reklama
5
Jak podaje hacking.pl:



"Gdy haker o nicku Chujwamwdupe opublikował w ubiegłym tygodniu przykładowy kod wykorzystujący lukę w pakiecie biurowym Microsoft Office 2003, mogłoby się wydawać, że zrobił to złośliwie.



Chujwamwdupe żali się, iż 'Niestety, Microsoft odmówił imiennych podziękowań pod adresem pseudonimu, który podał.'

"



Ciekawe jak to by brzmiało po chińsku albo lepiej jak by był to chińczyk o takiej ksywce której inaczej nie dało by się wymówić i napisać :)



pzdr
7
Wykształcenie wpływa na poziom życia. Wykształcenie umożliwia zadawanie pytań, poszerza wyobraźnię, zwiększa horyzonty. Można powiedzieć w skrócie: pobudzanie w kimś chęci poznania, zaszczepianie w nim ciekawości, wrażliwości, bezustannego głodu na świat, tworzenie mu warunków do zdobywania wiedzy, jest...u c z ł o w i e c z a n i e m. Procesem nieustannego rozwoju. Nauką tolerancji wobec nieznanych zjawisk, a także wobec innych ludzi.



Tyle wstępnego marudzenia.



Zobaczmy teraz, co dzieje się z tymi, którym los odmówił szansy intelektualnego rozwoju.



Nau
Read More
ka zostaje przerwana. Z różnych powodów: z braku ciekawości, z nadmiernego lenistwa, balangowego charakteru, pychy, umysłowej apatii może.



Przestajemy interesować się dalszym kształceniem, rzucamy szkołę, mamy gdzieś studia, zaczynamy uprawiać tak zwaną samodzielność, pędzić niezależną wegetację, latać własnymi drogami. W konsekwencji rodzą się nasze problemy z otaczającą rzeczywistością.



Coś tam odczuwamy, lecz nie wiemy, co. Brak nam słów, skojarzeń, nie umiemy określić, zdefiniować swoich marzeń, tęsknot i realnych pragnień. Czegoś byśmy chcieli, lecz konkretnie czego, nie potrafimy wyrazić, nie wiemy, jak nazwać to, co widzimy, co nas boli.



To, jak postępujemy i kim jesteśmy, zależy od środowiska, w którym przebywamy. Jeżeli od urodzenia byliśmy uczeni niepoznawania innego świata, prócz świata pozorów, prócz złudzeń powstających z lęku, jeśli wegetowaliśmy pośród otaczających nas, z grubsza ciosanych przedmiotów i żyliśmy nie mając dostępu do prawdziwego piękna, to skąd mieliśmy dowiedzieć się, że obok intryg i egoizmu, istnieje subtelność i wrażliwość? Jak mamy być delikatni i kulturalni, jeśli nie wiemy, że pomiędzy tak uświęconymi

w a r t o ś c i a m i, jak fura, piwko i laski, istnieje Mozart i bywają niezrozumiałe tęsknoty?



Ale wystarczy urodzić się nie w otoczeniu awantur o pietruszkę, wystarczy móc chodzić do muzeum, widzieć na jego ścianach nie ramy i gwoździe, a obrazy i rozmawiać z ludźmi mającymi coś istotnego do przekazania, by dostrzec, jak wiele jest do nauki.



Są to jednak powody błahe, powody uaktywnione przez bezmyślność i nie o takich chciałbym tu rzec. Chciałbym tu rzec o tym, gdy te poznawcze procesy zostają przerwane r a p t o w n i e, gdy nie są spowodowane brakiem wyobraźni na własne życzenie, gdy dotykają ludzi chorych.



Choroba nie wybiera. Uderza na oślep i zmienia nas, niszczy, wywraca wszelkie nasze plany. Uczyliśmy się, mieliśmy przyjaciół, było z kim pogadać od serca i do rzeczy. W jeden dzień przestajemy chodzić gdziekolwiek, przyjaciele mają alergię na nasz widok, a szkoła jest utopią.



Zostaliśmy rencistami. Renta jest niewysoka, bo pracowaliśmy za krótko. Jest wystarczająco niska, byśmy nie mieli za co się leczyć. Ot, w sam raz taka, by utrzymać przy życiu - nieboszczyka.



Nie stać nas nie tylko na lekarstwa: są książki, są gazety, jest teatr, czasem dobry, czasem bylejaki, ale jest i zdrowi ludzie mogą do niego pójść. Mogą też pójść na wystawę, uczestniczyć w kulturalnych wydarzeniach, być na bieżąco.



Chorego to nie dotyczy. Chory nie ma żadnych praw poza prawem do rozkładu. Te, które są, są równie śmieszne, jak prawo budowlane. Jakie mamy wyjście? Odpowiadam: leżeć i czekać, aż się decydentom rozwidni od sufitem.



