reklama
64
"Stany Zjednoczone mogą ocenzurować daną stronę całemu światu, jeśli tylko uznają, że narusza ona prawa autorskie."



"Amerykańskie służby przez rok przetrzymywały domenę serwisu Dajaz1.com, bo nie mogły się doczekać aż RIAA oceni naruszenie."



"... rzekome naruszenie Dajaz1.com polegało na linkowaniu do czterech piosenek ..."



całkiem ciekawie to wygląda: USA ma kontrolę nad całym internetem, gdyby ktoś wątpił to taka informacja powinna mu dać wiele do myślenia

68
„Prawdę mówią, że chce pan podpalić stadion” *) – usłyszałem od jednego z urzędników fromborskiego magistratu, gdy pojawił się on na stadionie miejskim, gdy akurat rąbałem drewno.







Nie wiem dokładnie, co ów urzędas miał na myśl, ale zakładam, że działał absolutnie bezmyślnie, gdyż tak poważne oskarżenie o chęć czy też próbę podpalenia przeze mnie stadionu mogło się zrodzić tylko w pustej głowie, w której nie można znaleźć ani śladu rozumu.
Read More
Rzucenie takiego oskarżenia nawet, gdy rzuca je komendant miejsko–gminnej Ochotniczej Straży Pożarnej wymaga przede wszystkim poważnych dowodów. Dowodów na to nie ma, więc całe to oskarżenie można rozbić o kant, ale urzędnik jednak je rzucił w moim kierunku. Jeśli więc je rzucił, to niech teraz przedstawi dowody. Czekam.

Inną kwestią poruszoną przez tego urzędnika była sprawa moich publicznych wypowiedzi (poprzedni tekst w rubryce „Saloon Koteusza”, ten o podatkach) oraz sprawa mego zatrudnienia. Otóż z ust tego urzędnika dowiedziałem się, że „chyba się towarzyszu Kotowski w głowie wam przewróciło, że zachciewa się wam pisać takie teksty i nie chcecie tutaj dalej pracować” *).

Chyba nie muszę wyjaśniać, że moja reakcja na te słowa była dość zdecydowana – po prostu w kilku solidnych żołnierskich słowach „poprosiłem” owego urzędnika, żeby sobie poszedł.

Cały czas zastanawia mnie natomiast, dlaczego ludzie o mentalności poganiacza mułów nie potrafią przyswoić sobie wiedzy o tym, że nie na wszystkie muły używany przez nich bat działa. Ale domyślam się powodów takiej niewiedzy. Tacy poganiacze mułów nigdy nie stosowali np. dobrego słowa, tylko bat. I to on im się wydaje najwłaściwszym narzędziem. Ale to jest totalna pomyłka i błąd w zrozumieniu tej kwestii nie jest moją winą.

Na drugi dzień usłyszałem z ust owego urzędnika, że oczekuje ode mnie przeprosin. Owszem, przepraszam bardzo chętnie i to nawet publicznie. Przepraszam za to, że nie nabrałem do tej pory zwyczaju przepraszania kogoś za to, że mnie straszy utratą pracy oraz za to, że mnie wyzywa od podpalaczy. No, nie nauczyłem się tego. I szczerze powiem, że uczyć się nie zamierzam. Pewnie z lenistwa albo z powodu innej choroby albo nawet z tego powodu, że nie widzę z tego żadnego pożytku. Poza tym swobodę wypowiedzi gwarantuje mi Konstytucja RP (Art. 54 ust. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji) i żaden „menda Paździoch” nie jest w stanie pozbawić mnie moich praw obywatelskich – to jest niewykonalne, jeśli chodzi o mnie! Jest niewykonalne także do tej pory, do której obowiązywać będzie Konstytucja RP. A przypomnę, że konstytucja jako tzw. ustawa zasadnicza, obowiązuje w Polsce, póki co, wszystkich, bez wyjątku.

