reklama
5
Ma rację W. Waszczykowski, krytykując polskie władze po wizycie S. Ławrowa, nie należało się wdawać w jakiekolwiek dyskusje na temat tarczy antyrakietowej, tylko nieustanie trąbić o tym, co Rosja zrobiła w Gruzji.



Określenie "niewykorzystana szansa" użyte przez Waszczykowskiego w tym kontekście nie wydaje mi się do końca trafione. Nabieram bowiem coraz większego przekonania, że nasze władze jakimś nadludzkim wysiłkiem woli albo niemalże w malignie, wynikającej z paniki wywołanej działaniami Rosji, klepnęły w końcu odwlekaną w nieskończoność sprawę tarczy i sojuszu z USA, teraz za
Read More
ś nie za bardzo wiedzą, jak ten "dramatyczny gest" przed Rosją zatuszować. Gdyby zaraz po szczycie unijnym polska dyplomacja przeprowadziła dalszą ofensywę jednoczącą kraje bałtyckie w obliczu agresywnej Rosji, to sprawy miałyby się zupełnie inaczej, skończyło się zaś na tym, że Polska ostentacyjnie popiera "prozachodnie dążenia" Ukrainy, mimo że tam następuje zwrot ku Rosji oraz wspiera na odległość okupowaną Gruzję, z czego Moskwa już kompletnie sobie nic nie robi.



Polska dała się niepotrzebnie wciągnąć w "pełne zrozumienia" pogaduchy z Rosją, ponieważ wizyta Ławrowa została wykorzystana propagandowo przez Kreml do przypomnienia, że Polacy "włączają się w imperialną politykę USA" i "zachowują się nieodpowiedzialnie", a poza tym "nie rozumieją" posowieckich obyczajów, jakie kultywuje Federacja Rosyjska z Putinem i Miedwiediewem na czele. W rezultacie wyszło tak, że to rosyjski szef MSZ-u przywoływał Polskę do porządku, by niejako ostudzić nasze agresywne i awanturnicze zapędy. To dopiero!



Można więc powiedzieć, że w świat pomknęło przesłanie "jacy Ruscy są, tacy są, ale ci Polacy..." Nie od dziś zresztą wiadomo, że Rosja lubuje się w swojej doktrynie geopolitycznej w wyznaczaniu dyżurnego wroga, którego musi swoimi działaniami na polu nie tylko dyplomatycznym, odpierać. I Polska na takiego dyżurnego manekina do bicia znakomicie się nadaje. Władze FR ("kremliny", można rzec :) zawsze mogą przywoływać "rusofobię Polaków" jako koronny argument świadczący o tym, że pałamy chęcią najazdu na Rosję, a w najgorszym wypadku, rzucenia jej na kolana, jak w 1612 r. Waszczykowski przywołuje koncepcję, która na serio jest u naszego wschodniego sąsiada formułowana, jakoby USA miało zaatakować Rosję ze względu na jej zasoby energetyczne.



No a skoro Amerykanie by atakowali, to Polacy jako ich wierni sojusznicy na pewno dołożyliby swoje trzy grosze. Idąc tym tropem można wykazać niemalże pełne zrozumienie dla działań Rosji w Gruzji - wiedząc bowiem, że chcą tam się na stałe zainstalować Amerykanie, Moskwa dokonała po prostu uderzenia wyprzedzającego w ramach III wojny światowej. Co więcej, jeśliby tę paranoiczną koncepcję wziąć zupełnie na poważnie, to twierdzenia Ławrowa o chęci "przyjmowania na siłę" różnych państw do NATO stanowią naturalne tejże koncepcji uzupełnienie.



