reklama

Obserwator

Janusz Piskorski
0 Following 1 Followers
6
Komentarz Piotra Stasińskiego, zastępcy redaktora naczelnego GW.



Wydaje się, że facet wie co mówi o nasze władzy.
6
KOMUNIKAT POLICJI

"W dniu 1 listopada rozpoczyna się policyjna akcja "Znicz". W tym dniu nastąpi zmiana w organizacji ruchu kołowego na odcinku ulicy Morskiej w Braniewie.

W godz. 6.00 do 16.00 od skrzyżowania ulic Morska - PCK i Morska - Wileńska ulica będzie zamknięta dla pojazdów. Zmiana wprowadzana jest z uwagi na bezpieczeństwo osób pieszych i zmotoryzowanych, gdyż w tym dniu jest wzmożony ruch pojazdów i występują utrudnienia w ruchu drogowym."



Informacje podała Komenda Policji w Braniewie 25.10.2007
6
Kursy językowe SITA w Braniewie

W naszym miescie oraz Pienieznie maja sie odbyc kursy jezykowe dofinansowane metoda SITA. Co sadzicie o tej metodzie?
6
W poprzednim wpisie postawiłem dwa pytania, a mianowicie: za co domagał się przeprosin komitet wyborczy reprezentujący burmistrza oraz jaki wyrok zapadł sprawie. Teraz czas na relację dalszych dziejów tej sprawy z okresu wyborów samorządowych.



Powtarzam jednocześnie tekst opublikowany w biuletynie wyborczym podczas kampanii samorządowej w roku 2006.



Kompletnym nieporozumieniem jest twierdzenie, że Pani Burmistrz ciągle nie ma w urzędzie. Owszem, nie jest ciałem, lecz duch jej niemal bez przerwy przebywa w budynku Urzędu Miasta i Gminy. Na nic zdaje się przytaczanie
Read More
statystyk o tym, że w ciągu 4 miesięcy 2005r. Pani Burmistrz 45 razy korzystała z delegacji służbowych wyjeżdżając poza teren gminy. Złośliwi obliczają, że w ciągu roku statystycznie wyjazdów tych było ponad 130, co dowodzi, że podczas ok. 250 dni roboczych Pani Burmistrz siedziała za biurkiem zaledwie połowę tych dni. Twierdzimy, że należy się cieszyć, iż pilne wyjazdy służbowe zajęły Pani Burmistrz tylko połowę puli dni roboczych. Dzięki temu przynajmniej połowę spraw dotyczących mieszkańców naszej gminy mogła ona załatwić. A co by było gdyby musiała ona jeszcze częściej wyjeżdżać? Tym sposobem nikt by nie mógł spotkać się z nią, aby załatwić swoją sprawę, a tak przynajmniej połowa petentów została przez Panią Burmistrz przyjęta.



Sąd Okręgowy I Wydział Cywilny w Elblągu (przewodniczący składu: SSO Arkadiusz Fall) postanowił:

I. nakazać uczestnikowi Komitetowi Wyborczemu Wyborców Ziemia Fromborska zamieszczenie w terminie 48 godzin od daty uprawomocnienia się postanowienia w Dzienniku Elbląskim Dodatku IKAT przeprosin następującej treści: KWW Ziemia Fromborska przeprasza Krystynę Lewańską burmistrza Miasta i Gminy Frombork za zamieszczenie w Biuletynie Informacyjnym KWW Ziemia Fromborska nr 1/2006 nieprawdziwych informacji, że w 2005 roku nie wykonywała obowiązków służbowych przebywając na wyjazdach służbowych.

II. zakazać uczestnikowi KWW Ziemia Fromborska rozpowszechniania nieprawdziwej informacji, że burmistrz Miasta i Gminy Frombork Krystyna Lewańska w 2005 roku nie wykonywała obowiązków służbowych korzystając z delegacji służbowych.



Zaskarżając to postanowienie kwestionowałem interpretację tekstu dokonaną przez sąd i dowodziłem, że nie napisałem tego, co zarzuca mi skarżący oraz nakazuje sąd I instancji. Użyłem dwóch podstawowych argumentów, a mianowicie:

z istoty pojęcia podróż służbowa lub delegacja służbowa wynika wprost, że osoba wykonująca tę czynność realizuje w ten sposób zadanie służbowe;

treść artykułu nie kwestionuje też faktu wykonywania podróży służbowych oraz że burmistrz Krystyna Lewańska nie mogła lub nie chciała wykonywać obowiązków służbowych.