Owszem, próbować można pozbawić mnie moich praw obywatelskich. Tylko trzeba się przygotować na to, że w odpowiedzi usłyszy się kilka do bólu szczerych i dosadnych słów.

Czy obawiam się, że stracę pracę? Jak najbardziej obawiam się tego, ale jednocześnie mam świadomość, że ewentualne pozbawienie mnie dotychczasowej pracy należy do kompetencji innych niż ów urzędnik osób. Jeżeli osoba kompetentna w tym względzie oznajmi mi, że nie widzi dalszej możliwości zatrudniania mnie, to przyjmę tę informację z pokorą. Ale nikt niekompetentny, któremu nawet się wydaje, że takie kompetencje posiada, nie będzie mnie straszył. Nie tędy droga.

Poza tym jestem na to przygotowany. Szkoda by było tylko, że w chwili mego odejścia, pracę stracą jeszcze dwie osoby, a „osiągnięcia” tych dwóch osób mogą stać się przedmiotem zainteresowania wymiaru sprawiedliwości. Chciałbym tego uniknąć, ale to zależy nie tylko ode mnie.

Mimo moich krytycznych uwag w jednym przypadku przyjmuję krytykę owego urzędnika pod moim adresem. Owszem jest słuszna, ale o szczegółach nie będę pisał, bo nie ma to żadnego wpływu na moją ocenę a zainteresowani wiedzą, o co chodzi.

Koteusz

*) – cytaty są dosłowne i jestem w stanie udowodnić, że słowa te zostały przez urzędnika wypowiedziane.

67
Jak donosi Gazeta.pl: "Jak wyjaśnia szef CBA Paweł Wojtunik, to w samorządach zagrożenie korupcją jest największe, bo przez nie przechodzi większość środków publicznych i odbywa się wiele inwestycji."



54
"W ostatnią sobotę marca "Braniewo" przyjmowało u siebie "Concordię" Elbląg, która plasuje się w połowie stawki. Nastawienie było pozytywne. Zawodnicy, trener oraz zarząd klubu liczyli na dobry wynik. Pierwsza połowa skończyła się tylko jednym punktem straty."



resztę można sobie doczytać

http://sport.brbraniewo.pl/news/75/15/Zatoka-Braniewo.html
62
20 lutego odbyło sie kolejne spotkanie braniewskich drużyn Amatorskiej Ligi Piłki Siatkowej. W pierwszym meczu spotkał się "Pub Beetle" ze "Spartą". Drugie spotkanie rozegrał "Drogowiec - Elektronika" ze "Stajnią Bunda".



Tabela po IX kolejkach (20.02.2012r.)

1. Drogowiec - 15 pkt. (430:346)

2. Beetle - 12 pkt. (416:377)

3. Sparta - 9 pkt. (386:466)

4. Bunda - 5 pkt. (373:426)

5. Mundurowi - 4 pkt. (309:367)



miło, że jest jakiś sensowny serwis stricte sportowy a nie o mydle, widle i powidle



więcej można się dowiedzieć na
Read More
ref="http://sport.brbraniewo.pl/">sport.brbraniewo.pl
60
Porozumienie ACTA napisały w tajemnicy rządy pospołu z biznesem. Powstał w ten sposób rodzaj spisku ograniczającego ludzi na rzecz interesów biznesu. Jako że doszło do przecieków, które wywołały oburzenie opinii publicznej, wykreślono z porozumienia niektóre groźne przepisy. Ale pozostało ich wystarczająco wiele.



Autorzy ACTA używają pojęcia „własność intelektualna”, które ma nas w istocie odwodzić od zdroworozsądkowego rozumowania. Pojęcie to odnosi się do dziesięciu lub więcej niepowiązanych przepisów prawnych, które na poziomie praktycznym nie mają ze sobą nic wspólnego, i odci
Read More
ąga uwagę od prawdziwych problemów, które z tychże przepisów wynikają.



