reklama
52
"...w pracach komisji należałoby ograniczyć udział tzw. strony społecznej..."

"...Jarosław Urbaniak, poseł Platformy Obywatelskiej... że wypowiadającemu te słowa posłowi bardzo uwiera art. 4 Konstytucji RP, zgodnie z którym "władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu", a władzę tą Naród sprawuje - owszem - za pośrednictwem "swoich przedstawicieli", ale również bezpośrednio."



O tym jak niektórym posłom odbija się czkawką bycie posłem.

wiecej: http://prawo.vagla.pl/node/9002
5
Na swoim blogu Lech Wałęsa naskoczył oczywiście na Cenckiewicza i wyrzygał mu dziadka z UB. Jednocześnie ma pretensję do niego, że nie opisał dokonań byłego prezydenta, choćby akcji podczas strajku w 1970 roku.



Wydźwięk obu opisów jest tak różny, że zastanawiam się, kiedy Wałęsa kłamie. Czy dzisiaj? Czy też opisując ową akcję w swojej książce Droga nadziei? Nie będę tego jednak rozstrzygał, proszę poczytać i porównać (tekst bezpośrednio o akcji w obu przypadkach zamieszczam oddzielony).



Najpierw tekst z bloga.



Coś podobnego

03.12.2008 o 16:31
Read More
br />http://www.mojageneracja.pl/1980

Cenckiewicz tak wychowany z dziadka UB wierzy w ich dzieło i ich opisy , nie jest wstanie uwierzyć w przeciwników dzieło i ich relacje .



*************************

Dlaczego n/p nie wyjaśnił moją pierwszą w życiu wspaniałą akcję wdarcia się na Komedę MO i błyskawicznego pertraktowania z Komendantem osiągając zwolnienia więźniów , Stoczniowców aresztowanych przeddzień .

*************************



Podobnych brawurowych akcji w moim życiu było wiele ,ale wszystkie Centkiewicz pominął .

Głównego świadka uśmiercił , dziś wiadomo dlaczego , by świadek nie powiedział prawdy .

Jeszcze jeden świadek ten świadek w opisie tamtych w zmagań wpłynąłby na zwiększenie szans od początku nie niszczenia wielkiego mądrego zwycięstwa , na likwidacje pomówienia ,na nie powstawanie gnioty książek i filmów .

Jest nie możliwe , nieprawdopodobne by nie odnalzał głównego świadka , czy relacji jego rodziny .

Wiec od początku perfidna , zdradliwa , nieuczciwa walka wnuka ubeka Cenckiewicza i spółki.



A teraz tekst z książki: Droga nadziei Wydawnictwo ZNAK, Kraków 1990, str. 58



Wtedy widzę, że grupa, która poszła skosem, już dochodzi na wysokość wiaduktu, przez który jadą tramwaje. Idzie milicja i ludzie. Zatem jakieś zmiany, nastawienie pokojowe. Biegnę. Dogoniłem tę grupę milicjantów. Mówię do nich, żeby się wycofali. Przecież pod Stocznią przed chwilą było mniej więcej tylu milicjantów i dostali od nas. Po co mają dostać i oni. Niechaj nas spokojnie przepuszczą. My idziemy po zatrzymanych robotników ze Stoczni. Odbierzemy swoich ludzi bez walki. Po co mamy się bić?



*************************

Oni słuchają, jak gadam. Nie zauważyłem jak wszedłem do komendy milicji na Świerczewskiego. Pomyślałem sobie skoro tu jestem, to dowiem się, kto tu dowodzi. Odpowiedziano mi, że na trzecim piętrze jest gabinet dowodzenia. Mówię, żeby mnie tam zaprowadzono; wchodzę. Jest jakaś radiostacja, jest dużo ludzi. Mówię, że przyszliśmy po naszych, tutaj zatrzymanych. Jeśli zostaną zwolnieni, to wszystko zakończy się spokojnie, bo my nie chcemy walki.

W tym czasie tłum dotarł już przed budynek komendy. Rzuca kamieniami, lecą szyby. Podano mi skądś tubę. Staje w oknie. Wyrzucam kask i kartę zegarową. Miałem je przy sobie, ponieważ było rano, a wyrzucając je, chciałem, żeby ludzie rozpoznali, że ja też jestem ze Stoczni. Zawołałem: Stójcie!

Tam było bardzo dużo moich kumpli. Liczyłem na to, że mnie poznają. Na moment udało mi się uciszyć ludzi. Powiadam, że milicja się zgadza wypuścić naszych i nie będzie z nami walczyć.

Ponieważ nie znam zatrzymanych, proszę, żeby ktoś do mnie przyszedł i ich odebrał. Ludzie się ucieszyli, ale to trwało bardzo krótko. Cała obsługa milicji podeszła do okien i patrzy. Ale powtarzam, to trwało bardzo króciutko. Dowódca prawdopodobnie nie zdążył wydać rozkazu do tyłu. Milicja na dole z dwóch stron naciera na stoczniowców, wprost zamyka ten tłum, jakby w klamrę. Teraz z gromady ludzi padają pod moim adresem słowa: zdrajca, świnia. Sądzą, że ich oszukuję. No i nie trwało to sekundy, jak tysiące kamieni poleciało w okna. Milicjanci stojący w oknach są zaskoczeni. Są wśród nich ranni. Leje się krew. Byłem u góry i dlatego kamienie mnie nie dosięgnęły. Zrozumiałem, że tę akcję przegrałem.

*************************
4
Wyborcy zdecydowali, że nie chcą, by ich miastem rządził oskarżany o gwałt i molestowanie Czesław Małkowski. Do urn poszły wczoraj 43 tysiące olsztynian. Według oficjalnych danych miejskiej komisji wyborczej blisko 25 tys. mieszkańców (57 proc. głosujących) powiedziało nie dalszym rządom Czesława Małkowskiego. Referendum okazało się ważne. Frekwencja wyniosła 32,38 proc. To więcej niż wymagane przez prawo 3/5 głosujących w ostatnich wyborach samorządowych w tym mieście.



dalsza część informacji tutaj:



http://www.rp.pl/artykul/16,220403.html
5
Âť Zdaniem znawcy Polski prof. Normana Daviesa, Wałęsa jest jedynym Polakiem, który w obecnych czasach uznawany jest w oczach świata za człowieka nadziei i wolności, stawianego na równi obok takich nazwisk jak Matka Teresa z Kalkuty, Nelson Mandela oraz dalajlama. ÂŤ [cytat za PAP]



Z kolei Dorota Abramowicz z Gazety Wrocławskiej w rozmowie Lechem Wałęsą zauważyła, że Niektórzy mówcy porównywali Pana do Józefa Piłsudskiego, a Norman Davies nawet do Napoleona.



Rozumiem. Tak przynajmniej mi się wydaje.



● Matka Teresa z Kalkuty dlatego, że taki pokorny,
Read More
szlachetny i nosi wizerunek Matki Boskiej wpięty w klapę marynarki; ostatnio Lech Wałęsa wyraził nawet ochotę na przebaczenie wszystkim i pogodzenie się, nawet z samym sobą. To ostatnie, choć trudne, jest jednak możliwe, gdy weźmie się pod uwagę deklaracje Wałęsy z przeszłości: jestem za, a nawet przeciw.



● Napoleon dlatego, jak żartował Norman Davies, nawiązując do oskarżeń niektórych o agenturalną przeszłość Wałęsy, że Według niektórych historyków, Bonaparte był agentem brytyjskim TW, który udawał, że walczy dla Francji. Niewysoki wzrost też chyba nie jest bez znaczenia.



● Nelson Mandela dlatego, jak twierdzili złośliwie moi towarzysze ostatniej podróży, że taki ciemny.



● Józef Piłsudski to oczywiste, wspólny mianownik to wąsy. Dla całkowitego upodobnienia trzeba tylko, żeby Wałęsa nieco go jeszcze zapuścił i odpowiednio przyciął.



● Dalajlama tu miałem mały problem, ale w końcu chyba znalazłem podobieństwo. Otóż dalajlama walczy z komunistycznymi Chinami. Ta walka łączy obie postaci. Tylko raczej Wałęsa winien być wzorem dla dalajlamy, bo ten jeszcze komunizmu nie obalił, a Wałęsa tak i to sam. No, ale musimy jeszcze poczekać nieco, bo i skala zjawiska jest inna: dalajlama ma więcej przeciwników niż miał Wałęsa.
4
Wiedziano co prawda, że kontrwywiad, czyli WSW, miał na swoim koncie wiele brudnych prowokacji, jednak to właśnie stosunek do wywiadu zadecydował o ulgowym potraktowaniu całości wojskowych specsłużb. I patrząc na to z dzisiejszej perspektywy, chyba dobrze się stało... W każdym razie nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że niezweryfikowanie WSI to jeden z grzechów pierworodnych III RP. A to, że tyle się ostatnio mówi o wszelkich patologiach w WSI..., cóż, jestem przekonany, że są to działania z inspiracji służb cywilnych. To efekt walki między tymi dwiema instytucjami - może z zewnątrz wcale tak n
Read More
iewyglądającej, ale w gruncie rzeczy zdrowej rywalizacji.



