reklama
4
Kiedy 22 października 1997 roku weszła w życie ustawa i ochronie osób i mienia tylko wtajemniczeni i mocodawcy wiedzieli, w którym kierunku to wszystko zmierza. Licencjonowanie pracowników ochrony i koncesjonowanie firm, na pierwszy rzut oka rozsądne, doprowadziło do tego, że właścicielami firm ochroniarskich stali się byli esbecy, oficerowie MO i ZOMO. Egzaminy na pracowników ochrony I-go stopnia, a zwłaszcza II-go, uprawniającego do zakładania firm odbywały się komendach wojewódzkich, co doprowadziło do faworyzowania byłych resortowych kolegów.



Dzisiaj mamy taka sytuację, że nawet ktoś posiadający licencję II-go stopnia, a niezwiązany z tym zgranym towarzystwem nie zakłada firmy ochroniarskiej wiedząc doskonale, że wejście na rynek jest praktycznie niemożliwe. Spora część dawnych esbeków zagnieździła się w wielkich firmach i bankach także intratne kontrakty na konwojowanie i ochronę wędrują w ręce dawnych kumpli po fachu. Obok tych firm wyrosły agencje detektywistyczne i wywiadownie gospodarcze wyposażone w najnowocześniejszą technikę operacyjną na taką skalę, że policja może im tylko pozazdrościć.



Powstaje pytanie, dlaczego ustawodawca nie przewidział takiego niebezpieczeństwa i wprowadził do państwa prawdziwego konia trojańskiego?



Dziennikarze śledczy rzadko zajmują się tym tematem, a poruszył go ostatnio film Trzech kumpli.



Planowane ograniczenie polskiej armii do 90 tysięcy zawodowców i 30 tysięcznej rezerwy nie budzi niepokoju nieświadomego zagrożeń społeczeństwa. Co najgorsze to nowa ustawa mająca wprowadzić tą reformę zakłada powierzenie ochrony koszar, obiektów wojskowych, niektórych baz, lotnisk, poligonów i koszar właśnie tym firmom ochroniarskim, na co przewidziano w budżecie 350 milionów rocznie.



W Polsce doszło do niespotykanego w Europie zjawiska. W firmach ochroniarskich pracuje już 200 tysięcy osób, w których spora część to świetnie wyszkolone, tak zwane SUFO (Specjalistyczne Uzbrojone Formacje Ochrony). Po wejściu w życie reklamowanej przez Tuska reformy, armia stopnieje, a esbeckie firmy będą liczyły już ćwierć miliona pracowników.



Jarosław Kaczyński zdawał sobie doskonale sprawę z tego zjawiska, lecz skoncentrowany na likwidacji WSI i walce z atakiem medialnym Warszawy, Berlina i Moskwy nawet nie tknął tego problemu.



Tusk dla utrzymania władzy zbratał się z dawnym WSI i postanowił kosztem budżetu MON wzmocnić potężna prywatną uzbrojoną armię.



Jeszcze dziś nie zdajemy sobie sprawy, jaką szkodę wyrządza Polsce ten kierowany z tylnego fotela mały i mściwy karierowicz.