Niektóre z nich mają, owszem, punkt wspólny: otóż wielkie korporacje chcą je tak zmodyfikować, by zyskać więcej wpływu na rynki przyszłości oraz na dobro publiczne. ACTA stanowi ich najnowsze podejście. Porozumienie to stosuje różne zasady dla różnych rozwiązań prawnych. Pojęcie „własność intelektualna” wprowadza tylko niezrozumienie w sferze faktów.



W Polsce ACTA wpłynie głównie na prawo autorskie. Dokument ten przyznaje bowiem pierwszeństwo prawu autorskiemu względem praw człowieka oraz pierwszeństwo właścicieli praw względem użytkowników treści objętych tymi prawami.



Gdy lobby praw autorskich domaga się większej władzy pozwalającej mu ukrócić udostępnianie treści w sieci, podpiera się przesadnymi i mającymi niewiele wspólnego z rzeczywistością argumentami, jakoby udostępnianie owych treści niosło jakieś straty. ACTA uprawomocnia te absurdalne twierdzenia również na drodze sądowej. Można więc zostać skazanym na zapłacenie setek tysięcy euro za wyimaginowane „straty” spowodowane jakoby współdzieleniem odrobiny plików.



Według ACTA rządy mogą się zwrócić do dostawców usług sieciowych o „współpracę”, co może oznaczać także śledzenie, filtrowanie, usuwanie stron, a nawet karanie użytkowników bez uczciwego procesu. Równocześnie rozwiązania przewidziane w tym dokumencie pozwalają karać samych dostawców, serwisy przeznaczone do umieszczania w nich treści [np. blogowe – red.] i wyszukiwarki, jeśli te nie zechcą cenzurować użytkowników.



Wiele aspektów ACTA pozostaje niejasnych. Dokument np. zobowiązuje rządy do atakowania środków powszechnego rozpowszechniania wykorzystywanych w celu dokonania naruszenia [por. art. 27 p. 2 – red.]. Czy to oznacza zdelegalizowanie platform blogowych? Bittorrenta? Stron służących do przechowywania plików? Kto wie?

Inne aspekty ACTA są po prostu nieuczciwe – stanowią Orwellowski „czarnobiał”, by zacytować „Rok 1984”. Nakłada się np. sankcje karne na niekomercyjne kopiowanie, poprzez związanie go z pojęciem „komercyjny”. Dokument ten stanowi, że kopiowanie odbywa się na „komercyjną skalę”, jeśli prowadzi do osiągnięcia „bezpośredniej lub pośredniej korzyści ekonomicznej lub handlowej” [art. 23 p. 1 – red.]. Czymże jednak jest „pośrednia korzyść ekonomiczna”? Można się spierać, czy korzyść płynąca z niezakupienia sobie drugiego egzemplarza wystarczy, by z niekomercyjnego kopiowania zrobić przestępstwo.



Biorąc pod uwagę złą wolę, którą okazały rządy negocjując ACTA, trzeba oceniać ten dokument według najgorszej możliwej interpretacji. A da się interpretować ACTA w taki sposób, by z dzielenia się kopią z przyjacielem zrobić przestępstwo. Czy lobby praw autorskich będzie bronić takich interpretacji w sądzie? Bez wątpienia. Czy wygra? Nie dajmy mu takiej szansy!



Zdaniem Radka Sikorskiego ACTA nie należy się obawiać, ale nie może on dziś przewidzieć, w co ACTA się zmieni. A do katastrofy może dojść np. za sprawą tego, że kraje, które podpiszą ACTA, będą mogły wprowadzać doń zmiany na mocy porozumienia. W efekcie rządy będą miały wystarczającą władzę, by w forsowaniu różnych rozwiązań omijać swoje parlamenty. Ratyfikowanie ACTA oznacza przyznanie carte blanche na tak niegodziwe procesy.