Oczywiście rosyjscy bezpieczniacy, którzy dyrygują posowieckim imperium aż takimi paranoikami nie są. Wystarczy im zupełnie międzynarodowy zasiew paranoi drogą propagandową. Dokładnie taką samą strategię stosował Stalin: ZSSR nieustannie zagrożone jest przez amerykański imperializm, amerykańską broń jądrową i amerykańskich szpionów - dlatego musi się "bronić" poprzez poszerzanie swojej sfery wpływów. Podoba mi się jednak to, że tym razem Rosjanie mówią wprost o swoich agresywnych zamiarach, dając w ten sposób wyraz nie tylko pewności siebie, ale i pewności dotyczącej tego, że nikt w Europie nie jest w stanie procesu jakiejś przedziwnej restytucji bloku sowieckiego powstrzymać. W tym zaś kontekście mówienie, że Polska nie jest uważana za obszar należący do rosyjskiego dominium brzmi jak wyjątkowo ponury żart, skoro Ławrow nic innego nie czynił w trakcie swojej wizyty, jak upominał polskie władze, co powinny robić, a czego nie powinny, no i żeby generalnie "nie szły tą drogą". Nasze władze natomiast skwapliwie to wszystko przyjmowały, uprzejmie się uśmiechając.



Ławrow dobrze pamięta ZSSR, w dyplomacji którego pracował już od lat 70., należąc, co oczywiste, do KPZS.



Sądzę jednak, że i my powinniśmy pamiętać, czym ZSSR było i jak katastrofalny w skutkach (także dla nas!) może być proces przyzwalania na restytucję tego tworu przez Moskwę. Nawet jeśliby ta restytucja nie zachodziła w sposób oficjalny.
5
Dosłownie, nie mogę się nawet na dwa dni oddalić w przyjemne plenery, by sobie pogadać z przyjaciółmi, napić się tego i owego a potem sprawdzić w lokalnych zawodach pływackich, by po powrocie z przerażeniem nie odkryć, że znowu ktoś - coś, pod moją nieobecność nawywijał



Nie na blogowiskach broń Boże bo tutaj każdy znakomicie i w swoim żywiole się czuje, jak nie przymierzając ryba w wodzie



Ale taki na przykład Dziennik wykorzystał te dwa dni by zatrudnić pana Rokitę na stanowisku publicysty.



Pan Rokita znalazł się nawet na okładce.



Na zd
Read More
jęciu albo myśli, albo komuś salutuje. Osobiście obstawiam myślenie, tym bardziej, że co wynika z jego słowa wstępnego pan Jan, chce prostować nasze drogi ku prawdziwej prawdzie, a przy okazji zabawia nas anegdotą o Churchillu, który w okopach I wojny światowej, ponoć zapowiedział, że z polityką nie chce mieć już nic więcej wspólnego i zajmie się po wojnie pisaniem i malowaniem.



Pan Rokita skromnie pointuje, ze nie umie malować.



Dodam w tym miejscu od siebie:



Każdy ma takiego Churchilla, na jakiego sobie zasłużył



Znaczy się Dziennik ma.



Druga afera związana jest z buczeniem na pana Borusewicza, postrzeganego przez autora jako taki fajny a dzielny misiu



Buczenie i gwizdanie oburzyło wielu ludzi, na których także niedawno gwizdano i buczano.



Byłaby to jakaś nowa solidarność wygwizdanych i wybuczanych?



Nie bardzo w sumie wiadomo, dlaczego na pewnych ludzi nie wolno buczeć, a na widok innych, buczenie jest prawie obowiązkowe?



Oto Pan Wałęsa, musiał przy okazji nazwać dawne, strajkowe towarzystwo małżeństwa Gwiazdów haniebnym Najwyraźniej już w żaden sposób nie potrafi powstrzymać swojego niewyparzonego pyska i koniecznie musi przy każdej okazji kompromitować się na nowo.



Andrzej Gwiazda miał doskonałe rozeznanie w sytuacji, gdy w krótkim wywiadzie dla starego Tysola przy okazji zjazdu w gdańskiej Oliwii, w 1981 powiedział, że stając do wyborów przeciwko Wałęsie przekreśla swoją karierę w związku i dodał, że nie darmo esbecja biega między delegatami rozsiewając kompromitujące go plotki.