Trzeba pamiętać tę wypowiedź Bronisława Komorowskiego z roku 2003, by zrozumieć stosunek polityka do sprawy likwidacji WSI i jego udział w aferze Marszałkowej. Komorowski należał zawsze do najgorliwszych obrońców wojskowych specłużb. Można się zastanawiać, co sprawiło, że WSI znalazło w Komorowskim politycznego patrona, lecz wszelkie dywagacje na ten temat byłyby jedynie hipotezami. Ograniczę się, zatem do faktów.



Zmierzając do końca cyklu AFERA MARSZAŁKOWA, chciałbym przedstawić jej przebieg, na podstawie tytułów prasowych, ograniczając do minimum komentarz własny.



Zestawienie to wskazuje, jak realizowano kombinację operacyjną i w jaki sposób przebiegała ścisła współpraca dziennikarzy Dziennika ze służbami (SKW, ABW) i politykami PO. Jak już napisałem wcześniej cała kombinacja byłaby niemożliwa do zrealizowania bez udziału mediów. Wszystkie cytowane poniżej artykuły Dziennika są autorstwa Anny Marszałek, w kilku przypadkach rolę przejął Paweł Reszka.



Jestem przekonany, że większość czytelników samodzielnie dokona oceny tego kalendarium.



14 października 2007r.Wprost podał informację, że w 2000 r. Wojskowe Służby Informacyjne inwigilowały posłów z sejmowej komisji obrony.Z naszych informacji wynika, że o sprawie mógł wiedzieć Bronisław Komorowski, ówczesny minister obrony narodowej, a dziś jeden z liderów PO.



18 października 2007r. Gazeta Polska zamieszcza artykuł Leszka Misiaka pt. Komorowski i WSI, nawiązujący do publikacji Wprost. W artykule czytamy m.in.o tajemniczym przyjacielu Bronisława Komorowskiego, który w marcu 2004r. informował Leszka Misiaka o wypadku samochodowym, jakiemu uległ syn Komorowskiego. Dziennikarz napisał: W tamtym czasie nie wiedziałem kim jest ów informator, jego nazwisko nic mi nie mówiło. Przedstawiał się jako lobbysta, mówił, że często bywa w Sejmie, kiedyś nawet spotkałem go przed Sejmem. Prawie dwa lata później dowiedziałem się, że to pułkownik WSI,były szef Zarządu I Szefostwa WSW Aleksander L.



27 października.2007r. Wprost powiadomił że Aneks do raportu komisji weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych trafił już do prezydenta, informując również, że na najbliższy poniedziałek przed komisję został wezwany były minister obrony narodowej Bronisław Komorowski, obecnie jeden z liderów PO, kandydat partii Donalda Tuska na marszałka Sejmu. Jego wezwanie ma związek z nielegalnymi podsłuchami stosowanymi przez funkcjonariuszy WSI w latach 2000-2001. Komisja w poniedziałek chce też wysłuchać byłego szefa WSI gen. Tadeusza Rusaka.



Prawdopodobnie, w tym czasie Bronisław Komorowski spotkał się z Aleksandrem Lichockim. Jeśli wierzyć słowom Komorowskiego, trzeba przyjąć, że do spotkania doszło po dniu 5 listopada, 2007r., czyli po dacie wyboru Komorowego na marszałka sejmu VI kadencji. Sam, marszałek pytany o powód wizyty pułkownika WSW, twierdził:



Ja myślę, że prozaiczna sprawa po pierwsze sądził, że ja jestem zainteresowany, bo jak pan Antoni Macierewicz publicznie mówił... moje nazwisko jest wymieniane w jego Aneksie tajnym, a po drugie nastąpiła zmiana władzy, ja już byłem marszałkiem Sejmu, więc mógł sądzić, że się przeflancuję, mówiąc takim językiem politycznoogrodniczym, na nową grządkę, na nowy układ sił politycznych.



28 października 2007r. - Komorowski: Pan Macierewicz powinien zniknąć.



- Pan Macierewicz powinien zniknąć ze swojej instytucji - tak Bronisław Komorowski (PO) skomentował wypowiedź Antoniego Macierewicza, który stwierdził, że "nie widzi powodu, by nie łączyć funkcji posła i szefa kontrwywiadu". - Kwestia odwołania ministra Macierewicza wydaje się być kwestią oczywistą - dodał Komorowski w Radiu Zet.



6 listopada 2007 r. - Dziennik Dokument trafił już na biurko. Prezydent ma aneks do raportu o WSI. - Antoni Macierewicz w poniedziałek przekazał prezydentowi aneks do raportu z weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. () Dokument jest obszerny. Według informatora DZIENNIKA, który widział dokument, liczy on co najmniej kilkaset stron. Politycy Platformy, z którymi rozmawialiśmy, spodziewają się, że aneks będzie wymierzony w ich partię i zostanie opublikowany przed powołaniem rządu Donalda Tuska. "Spodziewamy się, że w raporcie padną nazwiska Bronisława Komorowskiego, Grzegorza Schetyny i Radka Sikorskiego. Czy będą bomby? Gdyby mieli bomby, to zrzuciliby je na nas w kampanii wyborczej" - opowiada rozmówca DZIENNIKA z Platformy.



7 listopada 2007r. wywiad premiera Kaczyńskiego dla "Faktu" (rozmawia Łukasz Warzecha) Kaczyński: Nie przewyższymy PO w knajackich atakach



J.K. (), dlaczego pan Komorowski tak strasznie obawiał się pytań przed swoim wyborem na marszałka Sejmu. To dziwna sytuacja, takie pytania zawsze zadawano.

Ł.W. Czemu miał się ich bać?

J.K. Bał się pytań dla siebie bardzo kłopotliwych, takich, które być może mogłyby nawet postawić jego wybór pod znakiem zapytania.

Ł.W. Proszę teraz zadać te pytania.

J.K.Nie będę ich teraz zadawał, ale zapewniam pana, że one zadane zostaną. Dotyczą bardzo konkretnych spraw.

Ł.W.Jakiego typu?

J.K. Chodzi o sprawy, które w większości wypadków były opisywane w prasie. Dotyczyły decyzji, podejmowanych przez Bronisława Komorowskiego w okresie, gdy był ministrem obrony, przysparzających pewnym bardzo ważnym ludziom czy ich rodzinom różnych wartości. Te decyzje w świetle prawa, a z całą pewnością w świetle dobrych obyczajów, były nieuzasadnione. Były też inne kwestie, o których nie mogę tutaj mówić. I dziwi mnie, że media się tym kompletnie nie zajęły. Nie zaczęły drążyć, pytać.



7 listopada 2007 - Dziennik Kolejny aneks już w grudniu? Macierewicz pisze jeszcze jeden raport o WSI - To będzie prawdziwa bomba - zapowiada "Nasz Dziennik". Antoni Macierewicz przygotowuje kolejny aneks do raportu o WSI. Tym razem będzie o inwigilowaniu dziennikarzy oraz o wielkiej operacji WSI przeciw Kościołowi w Polsce. Będą też następne aneksy - mówił w RMF minister Szczygło. Były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego, a od kilku dni wiceminister obrony w odchodzącym rządzie, zdradził gazecie, że agenci WSI próbowali przeniknąć do większości redakcji codziennych gazet. Antoni Macierewicz zapewnia, że udało się ustalić większość osób za to odpowiedzialnych. Ich nazwiska znajdą się w aneksie. "Będą kierowane zawiadomienia do prokuratury w ich sprawach" - podkreśla.



18 listopada 2007 - Dziennik - Premier zmienia pół komisji Platforma dobierze się do archiwum WSI Pół komisji weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych idzie do wymiany - ogłosił Paweł Graś, minister kancelarii szefa rządu. "Donald Tusk powoła 12 nowych członków" - mówi. Czy to czystka? "Premier dobiera ludzi, którym ufa" - odpowiada Graś. 12 członków komisji weryfikacyjnej powołuje prezydent, 12 - premier. Donald Tusk wymieni tych, których mianował jego poprzednik, Jarosław Kaczyński."W tym tygodniu zbadamy, na jakim etapie są prace komisji i jak długo potrzebuje czasu do ich zakończenia. Niewątpliwe jest, że 12 członków zostanie zmienionych" - tłumaczy Paweł Graś, minister z kancelarii premiera.



