reklama
4
Warszawa, 9 września 1970 r. Protokół przesłuchania podejrzanego Stefana Niesiołowskiego przez por. Edwarda Karkucińskiego, inspektora Biura Śledczego MSW:



...W dniu dzisiejszym pragnę szczegółowo i dokładnie wyjaśniać na temat mojej działalności w "Ruchu", w związku z czym pragnę skorzystać z art.57 KK i wyjaśnić na czym polegała cała działalność "Ruchu" i mój w nim udział od początku...



Nieznane dokumenty pochodzące z Instytutu Pamięci Narodowej (nr sprawy II 3 DS. 25/70, tom VI, str. 11-11 oraz nr sprawy II 3 DS. 25/70, tom VI, str. 11-76), udowadniające tchórz
Read More
liwą postawę obecnego wicemarszałka Sejmu, Stefana Niesiołowskiego (Platforma Obywatelska) podczas śledztwa dotyczącego organizacji "Ruch".



Kompromitujące fakty miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego, Niesiołowski przez 38 lat "nie zdążył" poinformować o nich ani opinii publicznej ani też swoich wyborców. Nawet dziś - przy pomocy procesów sądowych próbuje uciszyć tych wszystkich, którzy przypominają mu niechlubne wydarzenia sprzed lat. Wicemarszałek nie przewidział jednak najpierw powstania Instytutu Pamięci Narodowej, a potem - możliwości, jakie ten instytut daje, a więc dotarcia do prawdy (patrz: choćby sprawa książki "SB a Lech Wałęsa"). Tak więc dziś trudno mu będzie zamieść pod dywan treść dokumentów, które znaleziono w IPN. Na podstawie części z nich można opublikować protokoły początków śledztwa "Ruchu", z których jasno wynika, że Niesiołowski - wbrew mitom o swojej dzielności, które sam kolportuje - załamał się już od pierwszego przesłuchania i bez mrugnięcia okiem sypał swoich kolegów.



Mimo że członków "Ruchu" obowiązywała zasada odmowy zeznań lub nieprzyznawania się do działalności w organizacji i niektórzy z nich - Andrzej Czuma, Jan Kapuściński czy - do momentu, kiedy pokazano jej protokoły przesłuchań Niesiołowskiego - Elżbieta Nagrodzka - do tej reguły się dostosowali.

Niesiołowski "sypał" ją, swoją ówczesną narzeczoną, i innych. Oto fragmenty dokumentów IPN, ujawniających tę pierwszą "wpadkę" Niesiołowskiego z pierwszych tygodni śledztwa.



Por. Dariusz Borowczyk z KM MO w Łodzi zanotował 20 czerwca 1970 r. o, godz.15.10, że Stefan Myszkiewicz Niesiołowski już 20 czerwca, podczas pierwszego zeznania, przyznaje się do tego, że istniał "Ruch", który był organizacją konspiracyjną. Twierdzi jednak przytomnie, że nie było przywódców.

21 czerwca 1970 r. Niesiołowski podczas przesłuchania wymienia nazwiska swojego brata Marka, Andrzeja i Benedykta Czumów, Andrzeja Woźnickiego.



25 czerwca 1970 r. Niesiołowski rozszyfrowuje, kto kryje się pod pseudonimami, m.in. "Emil" (Emil Morgiewicz), "Jurek" (Benedykt Czuma). Sam zaprzecza swojej przynależności do "Ruchu" i współredagowania "Biuletynu".

28 czerwca 1970 r. kaja się: Wyjaśnienia, jakie wówczas (przed 28 czerwca 1970 r. - przyp. aut.) składałem odnośnie mojej przynależności i działalności w nielegalnym związku, częściowo były nieprawdziwe (...). Pragnę dziś wyjaśnić udział w nielegalnej organizacji w sposób szczery i zgodny z prawdą [fragment protokołu z przesłuchania; godz.8.40, przesłuchujący kpt. mgr Leonard Rybacki z Biura Śledczego MSW w Warszawie; pisownia zgodna z oryginałem].

1 lipca 1970 r. Niesiołowski, wymieniając z nazwiska Andrzeja Czumę, ujawnia, że był bardzo aktywnym członkiem "Ruchu" i inicjatorem różnych akcji.



11 lipca 1970 r. mówi: - Pragnę uzupełnić oraz sprostować pewne wyjaśnienia jakie złożyłem do protokółów w czasie poprzednich przesłuchań na temat podjętej przez nasz Ruch akcji spalenia muzeum Lenina w Poroninie. Celowo zatajałem pewne fakty, ażeby uchronić niektóre osoby od odpowiedzialności karnej. Dziś całkowicie zrozumiałem swoje niewłaściwe stanowisko w tej kwestii i dlatego pragnę, tak jak i w innych sprawach, mówić tylko szczerą prawdę [pisownia zgodna z oryginałem].



