popiołka zainteresowała ta plotka, a to z racji tego, że w ostatnim okresie po zajściu z wnioskiem nagrodowym był na Grażynę obrażony. Poza tym nie spodziewał się, żeby ktoś z jego otoczenia, mógł myśleć o pozbawieniu go wójtowskiego stołka. Zaskoczyła go ta informacja, gdyż uważał, że żadna kobieta nie nadaje się na zajmowane przez niego, przez kilkanaście lat, stanowisko. W duchu dumał wspominając odrzucone przez Grażynę jego zaloty: Że też jej się zachciało?! Niewdzięcznica! Co ona sobie wyobraża?. Rozmowa z Pastuszek wypadła akurat w okresie, gdy zastanawiał się nad ukaraniem nieposłusznej, tak więc ujrzał w wyobraźni sposób, żeby znaleźć fortel umożliwiający dokuczenie podwładnej w sposób możliwie najdotkliwszy. Może uda się --spławić ją z powodu np. utraty zaufania? To jest myśl!. Szybko więc odpowiedział Reginie Patuszek:

Dzisiaj nie mam czasu, bo jestem zaproszony w gościnę mówił o imprezie, którą przygotował Władysław Kaczorowski, przewodniczący Rady Gminy. Ale jutro niech pani przyjdzie do mnie do domu, najlepiej wieczorem, to sobie porozmawiamy na ten temat.

Zadowolona Pastuszek błyskawicznie zgodziła się na propozycje wójta i zadeklarowała, że pojawi się około 19 wieczorem.

Dobrze, bo o tej godzinie będzie już ciemno i nikt pani nie powinien zobaczyć, gdy będzie pani do mnie szła Popiołek zaakceptował termin, po czym dodał: Tylko żeby, to nie były jakieś głupoty.

Regina Pastuszek była zadowolona z reakcji wójta, lecz nieco przestraszyła się, gdy wójt zastrzegł sobie, by poruszana przez nią sprawa była poważna. Pastuszek wiedziała, że wójt lubi plotki szczególnie te dotyczące podległych mu służbowo kobiet, a najlepiej żeby dotyczyły one kłopotów rodzinnych, uczuciowych lub np. konieczności usunięcia ciąży jednak obawiała się, że treść informacji, która zamierzała podzielić się z gminnym włodarzem, może okazać się zbyt błaha. Dlatego też przed wizytą u wójta postanowiła zastanowić się mocno i nieco ubarwić historię. Nazajutrz wieczorem zameldowała się punktualnie w domostwie Popiołka.

O co więc chodzi pani Regino? Cóż to za rewelacje chce mi pani przekazać? zagaił wójt nie proponując gościowi nawet herbaty, gdyż w domu nie było jego żony, a on nie zwykł usługiwać komukolwiek i wypełniać elementarne chociażby wymogi w stosunku do gospodarza.

Zagadnięta Pastuszek stwierdziła na początek, że Grażyna Skóra, z którą pozostawała w dość bliskich kontaktach, zwierzyła się jej, iż podjęła studia, aby zdobyć wykształcenie, które poprawi jej szanse i umożliwi start w wyborach na stanowisko wójta gminy. Popiołek początkowo z niedowierzaniem przyjął tę wiadomość, ale gdy Pastuszek dodała, że Grażyna uważa go za gminnego dzierżymordcę, który nie liczy się z ludźmi i nie wysra się nawet za darmo, wówczas wójt okropnie się wkurzył.

Naprawdę tak mówiła? Chyba pani przesadza wyraził swe wątpliwości, bo do tej pory nikt nie śmiał wyrażać się w ten sposób w jego obecności.

Naprawdę panie wójcie! zapewniała Pastuszek. Sama słyszałam! ubarwiała swą opowieść.