Internet potrzebuje reguł, ale kto ma je ustanawiać? Reguły ruchu drogowego powinni tworzyć ludzie w procesie demokratycznym, a nie kolejarze w sekrecie. Podobnie reguły internetu powinni demokratycznie ustanawiać ludzie, stawiając na pierwszym miejscu prawa człowieka i rezerwując przestrzeń na uelastycznienie tych reguł tam, gdzie okazują się zbyt restrykcyjne. A to oznacza, że nie może ich ustanawiać ACTA!



Jakie powinny być owe reguły?



Komercyjni obrońcy praw autorskich już dziś mają zbyt dużo władzy. Wciąż im mało, próbują więc zdobyć jej więcej za pośrednictwem ACTA. Ale to byłaby zmiana w złym kierunku. Stanowione przez nich prawa piętrzą problemy przed nami, nadszedł więc moment, by pod uwagę wziąć właśnie nas. Nasze rządy muszą zredukować władzę praw autorskich: skrócić czas ich obowiązywania do 10 lat, zalegalizować niekomercyjną dystrybucję kopii (tzn. udostępnianie), zakazać tzw. Digital Restriction Management (DRM, czyli złośliwych rozwiązań technologicznych, które zmieniają urządzenia elektroniczne w kajdanki) oraz zakazać licencjonowania utworów cyfrowych.



Wtedy moglibyśmy rozważyć niewielkie ustępstwa na rzecz obrońców praw autorskich.



tłum. MK



Na życzenie autora tekst publikujemy na licencji Creative Commons CCBY-ND 3.0: zezwala ona na rozpowszechnianie, przedstawianie i wykonywanie utworu zarówno w celach komercyjnych jak i niekomercyjnych, pod warunkiem zachowania go w oryginalnej postaci (nie tworzenia utworów zależnych).



Adres artykułu: http://tygodnik.onet.pl/36,0,73297,artykul.html
53
Czyż by ACTA już działała?



"Mieszkaniec Bolesławca oskarża bydgoską policję o kradzież własności intelektualnej. Chodzi o zdjęcie policyjnego koguta na radiowozie, które komenda bez jego zgody zamieściła na swojej stronie internetowej"

Więcej... http://bydgoszcz.gazeta.pl/bydgoszcz/1,35590,11050377,Policja_winna_kradziezy_praw_autorskich__Zaplaca_za.html#ixzz1krxYLubp

51
Słysząc tyle sprzeczności i kłamstw w wypowiedziach przedstawicieli rządu naszego kraju na temat umowy zwanej ACTA, nie mogłem się oprzeć, żeby nie napisać kilku słów na ten temat.

Minister Michał Boni jednego dnia oświadcza, że Polska nie musi podpisywać ACTA, lecz już na drugi dzień twierdzi, że jednak musi.

„Wszystkie kraje europejskie to podpisały. [...] Nie możemy tego nie podpisać.”

Z kolei minister Bogdan Zdrojewski dowodził w licznych wywiadach, że treść umowy ACTA była jak najbardziej konsultowana przed podjęciem decyzji o jej podpisaniu przez nasz kraj.
Read More
/>Natomiast Michał Boni gadał w radio, że „premier Tusk nie był zadowolony z tego, że nie odbyły konsultacje społeczne w sprawie ACTA”. Mało tego, minister Boni nawet przepraszał publicznie za brak konsultacji w sprawie ACTA.

Premier Donald Tusk najpierw twierdził, że konsultacje były, ale zaraz potem, tuż po podpisaniu umowy w Tokio, zapowiedział, że poprosi ministrów Boniego i Zdrojewskiego

„o szczegółowe wyjaśnienia w sprawie konsultacji dotyczących umowy ACTA”.