Z dokumentów IPN wynika, że Wojciech Mantaj zaczął zeznawać 22 czerwca, Marek Niesiołowski - 25 czerwca, Benedykt Czuma - 28 czerwca, a Elżbieta Nagrodzka - 30 czerwca, po skonfrontowaniu jej z protokołami Stefana. Zeznania Niesiołowskiego składane od początku śledztwa były dla SB cennym podarunkiem. Po pierwsze - należał do grupy przywódczej i wiedział wszystko o wszystkich. Po drugie - został aresztowany w pierwszej grupie, kiedy ogromna większość członków "Ruchu" była jeszcze na wolności i mógł przyczynić się do kolejnych aresztowań. Po trzecie - jego załamanie, obok konkretnych korzyści dla SB, miało także znaczenie symboliczne: sygnał był jasny, jeden z dowódców sypie, okres heroizmu skończony, zaczyna się efekt domina.



"Pragnę szczegółowo i dokładnie wyjaśnić..."

Obecnie warto wrócić do sprawy do sprawy, ponieważ udało się dotrzeć do kolejnych, jeszcze bardziej kompromitujących Stefana Niesiołowskiego dokumentów, przesłuchań z września 1970 r. [każda ze stron opatrzona jest odręcznym podpisem Niesiołowskiego], kiedy to Niesiołowski zawiera z przedstawicielem SB por. Edwardem Karkucińskim, inspektorem Biura Śledczego MSW, specyficzną umowę, na podstawie art.57 kk, zobowiązując się powiedzieć wszystko o "Ruchu" i kolegach za złagodzenie kary. Art. 57 kk mówi bowiem: Jeżeli zachodzi kilka niezależnych od siebie podstaw do nadzwyczajnego złagodzenia lub obostrzenia kary, sąd może tylko jeden raz karę nadzwyczajnie złagodzić lub obostrzyć, biorąc pod uwagę łącznie zbiegające się podstawy do złagodzenia lub obostrzenia. I tak 9 września 1970 r. por. Edward Karkuciński, inspektor Biura Śledczego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Warszawie, przesłuchuje Niesiołowskiego w charakterze podejrzanego w sprawie II 3 Ds-25/70. Przesłuchanie rozpoczyna się o godz. 9.00. Obecny wicemarszałek Sejmu składa oświadczenie: W dniu dzisiejszym pragnę szczegółowo i dokładnie wyjaśniać na temat mojej działalności w naszym "Ruchu" w związku z czym pragnę skorzystać z art. 57 kk i wyjaśnić na czym polegała cała działalność "Ruchu" i mój w nim udział od początku.



Do "Ruchu" zostałem pozyskany przez Andrzeja Czumę. Fakt ten nastąpił w Łodzi najprawdopodobniej latem 1965 roku. Andrzej Czuma przyjechał wówczas do Łodzi i rozmowa nasza została przeprowadzona częściowo u mnie w domu (wówczas mieszkałem na ulicy Tuwima 85), a częściowo w drodze na dworzec kolejowy Łodź-Fabryczna skąd wówczas Andrzej Czuma odjeżdżał pociągiem do Warszawy. W tym czasie nazwa "Ruch" jeszcze nie istniała, a była mowa o jakiejś grupie działającej nielegalnie do której należał już Andrzej Czuma. Nazwa "Ruch" powstała na jednym z pierwszych "Zjazdów" w 1968 roku.



"Pozyskałem osobiście..."

Dalej Niesiołowski szczegółowo opisuje, kogo wprowadził do działalności w "Ruchu": Do grupy tej w 1965 roku pozyskałem osobiście Wojciecha Majdę i Wojciecha Mantaja, natomiast Elżbietę Mickiewicz pozyskałem wiosną 1967 roku. Są to te osoby, które pozyskałem osobiście do czasu odbycia się I-go "Zjazdu" na którym jak już wyjaśniłem została ustalona nazwa "Ruch".

Moja działalność w nielegalnej grupie od momentu pozyskania mnie przez Andrzeja Czumę do czasu odbycia się I-go "Zjazdu" naszego "Ruchu" polegała na: pozyskaniu trzech wyżej wymienionych osób, przeprowadzaniu rozmów z Andrzejem Czumą na terenie Łodzi i Warszawy związanych tematycznie z dalszą naszą działalnością i z zagadnieniami politycznymi.