Wójt nie wiedział, że rewelacje ogłaszane przez Pastuszek są autorstwa nie Grażyny, lecz jej pracownic, które wielokrotnie w rozmowach we własnym gronie krytykowały wójta. Sprawozdawczyni, gdy już powiedziała a, postanowiła powiedzieć również b i poszła na całość przytaczając słowa swoje oraz koleżanek, wkładając je w usta Grażyny. Zastanawiał się jednocześnie w jaki sposób nakłonić Beatę Pyterską i Beatę Klimontowicz do potwierdzenia jej rewelacji. Po krótkim namyśle uznała, że obie nakłoni do tego grożąc im, że w przypadku odmowy powiadomi wójta, że to one w ten wulgarny sposób opisywały Popiołka. Zdecydowawszy się na szantaż wobec koleżanek powiedziała wójtowi:

Pyterska i Klimontowicz też słyszały jak kierowniczka mówiła o panu, że rządzi pan w gminie niczym Kim Ir Sen Pastuszek wspominała dyktatora Korei Mówiła też o panu cham, palant, burak, ćwok i takie tam różne, a raz nawet powiedziała o panu, przepraszam, że powtórzę, kutas złamany.

Podczas gdy Pastuszek wyliczała epitety, którymi miała niby to określać wójta Grażyna, Popiołkowi rosło ciśnienie; poczerwieniał na twarzy, zaniemówił, a w końcu z dużym wysiłkiem opierając się na dotychczasowych zażyłych wrażeniach w kontaktach z kierowniczką wydukał:

To chyba niemożliwe, żeby aż tak mnie wyzywała?!

Możliwe, możliwe panie wójcie podgrzewała atmosferę intrygantka. Wszystkie możemy to potwierdzić, naprawdę zapewniała, brnąc w gąszcz pomówień, zdumionego wójta. Po krótkiej chwili wpadła na jeszcze jeden, jej zdaniem genialny pomysł, i podsyciła palący wójta gniew. A jednego razu, to mi nawet powiedziała, że wcale się pana wójta nie boi i jak będzie chciał ją pan zwolnić z pracy, to jej mąż pana pobije albo zarżnie, którymś z noży, albo szablą, z jego kolekcji.

Ostatnim zdaniem niemalże dobiła Popiołka, który wobec gorących zapewnień Pastuszek o prawdziwości jej relacji wyrzucił z siebie litanię wyzwisk prawie z pianą na ustach:

A to małpa abisyńska! Babsztyl wredny! Tłumok jeden! Zdzira! Jak ja ją urządzę, to jej się odechce nawet myśleć o stanowisku wójta! Będzie sobie mogła w mojej gminie, co najwyżej, pójść kopać ziemniaki! I to tylko wówczas, gdy zobaczę, że nie ma co do garnka włożyć!

Po tym wybuchu, rozładowawszy emocje, spokojniejszym tonem dodał:

Pani Regino! Na razie proszę naszą rozmowę zachować dla siebie. Nikomu o niej ani słowa! Nawet koleżankom z pracy czy też nawet mężowi. Musze dokładnie przemyśleć te fakty i zastanowić się nad rozwiązaniem problemu. Że też ona jest taka niewdzięczna wzdychał wójt. Pomyślę jakie wyciągnąć konsekwencje.

Dobrze panie wójcie zapewniła służalczo Popiołka.

Wstrząśnięta zachowaniem wójta, Pastuszek przypomniała sobie, że ona przecież też musi skorzystać z szansy. Dlatego zapytała szybko:

Zwolni ją pan? A kto będzie kierownikiem?

To się jeszcze zobaczy, ale chyba trzeba zacząć rozglądać się za nowym szefem ośrodka pomocy społecznej. Muszę przespać się z tym problemem, a za dwa, trzy dni chciałbym się spotkać z pracownicami ośrodka.

Z kierowniczką też? zaniepokoiła się Pastuszek.

Co też pani plecie! Tylko z wami.

Uspokojona nieco kobieta szybko pożegnała się i jeszcze rozemocjonowana prawie pobiegła do domu. W duchu zaś rozważała: Jak ją zwolni, to może ja, jako najstarszy pracownik, dostanę tę posadę. Awans, podwyżka, więcej swobody! Tak, to się opłacało.

Tej nocy Regina Pastuszek długo nie mogła zasnąć. Planowała działania zachęcające koleżanki z pracy do potwierdzenie jej relacji. Rozważała zastosowanie metody kija i marchewki: Trochę je postraszę, a później obiecam, że jak zostanę szefową... Nie, powiem im, że wójt to mi już obiecał! Tak, tak! A im obiecam podwyżkę.