18 listopada 2007r. - Dziennik zamieszcza wypowiedź nowego szef MSWiA Schetyna nie wierzy w tłumaczenia: Zbadam kłamstwa o materiałach WSI Nowy minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna nie wierzy, że dokumenty komisji weryfikacyjnej WSI zostały przeniesione z powodów organizacyjnych. "Te informacje są absurdalne i nieprawdziwe" - twierdzi Schetyna. "Będziemy tę sprawę wyjaśniać już od jutra"



19 listopada 2007 - Dziennik Anna Marszałek: Nocne gry i zabawy polityków Pis Takiego numeru jeszcze żadna odchodząca władza swoim następcom nie wycięła. Decyzja o skopiowaniu i wywiezieniu archiwów komisji weryfikującej żołnierzy zlikwidowanych Wojskowych Służb Informacyjnych oznacza, że przez następne lata czeka nas nieustanny wysyp "hakowych" informacji.



19 listopada 2007 Dziennik przynosi sensacyjną informację, opatrzoną nagłówkiem Każdy może kupić tajne dokumenty, pt. Aneks do raportu o WSI na sprzedaż.



7 grudnia 2007r. prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie powoływania się na wpływy w komisji weryfikacyjnej WSI oraz podjęcie się pośrednictwa w pozytywnej weryfikacji jednego z oficerów w zamian za uzyskanie korzyści majątkowej. z zawiadomienia Leszka Tobiasza.



14 grudnia 2007 - Dziennik PiS ukrył przed Tuskiem aneks Macierewicza - Premier nie mógł się z nim zapoznać. Donald Tusk nie mógł przeczytać aneksu do raportu o WSI napisanego przez Antoniego Macierewicza. PiS sprzątnął ten dokument sprzed nosa politykom PO. Dwa egzemplarze wywieziono z kancelarii premiera dzień przed zaprzysiężeniem Tuska na premiera - "Nie mam wiedzy, jaki jest los tego dokumentu" - powiedział nam jego autor Antoni Macierewicz. Były weryfikator 5 listopada przesłał cztery egzemplarze aneksu do najważniejszych urzędników w państwie.(..) "Jarosław Kaczyński zapoznawał się z dokumentem od 6 do 15 listopada. Raport został zwrócony 15 listopada do Jana Olszewskiego, przewodniczącego komisji weryfikacyjnej. Donald Tusk został zaprzysiężony dzień później i nie miał możliwości zapoznania się z raportem" - odpowiedziało nam wczoraj Centrum Informacyjne Rządu.



21 stycznia 2008 - Dziennik - TVP szuka haków na marszałka Sejmu? Telewizja publiczna próbuje powiązać marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego (PO) z Ryszardem Krauzem i WSI. Realizację tego zadania powierzono "Misji specjalnej" pod redakcją Anity Gargas - dowiedziała się "Gazeta Wyborcza". Według "Gazety Wyborczej", "Misja" w jednym z najbliższych wydań planuje materiał, który pokaże związki Komorowskiego z tym "oligarchą" (jak go PiS ochrzcił przed wyborami). Autorem Misji jest Filip Rdesiński dziennikarz, który w maju br. został brutalnie potraktowany przez ABW, podczas czynności przeszukania u Leszka Pietrzaka.



24 stycznia 2008 - Dziennik - Nie ma części tajnego aneksu - Znikające komputery Macierewicza - Szef kontrwywiadu wojskowego nie może doliczyć się kilkudziesięciu komputerów, które zniknęły po odejściu ekipy Antoniego Macierewicza. Informatorzy DZIENNIKA twierdzą też, że z siedziby komisji weryfikacyjnej zginęła część tajnego aneksu do raportu o WSI. W dokumentach panuje ogromny bałagan. Wiele z nich jest przechowywanych niezgodnie z procedurami. Do tego z ustaleń DZIENNIKA wynika, że ich część została zgubiona. Ĺšródła DZIENNIKA twierdzą, że chodzi o fragment aneksu do raportu z weryfikacji WSI. () "Aneks podzielony jest na 12 części. Okazało się, że jedna z nich zniknęła. Nie można znaleźć numerowanego oryginału, w komisji zostały tylko kopie. To kryzys" - twierdzi informator z kręgu weryfikatorów Macierewicza.



4 lutego 2008r w Rzeczpospolitej ukazuje się artykuł zatytułowany Agenci pytali o marszałka. Autor - Michał Stankiewicz informował, że podczas pobytu w areszcie Bucholski miał mieć wizytę dwóch agentów CBA, którzy wypytywali go o nazwiska polityków, z którymi współpracował. Obiecywano mu, że jeśli je wymieni wtedy zostanę wypuszczony z aresztu, a tak posiedzę sobie parę lat i zmądrzeję opowiadał Bucholski. Jego zdaniem agentom chodziło o obecnego marszałka Sejmu.



7 lutego 2008 - Dziennik - Poseł odpowiada na atak marszałka - Macierewicz: Komorowski bronił ludzi WSI - "Pan marszałek Komorowski przez lata chronił ludzi z WSI i zgodnie z ustawą powinien za to ponieść odpowiedzialność" - twierdzi w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej" Antoni Maciereiwcz. To jego riposta na słowa Komorowskiego, który stwierdził, że tak, jak w końcówce rządów PiS zachowywało się kierownictwo służby kontrwywiadu, nie postępowali nawet bolszewicy.



19 lutego 2008 - Dziennik - Paweł Reszka - Macierewicz i jego Bondowie Raport o stanie SKW dowodzi, że wojskowy kontrwywiad został sparaliżowany. Jeśli oskarżenie się potwierdzi, Antoni Macierewicz nie może uciec od odpowiedzialności. Macierewicz marzył o jednym - chciał zniszczyć WSI. Udało mu się znakomicie. Nie będzie już nigdy Wojskowych Służb Informacyjnych. Weryfikacja podzieliła oficerów.



19 lutego 2008 - Dziennik - Kolejne szczegóły tajnego raportu - Egzamin na szpiega zdawali faksem Ujawniony przez DZIENNIK raport o rozbiciu kontrwywiadu wojskowego wywołał polityczne trzęsienie ziemi. PO i PiS znów są na wojennej ścieżce. Premier mówi wprost: Macierewicz dokonał w służbach spustoszenia. DZIENNIK dotarł do kolejnych szczegółów tajnego raportu. Raport pułkownika Grzegorza Reszki jest miażdżący dla Macierewicza. Pisze w nim o bałaganie w kadrach Służby Kontrwywiadu Wojskowego i ujawnia, że wymogi dla nowych funkcjonariuszy były więcej niż symboliczne. Oficerem można było zostać po zaledwie 17 dniach kursu. "To rekord świata" - komentował marszałek Sejmu Bronisław Komorowski. "Ludzi dobierano z przypadku, na zasadzie . To gorzej niż za wczesnej komuny, gdzie mówiono: " - mówił wczoraj w TVN 24.



21 lutego 2008 - Dziennik - Platforma chce jego głowy W archiwum Służby Kotrwywiadu Wojskowego brakuje tajnych dokumentów, z których część osobiście wypożyczył Antoni Macierewicz, kiedy jeszcze kierował tą służbą - ustalił DZIENNIK.



22 lutego 2008 - Dziennik Były szef kontrwywiadu pod lupą - Śledczy sprawdzą Macierewicza Prokuratura sprawdzi, czy Antoni Macierewicz nie złamał prawa, kierując kontrwywiadem wojskowym i likwidując WSI - zapowiada minister sprawiedliwości. To efekt ujawnionych przez DZIENNIK szczegółów z tajnego raportu o nieprawidłowościach w kontrwywiadzie w czasach rządów PiS. Raport pułkownika Grzegorza Reszki, który kierował Służbą Kontrwywiadu Wojskowego przez ostatnie trzy miesiące, był dla Macierewicza miażdżący.



4 kwietnia 2008 - Dziennik - Antoni Macierewicz oskarża: "Resort obrony ujawnia mediom tajemnice państwowe" Mamy dowody, że istnieje współpraca między mediami a Ministerstwem Obrony w sprawie ujawniania tajemnic komisji weryfikacyjnej WSI - ogłosił Antoni Macierewicz, były szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego i były likwidator Wojskowych Służb Informacyjnych. Jego zdaniem, to powrót do czasów inwigilacji prawicy. Antoni Macierewicz uważa, że członkowie komisji weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych są inwigilowani. Celem tej inwigilacji ma być walka z przeciwnikami politycznymi. () "Wszystko wskazuje na to, że została zidentyfikowana grupa byłych oficerów wojskowych służb wewnętrznych oraz drugiego zarządu Sztabu Generalnego, którzy podobnie jak robili to na początku lat 90-tych, tak teraz działają na rzecz rozpracowania i infiltracji, przeciwdziałania komisji weryfikacyjnej (WSI) i współdziałają w tej sprawie z niektórymi mass-mediami" - podkreślił Macierewicz.