Sąd Apelacyjny w Gdańsku w składzie: Roman Kowalkowski (przewodniczący), Maria Sokołowska i Barbara Lewandowska nie uwzględnił z żaden sposób moich argumentów i podtrzymał postanowienie elbląskiego sądu. Przytoczę jeszcze osobliwe (przynajmniej dla mnie) fragmenty uzasadnienia SA w Gdańsku:

Sąd podał, że treść komentarza została skonstruowana w dość przewrotny sposób... (...) Istotnym elementem komentarza, o którym mowa jest ironiczne stwierdzenie, że... (...) Skarżący nie kwestionuje w zażaleniu, że Krystyna Lewańska nie wykonywała obowiązków służbowych podczas podróży służbowych. Jednakże błędnie twierdzi, że takie wnioski nie mogą zostać wyciągnięte z lektury przedmiotowej publikacji. (...) Wynika z tego, że autor publikacji negatywnie ocenia pracę burmistrza Krystyny Lewańskiej, nie mając ku temu żadnych racjonalnych podstaw.



Mnie szczególnie rozbawiło ostatnie zdanie, z którego wynika, że sąd wie lepiej, jaką posiadam wiedzę żyjąc niemal od urodzenia we Fromborku i obserwując na bieżąco pracę samorządu na temat jakości pracy wybranych przedstawicieli władz. Sąd jest najmądrzejszy, nawet wydając ocenę na podstawie drobniutkiego fragmentu materiału, którym dysponował.



Krzysztof Kotowski





P.S. Oczywiście przeprosiny, zgodnie z wolą sądu, zostały opublikowane, ale o tym już pisałem w poście pt.: Czy sąd może nakazać wykonać rzecz niemożliwą? Może.
6
Praktycznie za miedzą. Myszołowów szkoda, bociana szkoda ...
6
Oglądałem wczoraj okrzyczany film DZIEŃ ŚWIRA. I rzeczywiście, był to film nie o jednym, znękanym i pogmatwanym osobniku płci ślamazarnej, ale przerafinowany portret naszej anemicznej kondycji, nasz współczesny krajobraz po bitwie, nasz rozpaczliwy, symboliczny, zaledwie naszkicowany konterfekt świra powszechnego, skomasowanego, pojawiającego się na ekranie w liczbie przekraczającej wszelkie możliwe granice; krótko mówiąc, był to film o nas, o naszym życiu, o życiu zafajdanym przez dobre chęci, film o drodze do nikąd, film reportaż z nieistnienia, poglądowy, przerysowany obraz informujący nas
Read More
, w wleźliśmy, co oblepiło nam mózg, czym jesteśmy negatywnie zauroczeni...

Dlatego był to film bolesny w odbiorze. Bolesny, ale prawdziwy, bo pokazujący nasze niekonsekwencje, dwuznaczne, czyli obłudnie tolerancyjne mankamenty nauczycielskie, hipokryzję naszych etycznych oczekiwań, nadziei związanych z dokonywanymi zmianami; był to film pokazujący nasze zaprzepaszczone marzenia i nasze zmarnowane tych marzeń - owoce.



Dla amatorów szeregowania, szufladkowania, bawienia się w przepisy i procedury, dla chcących postrzegać twórczość przez pryzmat reguł, algorytmów i matematycznych wzorów, dla tych, co za pośrednictwem zblazowanego szkiełka i oka, a nie za pomocą serca, widzą i oceniają przestrzeń muzyki, malarstwa, literatury, mam cynk: gatunek tego produktu wściekłości i wrzasku, to REALIZM GROTESKOWY.



Bohater rzeczonego arcydzieła naszej nędzy i rozpaczy, stęchła namiastka znerwicowanego człowieka, mężczyznopodobny majstersztyk frustracji, model udający wrażliwego polonistę, a w istocie - łajza w spodniach uwierających w kroku (w schowku na duszę Miałczyńskiego), w spodniach tak ciasnych, że aż zmuszających go do nieustannej, rytualnej gimnastyki na kanapie, pedagog klnący tak, że przysłowiowy szewc, to przy nim przeor klasztoru ministrantów, prowadzi żywot moralnie zdewastowanego safanduły.



Wegetuje siłą rozpędu, z przyzwyczajenia do zrzędzenia, bez wyraźnego powodu, ponieważ brak powodu do życia, to jego jedyne uzasadnienie życia. Ponieważ to, w czym tkwi, przed czym się wzdraga, jest takie samo, jak on. Jak on, ustawiczny nerwus potrafiący tylko złorzeczyć, wrzeszczeć, gderać.



Przeklina co chwilę, słowa ogłupiałe od wulgarności, nie schodzą mu z półprzytomnych warg, strzyka bluzgami jak dziadzio Kałasznikow pestkami, lecz w niczym nie przeszkadza mu to w gadaniu, że trzeba być subtelnym, taktownym, że zdałoby się szanować bliźniego.



Ma pretensje do młodych, że brak im wychowania, a co robi sam, jaki przykład daje własnemu synowi? Oto przy nim wyżywa się na swojej żonie. Słownie na szczęście.



Adam Miałczyński, damski bokser wagi scenariuszowej, mizdrzy się do wspomnień o swojej pierwszej miłości, na myśl o niej pociąga nosem, ją obarcza winą za swoje dotychczasowe niepowodzenia, za własne błędy. Ją, matkę, dzieciństwo pod wiatr.