Przyzwyczailiśmy się do bezwładu i niektórym jest z tym dobrze. Dobrze im, jak nic się nie dzieje, jak nikt od nich niczego nie żąda. Prowadzą życie osiadłe, bagienne, wymoszczone świętym spokojem. Należą do sekty osób z lukami w edukacji, do kasty dygnitarzy - niewrażliwców. Do ludzi bez ikry.
5
Skecz Jeffa Dunhama Achmed the Dead Terrorist z napisami polskimi i angielskimi.



9BV4OGqnuiQ
5
Oglądałem wczoraj okrzyczany film DZIEŃ ŚWIRA. I rzeczywiście, był to film nie o jednym, znękanym i pogmatwanym osobniku płci ślamazarnej, ale przerafinowany portret naszej anemicznej kondycji, nasz współczesny krajobraz po bitwie, nasz rozpaczliwy, symboliczny, zaledwie naszkicowany konterfekt świra powszechnego, skomasowanego, pojawiającego się na ekranie w liczbie przekraczającej wszelkie możliwe granice; krótko mówiąc, był to film o nas, o naszym życiu, o życiu zafajdanym przez dobre chęci, film o drodze do nikąd, film reportaż z nieistnienia, poglądowy, przerysowany obraz informujący nas
Read More
, w wleźliśmy, co oblepiło nam mózg, czym jesteśmy negatywnie zauroczeni...

Dlatego był to film bolesny w odbiorze. Bolesny, ale prawdziwy, bo pokazujący nasze niekonsekwencje, dwuznaczne, czyli obłudnie tolerancyjne mankamenty nauczycielskie, hipokryzję naszych etycznych oczekiwań, nadziei związanych z dokonywanymi zmianami; był to film pokazujący nasze zaprzepaszczone marzenia i nasze zmarnowane tych marzeń - owoce.



Dla amatorów szeregowania, szufladkowania, bawienia się w przepisy i procedury, dla chcących postrzegać twórczość przez pryzmat reguł, algorytmów i matematycznych wzorów, dla tych, co za pośrednictwem zblazowanego szkiełka i oka, a nie za pomocą serca, widzą i oceniają przestrzeń muzyki, malarstwa, literatury, mam cynk: gatunek tego produktu wściekłości i wrzasku, to REALIZM GROTESKOWY.



Bohater rzeczonego arcydzieła naszej nędzy i rozpaczy, stęchła namiastka znerwicowanego człowieka, mężczyznopodobny majstersztyk frustracji, model udający wrażliwego polonistę, a w istocie - łajza w spodniach uwierających w kroku (w schowku na duszę Miałczyńskiego), w spodniach tak ciasnych, że aż zmuszających go do nieustannej, rytualnej gimnastyki na kanapie, pedagog klnący tak, że przysłowiowy szewc, to przy nim przeor klasztoru ministrantów, prowadzi żywot moralnie zdewastowanego safanduły.



Wegetuje siłą rozpędu, z przyzwyczajenia do zrzędzenia, bez wyraźnego powodu, ponieważ brak powodu do życia, to jego jedyne uzasadnienie życia. Ponieważ to, w czym tkwi, przed czym się wzdraga, jest takie samo, jak on. Jak on, ustawiczny nerwus potrafiący tylko złorzeczyć, wrzeszczeć, gderać.



Przeklina co chwilę, słowa ogłupiałe od wulgarności, nie schodzą mu z półprzytomnych warg, strzyka bluzgami jak dziadzio Kałasznikow pestkami, lecz w niczym nie przeszkadza mu to w gadaniu, że trzeba być subtelnym, taktownym, że zdałoby się szanować bliźniego.



Ma pretensje do młodych, że brak im wychowania, a co robi sam, jaki przykład daje własnemu synowi? Oto przy nim wyżywa się na swojej żonie. Słownie na szczęście.



Adam Miałczyński, damski bokser wagi scenariuszowej, mizdrzy się do wspomnień o swojej pierwszej miłości, na myśl o niej pociąga nosem, ją obarcza winą za swoje dotychczasowe niepowodzenia, za własne błędy. Ją, matkę, dzieciństwo pod wiatr.



Postać zagubionego Adasia jest bezwolna. Niby chce inaczej żyć, ale inaczej żyć nie umie; poprzestaje na utyskiwaniu. Toczy pianę z jamy gębowej, ale jest to piana Kalego.

Bohater, spełniony nieudacznik, autor pierwszej linijki wiersza, notoryczny egoista opędzający się od cudzych wad, a nie dostrzegający swoich, walczący z nimi jak sędziwy ratlerek o pikusiowatym rozumku.