9 kwietnia 2008 Dziennik Wnioski tajnego aneksu Macierewicza - Prezydent i trzech ministrów przed trybunał Antoni Macierewicz odkrył układ rządzący Polską. Ciągle tajny aneks do raportu z likwidacji WSI, do którego dotarł DZIENNIK, kończy konkluzja, że przed Trybunałem Stanu należy postawić czterech polityków - prezydenta Lecha Wałęsę i trzech ministrów obrony narodowej: Janusza Onyszkiewicza, Bronisława Komorowskiego i Jerzego Szmajdzińskiego . Pod artykułem zamieszczony jest wywiad Anny Marszałek z Komorowskim:



A.M. A pana za to, że tolerował pan patologię i przestępstwa w WSI...

B.K. To śmieszne. Kto jak kto, ale ja uważałem, że w wojsku i MSW potrzebne jest przyspieszenie zmian. Jestem jedynym człowiekiem, który może się pochwalić, że nadepnął tym służbom na odcisk. To ja doprowadziłem do skutecznego oskarżenia szefa tych służb. Tylko dzięki temu, że się awanturowałem, że chodziłem do premiera Mazowieckiego, przed sądem stanął za palenie akt WSW generał Edmund Buła. To wtedy przyszedł do mnie pewien generał WSI i mówił mi: "Po co to panu? Lepiej się od służb trzymać z daleka, to i one nie będą się panem interesować".



9 kwietnia 2008 , Dziennik - Paweł Reszka Aneks o WSI to wielki ból głowy prezydenta - Âť Prezydent powinien powiedzieć jasno, kiedy ujawni aneks do raportu o WSI, albo wreszcie przyznać, że go nie ujawni nigdy, bo nie ufa Antoniemu Macierewiczowi. Wszystko jest lepsze od chowania głowy w piasek. Przecież aneks - według słów samego Antoniego Macierewicza - miał demaskować, przede wszystkim afery gospodarcze. Jeśli tak, to wszyscy chętnie przeczytamy o patologiach, jakie drążyły III RP! Z przyjemnością dowiemy się, że odpowiedzialnymi za skandale są: Lech Wałęsa i trzej ministrowie obrony: Janusz Onyszkiewicz, Jerzy Szmajdziński i Bronisław Komorowski. Proszę bardzo, niech staną przed Trybunałem Stanu. Niech zostaną potępieni, jeśli Macierewicz znalazł wystarczające do tego przesłanki. Prezydent nie może przedłużać swojego milczenia. Nie może przeciągać decyzji o odtajnieniu aneksu w nieskończoność. Pięć miesięcy to wystarczająco długo. Mamy prawo dowiedzieć się, czy Antoni Macierewicz znalazł układ, czy też spaprał robotę. Najwyższy czas.



Proszę teraz zwrócić uwagę, jak doskonale te dwa powyższe teksty korespondują z wypowiedziami członków rządu z tego samego czasu :



9 kwietnia 2008 - Dziennik - Szef MON Bogdan Klich nie ma wątpliwości: "Tajny aneks Macierewicza wywoła skandal" : Lech Wałęsa i trzej byli ministrowie obrony powinni stanąć przed Trybunałem Stanu - takim wnioskiem kończy się, według DZIENNIKA, aneks do do raportu z likwidacji WSI. "To wywoła polityczny skandal" - komentuje w Radiu ZET szef MON Bogdan Klich. Ale sam autor raprotu twierdzi, że to wszystko wymysły. "To są popłuczyny i nieprawda" - mówi Antoni Macierewicz. Według Macierewicza, informacje, jakie zdobył DZIENNIK, nie wnoszą nic nowego do sprawy. Ale innego zdania jest minister obrony Bogdan Klich. "Ten dokument wywołałby skandale polityczne, ale także byłby powodem osłabienia służb specjalnych" - komentuje polityk w Radiu ZET.



"Aneks do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych nie powinien ujrzeć światła dziennego" - nie ma wątpliwości szef MON Według raportu, do którego dotarł DZIENNIK, za patologie w Wojskowych Służbach Informacyjnych odpowiada szereg generałów i szefów WSI. Antoni Macierewicz zaleca też, by przed Trybunałem Stanu postawić byłego prezydenta Lecha Wałęsę oraz trzech byłych ministrów obrony - Janusza Onyszkiewicza, Bronisława Komorowskiego oraz Jerzego Szmajdzińskiego. Myślę, że prezydent jest w ogromnym kłopocie" - komentuje marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.



10 kwietnia 2008 Dziennik - Tusk o prezydencie: "Kaczyńscy odpowiadają za aneks o WSI" Premier Donald Tusk obciążył braci Kaczyńskich odpowiedzialnością za szkody, które jego zdaniem wyrządził w służbach specjalnych Antoni Macierewicz. To komentarz do wczorajszej publikacji DZIENNIKA, który ujawnił, że aneks do raportu o WSI zawiera listę polityków z Lechem Wałęsą na czele, którzy powinni stanąć przed Trybunałem Stanu.



28 kwietnia 2008 - Dziennik Wtyki w komisji weryfikującej agentów? Tak handlowano aneksem Macierewicza: Do DZIENNIKA zgłosił się emerytowany pułkownik tajnych służb wojskowych. Zaproponował, że sprzeda tajny aneks do raportu Macierewicza. Handlarzem był Aleksander Lichocki, szef wojskowego kontrwywiadu w ostatnich latach PRL. Powoływał się na znajomości w otoczeniu Antoniego Macierewicza.() Opowieści Lichockiego wyglądały dosyć fantastycznie. Okazało się jednak, że pułkownik był w służbach wpływową postacią. Przeszkolony w Moskwie, kierował Zarządem I WSW, czyli kontrwywiadem. Oznacza to, że miał wiedzę o wszystkich ludziach, w tym politykach inwigilowanych przez te służby. Oficjalnie skończył karierę wojskową w 1991 r. Ale już w wolnej Polsce brał udział w interesach prowadzonych przez ludzi tajnych służb PRL.



Tu, warto zwrócić uwagę, jak opinia A.Marszałek o Lichockim, różni się znacząco od późniejszej, wygłoszonej na blogu S.Latkowskiego 30 maja 2008r. Ten niby spec, to dziadek-emeryt, któremu się wydawało, że coś rozgrywa, a którym prawdopodobnie ktoś zagrał. To taki człowiek, który od kilkunastu lat był poza służbami, ale nie mógł się z nich wyleczyć. Chciał być stale na topie, więc ciągle gromadził jakieś informacje i ze służb (od dawnych kolegów z WSW, ale też SBeków), oraz od ludzi Kościoła, polityków i... dziennikarzy i jako dobrze poinformowany puszczał dalej. Jego informacje były mniej więcej w połowie prawdziwe. Reszta to były konfabulacje np. wnioski na podstawie tego, co gdzieś usłyszał, albo plotki, których nie był w stanie zweryfikować.

On się nie spodziewał, że to wszystko tak się rozwinie (opisanie go w gazecie, przeszukanie i zatrzymanie), dlatego żadnej riposty przygotować nie zdążył.)



28 kwietnia 2008 - Komentarz DZIENNIKA Anna Marszałek - Kto gra aneksem Macierewicza? - Po Warszawie od wielu miesięcy biega przeszkolony w Moskwie oficer służb wojskowych, który oferuje sprzedaż aneksu o weryfikacji WSI. DZIENNIKOWI udało się opisać działalność Aleksandra Lichockiego. Pułkownik jest w centrum niebezpiecznej rozgrywki, która toczy się wokół tajnego dokumentu ()Problem nie jest fikcyjny, bo komisja już wcześniej nie była szczelna. Fragmenty z pierwszego raportu jeszcze przed publikacją przeciekły do programu 30 minut w telewizji publicznej. Dziś wyciekają informacje o tym, co jest w tajnym aneksie.

Kłopot jest także z innego powodu. Grać można tylko tym, co jest tajne. Prezydent ma aneks od listopada. Dziś mówi wprost, że nie ma ochoty go odtajniać. Można powiedzieć, że Lech Kaczyński jest sam sobie winny. To on napisał ustawę i na własne życzenie pozbawił się wpływu na treść raportu oraz aneksu. Dziś trzyma go w pancernej szafie i pozwala, by nieczysta gra wokół tajnego kwitu toczyła się w najlepsze.

() Ale jeśli jest towar i kupcy, znajdą się też pośrednicy tacy, jak opisany przez nas. Ilu jest jeszcze takich Lichockich?