Tak sobie powiedział pan Gwiazda 27 lat temu i każdy człowiek interesujący się choćby amatorsko tamtymi czasami, bez wątpienia zna te prorocze słowa.



Wałęsa i kilku innych sławnych liderów nie może jakoś pogodzić się z myślą, że ktoś poza nimi pomógł w obalaniu realnego socjalizmu made in CCCP



Nie potrafią także pogodzić się z oczywistym faktem, że ktoś żąda dla siebie listka z wieńca ich chwały. Z wieńca, który przecież został ostatecznie zatwierdzony a wszystkie listki starannie podzielone między naprawdę zasłużonych.



A tutaj przychodzą jacyś buczący i podważają uprawnienia do zatwierdzania wieńców chwały Jakże tu podważać skoro jest to już starodawny konsensus, z którego jasno wynika, że Wałęsa jest obalaczem komuny a Gwiazda to hańba i w ogóle komuch?



Złośliwi mogą dodać, że maniak ekologiczny.



Stąd ta piana skoro sam "sztywny Wojtek" rzekł, że byliśmy cool? Z jakiej racji jakieś NN zaczynają na nas buczeć?



Tak się (NN) opisuje zdjęcia, na których występują ważne persony i tak zwany żywy & ludzki nawóz



Ludzie buczą, ponieważ nagle zauważyli - Panie były prezydencie, że zrobiliście i nadal robicie ich w tak zwaną bańkę



Jako pointę, dam tutaj balladę Jacka Karczmarskiego. Balladę o wygwizdywaniu i buczeniu, napisana przez niego w 1977 roku i zatytułowaną:



BALLADA FEUDALNA



Dawni fornale majątku, przywiązani do niego

Bardziej niż każe rozsądek, głód miejscowe prawo -

Raby tej ziemi, wygnani z niej właśnie dlatego -

Zwracam się do was - dworski pisarczyk i pachoł,

Na tyle tu nieważny by grać odważnego.



Do czworaków przywykli jak do pięknych domów

Ci, co przyszli na wasze, jeszcze ciepłe, miejsca.

Pijąc kłócą się, kłócąc - nie ufają nikomu.

W nocy gardła pełne piekącego szczęścia:

Narzekać, nienawidzić, kląć na ekonomów.



Ten żywy nawóz co rano idzie w ziemię czarną,

Wzdłuż długich bruzd ospała nadzorców robota.

Gnije zgoda, panoszy się mowa wulgarna,

Ziemia ciągle rodzi dla obcego złota,

Pot na niskich czołach oblicza się w ziarnach.



Dwór stoi jak stał - siedlisko wróbli i kukułek.

(Chociaż plotka i wróżba przyszłość jakąś tu stwarza)

W zmatowiałych salonach, gdzie się niegdyś snuły

Karmione pamięcią duchy przodków gospodarza,

Ciągle w modzie kolumny i obce statuy!



Zwykłe słowa wyszły już z użycia.

Wielkimi porozumieć nie można się wcale.

Co raz ktoś zawoła o winnych wykrycie,

Pan ręką pokazuje mu graniczne pale,

Za którymi znikliście wy - wygnani w przeżycie.



Widzę was nieraz, kiedy twarz ukryję w dłoniach.

Macie przynajmniej wasze chlubne poniżenie,

Gdy, wygnanym, łuk Ziemi ojczyznę przesłonił

Ciągle taką samą w waszym zapatrzeniu.

Stoicie w oddali na wysokich koniach.



Jacek Kaczmarski
7
Bandyta napadając na sąsiada powinien spodziewać się, że będzie musiał pokryć szkody jakie spowodował u napadniętego, oczywiście wtedy gdy żyje w państwie które egzekwuje prawo.



A jak to wygląda globalnie? Okazuje się, że bardzo różnie.



Są bandyci którzy muszą pokryć straty poszkodowanym i robią to przez wiele lat, Choćby Niemcy, są niestety i inne przypadki. Szkody były olbrzymie, bandzior ma z czego wypłacić odszkodowanie, jednak nie odpowiada. Coś z tym prawem międzynarodowym jest nie tak.