W godzinach pomiędzy warczeniem na wszystkich i wszystko, co się szwenda po ekranie, tokuje jak rzewny głuszec. A w przerwach na regeneracyjne, populistyczne refleksje w toalecie, psioczy na swój los. Los sprokurowany na życzenie, na obstalunek transformacyjnych czasów, na los niesprawiedliwy i niezasłużony, gdyż pracowicie i samodzielnie ZAMONTOWANY w nim.



Kiedy, omawiając twórczość Mickiewicza, zamiast entuzjazmu dla swady, z jaką mówi o naszym narodowym poecie, nadziewa się na pierdzącą dezaprobatę klasy, klasy zafascynowanej własną bylejakością przeżyć, zaczyna rozumieć, że przegrał, że jego krasomówcze, bogoojczyźniane popisy natrafiają na mur. Na mur, na ścianę; są niczym perły ciskane przed wieprze.
6
To komunikat po kontroli portalu nasza-klasa.pl,

"GIODO: Dane osobowe w nasza-klasa.pl są bezpieczne" mnie rozbroił. "Ze wstępnych analiz wynika, że na portalu dane chronione są na bardzo wysokim poziomie".



Trochę ten komunikat jest 'zabawny', jak łatwo można pobrać dane osobowe z portalu nasza-klasa.pl opisane jest w artykule na 'łamach' serwisu hacking.pl

Wg.autora artykułu nie trzeba być wysokiej klasy specjalistą komputerowym czy też hackerem wystarczy trochę się znać np PHP i można pobrać bazę 7,4 milionami wpisów :)



pzdr
6
Tak, to jest największy pies, pies jak koń. Waga 128 kg, wzrost 96,5 cm. foto: http://szarik.pl/gfx/herkules.jpg tygodniowo zjada 40 kg mięsa zapijają to litrami koziego mleka. Pies (nie kot) tej rasy to Mastiff :).
8
Znaczenie dupy w życiu społeczeństwa, jak się okazuje, jest przeogromne. Śledząc strony internetowe wypatrzyłem kilkanaście znaczeń tego słowa. Z własnych doświadczeń dopisałem kilka i jestem przekonany, że nie są to wszystkie znaczenia tegoż określenia. Odrywając się na kilka chwil od bieżących wydarzeń, porzucając politykę niejako dla przyjemności, proszę oświećcie mnie, co do innych znaczeń tego jakże uniwersalnego słowa. Proszę!

Dupę wynalazła Marynia. Dlatego też niektórzy rozmawiają o dupie Maryni.

Inni twierdzą, że dupę wynalazł uczony radziecki Wołow. Ci z kolei mówią: dup
Read More
a Wołowa.

Dupa pełni ważną rolę w ruchu obrotowym, ale nie ma nic wspólnego z dziełem Mikołaja Kopernika O obrocie sfer niebieskich. W takim wypadku mówimy, że wszystko kręci się wokół dupy.

Dupa służy również do przekazywania zdecydowanych sygnałów niewerbalnych, np. dobrze wymierzony, solidny kopniak w dupę jest wyrażeniem uczuć negatywnych wobec adresata takiego gestu.

Za pomocą dupy można także przekazać emocje pozytywne, np., całując kogoś w dupę.

Dupa może również spełniać rolę lizaka. Szczęśliwie nie wszyscy są tzw. dupolizami.

Dupa służy nieraz jako etalon: wiele rzeczy jest do dupy; tym samym dupa spełnia rolę uniwersalnego wzorca porównawczego.

Dupa pełni również rolę uchwytu, można bowiem trzymać się czyjejś dupy. Określenie to nie oznacza braku równowagi, ale samodzielności.

W dupę (lub po dupie) można także dostać. Czynność ta umacnia więzi emocjonalne między rodzicami i dziećmi.

Można również chronić swoją (lub czyjąś) dupę, co kolejny raz potwierdza ważność dupy w otaczającym nas świecie.

Uniwersalność dupy nie kończy się na tym, jest ona bowiem zadziwiająco skutecznym pojemnikiem: w dupie można mieć całe osoby, a nawet społeczności.



A prócz tego:



Dupa spełnia rolę siedziska, powiadamy bowiem siadaj na dupie, często z dodatkiem poleceń uzupełniających: [...] i siedź cicho.

Określenie dawać (dać) dupy funkcjonuje w przynajmniej dwóch znaczeniach: erotycznym i wartościującym; jednak ściągnąć kogoś z dupy tylko w tym pierwszym.



A na zakończenie:



Zabrać się do czegoś od dupy strony oznacza podejście niewłaściwe, od końca; dupa funkcjonuje tu jako synonim odwrotności.
7
Ta partia ma duże szanse? Wbrew pozorom może się okazać, że znajdzie swoich wyborców, którzy chętnie zagłosują na nią.

Osobiście jestem zmęczony tym co się dzieje obecnie na scenie politycznej. Dzisiaj 'politycy' zamiast zajmować się sprawami merytorycznymi zajmują się sobą.