Nad ranem, gdy w końcu zasnęła, śniło jej się, że w niedługim czasie po objęciu stanowiska kierowniczki, mogła sobie pozwalać niemal bez ograniczeń na fryzjera, kosmetyczkę i inne zabiegi upiększające. Śniła także, że kupiła rewelacyjne ciuchy i każda kobieta w gminie no, oprócz wójtowej zazdrościła jej szyku i elegancji. W marzeniach sennych nie zabrakło oczywiście tabunu kochanków, wśród których przebierała niczym Miss Świata. We śnie, dziwnym zbiegiem okoliczności jej idol, jeżeli chodzi o modę, to znaczy dotychczasowa kierowniczka, snuje się po okolicy w najgorszych łachmanach, a ona, od czasu do czasu, darowuje Grażynie znoszone kreacje.
6
TWÓRCZOŚĆ jest dla mnie wszystkim po trochu: lekcją pokory, karą, nagrodą, zabawą i przygodą z darowaną obecnością, atrakcyjną i podniecającą odmianą egzystencji, ucieczką w śmiech przed jej rzeczywistą monotonią i zarazem niezgodą na jej dziadostwo, świadomym zagadywaniem swoich cierpień, tych prawdziwych i tych wyolbrzymionych, względnych, bo subiektywnych, odwracaniem od nich uwagi, reakcją organizmu na zmianę osobowości, lekarstwem na chroniczne osamotnienie i fałszywe współczucie, ratunkowym kołem prze agresywną nieżyczliwością bliźnich, zastępczą formą bytu na uwięzi, nieruchomym ruchem,
Read More
sposobem na senne koszmary i emocjonalną huśtawkę, wyzwaniem, uczeniem się pokonywania trudności, zbawiennym przejściem w stan duchowej metamorfozy, daremną próbą zrozumienia siebie i dożywotnim, nieudolnym, i dlatego stale podejmowanym usiłowaniem określenia swojej wewnętrznej kondycji.



KRZYKACZE i KOMENTATORZY



Twórczość odbieram sercem; ma zachęcać do kontynuacji życia, do jego doskonalenia, wzbogacania i uszlachetniania, nie zaś do popełnienia samobójstwa i żałosnych obertasów na zgliszczach świata. Ma budzić z duchowego letargu, zagonić do kochania świata nie takiego, jakim jest, ale do współdziałania z ludźmi, którzy pragną go unormalnić, którzy nie ograniczają się do taplania wśród deklinacji oglądanych nieszczęść i strojenia oburzonych min, lecz mówią, którędy trzeba wyjść z gnojówki na łąkę.



Recenzenci cudzych książek, zamiast przedstawić jej impresyjny opis, wolą iść po najmniejszej linii oporu, kroczyć drogą przetartą i wygodną, wolą odnotować, kto i czym oraz kogo i kiedy za co zabił, wolą, z dokładnością wprost proporcjonalną do absurdu, czynią to zaś wnikliwie i marudnie, omawiają fakturę utworu, przedstawiają ilość stron, spis tytułów rozdziałów i ilość kropek przypadających na centymetr kwadratowy sensu, wolą zajmować się analizą roli abrakadabry w prozie XVII wieku, podczas gdy aż się pod klawiaturę ciśnie, by napisać o ich przesłaniu, by powiedzieć o tym, dlaczego warto je czytać, co wzrusza, przejmuje, boli, jakie refleksje wzbudza.



Są to jednak problemy czysto krytykanckie. Może nieodzowne w pisaniu rozprawy magisterskiej, zażywane podczas wykładów z filologii pajęczaków, lecz nie są problemami czytelnika; czytelnika nie interesuje zbędnologia, bo, jak nie ma jednojajowych czytelników, tak powiedzieć trzeba, że każdy literat jest osobnym stworem, przeto nie powinien wyczyniać takich, lub prawie takich samych językowych wygibasów, jak drugi.



Powinien wypracować własny, niepodrabialny klucz do siebie; między Iksińskim, a Igrekowskim rozpościera się taka nieopisana przestrzeń różnych doświadczeń, że aż trudno założyć, że to, co mają do powiedzenia, przekłada się na ten sam wyraz.