W 1966 roku przyjechał do Łodzi Benedykt Czuma z Warszawy i w Łodzi zamieszkał na stale. W tym czasie zostałem poinformowany przez Andrzeja Czumę, że również Benedykt Czuma jest członkiem naszego "Ruchu" i że mamy ze sobą razem współpracować. Współpraca ta nastąpiła pomiędzy nami. Ja natomiast poinformowałem Benedykta Czumę, że pozyskanymi przeze mnie osobami są Wojciech Mantaj, Wojciech Majda, których Benedykt Czuma już znał wcześniej jako moich kolegów. O tym, że członkiem naszego "Ruchu" jest również Ewa Mickiewicz prostuję Elżbieta Mickiewicz, poinformowałem Benedykta Czumę oraz Majdę i Mantaja w 1968 roku - wiosną.

Do I-go "Zjazdu" przeprowadzaliśmy pomiędzy sobą rozmowy na temat "Ruchu" w których brali udział Benedykt Czuma, ja, Mantaj, Majda, a czasem nawet Andrzej Czuma.



"Inicjatywa należała do mnie Mantaja i Majdy..."

Wydaje również Mantaja i Majdę: Akcja dotycząca wrogich napisów, która miała miejsce na terenie Łodzi w latach 1964-1965 nie była akcją "Ruchu". Inicjatywa ta należała do mnie Mantaja i Majdy, była to inicjatywa prywatna, a po jej zakończeniu prawdopodobnie poinformowałem o niej Benedykta i Andrzeja Czumów, nie podając im szczegółów na ten temat. Do czasu odbycia się I-go "Zjazdu" żadne inne akcje nie były planowane i podejmowane.



"Na II-gim "Zjeździe" ja opracowałem i wygłosiłem referat..."

W lwiej części opracowań na temat "Ruchu" pojawia się stwierdzenie, że nawiązywał on m.in. do tradycji i formy Armii Krajowej, a więc miał mieć charakter stricte niepodległościowy. Niesiołowski w śledztwie szczegółowo charakteryzuje przebieg jednego ze zjazdów "Ruchu", podkreślając, że on był przeciwny takiej formule: Obecnie chcę podać pewne uzupełnienie na temat poszczególnych "Zjazdów" naszego "Ruchu". Na II-gim "Zjeździe" ja opracowałem i wygłosiłem referat na temat określenia stosunku naszego "Ruchu" do innych ruchów na ziemiach polskich w XX wieku i pamiętam, ze w wystąpieniu swoim podkreślałem, że "Ruch" nasz jest czymś zupełnie nowym i nie może nawiązywać tak w programie jak i w metodach działania do ruchów dotychczasowych. Z tego określenia "Ruchu" wyniknęły dwie rzeczy: pierwsza to tworzenie nowego języka politycznego druga to niezorganizowanie "Ruchu", a pozostawienie celowo luźnych grup i nieprzestrzeganie ściśle zasady konspiracji w obawie, aby nie upodobnić "Ruchu" do organizacji konspiracyjnych działających w Polsce w czasie II wojny światowej.



Na jednym z pierwszych "Zjazdów" uczestnicy ustalili, że ja, Andrzej Czuma i Emil Morgiewicz mamy opracować program dla "Ruchu", który będzie później ostatecznie zaakceptowany przez pozostałych uczestników "Zjazdu". Z zadania tego jednak wywiązałem się w niewielkim stopniu, a głównie program "Ruchu" opracowywał Andrzej Czuma.

Na IV "Zjeździe" który się odbył w Warszawie przy ulicy Krzywe Koło jesienią 1968 roku obecny był także poza wymienionymi osobami o których wyjaśniałem do poprzednich protokołów, Andrzej Lulek z Lublina, którego poznałem na jednym z obozów w Bieszczadach, prowadzonych przez Duszpasterstwo Akademickie w Lublinie. Był on studentem K.U.L. Poza tym "Zjazdem" Andrzeja Lulka nigdzie nie widziałem, jako członka "Ruchu" ani też nikt o jego działalności nic nie mówił.



"Pragnę uzupełnić swoje wyjaśnienia na temat adresów osób..."

"Sypanie" przez Niesiołowskiego nie ograniczało się wyłącznie do relacji z posiedzeń "Ruchu" i charakterystyk działających w nim osób. Jak wynika z "Protokołu z przesłuchania podejrzanego", sporządzonego w Warszawie 10 września 1970 r. przez por. Edwarda Karkucińskiego (przesłuchanie rozpoczęto o 8.30), Niesiołowski obficie dzielił się wiedzą co do zapisów swojego prywatnego notesu, cyt.: Przeglądając w dniu dzisiejszym kalendarzyk kieszonkowy "Domu Książki" na rok 1970, który znajduje się w moim depozycie, które sam osobiście zanotowałem.

Pod literą "P" w tym kalendarzyku zanotowałem adres PAULI POSPISIL - BRNO, SADY OSVOBOZENI 2 [koniec cytatu].