13 maja 2008 - Dziennik Po wycieku tajnego aneksu do raportu WSI. Agenci przeszukują domy ludzi Macierewicza - Sprawę wyciekającego tajnego aneksu do raportu z likwidacji WSI, zakończoną dzisiejszymi rewizjami u ludzi Antoniego Macierewicza, omawiano na naradzie śledczych u Prokuratora Krajowego już w ubiegłym tygodniu - ustaliło Radio ZET.



14 maja 2008 - Dziennik Prokuratura: Znaleziono tajne dokumenty : "U trzech spośród czterech osób, których mieszkania przeszukali wczoraj agenci ABW, zabezpieczono tajne dokumenty" - ujawniła rzeczniczka Prokuratury Generalnej. Śledczy chcą, by sąd aresztował dwie z nich. Zamieszanie wprowadził potem prokurator Robert Majewski, który naciskany przez dziennikarzy, ujawnił, że przeszukano nie cztery, ale aż 11 miejsc i u więcej niż czterech osób. () Wczoraj ABW przeszukała kilkanaście lokali w związku z domniemanymi nieprawidłowościami przy działaniach komisji weryfikacyjnej WSI.



16 maja 2008r. w wywiadzie dla Radia Zet Bronisław Komorowski tak skomentował pytanie dziennikarza o dowody przeciwko Sumlińskiemu : No więc szukamy dowodów, prawda, ABW szuka dowodów. Tylko dowodem może być albo przyznanie się kogoś do winy, albo inna forma potwierdzenia kontaktu, na przykład między tymi panem L., Aleksandrem L., czy panem S., a kimś z Komisji Weryfikacyjnej. To ma ABW sprawdzić.



Na zakończenie tego zestawienia, fragment radiowego wywiadu z Komorowskim, z dn.01 sierpnia br., zawierający słowa, które mogą pomóc w zrozumieniu milczenia dziennikarzy w sprawie afery Marszałkowej:



J.K.: A pańska ocena sprawy Wojciecha Sumlińskiego, panie marszałku? Czy on został wrobiony, czy to może być zemsta służb specjalnych?



B.K.: Wie pan, zostawmy to prokuraturze i sądowi. Wie pan, niech pan pamięta, ja bym sugerował dużą wstrzemięźliwość w okazywaniu solidarności zawodowej dziennikarskiej, no bo sprawa nie dotyczy docierania czy łamania tajemnicy państwowej przez dziennikarza śledczego, co bym rozumiał, nie akceptował, ale rozumiał, ale dotyczy podejrzenia o korupcję, po prostu o korupcję, o pomoc w korupcji. I to w takim obszarze bardzo delikatnym, wrażliwym z punktu widzenia interesów państwa, jak służby specjalne. Więc sugerowałbym ogromną wstrzemięźliwość tutaj, zostawmy to, niech prokuratura to zbada w całym trudnym kontekście...



Jak się kończy afera Marszałkowa? Dla mnie jeszcze się nie kończy. Zbyt wiele rzeczy nie zostało wyjaśnionych i zbyt chętnie zapomniano by o sprawie. To kalendarium stałoby się jednak niepełne, gdyby zabrakło następującej informacji:



18 sierpnia 2008r. Wprost Prezydent Lech Kaczyński zapowiedział, że nie opublikuje aneksu do raportu z weryfikacji WSI w wersji, w jakiej go otrzymał.



Ĺšródła:

http://www.przeglad-tygodnik.pl/index.php?site=artykul&id=5571



http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,4619057.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article57248/Prezydent_ma_aneks_do_raportu_o_WSI.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article57662/Kaczynski_Nie_przewyzszymy_PO_w_knajackich_atakach.htm



http://www.dziennik.pl/polityka/article74777/Macierewicz_pisze_jeszcze_jeden_raport_o_WSI.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article76279/Platforma_dobierze_sie_do_archiwum_WSI.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article73819/Schetyna_Zbadam_klamstwa_o_materialach_WSI.htm



http://www.dziennik.pl/opinie/article83170/Marszalek_Nocne_gry_i_zabawy_politykow_PiS.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article96073/PiS_ukryl_przed_Tuskiem_aneks_Macierewicza.htm



http://www.dziennik.pl/polityka/article111401/TVP_szuka_hakow_na_marszalka_Sejmu_.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article113290/Znikajace_komputery_Macierewicza.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article120857/Macierewicz_Komorowski_bronil_ludzi_WSI.htm



http://www.dziennik.pl/opinie/article126286/Macierewicz_i_jego_Bondowie.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article126816/Egzamin_na_szpiega_zdawali_faksem.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article127336/Macierewicz_wyniosl_tajne_dokumenty.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article127809/Sledczy_sprawdza_Macierewicza.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article148796/Resort_obrony_ujawnia_mediom_tajemnice_panstwowe.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article151272/Prezydent_i_trzech_ministrow_przed_trybunal.htm



http://www.dziennik.pl/polityka/article151469/Tajny_aneks_Macierewicza_wywola_skandal.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article151914/Kaczynscy_odpowiadaja_za_aneks_o_WSI.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article163434/Tak_handlowano_aneksem_Macierewicza.html



http://www.dziennik.pl/opinie/article163532/Kto_gra_aneksem_Macierewicza_.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article172597/Agenci_przeszukuja_domy_ludzi_Macierewicza.htm



http://www.dziennik.pl/polityka/article173461/Prokuratura_Znaleziono_tajne_dokumenty.html



http://www.polskieradio.pl/jedynka/sygnalydnia/?id=15339



http://www.wprost.pl/ar/136589/Prezydent-nie-opublikuje-aneksu-do-raportu-nt-WSI-w-wersji-Macierewicza/
4
W przypadku pana Sumlińskiego mamy do czynienia z zarzutem jakiegoś przestępstwa, polegającego na tym, że ktoś coś komuś obiecał, czyli pozytywną weryfikację. A jak wiadomo, ten zarzut się nie zrealizował, gdyż Leszek Tobiasz nie został pozytywnie zweryfikowany. Nie było przekazanych żadnych pieniędzy, proces opiera się na zeznaniach jednego człowieka i na mitomanii pułkownika WSW. Dlatego mam wrażenie, że mamy do czynienia w tej sprawie z grą służb - która została zainscenizowana, oszukując prokuraturę i sąd. tak na początku sierpnia, oceniał sprawę swojego klienta Roman Giertych.


Read More
r />Jak napisałem w części 4 AFERY MARSZAŁKOWSKIEJ, pewnych problemów mogło nastręczać oficjalne przykrycie kombinacji, czyli jej legalizacja tak, by efekty można było przełożyć na sytuacje procesowe. Być może, już w trakcie realizacji dokonano istotnej zmiany, przekierunkowując uczestników gry, w taki sposób, by jedne wątki ukryć, inne zaś nagłośnić. O tych działaniach wiemy chyba najmniej i są one najtrudniejsze do identyfikacji. Dlatego też, wydają się najważniejsze w poznaniu mechanizmów kombinacji. Warto prześledzić udział niektórych mediów i dziennikarzy w tym procesie.



Przyjrzyjmy się pewnej okoliczności, która w gorącej atmosferze afery Marszałkowej umknęła trochę uwadze komentatorów. W publikacji Gazety Wyborczej z dn. 16.05.2008r. zatytułowanej Nie ma aresztowań w sprawie korupcji wokół komisji WSI, znajdujemy następujące słowa na temat zarzutów stawianych Sumlińskienu i Lichockiemu. Autorem wypowiedzi wydaje się być prok. Robert Majewski z Prokuratury Krajowej: Prokuratura zarzuca im, że od grudnia 2006 r. do 25 stycznia 2007 r., "działając wspólnie i w porozumieniu", oferowali oficerowi b. WSI pozytywną weryfikację w komisji za 200 tys. zł.



Wiemy też, że Śledztwo w sprawie podejrzeń o korupcję w związku z weryfikacją WSI trwa od grudnia.(2007r). Osobą składającą zawiadomienie o przestępstwie miał być płk.Leszek Tobiasz. Skoro prokuratura wszczęła śledztwo 7 grudnia 2007r., to mając na uwadze ustawowe terminy, wynikające z k.p.k można założyć, że zawiadomienie o przestępstwie wpłynęło nie wcześniej jak w początkach listopada 2007r.



Również prokurator Jerzy Szymański, na konferencji prasowej w dniu 15.05.br. potwierdzał:



Przedmiotem postępowania było powoływanie się na wpływy w komisji weryfikacyjnej WSI oraz podjęcie się pośrednictwa w pozytywnej weryfikacji jednego z oficerów w zamian za uzyskanie korzyści majątkowej. Samo postępowanie zostało wszczęte na podstawie zawiadomienia wspomnianego oficera, który poinformował, że otrzymał propozycję pozytywnej weryfikacji w zamian za korzyść opiewającą na 200 tysięcy zł.