POEZJA



Jestem wrogiem analizy wiersza. Zaglądanie poezji w zęby, to lewatywa dla duchowo ociemniałych; utwór przemawia do mnie nie fakturą przecinków, lecz tym, jakie budzi refleksje, czy w ich wyniku jestem głodny następnych. Ile razy można opisywać te same niewydarzone zdarzenia, by były ciągle świeże, nośne, atrakcyjne i nie przeterminowane, te same skowyczące pustki peronowych oczekiwań na cokolwiek, na ukochaną, na niezerżniętą flądrę zdolną do zaspanych, flejtuchowatych przeżyć, na te same telefony z poronionymi, zsiadłymi komunikatami?



Na podstawie poezji nie należy budować obrazu realnego świata. Z poezji można uczyć się różnorodności patrzenia na świat, na jego wielowarstwowość i zmienność, można uczyć się, że dla każdego z nas przedstawia się inaczej. Można się uczyć, ale nie można się nauczyć, ponieważ, jak być rzemieślnikiem wrażliwości?



Poezja wyklucza rzeczywistość. Rzeczywistość, to suche, zimne daty, nazwiska, obiektywne oceny. Poezja, to fikcja, myślowy skrót, emocjonalny błysk, ulotne nastroje, indywidualne klimaty, niekiedy żar. Poezja, to gloryfikowanie, naginanie własnych przeczuć i zamierzeń do faktów, to nieustanne przekształcanie świata prawdziwego w świat zgodny z fantazją jej zamiarów, to subiektywne interpretacje, życzenia, idealistyczne wizje. Z powściągliwym taktem i gliceryną w oku, o poezji i językowej wrażliwości, znanej im z naukowych, teoretycznych przekazów, zza ściany, albo od przyjaciół, wypowiadają się ludzie, którzy zaledwie otarli się o indywidualnego twórcę.



Ich namaszczona i niepodważalna wiedza o stanie duszy człowieka tworzącego, jest tak samo głęboka i przenikliwa, jak wiedza turysty o kraju znanym z krótkiego postoju na lotnisku.
6
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Stachu! Ratuj! z rozpaczą w głosie zwrócił się do wójta Popiołka jeden z radnych, Władysław Kaczorowski.

Co się stało? ton głosu radnego zaintrygował Popiołka i jednocześnie pomyślał on o tym, że jeżeli pomoże Kaczorowskiemu, z którym byli na ty, to ten, a nie zaliczał się on do zdecydowanych stronników wójta, będzie miał wobec niego dług wdzięczności. Niedługo kończyła się kadencja rady i taka sytuacja odpowiadała Popiołkowi. Pomyślał, że dodatkowy głos w radzie, jeżeli Kaczorowski zostanie ponownie wybrany, bardzo mu się przyda.

W zasadzie nic wielkiego, ale może być wstyd kontynuował Kaczorowski.

Dla kogo?

No zwyczajnie dla mnie, jako radnego.

Po tym wstępie opowiedział wójtowi, jak to po wczorajszej sesji wracał do domu rowerem i na skrzyżowaniu zatrzymali go policjanci. Wspomniał przy tym, że po sesji spotkał się z kilkoma radnymi w knajpie i nieźle sobie popili. Okazją do spotkania miał być, wedle Kaczorowskiego, temat zgłoszony przez wójta i omawiany podczas sesji, a którego niektóre aspekty roztrząsali w perspektywie nadchodzącej przyszłości przy kielichu.

Wiesz, wszystkim się podobał twój pomysł zagajał Kaczorowski, próbując złapać punkty u Popiołka.

Ten wyczuł intencje radnego, ale nie dał po sobie tego poznać i z zaciekawieniem dopytywał się przebiegu zdarzenia.

Dużo wypiłeś?

Eee... normalnie, wyszło chyba po pół litra na twarz.

A badali cię na zawartość alkoholu we krwi?

No, na krew mnie nie wzięli, ale musiałem dmuchać w balonik, a policjanci mówili, że w takim stanie, to powinienem iść spać, a nie jechać rowerem.