"Być może dojdą z mojej strony pewne uzupełnienia..."

Niesiołowski miał chyba jednak poczucie niespełnienia w swoich donosach. W jego "Oświadczeniu" z 15 września 1970 r. czytamy: Ja niżej podpisany Stefan Niesiołowski oświadczam co następuje. W dotychczasowych wyjaśnieniach jakie złożyłem na temat sprawy, w której zostałem aresztowany wyjaśniłem wszystkie fakty i okoliczności związane z naszym ruchem. To co wyjaśniłem jest to to wszystko co do tej pory pamiętam, z tym że są to na pewno wszystkie sprawy zasadnicze związane z działalnością moją w naszym ruchu. Żadnych nowych faktów zasadniczych do tej sprawy nie wniosę, ponieważ nie pamiętam i wydaje mi się, że nie znam takich faktów, o których dotychczas nie wyjaśniałem. Ponieważ nie pamiętam dokładnie swoich dotychczasowych wyjaśnień, więc być może dojdą z mojej strony pewne uzupełnienia, ale będą to tylko szczegóły [zachowana oryginalna pisownia - przyp. aut.].
5
Wałęsa, Kaczyński i Tusk wszyscy są siebie warci.Każdy z nich osobno jest chory na każdego z pozostałych.Kaczyński zieje nienawiścią do Wałęsy a ten do niego. Tusk do tej pory krył sie ze swoimi kompleksami, ale po wycieczce do Brukseli widać, że coraz trudniej utrzymać mu na wodzy swoja chęć ukręcenia łba Kaczyńskiemu.Jak to się ma do deklarowanej polityki miłości?Wszyscy trzej są sfrustrowani ambicją rządzenia za wszelką cenę. Powiedzmy szczerze bez ogladania się na racje innych, czy też interes społeczny. "Społeczny" bryluje tylko w ich frazesach.To jednak nie zabawa w piaskownicy jak komen
Read More
tują często media. Oni bawią się nami,naszym życiem.Ich poziom uprawiania polityki jest poziomem naszej egzystencji.Smutna to konkluzja. Teraz wiem czemu siedząc przed telewizorem nie smakuje mi piwo.
5
Nie pisałbym tego tekstu, gdybym nie oglądał przedwczoraj wieczornego programu w TVN24 i nie słyszał wypowiedzi Lecha Wałęsy. To dało mi impuls i skłoniło mnie do zgłoszenia protestu w tej kwestii, bo uważam, że osoba Wałęsy, za którą tak mocno lobbował premier Donald Tusk, to kompromitacja dla naszego kraju.



I żeby nie było żadnych nieporozumień. Niewątpliwie Lech Wałęsa stał się w naszym kraju ikoną walki z systemem komunistycznym. Nie wiem doprawdy, a przynajmniej nie mogę tego z całym przekonaniem stwierdzić, czy ktoś inny mógłby się taką ikoną stać, lecz nie to jest najważni
Read More
ejsze, bo jestem wdzięczny wszystkim walczącym z komunizmem za to, że mogę w tej chwili głośno wyrażać swoje poglądy i nikt mnie za to nie zamyka do więzienia, albo nie szykanuje w inny sposób np. zmuszając do podpisania jakiejś lojalki.



Jednak z upływem czasu zachowanie ikony rozdrażnia mnie coraz bardziej z bardzo prostego powodu takie zachowanie symbolu walki z komunizmem, symbolu uznawanego nie tylko w Polsce, ale chyba i na całym świecie, po prostu mu nie przystoi.



Nie można pominąć w moich argumentach faktu, że owa ikona obalenie komunizmu przypisuje tylko i wyłącznie sobie, innych zaś sprowadza do roli pomocników, którzy za jej przyzwoleniem robili to, co im nakazała. Dorzucić do tego można psychiatryczne diagnozy ikony o paranoidalnych skłonnościach osób, które w inny sposób niż ikona oceniają przebieg najnowszej historii. Nie będę się o tym jednak rozpisywał, bo za długo byłoby pisać o tym.



Wrócę do wczorajszego programu TVN24. Otóż wczoraj ikona dała kolejny przykład swej mądrości wypowiadając się na temat uczestników brukselskiego szczytu i wcześniejszej awantury związanej z podróżą.



Lech Wałęsa wspominał coś o tym, że inteligencja może być wrodzona albo nabyta, po czym wydalił z siebie kolejną diagnozę lekarską mówiąc o prezydencie Lechu Kaczyńskim taką rzecz mianowicie:



Kaczyński ze swoja nabytą inteligencją i małym móżdżkiem.