Ze słów prokuratora wynika, że obu podejrzanym stawiano zarzut związany z obietnicą pozytywnej weryfikacji jednego oficera w okresie, gdy miał się ukazać Raport z weryfikacji WSI (przypomnę, że Macierewicza przekazał Raport w dniu 12.02.2007r., a prezydent opublikował go w dn.16.02.2007r.) Podkreślę to wyraźnie Raport, nie aneks.



Wynika stąd, że przez okres, (co najmniej) od grudnia 2006r. do grudnia 2007r. płk. Tobiasz, mając rzekomo wiedzę na temat przestępstwa, ukrywa ją przed organami ścigania. Jak miał to później tłumaczyć czekając na zmianę rządu. Załóżmy, że tak było rzeczywiście, choć wynikałyby z tego założenia ciekawe implikacje. Napiszę o nich w innym czasie.



Jednak o usługowej działalności Lichockiego wie w tym czasie wiele osób. Płk Lichocki był przez wiele lat dla dziennikarzy informatorem, z niektórymi był na tyle blisko, że mówiono o wzajemnej przyjaźni pisał w swoim blogu dziennikarz Sylwester Latkowski. Patrząc z perspektywy czasu na jego kontakty z dziennikarzami, poznając kolejne nazwiska, śledząc publikacje prasowe, można odnieść wrażenie, że Lichocki był jednym z aktywniejszych ludzi dawnych służb w mediach podkreślał.



Nie będzie, zatem przesadą twierdzenie, że Lichockiego znało wielu dziennikarzy i wielu z nich mogło traktować go jako źródło informacji. Czy można zatem przypuszczać, by nikt z nich nie wiedział o ofertach Lichockiego, związanych z weryfikacją lub ze sprzedażą aneksu?



Był jednak dziennikarz, który w tym okresie ( listopad 2007) w ogóle nie znał Aleksandra Lichockiego, nie wiedział o jego istnieniu i nie miał z nim żadnego kontaktu. Tym dziennikarzem była Anna Marszałek



Po pierwsze Lichocki nie był moim informatorem. Wbrew temu, co twierdzi Macierewicz, pisząc w listopadzie o tym, że aneks do raportu o WSI jest do kupienia na czarnym rynku, miałam zupełnie inne źródła informacji. Mało tego, znam ludzi, którzy poznali ten dokument i przeczytali rozdziały na swój temat (m.in. o handlu bronią, prywatyzacji TP SA, informatyzacjach robionych przez Prokom). Nawet nie znałam wtedy Lichockiego. Ten człowiek zgłosił się do mnie po tekście o tych błyskawicznych kursach oficerskich w SKW czyli jakoś w marcu tego roku. Co działo się dalej, opisaliśmy dwa miesiące później ()Paradoks! Tak się bowiem składa, że Lichocki był informatorem zupełnie innych dziennikarzy, w tym takich, do których Macierewicz i PiS mają bezgraniczne zaufanie... napisała pani Marszałek na blogu Sylwestra Latkowskiego.



A w innym miejscu tego blogu, oświadczyła : Nie wystarczyły nam tylko opowieści. Znamy nazwiska konkretnych ludzi, którzy zdobyli rozdziały aneksu do raportu o WSI na swój temat. Informacja z listopada była prawdziwa i nie miała nic wspólnego z Lichockim, o którego działaniach wówczas nie wiedzieliśmy.



A jednak to w dniu 19 listopada 2007r, ( czyli w czasie, gdy Tobiasz musiał już złożyć swoje zawiadomienie o przestępstwie) Marszałek ogłosiła w Dzienniku Aneks do raportu o WSI na sprzedaż, uzasadniając ten tytuł i nadtytuł artykułu (Każdy może kupić tajne dokumenty) jednym, jedynym zdaniem Gazeta ustaliła, że aneks Antoniego Macierewicza do raportu o WSI można kupić na czarnym rynku..



Jak już wskazałem w poprzednim wpisie, artykuł zawiera również zapowiedź min.Ćwiąkalskiego W zależności od tego, czy będzie to właściwość prokuratury wojskowej, czy cywilnej, czy obu prokuratur, to z całą pewnością postępowanie zostanie wszczęte, jeżeli te informacje chociaż w części się potwierdzą".



O jakich informacjach mówił Ćwiąkalski? Bo przecież nie o tych, do których rzekomo dotarła Anna Marszałek powołując się na znajomości z ludźmi, którzy poznali ten dokument i przeczytali rozdziały na swój temat? Nie one stanowiły podstawę wszczęcia śledztwa.



Jakie zatem były te zupełnie inne źródła informacji dziennikarki, które w tym właśnie czasie, pozwalały jej ogłosić - Aneks do raportu o WSI na sprzedaż?



Czy nie wolno przypuszczać, że pani Marszałek wiedziała jednak o wszczęciu przez prokuraturę śledztwa w sprawie Sumlińskiego i Lichockiego? Śledztwa, podkreślę dotyczącego nieprawidłowości związanych z Raportem. Skoro bowiem dwaj podejrzani od grudnia 2006 r. do 25 stycznia 2007 r., "działając wspólnie i w porozumieniu", oferowali oficerowi b. WSI pozytywną weryfikację w komisji to mając na uwadze okres tych działań, dotyczyły czasu publikacji Raportu.



Jak inaczej wyjaśnić tę zadziwiającą zbieżność gołosłownej informacji, podanej w listopadzie przez Dziennik z faktem, że w tym czasie Tobiasz musiał złożyć zawiadomienie o przestępstwie i przedstawić rzekome dowody?



Na jakiej podstawie pojawiły się wówczas zarzuty dotyczące sprzedaży aneksu, skoro Lichocki i Sumliński mieli oferować Tobiaszowi pozytywną weryfikację w czasach, gdy aneks jeszcze nie był sporządzony?



Jeśli nawet przyjąć, że Anna Marszałek nie wiedziała wówczas nic o Lichockim to może posiadała wiedzę o zdarzeniu, które faktycznie dawało podstawę, by napisać o sprzedaży aneksu? Byłoby dobrze, gdyby pani Marszałek zechciała podzielić się z czytelnikami tą wiedzą. Nie zrobiła tego w listopadzie ub. roku, pisząc swój artykuł. Nie zrobiła tego później, gdy dokonano przeszukań i gdy próbowano aresztować Sumlińskiego. Nie zrobiła tego nawet wówczas, gdy było już po wszystkim i wypowiadała się na blogu Latkowskiego.



Przypomnę, że postanowieniu prokuratury o przeszukaniu w mieszkaniach Bączka i Pietrzaka czytamy:



Andrzej Michalski prokurator Prokuratury Okręgowej w Warszawie, delegowany do Prokuratury Krajowej i Jolanta Mamej prokurator Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga delegowana do wydziału X biura ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej po zapoznaniu się z materiałami śledztwa przeciwko A. L. i W.S., podejrzanym z art. 230 § 2 kk oraz w sprawie ujawnienia pracownikom spółki akcyjnej Agora informacji stanowiącej tajemnicę państwową w postaci treści aneksu do raportu o działalności Wojskowych Służb Informacyjnych, tj. o czyn z art. 265 § 1 kk..



Tyle tylko, że w dwa dni po wydaniu powyższego postanowienia prokurator Szymański mówi na konferencji prasowej:



Przedmiotem postępowania było powoływanie się na wpływy w komisji weryfikacyjnej WSI oraz podjęcie się pośrednictwa w pozytywnej weryfikacji jednego z oficerów w zamian za uzyskanie korzyści majątkowej. Samo postępowanie zostało wszczęte na podstawie zawiadomienia wspomnianego oficera, który poinformował, że otrzymał propozycję pozytywnej weryfikacji w zamian za korzyść opiewającą na 200 tysięcy zł.



Kilkanaście dni później 26.05.20084. podczas obrad sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka poseł Arkadiusz Mularczyk z PIS-u zapytał Prokuratora Krajowego Marka Staszaka:



Panie prokuratorze. Jeśli w postanowieniu o przeszukaniu z żądaniem wydania rzeczy, które jest dostępne i które widzieliśmy, jest napisane, iż członkowie komisji weryfikacyjnej mieli ujawnić pewnym pośrednikom te informacje o raporcie, czy też sam raport... miało to trafić do Agory, to ja nie rozumiem za bardzo dlaczego podejmuje się czynności procesowe wobec tych, od których wyciekły informacje, a nie podejmuje się czynności procesowych wobec tych, u których miały się rzekomo znaleźć. Jest to dla mnie niezrozumiałe.