Krótko pomyślawszy Stanisław Popiołek podjął decyzję pomoże Kaczorowskiemu i tym samym będzie miał go w garści. Było to możliwe dzięki temu, że będąc wójtem pozytywnie zaopiniował kandydatury kilku mieszkańców ze swojej gminy i w ten sposób ułatwił im otrzymanie pracy w policji. Oczywiście nie robił tego bezinteresownie, choć kandydaci pochodzili raczej z biednych rodzin. On już wówczas przewidywał, że jego protegowani będą mogli ułatwić mu załatwienie w ramach rewanżu tego rodzaju kontrowersyjne sprawy. Do Kaczorowskiego jednak powiedział:

Wiesz Władek, że jeżeli się zaangażuje, to w razie wpadki ucierpi na tym moja wójtowska reputacja. Ale że jesteś swój chłop to podejmę to ryzyko. Musisz mi tylko dokładnie opisać to co się przydarzyło ci wczoraj.

A po co? Nie można tego inaczej załatwić? z niepokojem dopytywał się Kaczorowski.

Poco to się nogi noco, a czasami pod pachami popisał się, w odpowiedzi, znajomością powiedzonek Popiołek. Muszę mieć to na piśmie, bo w przeciwnym wypadku nic z tego. wójt postawił twarde warunki. I nie interesuj się dlaczego, bo kociej mordy dostaniesz. jeszcze raz Popiołek zabrylował znajomością popularnych powiedzeń.

No dobrze westchnął przyparty do muru Kaczorowski i wziął się za pisanie. A że sztuki tej nie opanował najlepiej więc relacja spisana została pod dyktando Popiołka.

Gdy wręczał swój elaborat wójtowi, dręczony w dalszym ciągu niepokojem, zapytał się jeszcze:

Ale Stachu, to pismo nie trafi nigdzie oficjalnie?

O to możesz być spokojny odparł wójt i w myślach już umieścił spisaną przez Kaczorowskiego relację w swoich prywatnych zasobach archiwalnych z zamiarem wykorzystania jej w późniejszym terminie.



*****



Grażyna, wiesz, że zrobiłaś mi w Gdańsku świństwo zwrócił się do szefowej Ośrodka Pomocy Społecznej wójt Popiołek, wspominając niedawny wspólny udział w szkoleniu. Jak mogłaś? pytał się zgłaszając swe samcze pretensje.

Przecież nie mogłam na oczach ludzi sama przebywać w twoim pokoju udawała naiwną Grażyna Skóra. Gdyby się potem o tym dowiedział mój mąż, to nie wiem jak mogłabym mu to wytłumaczyć.

A tam, przejmujesz się nie wiadomo czym. Kto by mu o tym powiedział? Na pewno nie ja.

Ale były tam moje dobre koleżanki. Co by sobie o mnie pomyślały? Nie wiadomo czy któraś nie doniosłaby mężowi dalej broniła się Grażyna, nie chcąc zrazić do siebie przełożonego.

Przesadzasz. ripostował Popiołek. Której chciałoby się bawić w takie rzeczy. Ale pozostawmy ten temat. Niedługo, jak słyszałem, jest kolejne szkolenie, tym razem w Olsztynie.

Skąd wiesz? dopytywała się Grażyna, bo wiedziała, że pismo w tej sprawie przyszło zaledwie dwa dni wcześniej.

Ktoś mi kilka dni temu wspomniał, ale nie pamiętam kto.