Weźmy teraz taką Gruzję, bandzior rosyjski rozgrabił ile się da
Read More
ło gruzińskiego dobra, większość zniszczył. Zniszczył budynki, szosy, tory, broń, statki, rurociągi. Zabił wielu Gruzinów, wyprodukował sieroty i inwalidów.



Że tak postąpił to nic dziwnego inaczej nie potrafi, skorzystam z modnego określenia ten typ tak ma.



Teraz wolny świat będzie Gruzji rekompensować straty, to dobrze, pomoc jest potrzebna, trzeba ludzi nakarmić, wyleczyć, odbudować gospodarkę, postawić domy mieszkalne.



Strat moralnych nikt nie jest w stanie wyrównać..



Dobiega też głos z Brukseli, że to jest naszym OBOWIĄZKIEM, więc Moskwa nałożyła na nas jeszcze dodatkowy obowiązek, ma taką siłę czy tak durnych i sprzedajnych sąsiadów?



Popatrzmy teraz na problem z innej strony, czy tym sposobem nie jesteśmy winni napaści Rosjan na Gruzję? To my finansujemy ich bandyckie zachowanie, a może się mylę?



Kto zmusi Rosję do rekompensaty za straty które spowodowała w Gruzji?



Kto ją do tego zmusi, przywódcy państw UE to zgraja bezwolnych idiotów lub agentów rosyjskich.



Może czas zacząć rozmowy z państwami które mają chętkę na wielkie tereny Rosji?



Jeśli z naszej strony nie będzie żadnej reakcji to doczekamy się powtórki z 1939 roku i to znacznie szybciej niż mogłoby się wydawać.
6
Z wielkiej chmury mały deszcz. Tak najkrócej podsumować można wyniki brukselskiego szczytu w sprawie Rosji. UE ograniczyła się bowiem tylko do słów krytyki wobec Rosji oraz do zapowiedzi, że jeśli Rosja jeszcze raz zachowa się nieładnie to Unia jej pokaże... Co i kiedy pokaże oczywiście nie ustalono, bo przecież wymuszałoby to zajęcie jednolitego i jednoznacznego stanowiska, a na to zwyczajnie się nie zanosi.



Trzeba jasno powiedzieć, że Unia zwyczajnie nie jest w stanie wypracować takiego stanowiska. Jej państwa mają odmienne interesy wobec Rosji. A Kreml umiejętnie je rozgrywa.
Read More
Niemcy połączone z Rosją współpracą gospodarczą nie zaryzykują dla odległej Gruzji wystawienia ich na szwank. Francja (pomijając obecne w jej elitach prorosyjskie sympatie), której prezydent miał przynieść Tblisi pokój nie przyzna się do tego, że cała jego akcja okazała się porażką, a w układach z władcami Kremla dała się wprowadzić w błąd.



Oporu tych dwóch państw, którym sekundowały otwarcie prorosyjskie Włochy, oraz lęku Europejczyków przed Rosją nie jest w stanie przeważyć ani postawa Polski (dość zresztą miękka), ani Wielkiej Brytanii (którą uznano za przesadnie antyrosyjską). I nie ma się co oszukiwać, że przyszłość czy podpisanie Traktatu Lizbońskiego cokolwiek zmieni. Interesy państw członkowskich za tydzień, a taki termin zwołania kolejnego szczytu postuluje prezydent RP pozostaną rozbieżne. Potencjalny zaś minister spraw zagranicznych UE i za rok będzie je musiał brać pod uwagę. Jeśli zaś uda mu się od nich uwolnić, to jest niezwykle mało prawdopodobne, że rzeczywiście potępi Rosję. Gdyby to zrobił zostałby bowiem uznany za człowieka napełnionego antyrosyjskimi fobiami, który uniemożliwia porozumienie z Rosją. A potem odwołany ze stanowiska.



