Czad, część 3, ostatnia Braniewo News
reklama
4
Hiobowscy siedzieli przy stole i załamani analizowali zachowanie Łukaszka na cmentarzu.

- Halloween to dla niego czad bo są dynie, świeczki i kościotrupy - westchnął tata Łukaszka.

- Święto zmarłych to dla... - zaczęła mama, ale dziadek jej przerwał:

- Wszystkich Świętych!

- ...tak, to też dla niego czad, bo są pierniki, znicze i chodzenie po ciemku.

- Gadżeciarz - podsumowała sisotra Łukaszka wywołując zdumienie, że zna tak trudne słowo.

Rodzina Hiobowskich debatowała jeszcze na temat jak głęboko sięga świadomość Łukaszka odnośnie świętowania Wszystkich Świętych i Helloween, gdy zadzwonił dzwonek. To przyszedł Gruby Maciek ze swoim tatą. Po krótkim przywitaniu tata Grubego Maćka zapytał o temat rozmowy.

- Och, no tak... - zaczął oględnie tata Grubego Maćka. - My pojechaliśmy na cmentarz samochodem. To był horror. Ludzie zajeżdżali sobie drogę. Parkowali tak, że zastawiali przejazd. Trąbili. Krzyczeli - tata Grubego Maćka długo wymieniał. - No horror.

- A policja? - zapytała mama Łukaszka.

- Policja... - machnął ręką tata Grubego Maćka. - Dwóch stało na jednym skrzyżowaniu a dalej to już radiowozu nie uświadczysz. O nie, czaili się na wyjeździe z miasta.

- Tam jest fotoradar... - zauważył tata Łukaszka.

- A no jest i się schowali ze zwykłym radarem zaraz za nim. Czterech tam siedziało. Nie nadążali z pisaniem mandatów.

- A, to był mandat?

- Żeby tylko mandat... - westchnął tata Grubego Maćka i szturchnął swojego syna w bok. - No pochwal się.

I Gruby Maciek opowiedział, że jak ich zatrzymała policja (tata przyspieszył za fotoradarem i ich ustrzelili z tzw. "suszarki") to on opuścił szybę w dół i zawołał "hej, wy dzielni policjanci!".

- I to wszystko? Co w tym strasznego? - zdumieli się Hiobowscy.

- No jak to?! A skrót?! - zapienił się tata Grubego Maćka. Hiobowscy jęknęli i złapali się za głowę a Łukaszek spojrzał na Grubego Maćka z podziwem. Bardzo rzadko się zdarzało, że Łukaszek spoglądał na Grubego Maćka z podziwem, więc Gruby Maciek poczuł się bardzo dumny.

- I co było dalej? - zapytał dziadek Łukaszka.

- Jak to co?! - odparł w ekstazie Gruby Maciek. - Czad!!!