Grażyna Skóra domyślała się, że źródłem informacji może być jej pracownica, Regina Pastuszek, która w ostatnim okresie wściubiała swój nos niemal we wszystkie sprawy i oczywiście przeglądała wszelką korespondencję. Pastuszek, gdy zorientowała się, że Grażyna pozostaje w bliskiej zażyłości z wójtem, natychmiast zauważyła szansę dla siebie. Wielokrotnie, gdy jej szefowa podjęła studia podyplomowe, powtarzała w rozmowach z nią, że z jej wykształceniem i znajomościami może sobie znaleźć lepszą pracę niż tylko kierowniczka ośrodka pomocy społecznej. Wymieniała różne stanowiska w strukturach powiatowych, które, jej zdaniem, Grażyna mogłaby objąć. Powtarzała przy tym bez przerwy, że wójt Popiołek na pewno jej pomoże w staraniach o lepszą pracę tym bardziej, że starostą powiatowym był kolega, nie tylko partyjny, Popiołka. Regina Pastuszek w dalszych planach oczywiście po zwolnieniu przez Grażynę obecnego stanowiska siebie widziała na jej fotelu. Była bowiem kobietą ambitną, choć nie wykształconą, co jednak przy braku skrupułów czyniło ją bardzo niebezpiecznym partnerem. A Grażyna w zasadzie traktowała ją po partnersku, gdyż leżało to w jej charakterze. Nigdy nie pomyślała, że Pastuszek może czyhać na jej stanowisko i dlatego w rozmowach bardzo często nie taiła nie widząc powodów wielu szczegółów dotyczących wizyt wójta, czy też życia rodzinnego. Poza tym doceniała na swój sposób podległą jej pracownicę, gdyż ta do obecnego stanowiska doszła zaczynając pracę jako dojarka w Państwowym Gospodarstwie Rolnym. Grażyna wiedziała z pewnością o jednej wadzie swej podwładnej, a mianowicie, że lubi ona tzw. skoki w bok. Korzystała z niemal każdej okazji, gdy nadarzyła się sposobność pojawienia się oczywiście nie publicznie w towarzystwie jakiegoś przystojnego, a najlepiej młodszego od Reginy, mężczyzny. Grażyna wielokroć hamowała te jej zapędy, gdyż żal jej było męża Pastuszek. Chłop zawsze o nią dbał i np. przynosił jej do pracy drugie śniadanie powtarzając zawsze przy tej czynności: Kwiatuszku, zapomniałaś śniadania, ale ci przygotowałem, bo to niezdrowo nie jeść cały dzień. Wprawdzie Ryszard Pastuszek do przystojniaków nie należał, ale kochał swoją żonę bezkrytycznie i gdy tylko mógł lub pozwoliła mu jego kochana Renia wyręczał ją we wszelkich zajęciach domowych. Teraz jego wizerunek przystojniaka pogorszył się, gdyż mocno przytył i jawił się niczym baryłka wina: niski i gruby. Tę ostatnią cechę zawdzięczał swej Regince, która po pierwszych, poślubnych miłosnych porywach, gdy już znudziło ją nadskakiwanie męża a zawsze mocno trzymała go pod pantoflem postanowiła uziemnić swego partnera i odstręczyć od niego inne baby. Osiągnęła to, jak kiedyś zwierzyła się Grażynie, przez zwyczajne... utuczenie go. Podsuwała mu bez przerwy smakowite i tłuste kąski przez co waga jej męża, o tak już spora przy jego niskim wzroście, skoczyła do pułapu ok. 100 kg. Komentując ten fakt Grażynie Regina Pastuszek powiedziała: Jak jest gruby, to nie chce mu się ruszać i nie lata za innymi babami. Podśmiewała się jednocześnie, że szkoda jej tylko, że wraz z nabraniem tuszy, mąż jej stracił równocześnie wigor w łóżku. Mówiła więc do Grażyny, starając się usprawiedliwić swoje skoki w bok: Sama widzisz, że muszę sobie szukać jakichś innych absztyfikantów, bo mój Rysio w sprawach łóżkowych prawie wcale nie wypełnia małżeńskich obowiązków.
6
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Oskarżam Grażynę Skórę o to, że w okresie od stycznia 2000 do czerwca 2004 roku odczytywał akt oskarżenia Leszek Gabarycki, szef Prokuratury Rejonowej przywłaszczyła sobie środki żywności tzn. konserwy w ilości przynajmniej 140 sztuk o wartości 490 złotych, tłuszcze: olej roślinny przynajmniej 70 litrów o wartości 315 złotych, margarynę w ilości co najmniej 40 opakowań o wartości 100 złotych, masło przynajmniej 65 opakowań o wartości 130 złotych, smalec co najmniej 40 kostek o wartości 60 złotych, mąkę najmniej 25 opakowań o wartości 40 złotych, cukier w ilości przynajmniej 120 kilogramów o wartości 360 złotych oraz innych środków żywnościowych o wartości co najmniej 400 złotych, które przeznaczone były na pomoc materialną dla podopiecznych kierowanego przez nią ośrodka tj. o czyn wymieniony w artykule 278 § 1 kodeksu karnego. Łączna kwota strat, którą przez działania oskarżonej poniósł Ośrodek Pomocy społecznej wynosi 1.895 złotych.