A dlaczego ikona pozwala sobie na tego rodzaju wypowiedzi? Odpowiedź jest prosta: czuje za sobą siłę wspierającą go w tych działaniach. Nie doszukując się innych specjalnych sił jedno stwierdzić mogę: Na pewno popiera go obecnie urzędujący premier Donald Tusk, który lansował Lechą Wałęsę na tzw. mędrca Europy. Jeden cytat na dowód tego (inne licznie występują w różnego rodzaju serwisach):



Nieoficjalnie sprzeciw Hiszpanów tłumaczono obawami kreowanego na przywódcę rady mędrców Felipe Gonzaleza, który nie chciał, by w jej składzie znalazły się tak znane osobistości jak Wałęsa. Za kandydaturą byłego prezydenta lobbował w ubiegłym tygodniu premier Donald Tusk. Szef Komitetu Integracji Europejskiej Mikołaj Dowgilewicz potwierdza, że premier rozmawiał na temat kandydatury Lecha Wałęsy z przywódcami krajów Unii. Szef UKiE zaprzecza jendak, by kandydatura Wałęsy budziła jakiekolwiek kontrowersje, a przynajmniej nikt głośno nie formułował żadnych argumentów przeciwko polskiemu kandydatowi do rady.



Pomijając protesty Hiszpanów (nie oni powinni dokonywać oceny Wałęsy, tylko Polacy) oraz zaprzeczenia szefa UKiE (nie są istotne, jeśli chodzi o fakt lobbowania) pozostaje kwestia, dlaczego premier uznał kandydaturę Wałęsy za godną na tyle, w świetle postawy ikony w ostatnich choćby latach, żeby wysunąć ją do składu 12osobowej Grupy Refleksyjnej, której zadanie jest określić kierunki, w jakich Europa ma podążać w przyszłości.



*****

Przewodniczącym grupy, powołanej przez przywódców UE na szczycie w grudniu zeszłego roku, został były socjalistyczny premier Hiszpanii Felipe Gonzalez. Wówczas mianowano też wiceprzewodniczących: byłą prezydent Łotwy Vairę Vike-Freibergę oraz byłego prezesa koncernu Nokia, a dzisiaj jego dyrektora nie pełniącego funkcji wykonawczych Fina Jormę Ollilę.

Poza Lechem Wałęsą w grupie znaleźli się przede wszystkich eksperci w dziedzinie integracji europejskiej, stosunków międzynarodowych, gospodarki, finansów i przemysłu. Są to: były unijny komisarz ds. konkurencji Mario Monti (Włochy), polityk niemieckiej CDU Wolfgang Schuster, była szefowa francuskiej socjalistycznej centrali związkowej CFDT Nicole Notat, obecnie ekspertka w dziedzinie trwałego rozwoju, duńska uczona Lykke Friis, holenderski architekt i publicysta Rem Koolhaas, brytyjski ekspert ds. gospodarczych Richard Lambert, austriacki demograf Rainer Munz oraz pochodząca z Grecji profesor stosunków międzynarodowych wykładająca w Oksfordzie Kalypso Nicolaidis.W sumie w grupie zasiądą cztery kobiety.

*****



Nie zamierzam badać szczegółowo czy ikona prezentuje podobny poziom mądrości, co pozostali członkowie tego gremium, bo pogląd w tej kwestii mam już wyrobiony. Ciekaw jestem tylko czy premier Tusk dąży w swoich działaniach do poziomu Lecha Wałęsy.



Jestem przekonany, że w swojej ocenie przydatności Wałęsy jako mędrca Europy nie jestem osamotniony. Jedno z potwierdzeń znalazłem we wczorajszej audycji TVN24, w której Zbigniew Bujak zgłaszał swój sprzeciw tej kandydaturze twierdząc, że Lech Wałęsa będzie tylko rozpowiadał, że to on sam obalił komunę, domawiając racji innym uczestnikom wydarzeń z okresu lat 198090. Swoista ciekawostką w tym programie było dociekanie Bogdana Rymanowskiego, prowadzącego audycje, dlaczego Bujak sprzeciwia się kandydaturze NAJPOPULARNIEJSZEGO POLAKA. Idąc tokiem najpopularniejszego rozumowania można by się zastanawiać, dlaczego Doda nie była naszą kandydatką do tytułu mędrca Europy.



Poza tym ową bufoniastą postawę potwierdza zresztą sam Wałęsa wypowiadając się w poniedziałek:



spróbuje budować nową Europę. Ja mam wizję Europy. Walczyłem, żeby była inna



Słowo ja na pierwszym miejscu. Nie powiedział np. że spróbuje przekonać do swojej wizji pozostałych członków Grupy Refleksyjnej, nie on powiedział że ON spróbuje. Po co przekonywać? Przecież on jest najmądrzejszy, najważniejszy bo



Stąd mój protest, bo uważam, że działalność ikony skompromituje nasz kraj jeszcze bardziej niż kłótnie o samoloty i krzesełka. Jeżeli miałbym się kompromitować jako Polak, to wolałbym robić to sam i na własny rachunek. Nie potrzebuję lichych, choć pewnych w tym względzie pełnomocników do tego rodzaju działań.