Innym razem minister Boni, na radiowej antenie mówił: „Wszystkie kraje europejskie to podpisały”. Natomiast minister Zdrojewski oświadczył:

„Bez względu na to, czy polski parlament to ratyfikuje, czy podpiszemy tę umowę w Tokio, czy też nie, jeśli określona grupa państw w Europie podejmie tę decyzję i ratyfikuje umowę, to te przepisy obowiązywać będą także w Polsce”.

Przyznacie zapewne, że można się w tym wszystkim pogubić, prawda? Jeżeli „wszystkie kraje europejskie podpisały” a mimo to „jeśli określona grupa państw w Europie podejmie tę decyzję i ratyfikuje umowę, to te przepisy obowiązywać będą także w Polsce”

to po co Polska MUSIAŁA PODPISYWAĆ?

Jeśli konsultacje były, to po co premier Tusk ma poprosić „o szczegółowe wyjaśnienia w sprawie konsultacji dotyczących umowy ACTA”?

W Tokio okazało się, że dopiero tam ambasadorowie krajów europejskich, w imieniu swoich rządów, podpisali ACTA. Podpisu nie złożyli tylko przedstawiciele dyplomatyczni: Cypru, Estonii, Holandii, Niemiec i Słowacji.

Wrócę jeszcze do stwierdzeń premiera i innych przedstawicieli rządu w kwestii „musimy” oraz które kraje europejskie podpisały ACTA przed podpisaniem umowy w Tokio przez Polskę. Okazało się bowiem, że była to jedna wielka „ściema” i ordynarne kłamstwo polskiego rządu.

Otóż szwedzki europarlamentarzysta Christian Engstroem z Partii Piratów powiedział brutalnie wprost:

„Żaden kraj UE na razie nie podpisał ACTA. Jeśli minister Boni tak twierdzi, kłamie. Wszystkie kraje, które uczestniczyły w negocjacjach mają czas na podpis do 31 marca 2013 roku. Podpisać jednak nie muszą. Wystarczy powiedzieć NIE”.

I jeszcze wypowiedź Engstroema odnośnie stwierdzenia ministra Boniego, który dowodził:

„Wszystkie kraje europejskie to podpisały, myślę, że jest trochę za późno, ten proces przecież trwa tak naprawdę od 2006 roku, Polska w nim uczestniczy od 2008 roku. Polska powinna „dobudować” do tej umowy klauzulę, która będzie pokazywała, jak my interpretujemy te punkty”.

Christian Engstroem był innego zdania niż Michał Boni, gdyż powiedział:

„Na pewno polski rząd nie może ratyfikować ACTA doczepiając do umowy jakieś interpretacje jej zapisów. Negocjacje już się dawno zakończyły i Polska zgodziła się na to, co znajduje się obecnie w umowie. I co zobowiązuje w przypadku ratyfikacji wszystkie kraje sygnatariusze w ten sam sposób, bez wyjątku”.

Muszę przy okazji chyba pochwalić premiera Donalda Tuska (powiedzmy, że za konsekwencję w działaniu czy też upór), który wobec wszelkiego rodzaju protestów, demonstracji, sprzeczności i kłamstw swoich ministrów (a także własnych) zapowiedział swego czasu:

„Nie ustąpimy w żadnym wypadku wobec szantażu!”. Trzeba przyznać, że jak powiedział, tak zrobił. Tyle, że nie było to konsekwencją żadnego szantażu, lecz brnięciem we wcześniej wygłoszone kłamstwa.

A już na zakończenie proszę o uruchomienie odrobiny wyobraźni i wyobrażenie sobie, że jesteście np. właścicielami sklepu, który w waszym imieniu oraz za wasze pieniądze prowadzi wynajęty sprzedawca. W pewnym momencie stwierdzacie, że ów sprzedawca, biorąc wasze pieniądze, zwyczajnie was oszukuje kręci. Co byście zrobili z takim sprzedawcą? Ja bym normalnie wywalił go na zbity pysk, bo nie stać mnie na to, żeby komuś płacić za łgarstwa. A was stać?