Grażyna słuchała aktu oskarżenia i wydawało jej się, że to jakiś koszmarny sen. Nie zrobiła nic o czym mówił prokurator, a mimo to znalazła się na ławie oskarżonych. Siedząc i słuchając prokuratorskiego wystąpienia miała wrażenie, że ten koszmar zaraz się skończy, że ona obudzi się, otrząśnie i pójdzie do pracy, którą straciła pół roku przed pierwszą rozprawą w sądzie. Nie mogła uwierzyć, że prokuratura zdecydowała się wnieść akt oskarżenia, choć mogła się tego spodziewać obserwując działania prokuratorskie i działających na zlecenie prokuratury policjantów w trakcie postępowania przygotowawczego. Grażyna nie potrzebowała kraść żywności z magazynów ośrodka, gdyż ciesząc się zaufaniem wójta miała dość wysoką, jak na gminne warunki pensję. Prawie cztery tysiące złotych, brutto, jakie otrzymywała co miesiąc, nie licząc licznych premii i nagród, w zupełności wystarczały na zaspokojenie potrzeb, zarówno jej, jak i rodziny. Mając godziwą pensję nawet przez myśl jej nie przeszło, że może kosztem podopiecznych ośrodka zdobywać żywność; kategorycznie też zabraniała stosowania tego rodzaju praktyk podległym pracownicom. Pilnowała również, żeby otrzymywaną z różnych źródeł żywność przekazywać jak najszybciej mieszkańcom. Jednocześnie zdawała sobie sprawę, że sponsorzy przekazujący dary nie zawsze wymagali formalnego potwierdzenia dotyczącego ilości ofiarowanych darów, co z kolei ją zmuszało do swego rodzaju kombinacji w dokumentach odnoszących się do stanu zapasów magazynowych. Owe kombinacje skierowane były przede wszystkim na udokumentowanie stanu zapasów otrzymanych nieoficjalnie, nigdy zaś nie starała się ich pomniejszać czy w jakikolwiek sposób zaniżyć ilość posiadanej przez ośrodek na potrzeby podopiecznych żywności. W przedstawianych przez prokuratora dowodach czuła rękę swych byłych pracownic, które bardzo niechętnie ewidencjonowały żywność otrzymywaną drogą nieformalną. W pracy często widziała, że śniadania spożywane przez koleżanki składały się z produktów pochodzących z magazynu ośrodka. Mimo że zwracała pracownicom, których płace także nie należały do najniższych, uwagę na niestosowność ich postępowania; nie mogła, niestety, całkowicie wyeliminować tego procederu.

Zapoznając się z materiałami procesowymi nie mogła też zrozumieć skąd u, do niedawna podległych jej, pracownic wzięło się tyle zaciętości i podłości, bo podczas przesłuchań obciążały ją na wszystkie możliwe sposoby i starały się przedstawić ją w jak najgorszym świetle. Z zeznań Reginy Pastuszek, Beaty Pyterskiej i Beaty Klimontowicz dowiedziała się m.in. że: bardzo często miewała humory, które wyładowywała na podwładnych, że trzaskała drzwiami, że zajmowała się plotkami, że wobec klientów opieki była nieuprzejma, że w sposób wulgarny wyrażała się o wójcie, że wobec podległych pracownic była arogancka i wywyższała się, że bardzo często patrzyła na nie spod byka, że stosowała mobbing. Owe rewelacje na swój temat przyjmowała początkowo jako coś niesamowitego niczym bajki o smoku. Później zaczęła analizować czy jest w nich coś prawdziwego. Zdawała bowiem sobie sprawę, że była wymagającą przełożoną, lecz wynikało to przede wszystkim z troski o dobre funkcjonowanie placówki, którą kierowała. Wiedziała, że koleżanki nie zawsze prezentują najwyższy poziom intelektualny, nie zawsze potrafią się właściwie zachować wobec klienteli ośrodka, gdyż podopieczni najczęściej prezentowali roszczeniowa postawę i nie przyjmowali do wiadomości, że przyznanie zasiłku czy też udzielenie przez ośrodek pomocy w innej formie, zależy od wielu czynników formalnych zapisanych w ustawach i rozporządzeniach, a w końcu od finansów przeznaczonych przez samorząd i skarb państwa w celu zabezpieczenia potrzeb ludzi najbiedniejszych. Jakże często osobiście spotykała się z pretensjami podopiecznych kierowanymi pod swoim adresem, że nie chce im dać np. zasiłku tylko z powodu braku dobrej woli. Zawsze starała się wówczas spokojnie wytłumaczyć w czym rzecz i ewentualnie, gdy zachodziła taka możliwość, zaproponować inną formę pomocy. Częstokroć, gdy ośrodek nie dysponował aktualnie pieniędzmi, pożyczała ludziom drobne kwoty do chwili, gdy na konto wpłynęły środki na ustawowe zasiłki. Znała bowiem doskonale sytuację wszystkich korzystających z pomocy ośrodka i wiedziała, że wielokrotnie nawet drobna suma, 10 czy też 20 zł, jest ratunkiem w trudnych życiowych chwilach. Jej podwładne bardzo często niemal wyśmiewały ją za taką filantropijną postawę. Dlatego teraz nie mogła pojąć skąd u jej byłych pracownic wzięły się poglądy o jej niechęci do podopiecznych. To raczej ona zwracała im uwagę na niewłaściwy stosunek do klientów; dbała o pełną kulturę w tych kontaktach i nie pozwalała na zbyt swobodne, częstokroć na granicy dobrych obyczajów, podejście pracownic ośrodka do osób korzystających z pomocy placówki.