Jeżeli były prezydent stawiał diagnozy lekarskie to, dlaczego ja miałby sobie nie pozwolić na to, proszę bardzo: czy wiecie dlaczego Lech Wałęsa ma mózg wielkości piłeczki do ping ponga? Bo mu spuchł. Podobne lekarskie podejrzenia mam jeszcze wobec kilku innych polityków.



Cytaty za:



http://news.money.pl/artykul/lech;walesa;wsrod;medrcow;ue;byly;protesty,241,0,376305.html



http://news.money.pl/artykul/lech;walesa;w;grupie;medrcow;europy,84,0,377428.html



TVN24
4
Sprawę wyjaśniło jedno zdanie, króciutka informacja, która rozstrzyga całkowicie, że racja jest po stronie premiera Tuska i jego obrońców. Informacja jest krótka, więc i ja krótko.



Wszyscy wiedzą, że premier Tusk oraz cała ekipa polityków Platformy zamierzali i realizują w praktyce hasło: Tanie państwo! Gdzie tylko można ogranicza się wydatki, korzysta z pomocy, rzeczowej oraz finansowej, innych, tnie się koszty itd.



Ten sam model stosowany jest także podczas wizyt zagranicznych. Jak tanio, to tanio i nie można na ten temat wieść bzdurnych sporów.



Obec
Read More
nie wiadomym jest, że w składzie delegacji rządowej znajdą się trzy osoby: premier, minister spraw zagranicznych oraz minister finansów. Wiadomo także, jak przebiegać mają obrady w Brukseli. W trakcie spotkania roboczego polskiej delegacji przy stole obrad przysługiwać będą dwa krzesła, które zajmą szef delegacji i, w zależności od poruszanych zagadnień, minister jednego lub drugiego resortu. Oczywiście dopuszczalnym byłoby też, gdyby oba krzesła zajęli: premier i prezydent, a pomniejsi urzędnicy zajmowali się antyszambrowaniem w poczekalni. Jest to wariant dopuszczalny, ale upada on, gdy dotrze do nas wiadomość, że PODCZAS KOLACJI KRZESŁO JEST TYLKO JEDNO, dla szefa delegacji.



Zestawmy więc słowa: kolacja oraz krzesło (jedno! co ważne jest niezmiernie). I co otrzymamy? Że, gdyby krzesło to zajął prezydent, to premier musiałby kupować sobie kolację w jakimś Mc Donaldzie, albo innym fastfoodzie i WYDAWAĆ PIENIĄDZE, nasze pieniądze, których wydawanie premier obiecał przecież ograniczyć!



Jasny stąd płynie wniosek, że prezydent powinien zostać w domu tj. w pałacu prezydenckim i za granicę nie wybierać się, bo narazi nasze państwo na straty.



źrodło informacji: http://www.rp.pl/artykul/16,204549.html
3
Błąd wielki popełniła Platforma Obywatelska dopuszczając do odwołania ze składu sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu swego, jeśli chodzi na hałas medialny, czołowego polityka czyli Janusza Palikota. Jego osoba bowiem zapewniłaby powszechne upowszechnianie kultury za pomocą środków przekazu. Gdyby jeszcze pozostał on w Komisji Łączności z Polakami za Granicą nasza kultura rozpowszechniana byłaby na całym świecie.



Kariery w KKiŚP poseł Januszek nie zrobił. Za krótko był, niestety. Ujęto go w składzie komisji 15 listopada 2007 roku, a odwołano 23 stycznia bieżącego. 70 dni za
Read More
ledwie. PO doszła do wniosku, a miało to coś związek z blogowaniem Januszka i jego wypowiedziami na temat prezydenta oraz wina, że poseł Januszek powinien pracować na innym odcinku budowania pomyślności naszego kraju i głosami swoich członków w KKiŚP, upominając go jednocześnie, pozbyła się go z tego grona.



Teraz niech żałują! Bo poseł Januszek niezwykle pracowitym okazał się i zapędził wszystkich członków Komisji Nadzwyczajnej Przyjazne Państwo do spraw związanych z ograniczaniem biurokracji którą kieruje do tytanicznej pracy. W okresie 274 dni działalności tej komisji odbyło się 170 posiedzeń, w wyniku których powstało tyle projektów ustaw, że obecnie Sejm zajmować się musi uchwaleniem pakietu liczącego grubo ponad 100 propozycji zmian w naszym prawie.