Postać zagubionego Adasia jest bezwolna. Niby chce inaczej żyć, ale inaczej żyć nie umie; poprzestaje na utyskiwaniu. Toczy pianę z jamy gębowej, ale jest to piana Kalego.

Bohater, spełniony nieudacznik, autor pierwszej linijki wiersza, notoryczny egoista opędzający się od cudzych wad, a nie dostrzegający swoich, walczący z nimi jak sędziwy ratlerek o pikusiowatym rozumku.



W godzinach pomiędzy warczeniem na wszystkich i wszystko, co się szwenda po ekranie, tokuje jak rzewny głuszec. A w przerwach na regeneracyjne, populistyczne refleksje w toalecie, psioczy na swój los. Los sprokurowany na życzenie, na obstalunek transformacyjnych czasów, na los niesprawiedliwy i niezasłużony, gdyż pracowicie i samodzielnie ZAMONTOWANY w nim.



Kiedy, omawiając twórczość Mickiewicza, zamiast entuzjazmu dla swady, z jaką mówi o naszym narodowym poecie, nadziewa się na pierdzącą dezaprobatę klasy, klasy zafascynowanej własną bylejakością przeżyć, zaczyna rozumieć, że przegrał, że jego krasomówcze, bogoojczyźniane popisy natrafiają na mur. Na mur, na ścianę; są niczym perły ciskane przed wieprze.
6
Cześć słodziutka!



Kiedy się zmyłaś, nie było mi do śmiechu, choć wyznam, że w ogólnym bilansie okazało się, że bez ciebie jest o wiele spokojniej, a w domu zapanowała powszechna zgoda i wzajemne nie włażenie sobie na odciski.



Mama, jak to Mama, z początku popłakiwała po kątach, w milczeniu i tajemnicy przed ojcem, ale wkrótce jej przeszło, Tata po kryjomu pociągał nosem, lecz przy ludziach, oficjalnie, nadal rżnął nieugiętego.



Ale do czasu, bo każda tragedia ma swój kres. Już po miesiącu przejmowali się czym innym, zajęli się obwąchiwaniem tych z parte
Read More
ru, tych, co to kupili dobermana ze szczęki.



Jednak życie na parterze starczyło im na parę szyderczych gadek po obiadku, na jedno nieudane party w ogrodzie, ponieważ, gdy nikt z zaproszonych gości nie przyszedł, kłócąc się i obwiniając o to, że znowu im nawaliła frekwencja, zgodnie doszli do przekonania, że żaden doberman już im nie zmieni faktów, a faktem jest samotność, za duża przestrzeń do rozmyślań i tak nam się darzyło, tak zabijaliśmy wspólny czas aż do chwili, gdy pokochałem Justynkę, moją ślubną, pamiętasz, razem chodziłyście do podstawówki, ona siedziała przed tobą, taka ruda trzpiotka w okularach i z końskim ogonem.



Teraz przejdę do meritum. Trudno mi zacząć, lecz jakoś tak nigdy nie miałem gliku do listownych wynurzeń, jednakowoż nadeszła długo oczekiwana chwila, by postanowić, co dalej z tym koksem, bo gdy Tatę wymiotło z życia, już nie daję sobie rady z Mamą. Ma taki nieustannie frustrujący wzrok, a ostatnio podprowadza dzieciakom czekoladki.



Justynka suszy mi treskę jakimiś sankcjami, mówi, że jest tu z nią za ciasno, że ma jej serdecznie powyżej, co mnie nie dziwi, bo ja też.



Gdybyś była facetem, zrozumiałabyś w mig, co to żyć z dwoma babami, z których każda ma rację, toteż od razu pomyślałem o twoim zbawieniu, toteż od razu powiedziałem Justynce, że teraz przyszła kolej na ciebie, teraz ty powinnaś trzymać się przy niej prosto, mówić, co o niej myślisz.



Teraz Ty, bo mnie kroją się prezesury i wielkie intraty, lukratywne przedsięwzięcia, przewodniczenia, piastowania i zasiadania z szykanami, gabinety, petenci, bananowe wyjazdy, bo mnie teraz zanosi się na upragniony koniec chudych lat, a Tobie przyda się opinia dobrej córeczki. Mama, jak ją przekonać, potrafi być na swój sposób sympatyczna, no i lekarz twierdzi że to góra kilka miesięcy.



nara i dozoba



Pikutek
6
Jeżeli masz patent sternika jachtowego możesz zostać testerem wódki. Nie trzeba mieć wykształcenia kierunkowego ale czy trzeba mieć doświadczenie w testowaniu alkoholi i czy tylko liczy się wódka czy może być tez wieloletnie doświadczenie przy testowaniu wina i piwa lub trunków dla starych wyjadaczy typu rum na kościach czy tez wódki zapachowe/perfumowane :) dają przewagę i możliwość zatrudnienia?



http://bols.pl/cv/



pzdr