Ale ta miękkość wobec Rosji dowodzi tylko jednego, że politycy europejscy nie uczą się na błędach swoich poprzedników. Gdyby przemyśleli historię zimnej wojny, to wiedzieliby, że ustępstwa i szukanie dialogu tylko ośmielają Rosję. Problem polega bowiem na tym, że paradygmat dialogu, rozmowy, ustępstw i stopniowego rozmiękczania Rosji zwyczajnie się nie sprawdza. Dyplomacja rosyjska (podobnie jak jej poprzedniczka dyplomacja sowiecka) do perfekcji opanowała bowiem nie tylko rozgrywanie podziałów w świecie Zachodu, ale i sprawianie wrażenia liberalizacji na zmianę z zaostrzaniem kursu. W trakcie zaostrzania opanowywała kolejne państwa (głównie afrykańskie), a w ramach odprężenia, dialogu umacniała swoje terytorialne zdobycze. Zachód nieodmiennie dawał się już za czasów sowieckich łapać na taką sztuczkę. I teraz nie jest inaczej. Po pacyfikacji Gruzji Zachód za dobrą monetę bierze zapewnienia Miedwiediewa i Putina o niechęci do zrywania relacji z Europą. I rzeczywiście na jakiś czas w debacie i dyplomacji zapanuje język miłości, dialogu i budowania pokoju. Do czasu, gdy Kreml nie uzna, że jest gotowy do kolejnego podboju. Wtedy nastąpi czas zamrożenia (osłabiany obawami Zachodu przed otwartą wojną) stosunków.



Jedynym wyjściem z tego zaklętego kręgu dyplomatycznego oszustwa jest powrót do strategii, która pozwoliła Zachodowi wygrać zimną wojnę. A tę sformułował jasno Ronald Raegan, który nie tylko miał odwagę określić Związek Sowiecki imperium zła, ale też przeprowadzić akcję sankcji ekonomicznych i politycznych, które w połączeniu z zakręceniem kurka z dolarami dla komunistów, doprowadziły do krachu imperium. Teraz przy pełnej świadomości zmiany sytuacji gospodarczej czy politycznej trzeba zachować się podobnie: nazwać rzecz po imieniu, poszukać metod nacisku na Rosję i zrealizować je. Jeśli tego nie zrobimy to możemy tylko liczyć na słabość Rosji i/lub jej dobrą wolę. Wiara w Putina jest jednak dość słabym gwarantem bezpieczeństwa. A historia Europy jasno pokazuje, niestety, że ugłaskiwanie państw przestępczych, nie może być realnym narzędziem budowaniem pokoju. Ci, którzy w Europie nie chcieli umierać za Gdańsk krótko potem mieli obce wojska w swoich stolicach.
5
Największe osiągnięcie rządów PO, to zmiana klimatu politycznego w Polsce. Teraz człowiek nie jest taki zestresowany, lepiej sypia powiedział dziś w TVN24 Andrzej Olechowski, były KO Must oraz lider-założyciel Platformy Obywatelskiej. Właściwie cytat ten można byłoby pozostawić bez komentarza, jest aż nadto wymowny.



Nie mogę jednak odmówić sobie przyjemności dodania do wypowiedzi Musta kilku zdań objaśnienia. To tak dla potencjalnych czytelników, zwolenników PO, którzy mogli by nie zrozumieć prawdziwych intencji ich byłego bożyszcza.



Faktycznie, może spaść kamień z s
Read More
erca ludziom pokroju Olechowskiego czy Boniego. Obecna władza dba aby włos na głowie kolaborantów i peerelowskich donosicieli nie drgnął. Po dwóch latach trzęsiawki - pokuty za grzechy, nadszedł dla nich czas głębokiego oddechu. Dziś bezsenność minęła i różnego rodzaju Musty czy Znaki chrapią w nocy w najlepsze, śniąc o dupeerelach z niezwykle towarzyskich czasów. A wszystko to zasługa Doktora Tuska specjalisty od bezsenności.