Gdyby w Platformie byli ludzie rozsądni, to pozostawiliby posła Januszka w KKIŚP, nie przejmując się jakimś tam prezydentem, żeby w prawie kultury naszej oraz środków przekazu dokonał on wręcz rewolucji, a nie przenieśli go do KNPPdszzob, żeby szanse na właściwe uregulowanie tych spraw zmarnować.



Proszę sobie wyobrazić tę ilość projektów ustaw, które w sposób dogłębny i rzeczowy doprowadziłyby do nadania kulturze naszej oraz środkom przekazu odpowiedniego znaczenia; choćby już tylko samej kulturze, która bez przerwy pozbawiana jest środków z budżetu, a gdy przychodzi co do czego, to każdy rząd jęczy, ze kasy nie ma, bo są inne potrzeby. Jeśli tak dalej kultura będzie tak traktowana, to w końcu schamiejemy. Wszyscy!



A nałóżmy jeszcze na to aktywność posła Januszka w różnego rodzaju mediach, które wręcz prześcigają się, żeby go przyciągnąć do studia lub na łamy. Prace komisji i jej osiągnięcia byłyby bez przerwy nagłaśniane, więc nie umknęłyby uwadze opinii społecznej, a i media pożywiłyby się przy tym spełniając jednocześnie swą misję, czy co tam innego, co mają w obowiązku.



Niejako przy okazji Platforma popełniła kolejny błąd pozbywając się posła Januszka z innej komisji sejmowej, a mianowicie z Komisji Łączności z Polakami za Granicą. Nie warto było, bo znając aktywność posła Januszka (mam nadzieję, że jego witalność nie wynika ze spożywania produkowanych przez niego wynalazków, choć nie jest to aż tak istotne) można się by było spodziewać szerokiego propagowania naszej kultury wśród Polonii zamieszkującej w krajach niemal całego świata, a także przy okazji wśród mieszkańców tamtych krajów, gdzie Polonusi żywot swój pędzą.



Zapewne jednym ze znaczących efektów tego szerzenia kultury byłby powrót, skuszonych wartością naszej kultury oraz możliwością spożywania jej u źródeł, dużej grupy emigrantów, a tym samym realizacją zapowiedzi przedwyborczych PO o powrocie poszukujących pracy i dochodów daleko od Ojczyzny.



Wytknąłem te rażące błędy, żeby wykazać, iż zależy mi bardzo na pomyślności obywateli naszego kraju, a Platforma sama rzuca sobie pod nogi kłody, sprzeniewierzając się swym obietnicom z kampanii wyborczej czyli że ja mądry jestem, a oni gupki zwyczajne.
4
Lech Wałęsą jest niesłychanym skarbem dla tych wszystkich, którzy chcą zrozumieć, o co chodzi w obecnym sporze o lustrację. Inaczej niż jego obrońcy, nie opowiada on bowiem andronów o tym, że chodzi o obronę legendy, budowanie narodowej mitologii, która konieczna jest dla każdego narodu. Nie snuje też opowieści o tym, że archiwa szkodzą, i dlatego powinny być badane przez odpowiedzialnych (czytaj mających odpowiednie namaszczenie) historyków, którzy nie będą się babrać w brudach, ale zajmą się pisaniem "żywotów świętych laickich".



Nie. On mówi, co myśli (a nie ma co ukrywać, że po
Read More
dobnie myślą i jego obrońcy, tyle że oni nie mówią tego wprost). Tak było także w ostatniej wypowiedzi dla portalu "Newsweeka", gdzie były prezydent komentował informację, że Sławomir Cenckiewicz wyda kolejną, tym razem prostszą książkę, na temat jego przeszłości. Lech Wałęsa otwarcie powtórzył w niej, że "Cenckiewicz zapłaci za to", i że "trzeba będzie go dopaść". I takie są cele obecnego "polowania z nagonką" na historyków, którzy mają odwagę nie tworzyć "żywotów świętych", ale opisywać realną historię.



