reklama
5
W niedzielne przedpołudnie mama Łukaszka zabrała Łukaszka do miasta. Inni mieszkańcy miasta w tym czasie siedzieli w domach ciesząc się wspólnym porankiem lub szli do kościoła.

- Dziwacy! Ciemnogród! - sarkała mama Łukaszka - Już nie mówię o tych, co łykają to katolickie opium dla mas, ale inni? Przecież niedziela jest po to, by się rozerwać kulturalnie i tak dalej!

Najpierw, z samego poszli na zakupy, żeby uniknąć tłumów ludzi, którzy jechali do marketów po mszy. A potem udali się do centrum, gdzie w pasażu handlowym mama chciała uzyskać autograf. Odbywało się bowiem spotkanie autorskie z panią, która napisała książkę o swojej aborcji pod tytułem "Nie płakałam po moim płodzie". Na miejscu okazało się, że na drzwiach wisi duża kartka "Zakaz wstępu dzieciom na spotkanie z Autorką".

- Y... E... No zajmij się czymś - powiedziała mama Łukaszka i z wypiekami na twarzy i książką w ręce runęła do wnętrza aby zająć dobre miejsce w szybko rosnącej kolejce.

Łukaszek poprawił czapkę, zgrabnie smarknął na chodnik (nigdy nie nosił chusteczek) i ruszył na spacer. Nie uszedł daleko. Trafił na niewielki kordon policji. Zza szerokich pleców nie było nic widać, za to było słychać. Jakiś młody, męski głos, który wydawał komendy. Głos ten wydał się Łukaszkowi znajomy, więc przebił się przez gęstniejącą ciżbę, obiegł kordon, znalazł lukę i wdarł się to środka.

Miał rację. Ów młody, męski głos należał do kuzyna kontestatora, którego ostatnio widział na manifestacji w sprawie poparcia dla... No, z tym były pewne problemy - dla kogo.

Łukaszek ucieszył się, na widok kuzyna, bo przy nim zawsze coś się działo. Kuzyn nie ucieszył się na widok Łukaszka, bo przy nim zawsze spotykały go katastrofy.

Łukaszek przywitał się z kuzynem i kilkoma innymi, towarzyszącymi mu osobami. Okazało się, że kuzyn organizuje marsz równości. A właściwie jeden z wielu lokalnych marszy, bo w celu rozbicia ewentualnego kontrataku policji organizatorzy wpadli na pomysł rozproszenia marszu a co za tym idzie - rozproszenia sił porządkowych. Miało to jednak swój mankament.

- Mało osób przyszło - szeptał Łukaszkowi na ucho zrozpaczony kuzyn kontestator. Faktycznie, demonstrujących było zaledwie kilka osób, w tym jedna na wózku, a wokół nich stało kilkudziesięciu policjantów. Pod ścianą stały oparte tabliczki na kijkach z hasłami. - A "Wiodący Tytuł Prasowy" przez dwa tygodnie codziennie pisał takie piękne artykuły! I wszystko na nic! A mój szef tak na mnie liczy!

- Nie martw się, ja jestem - odparł Łukaszek, który chciał kuzynowi ulżyć, ale efekt był przeciwny do oczekiwań.

- Mama cię na pewno szuka - próbował pozbyć się go kuzyn.

- Ale gdzie tam - rzekł dobrodusznie Łukaszek. Wziął tabliczkę z napisem "Więcej praw dzieciom!" i zaczął ją podnosić i opuszczać. Policjanci się trochę zdenerwowali.

- Przypominam, że możecie demonstrować dopiero od trzynastej - powiedział jeden z nich.

- To już za dziesięć minut - kuzyn spojrzał na zegarek i zaczął rozdawać tabliczki. - Uwaga! Za dziesięć minut idziemy!

- Bardzo kurwa śmieszne - warknęła osoba na wózku i pacnęła kuzyna w głowę trzymaną przez siebie tabliczką z napisem "Równych dróg".

- E... Sorry... Za dziesięć minut ruszamy - kuzyn poprawił zgniecioną leninówkę i rozejrzał się. - Została mi jedna tabliczka...

Na tabliczce widniał napis "Każdy gej jest okej".

- Weź ją ty - zaproponował Łukaszek machając teraz swoją tabliczką przed twarzami policjantów, którzy z trudem zachowywali spokój.

- E... Ja? No co ty... - kuzyn kontestator jakoś się nie kwapił. - Mieli przecież przyjść jacyś geje! Przecież tylu ich jest! Czemu żadnego nie ma?

- Jesteśmy - dobiegł jakiś niewyraźny głos z boku. Kuzyn ucieszył się i obrócił w kierunku mówiącego. Dwóch największych policjantów w kordonie, w rynsztunku bojowym, trzymało się za ręce.

- Jesteśmy - powtórzył jeden z nich.

Kuzynowi opadła szczęka i zaczął się jąkać.

- A... A... Ale wy nie... Wam nie... Jak to...

- Co, policjantom nie wolno? - odezwał się drugi funkcjonariusz. - Dyskryminacja!

Kuzynowi tabliczka zaczęła drgać w ręce.

- A... A... Ale policja to faszystowskie świnie, a geje są kulturalni...

- A co, kurwa, policjant nie może być kulturalny? - zdenerwował się pierwszy policjant, a drugi go upomniał:

- Teofilku, zachowuj się.

- Geje są biedni, mali i dyskryminowani! - wypalił kuzyn.

- No chciałbym zobaczyć takiego, co by mnie zdyskryminował - zarechotał pierwszy policjant.

- Ty brutalu - zachichotał piskliwie drugi policjant. I swoją pałką trącił jego pałkę.