Na co Marek Staszak udziela następującej odpowiedzi:



Panie pośle, być może dla pana jest to niezrozumiałe, dla kogoś, kto prowadzi postępowanie przygotowawcze było to jak najbardziej zrozumiałe. Jak pan wie, nie ma spersonifikowanych osób, które były odbiorcami raportu o WSI. Poza tym proszę zwrócić uwagę na to w jaki sposób znajduje się ten zapis, zresztą w postanowieniu o przeszukaniu, a nie w postanowieniu o postawieniu zarzutów w stosunku do tych dwóch osób, którym przedstawiono zarzuty: ...o rzekomym przekazywaniu Agorze tego raportu..., czy o usiłowaniu przekazania tego raportu Agorze. Nie chciałbym tego bliżej tłumaczyć, odpowiadam, że nie było materiału dowodowego, który wskazywałby na to, że należy robić tego typu czynność procesową w spółce Agora. Chcę powiedzieć tylko tyle nie było, mówię jeszcze raz, przesłanek do tego, aby prowadzić w spółce Agora przeszukania.



Jeśli ktoś zapytałby w tym miejscu, co mają do rzeczy publikacje Dziennika na temat rzekomej sprzedaży aneksu, ze sprawą spółki Agora, powinien dobrze zastanowić się nad odpowiedzią pana Staszaka i przeczytać dalszy ciąg dialogu.



Poseł Mularczyk zadaje bowiem prokuratorowi krajowemu następujące pytanie:



Jest jeszcze jedna sprawa pan prokurator powiedział, co mnie bardzo zaskoczyło i uderzyło jako adwokata, że podjęto decyzje procesowe o przeszukaniu w związku z pewnymi, jak to pan określił, materiałami w prasie. Ja chciałbym, aby pan powiedział, które enuncjacje prasowe były podstawą do podjęcia decyzji procesowej, bo mnie uczono na studiach i podczas aplikacji, że to materiał procesowy zebrany w sprawie jest podstawą do podjęcia decyzji procesowych, a nie enuncjacje prasowe, więc prosiłbym panie prokuratorze, które enuncjacje prasowe, których dziennikarzy stanowiły podstawę do podjęcia czynności wobec pana Bączka. Uważam, że jest to sprawa niezwykle interesująca.



Na co Prokurator Krajowy Marek Staszak odpowiada:



() Otóż ja nie powiedziałem, że enuncjacje prasowe stanowiły przyczynę wszczęcia postępowania w tej sprawie. Powiedziałem tylko, że enuncjacje prasowe (chodzi o materiały z Dziennika, które mówiły o panu L. i o tym, jakie on czynności podejmował, chodzi o ten artykuł z Dziennika) przyspieszyły przeprowadzenie czynności procesowych przeszukania, zatrzymania i postawienia zarzutów. Natomiast nie powiedziałem, że one stanowiły materiał, który był przyczyną prowadzenia tego postępowania. Ale tak na marginesie to enuncjacje prasowe panie pośle mogą być także materiałem dowodowym w sprawie.



Choć nie napisałem jeszcze nic o słynnym artykule pani Marszałek z kwietnia br. Tak handlowano aneksem Macierewicza jestem zdania, że twierdzenie pana prokuratora Staszaka, iż enuncjacje prasowe mogą być także materiałem dowodowym w sprawie jest głęboko prawdziwe, nie tylko w odniesieniu do tej, jednej publikacji Dziennika, a artykuł dziennikarki z 19 listopada 2007r. ma większe znaczenie, niż każe nam w to wierzyć pani Marszałek .



Ale to już temat na kolejny tekst.



Ĺšródła:

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20080802&id=po52.txt



http://wyborcza.pl/1,76842,5217201,Nie_ma_aresztowan_w_sprawie_korupcji_wokol_komisji.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article76428/Aneks_do_raportu_o_WSI_na_sprzedaz.html



http://www.latkowski.com/blog/komentarze/lista/id,1324



http://sk2.pl/komisja
5
Pisząc o faktycznej AFERZE MARSZAŁKOWEJ nie sposób przemilczeć roli, jaką odegrały w niej media, a w szczególności kilku zasłużonych dla sprawy dziennikarzy. Nie byłoby możliwe, przeprowadzenie przez ludzi służb specjalnych tej kombinacji operacyjnej, gdyby nie zaangażowano w nią mediów i nie przydzielono im bardzo precyzyjnych zadań.



To temat niezwykle obszerny, w którym pojawia się wiele osób i wątków, nie zawsze istotnych. Ponieważ nie chciałbym nadużywać cierpliwości osób czytających te teksty, dlatego świadomie zrezygnuję z przedstawiania szczegółowego zestawienia wszystkich
Read More
publikacji prasowych Dziennika i Gazety Wyborczej, które w okresie od października 2007 do maja 2008 dotyczyły rzekomej afery aneksowej oraz zajmowania się mniej istotnymi wątkami tych publikacji.



Piszę rzekomej, gdyż w moim głębokim przekonaniu nigdy nie było żadnych nieprawidłowości związanych z aneksem do raportu z weryfikacji WSI, które uprawniałyby to traktowania tej sprawy w kategorii afery. Ogromnym zwycięstwem fałszu nad rzeczywistością i emocji nad rozumem było zaistnienie w świadomości odbiorców określenia afera aneksowa. Wiele wysiłku funkcjonariuszy medialnych, dziennikarzy kapturowo inspirowanych i pospolitych, użytecznych poszło na to, by określenie to zagościło w świadomości Polaków. Jest ono jednym z elementów kampanii dezinformacji, jakiej nasze społeczeństwo jest poddawane od wielu miesięcy.



W powszechnym odczuciu, za pierwszy sygnał, związany z rzekomym handlem aneksem uznaje się artykuł Anny Marszałek z 19 listopada 2007r. pt. Aneks do raportu o WSI na sprzedaż. Artykuł opatrzony jest nagłówkiem Każdy może kupić tajne dokumenty.



Gdy jednak bliżej przyjrzeć się publikacjom Dziennika z tego okresu, można z łatwością zauważyć, że sygnały o rzekomych przeciekach z aneksu pojawiały się już wcześniej. I tak, 6 listopada Michał Majewski i Paweł Reszka z Dziennika w artykule Prezydent ma aneks do raportu o WSI informują m.in. Aneks jest obszerny. Według informatora DZIENNIKA, który widział dokument, liczy on co najmniej kilkaset stron.



Na blogu Sylwestra Latkowskiego, Anna Marszałek potwierdza, że wiedza dziennikarzy Dziennika na temat aneksu pochodziła od informatorów Znamy nazwiska konkretnych ludzi, którzy zdobyli rozdziały aneksu do raportu o WSI na swój temat. Informacja z listopada była prawdziwa i nie miała nic wspólnego z Lichockim, o którego działaniach wówczas nie wiedzieliśmy.



A jednak w artykule z 19 listopada 2007r.Anna Marszałek nie pisze o ludziach, którzy zdobyli rozdziały aneksu do raportu, a stwierdza jakoby Gazeta ustaliła, że aneks Antoniego Macierewicza do raportu o WSI można kupić na czarnym rynku.



Choć o tej sprawie traktuje tytuł i nadtytuł artykułu Marszałek, nie znajdziemy w nim ani jednego słowa więcej, na temat rzekomego handlu aneksem. Jest tylko to jedno, jedyne zdanie.



Wiele miesięcy później pani Marszałek uchyliła nam rąbka swojego warsztatu, gdy na blogu Latkowskiego oświadczyła: Po pierwsze dotarliśmy do niektórych z tych osób. To prawda, że żadna z nich nie pokazała nam dokumentu, ale też ryzyko dla nich byłoby zbyt duże, bo zdobyły tę wiedzę nielegalnie dokument jest przecież ciągle tajny. Jedna z tych osób twierdziła, że przeczytała tekst w formie elektronicznej, inna, że widziała wydruk, ale tylko przerzuciła całość, a przeczytała rozdział o sobie. Odpytaliśmy ich dokładnie z treści i formy tego dokumentu (układu strony, rozdziałów itp.). Mając te informacje, skonfrontowaliśmy to z członkami komisji weryfikacyjnej, którzy potwierdzili nam prawdziwość informacji. Ponadto informacje te niezależnie od siebie sprawdzało kilku dziennikarzy, nie tylko Robert Zieliński i ja.



Nie będę dzielił włosa na czworo i roztrząsał, skąd i od kogo Marszałek miała te informacje i dlaczego nie ujawniła wówczas niczego z treści aneksu? Zakładam, że ta pani nie powie nam całej prawdy, a o treści aneksu tak wówczas jak i teraz nie wie nic.



Warto byłoby natomiast zadać pani Marszałek pytanie od jakiego czasu zna Aleksandra Lichockiego, a także czy pisząc swój artykuł nie słyszała nic o publikacji Gazety Polskiej z 18 października 2007r. pt. Komorowski i WSI, w której ujawniono kontakty płk. Lichockiego z Bronisławem Komorowskim?