Nie chodzi w nim zatem wcale o to, by poznać prawdę, czy ocalić mity, ale o to, by wyeliminować (dopaść) tych, którzy nam nie odpowiadają, by zmusić ich do milczenia i zniszczyć. A potem zrobić to samo z IPN-em, który nie chce podporządkować się władzy salonu. Ciekawe, czy PO zdecyduje się rzeczywiście uczestniczyć w "dopadaniu" historyków i Instytutu Pamięci Narodowej. Jeśli zaś tak, to co zrobią wówczas Jarosław Gowin i Andrzej Czuma... Bardzo ciekawe też, jak uzasadnione zostanie przejście na stronę postkomunistów w sprawie, która dla przyszłości Polski jest więcej niż kluczowa.
22
Na Braniewiaku gorąco na temat grudniowych wyborów.Jedni sami pod różnymi nickami promują siebie tak jak chociażby Duda, co zauważył nawet jeden z komentatorów.A reszta krytykują wszystkich startujących, wyciągając wszelkie ich brudy.Jak to w kampanii, jak ktoś się wystawia to musi teraz o sobie się nasłuchać.Większość to zwykła złośliwość i ani kszty prawdy.Taka nasza polska natura.Tym bardziej że wpisy są anonimowe zatem można używać najgorszych bluzgów.I tu znów wyłazi nasz poziom w dyskusji.Stąd konkluzja dla wpisujacych się-tak jak opluwasz kandydujących tak teraz spójrz na siebie, jesteś
Read More
taki sam.Mówię dom tych, którzy nie silą się na merytoryczną ocenę tylko śląd k...y i ch...je tylko dlatego że jakiejś osoby nie cierpią.Ja na kandydatów których nie znam nie będę się wypowiadał.Znam za to Dudę ale o nim nie mogę powiedzieć nic dobrago i to tyle w tym temacie.
14
Nastały czasy ustrojowych przemian i poczuliśmy się NARESZCIE U SIEBIE. Wstąpiliśmy do klubu państw USIŁUJĄCYCH SPRAWIAĆ WRAŻENIE - SAMODZIELNYCH, SUWERENNYCH, NIEZALEŻNYCH. Wstąpiliśmy do NATO, zamarzyła się nam UNIA EUROPEJSKA. Europa znajdująca się w stanie cywilizacyjnego rozwoju. Europa nowoczesnych OJCZYZN. Postępu, a nie - WSTECZNICTWA. UE państw specyficznych odrębności stanowiących o ich sile i znaczeniu. Chciałbym zaakcentować słowo: ODRĘBNOŚCI.



II



Zamierzałem wstąpić do Europy suwerennych państw, a wstąpiłem do Europy państw zglajchszaltowanych, ujednolicon
Read More
ych, do grona państw niczym się nie różniących, zaszczepiających swojej społeczności obce, a często - niezrozumiałe obyczaje (np. aborcja, eutanazja, małżeństwa gejów); wpisałem się do kamiennego kręgu państw szablonowych, nie dążących do osiągnięcia wyższego poziomu, dążących za to do ich unifikacji, do narzucenia norm moralnych obowiązujących WSZYSTKIE, wchodzące w skład UNII.



III



W nie tak dalekich czasach, naszym poczynaniom towarzyszyło bystre oczko Czerwonego Brata. Braciszek określał nam obiecującą przyszłość, a my nie mieliśmy nic do powiedzenia. W żadnej istotnej kwestii. Naszą rolą było kontentowanie się sprezentowaną nam smyczą, obrożą i okupacją (pocieszaliśmy się, że mamy najdłuższy łańcuch w psiarni łaskawego pana, że mamy WŁASNE pchły). Teraz jesteśmy w Unii i też, jak za Z.S.R.R., mamy SUWERENNE pchły, oraz NIEZBYWALNE PRAWO DO OBROŻY, gdyż, jak pisałem w tekście SYSTEM, nadal nie jesteśmy państwem samodzielnym, a nasza niezależność jest odmianą włażenia jej w cztery litery. Nadal nie jesteśmy krajem normalnym i do tej normalności prowadzić nas będzie droga długa, trudna i najeżona umizgami do NADBIUROKRATYCZNEJ UE).



IV



O przerostach administracyjnych w UE powiedziano już tyle, że mówienie o nich JESZCZE RAZ, byłoby nietaktem wobec inteligencji czytelnika, nie o tym więc napiszę, ale skoncentruję się na naszej NADGORLIWOŚCI. Serwilizm wobec unijnych przepisów jest zadziwiający. Przykładem są niepojmowalne trudności z prawidłowym wypełnianiem formularzy, pism z prośbami o przyznanie dotacji na określony cel. Kwestionariusze te, nie dość, że są skonstruowane nieprecyzyjnie, że są swawolnym i dowolnym owocem umysłowej produkcji naszych urzędników, to zawierają DODATKOWE zalecenia, dyrektywy NIE WYMAGANE PRZEZ UE. Toteż nie ma w tym nic osobliwego, że dotacje te są wykorzystywane w rażąco nagannym procencie, bo zanim się te papiery wypełni, mija ustalony termin ich składania i zabawa w tracenie czasu trwa dalej.



Ale już się stało, klamka zapadła i już jest po herbacie: oprócz lamentów, złorzeczeń i utyskiwań, że na własnej skórze doświadczyliśmy bliskiego spotkania ręki z nocnikiem, pozostało nam wykaraskać się z opresji, pozostało nam wierzyć, że jakieś państwo powie za nas: NIE.