...ponadto oskarżam Grażynę Skórę o to kontynuował odczytywanie aktu oskarżenia prokurator Gabarycki. że w celu ukrycia dokonanych nadużyć fałszowała dokumenty potwierdzające stan ilościowy będących w dyspozycji kierowanego przez nią Ośrodka Pomocy Społecznej środków żywnościowych przeznaczonych na pomoc rzeczową dla mieszkańców gminy tj. o czyn opisany w artykule 270 § 1 kodeksu karnego, w związku z artykułem 273 kodeksu karnego. Oskarżam także Grażynę Skórę o zniszczenie, w okresie dokonywania nadużyć, przynajmniej dziesięciu dokumentów magazynowych i zastąpienie ich sfałszowanymi tj. o czyn określony w artykule 276 kodeksu karnego.

Obok prokuratora, jako oskarżyciel posiłkowy, siedział Stanisław Popiołek, który z wielką satysfakcją obserwował zmieszanie i konsternację Grażyny. Odczuwał zadowolenie z faktu, że jego niedoszła kochanka, która ośmieliła się odrzucić jego, wójta, awanse siedzi na ławie oskarżonych blada, z podkrążonymi oczami. Dobrze ci tak snuło mu się po głowie nie chciałaś mnie, to masz na głowie cały ten pasztet. Popiołek nie miał wyrzutów sumienia, że zmontował całą tę aferę wspólnie z pracownicami ośrodka. Wprawdzie uważał, że lepszym narzędziem upokorzenia Grażyny byłoby oskarżenie jej o malwersacje finansowe. Miał nawet przygotowaną dokumentację na temat pobierania przez Grażynę premii i nagród bez jego akceptacji, którą jednak bał się wykorzystać, gdyż pociągnęłoby to za sobą również konsekwencje prawne w stosunku do księgowej ośrodka, a Beata Pyterska odmówiła tymczasem realizacji tego scenariusza. Na tym etapie, jak obecnie sądził, obciążenie byłej kierowniczki zagarnięciem żywności było aktem wystarczającym dla dotkliwego poniżenia jej. Aferę finansową odłożył do realizacji w późniejszym terminie. Niech no tylko księgowa i pozostałe pracownice zaczną zeznawać w tym procesie dumał to tak się uwikłają w te kombinacje, że nie będą miały wyjścia i później będą musiały obciążać ją także w kolejnym procesie. Tak rozważając Popiołek wiedział, że wcześniej czy później obecna ekipa ośrodka będzie do odstrzału. Tymczasem planował, że główną rolę w rozpoczętym procesie muszą odegrać byłe podwładne Grażyny; on natomiast będzie występował zaledwie gdzieś w tle. Powziąwszy taką decyzję postanowił, że nie będzie aktywnym uczestnikiem procesu, że obecnie wystarczy tylko jego obecność, a obciążające Grażynę zeznania złożą, nakłonione i odpowiednio poinstruowane przez niego, pracownice ośrodka.