Miło, że Andrzej Olechowski znalazł wolną chwilę i w imieniu wszystkich dotąd cierpiących funkcjonariuszy i współpracowników aparatu represji PRL, podziękował Panu Premierowi za zaangażowanie i roztoczenie nad nimi parasola ochronnego.



Ale już ciiiiicho! Pssst Must właśnie zasnął!
5
- W 1990 Lech Wałęsa w swojej książce "Droga nadziei", którą sprezentował mojemu ojcu, w dowód uznania prowadzonej przez niego polityki proeuropejskiej, napisał w dedykacji, że za sam fakt otwarcia Polski na świat i Europę należy mu się pomnik - powiedział serwisowi internetowemu tvp.info Adam Gierek, syn słynnego pierwszego sekretarza KC PZPR i europoseł.
5
Sygn. Akt PR-IV-X-Ds. 26/07



PROTOKÓŁ

przesłuchania świadka



Warszawa dnia 24.07.2008r., o godz.13.07.



Andrzej Michalski Prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie del. do Prokuratury Krajowej

Z udziałem protokolanta asystenta prokuratora Katarzyny Marzec

()

Świadek podał następujące dane osobowe:

Imię i nazwisko Bronisław Maria Komorowski

Imiona rodziców Zygmunt, Jadwiga

Data i miejsce urodzenia 04.06.1952r. w Obornikach Śląskich

Adres dla doręczeń w kraju Warszawa ul. Wiejska 2/6 Kancelaria Sejmu

Read More
Zajęcie Marszałek Sejmu RP

Wykształcenie wyższe

Karalność za fałszywe zeznania nie karany

Stosunek do stron obcy



Uprzedzony o odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań (oraz o treści art.182 i 183 kpk i pouczony o treści art.185 kpk) oświadczam, że :



Znam pana płk. Aleksandra Lichockiego. O ile pamiętam to zetknąłem się z nim po raz pierwszy w roku 1990 gdy byłem Wiceministrem Obrony Narodowej a Pan Lichocki chyba był szefem komórki Kontrwywiadu zajmującej się IC MON. Kojarzyłem go jako osobę blisko związaną z gen.Bułą ówczesnym szefem WSW. Obie postacie kojarzyłem ze sprawą niszczenia akt ówczesnej WSW. O sprawie tej meldowałem ówczesnemu Ministrowi Obrony Narodowej adm. Kołodziejczykowi oraz Premierowi Mazowieckiemu.



Zaowocowało to M.in. wnioskiem do Prokuratury i skazaniem gen.Buły na karę chyba 2 i pół roku pozbawienia wolności z warunkowym zawieszeniem. Nie jestem w stanie określić czy płk.Lichocki objęty był tym postępowaniem, ale wydarzenie to oraz dość powszechna opinia o związkach gen.Buły ze służbami radzieckimi spowodowały, że gdy przy reorganizacji WSW miałem istotny wpływ na to, że pan płk.Lichocki utracił funkcję i odszedł z wojska.



Drugi raz pana płk. Lichockiego spotkałem w listopadzie 2007r., zgłosił się do mnie poprzez pośrednictwo gen.Józefa Buczyńskiego, swego czasu szefa departamentu kadr, a potem attache wojskowego w Pekinie. Pan gen.Buczyński poinformował mnie, że jest taki pan pułkownik, który może mieć istotne dla mnie informacje, także osobiście mnie dotyczące. Wymienił nazwisko pułkownika Lichockiego. Postanowiłem przyjąć go w swoim biurze poselskim przy ul.Krakowskie Przedmieście. Było to około 19 listopada 2007r. Lichocki przyszedł sam. W rozmowie z nim nikt więcej nie uczestniczył. Pan Lichocki w rozmowie ze mną sugerował możliwość dotarcia albo do tekstu, albo do treści całości lub fragmentu dotyczącego mojej osoby-aneksu do raportu WSI.