Ponieważ o dziennikarskiej nierzetelności pani Marszałek pisano już wiele i wielokrotnie dowiodły jej również wyroki sądowe, uniewinniające bohaterów jej afer, nie będę rozwodził się nad tym przypadkiem. Dość powiedzieć, że ten przykład, gdy jednym zdaniem ( bez uzasadnienia, rozwinięcia i wskazania podstaw) buduje się mit o handlu aneksem dyskwalifikuje twórczość pani Marszałek. Nie jest to już dziennikarstwo. Tak buduje się dezinformacyjne donosy, w oparciu o deklaratywne, werbalne kłamstwa. Nie sposób, zatem traktować pisania pani Marszałek w kategoriach poważnego dziennikarstwa.



O wiele ważniejsza wydaje się odpowiedź na pytanie po co ten artykuł został opublikowany, jaki był cel tej denuncjacji?



Pewną wskazówkę daje nam sama Marszałek w swojej publicystyce, właśnie z dnia 19 listopada 2007r., zatytułowanej Nocne gry i zabawy polityków Pis. Tu już nie ma wątpliwości, że mamy do czynienia z człowiekiem głęboko zaangażowanym emocjonalnie w konkretnej, politycznej sprawie. Ten tekst mógł napisać tylko ktoś, kto ma bardzo jednoznaczny, jednowymiarowy stosunek do rzeczywistości. To polityczna agitka, nacechowana retoryką właściwą dla ludzi Platformy.



Ale znajdujemy w nim również akcenty niepokojące Kiedy w 1992 r. po ujawnieniu przez Antoniego Macierewicza listy tajnych agentów SB odwołano rząd Jana Olszewskiego, czasu było mało, a i technika była gorsza. Nie udało się skserować tego, na czym zafascynowanym tajnymi służbami, kwitami i teczkami politykom zależało. Teraz czasu było więcej, a operację przeprowadzono prawie perfekcyjnie. () Łatwość wrzucenia "pomyj" do mediów przez rządzących, oczywiście anonimowo, rozzuchwaliła polityków PiS. W opozycji mogłoby brakować tej amunicji, więc podjęto próbę okopania się na przyczółku Pałacu Prezydenckiego. Niedawno DZIENNIK ujawnił, że kopiowano akta ABW. Teraz, że wywieziono archiwum WSI. Czy politycy PiS nie zauważyli, że społeczeństwo w wyborach odrzuciło takie zabawy i zostali na podwórku sami?



To nie są słowa dziennikarza. Tak myślą, tak formułują zarzuty, takimi skrótami posługują się ludzie PRL-owskich służb. Zachęcam wszystkich do przeczytania tego artykułu, do jego dokładnej analizy, do rzetelnej oceny - jako niezwykłego wprost przykładu twórczości sprzecznej ze wszystkimi standardami dziennikarskiej etyki. Jeśli ktoś ma wątpliwości, jakim językiem napisany jest artykuł, zachęcam do odwiedzenia takich stron w Internecie jak np. Instytutu Bezpieczeństwa TARCZA, Związku Byłych Funkcjonariuszy Służb Ochrony Państwa, PROMILITO, czy Militarna Polska, gdzie zamieszczane są często autentyczne opinie, ludzi komunistycznych służb.





Jak wskazuje zawartość artykułu Anny Marszałek Aneks do raportu o WSI na sprzedaż nie było żadnych podstaw, by dziennikarka mogła wówczas twierdzić, jakoby raport o WSI można kupić na czarnym rynku. Przynajmniej, nie znajdziemy ich w samym artykule. Dlaczego więc tak napisano?



To twierdzenie staje się bardziej czytelne, gdy przyjmiemy, że w tym czasie Aleksander Lichocki wypełniał już swoje zadanie zdobycia aneksu lub uzyskania dostępu do ludzi Komisji Weryfikacyjnej. Jak napisałem w części 4 AFERY MARSZAŁKOWEJ, wbrew oficjalnej propagandzie, na rynku brak było przecieków, o czym Komorowski i Lichocki doskonale wiedzieli, a medialne spekulacje opierały się wyłącznie na plotkach pochodzących od przesłuchiwanych przez Komisję żołnierzy WSI. Być może już w połowie listopada 2007 roku było oczywiste, że nie da się uzyskać dostępu do aneksu, ani żadnego wpływu na jego treść. Równie bezowocne, mogły okazać się próby uzyskania informacji od ludzi z Komisji Weryfikacyjnej. Przypomnę, że ujawniony w listopadzie ub.r. pomysł wymiany 12 członków komisji na ludzi premiera Tuska, nie został zrealizowany i nigdy już do tego tematu nie powrócono. Skoro nie można było aneksu odzyskać trzeba było go zniszczyć.



W tej sytuacji należało przejść do drugiego etapu kombinacji operacyjnej i wykazać, że aneks jest dokumentem bezwartościowym i niewiarygodnym, że istnieją przecieki z jego treści, wskazujące na udział członków Komisji, a ich samych ukazać jako ludzi zafascynowanych tajnymi służbami, kwitami i teczkami, działających na polityczne zlecenie podobnych im maniaków, choć niewolnych od korupcyjnych pokus. Skoro nie udało się Lichockiemu zdobyć aneksu (kupić?) można było spokojnie ten zamysł spalić, stosując metodę ujawnienia rzekomej rewelacji.



Nie wolno wykluczyć, że to zagranie było podyktowane obawą, że ktoś z dziennikarzy lub ludzi służb, lojalnych wobec ekipy PIS-u, mógł natrafić na ślady działalności płk. Lichockiego i powiązać jego ówczesne działania z marszałkiem Komorowskim. Jak wiemy, Lichocki był osobą znaną wielu dziennikarzom i być może jego szczególna aktywność mogą wzbudzić w kimś podejrzenia?



Należało, zatem przykryć poprzedni, nieudany etap kombinacji, informując opinię publiczną: Aneks do raportu o WSI na sprzedaż Każdy może kupić tajne dokumenty. W tym czasie nie istniały jeszcze żadne dowody ( gromadzone później przez Tobiasza , przy udziale Lichockiego) na handel aneksem, co w artykule Anny Marszałek jest aż nadto widoczne. Lecz to wówczas powstała koncepcja przeprowadzenia operacji, zmierzającej do paraliżu Komisji i zdezawuowania efektów jej prac. Zamieszczona w artykule relacja z wypowiedzi ministra Ćwiąkalskiego - Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski zapowiedział w Radiu ZET, że jeśli potwierdzą się informacje o "wycieku" aneksu do raportu z likwidacji WSI, to sprawą zajmie się prokuratura. W zależności od tego, czy będzie to właściwość prokuratury wojskowej, czy cywilnej, czy obu prokuratur, to z całą pewnością postępowanie zostanie wszczęte, jeżeli te informacje chociaż w części się potwierdzą" - podkreślił Ćwiąkalski może świadczyć, że intensywnie szykowano już dowody, a prowokacja zmierzała wyraźnie w kierunku procesowego uporządkowania. Pozostało, zatem przygotować dowody dla prokuratury czym zajęli się panowie Tobiasz i Lichocki, przy współpracy odzyskanych służb oraz przygotować społeczeństwo do właściwego odbioru rzekomej afery aneksowej czym zajęli się niektórzy dziennikarze.



Objawiła się przy tym tak zadziwiająca korelacja tych grup, że poświęcę jej jeszcze kolejną część AFERY MARSZAŁKOWEJ.



Ĺšródła:

http://www.dziennik.pl/polityka/article76428/Aneks_do_raportu_o_WSI_na_sprzedaz.html



http://www.dziennik.pl/polityka/article57248/Prezydent_ma_aneks_do_raportu_o_WSI.html



http://ww409w.latkowski.com/blog/komentarze/lista/id,1371



http://www.dziennik.pl/opinie/article83170/Marszalek_Nocne_gry_i_zabawy_politykow_PiS.html
23
Polski sektor służby zdrowia potrzebuje radykalnej restrukturyzacji, ale według Bieleckiego Polacy są sceptycznie nastawieni do »czystego« sektora publicznego w europejskim stylu. Przewiduje prywatyzację części majątku służby zdrowia - czytamy w depeszy. W dokumencie znalazła się też uwaga, iż Bielecki jest zdania, że dla amerykańskich inwestorów z doświadczeniem w branży służby zdrowia jest wiele obiecujących możliwości, a przywództwo USA mogłoby być pomocne w trwającym już teraz częściowym procesie prywatyzacji.



Do tej pory politycy Platformy Obywatelskiej zaprzeczali, że celem
Read More
reformy służby zdrowia jest jej prywatyzacja.
What is Kliqqi?

Kliqqi is an open source content management system that lets you easily create your own user-powered website.

Latest Comments