Nie było dla nie zaskoczeniem pojawienie się mojego nazwiska w aneksie. Wcześniej prasa sugerowała, że moja osoba ma być objęta treścią tego raportu. W rozmowie Lichocki nie określił wprost, ale że ma taką możliwość poprzez swoje kontakty. Nie określił żadnych żądań. Ja wyraziłem wstępnie zainteresowanie jego propozycją . Umówiliśmy się, że on odezwie się gdy będzie na pewno miał możliwość dotarcia do tych dokumentów. Miał się wtedy do mnie odezwać poprzez telefon mojego biura.



Jednak po kilku dniach pani Jadwiga Zakrzewska, poseł PO, przekazała mi, że chce się ze mną spotkać pułkownik z WSI, który jest jej sąsiadem. Spotkanie odbyło się w moim biurze poselskim. Rozmówcą okazał się nieznany mi wcześniej pułkownik Leszek Tobiasz. Według zapisów mojego kalendarza spotkanie miało miejsce 21 listopada 2007r. i tej daty jestem pewien, w kalendarzu niestety nie zapisano dnia spotkania z Lichockim, ale mogło to być około dzień lub dwa przed rozmową z Tobiaszem.



Płk. Tobiasz powiedział mi, że ma dowody na korupcyjną działalność Komisji Weryfikacyjnej. Wśród osób zamieszanych w tę działalność wymienił płk. Lichockiego, członka komisji Leszka Pietrzaka i wspomniał o udziale w doprowadzeniu do spotkania z Pietrzakiem jakiegoś pośrednika. Tobiasz mówił, że chodziło o pozytywną weryfikację jego osoby i syna oraz że nagrał rozmowy z Lichockim oraz rozmowę z Pietrzakiem. Według ustaleń Tobiasza w sprawę korupcji miało być zamieszanych dwóch członków komisji. Nie wymienił o jakiego członka poza Pietrzakiem miało chodzić. Z relacji Tobiasza wynikało, że wie o tym bezpośrednio od Lichockiego. Pod koniec rozmowy z Tobiaszem powiedziałem mu, że do mnie próbował docierać płk. Lichocki.



Od samego początku rola Lichockiego wydawała mi się dziwna tym bardziej zachowałem dużą ostrożność i przeciągałem w czasie drugie spotkanie z nim Lichocki bowiem odzywał się do mnie poprzez gen. Buczyńskiego. Tobiasz chciał mi okazać zdobyte dowody w postaci nagrań i na kolejne spotkanie, 3 grudnia 2007 r. przyniósł je.



Widziałem kamerę, dyktafon, kasetę video i kasety do dyktafonu. Nie chcąc odsłuchiwać pozyskanych przez Tobiasza materiałów poprosiłem tylko o pokazanie kadru z kamery z wizerunkiem Lichockiego. Jakkolwiek zarejestrowane na taśmie video sceny były kręcone z tyłu rozmówcy to w pewnym momencie mężczyzna odwrócił się i zobaczyłem znaczną część profilu faktycznie było to płk. Lichocki. Tobiasz pytał się co ma z tym materiałem zrobić. Odpowiedziałem mu, że powinien to zabrać, a ja wyjaśnię to z odpowiednimi organami.



O ile pamiętam następnego dnia przekazałem powyższą informację Ministrowi Koordynatorowi Pawłowi Grasiowi oraz szefowi SKW płk. Reszce. Minister Graś następnie powiedział mi , że jest to sprawa, którą powinno zająć się ABW z uwagi nie tylko na korupcję, ale również na zagrożenie państwa. Po kilku dniach przeprowadziłem rozmowę z szefem ABW panem Bondarykiem.



Po pewnym czasie, myślę że po około dwóch tygodniach, Tobiasz stawił się w umówionym miejscu i czasie do dyspozycji ABW, która zajęła się tą sprawą.



Nie jestem pewien czy przed drugim spotkaniem z Tobiaszem czy po nim, miało miejsce moje drugie spotkanie z płk. Lichockim. Lichocki nie powiedział mi wprost, że ma dostęp do fragmentu aneksu, ja go też specjalnie nie naciskałem zachowując ostrożność bowiem wszystko wskazywało na to, że jest to jakaś gra. Doszedłem do wniosku, że jest to prowokacja względem mojej osoby. Lichocki przecież musiał wiedzieć, że i tak przed opublikowaniem dostanę ten tekst do wglądu.



Ja fotel Marszałka objąłem z dniem 5 listopada 2007r.więc Lichocki po raz pierwszy docierając do mnie wiedział, że będę miał dostęp do aneksu. Kategorycznie stwierdzam, że Lichocki w zamian za ujawnienie mi fragmentu aneksu niczego nie żądał.



Podczas drugiej rozmowy Lichocki nie potwierdził ani nie zaprzeczył możliwości dotarcia do aneksu. Chwalił się natomiast, że on sporo wie, że ma szerokie kontakty. Odniosłem wrażenie jakby stawiał się do dyspozycji. Odpowiedziałem wymijająco, że w razie czego się odezwę. Więcej się z nim nie spotkałem.



Tobiasz natomiast parokrotnie odwiedzał mnie w biurze. Próbował mi dalej opowiadać, był zaniepokojony, że nie udzielono mu instrukcji jak się ma zachować. Ja wiedząc, że jest już prowadzone postępowanie odsyłałem go do ABW.



Nie jest mi nic wiadomym, aby Lichocki proponował pozytywną weryfikację w zamian za korzyści majątkowe innym (poza płk.Tobiaszem) oficerom WSI ani aby komukolwiek innemu oferował aneks. Wiem o jego działalności hobbystycznej i biznesowej. O ile pamiętam z firmą Polaqua przekazałem takie informacje szefowi ABW panu Bondarykowi.



To wszystko co mam do zeznania.



Na pytania prokuratora.



Zdziwiła mnie inicjatywa pana Lichockiego co do mojej osoby jednak w rozmowie ze mną nie wyrażał żadnych pretensji związanych z przeszłością i moją rolą w odejściu jego osoby ze służby.



Według mnie Tobiasz relacjonując mi po raz pierwszy przedmiotową sprawę nie wiedział, że Lichocki kontaktował się ze mną. Nie wiedział też o mojej roli w spowodowaniu odejścia Lichockiego ze służby w roku 1990.



Nazwisko Wojciecha Sumlińskiego kojarzę jedynie z prasy. Nie znam go osobiście. Leszka Pietrzaka także nie kojarzę.



Nie kojarzę nic poza informacjami z mediów na temat ewentualnej sprzedaży aneksu spółce Agora. Nie wykluczam, że coś takiego mogło przewijać się w relacjach Tobiasza, ale nie pamiętam szczegółów.



Nie kojarzę osoby Piotra Bączka, chociaż słyszałem informacje, że jest to osoba odpowiedzialna w komisji za przecieki w sensie budowania negatywnego wizerunku WSI, ale nie są to informacje oparte o moją wiedzę, raczej cudze opinie. Nie słyszałem nic, aby pan Bączek miał sprzedać Agorze aneks za kwotę 1 mln zł.



To wszystko co mam do zeznania.



Protokół niniejszy odczytano.

Przesłuchanie zakończono dnia 24.07.2008r. o godz.15.05.

(pisownia oryginalna)



link do skanów: http://nczas.com/publicystyka/wsi-i-komorowski-ujawniamy-protokol-przesluchania-marszalka-komorowskiego/



http://mysl.pl/?module=content&m=7&art_id=479&more=more
5
Notki w Salonie24: Ufki "Za co lubię PO ??" oraz marka.dumle "Za Co Nie Lubię PO" skłoniły mnie do zwierzeń na ten temat. Lecz o ile moi poprzednicy w wyznaniach napisali dość długie i szczegółowe teksty, ja piszę krótko.



Za co więc lubię polityków Platformy Obywatelskiej?



A otóż za to, że są w swych działaniach tak przewidywalni.
What is Kliqqi?

Kliqqi is an open source content management system that lets you easily create your own user-powered website.

Latest Comments