reklama
5
Rok temu (22 stycznia 2007 roku) Prokuratura Rejonowa w Braniewie oczywiście na podstawie art. 17 § 1. pkt 2 kpk umorzyła śledztwo w sprawie... Nieważne, ale podejrzenia były dość ciężkiego gatunku. Podczas ustalania okoliczności zdarzeń owa prokuratura uznała jednak, że wulgarne wyzwiska nauczyciela adresowane do uczniów, to Uwaga! Uwaga! PERSWAZJA SŁOWNA oraz SPECYFICZNE METODY WYCHOWAWCZE.

Na początek kilka cytatów z uzasadnienia o umorzeniu śledztwa (sygn. akt Ds 1663/06) wynikających z zeznań świadków (dokładnie 25, ale cytatów tylko kilka) dotyczących zachowania nauczyciela j
Read More
ednej z braniewskich szkół średnich:

Jest wulgarny, opryskliwy..., Wyzywa uczennice, ubliża im..., W przeszłości ubliżył jej..., Ubliżał jej i innym uczennicom, groził użyciem siły..., Potwierdziła jednak fakt, że (...) wyzywał i ubliżał jej oraz innym uczennicom..., Używając wobec nich słów wulgarnych..., Potwierdzili [20 świadków dop. aut.] fakt, że (...) w sposób nieodpowiedni odzywał się do niektórych uczniów, wyzywając ich....

Dość!

A teraz prokuratorskie podsumowanie zeznań nauczyciela:

Jak wynika z zeznań (...) wprawdzie stosował specyficzne metody wychowawcze, przejawiające się w stosowanych określeniach, niejednokrotnie również ubliżaniu.

Zaznaczyć przy tym należy, że 6 osób (jak wynika z uzasadnienia) nie potwierdziło faktów prezentowanych na początku.

Ponadto, jeśli chodzi o postawę dyrekcji placówki oświatowej prokuratura ustaliła, że do dyrektora szkoły docierały sygnały o niewłaściwym zachowaniu nauczyciela. Poza tym prokuratura stwierdziła, iż do pedagoga szkolnego ... zgłosiły się uczennice, które zasygnalizowały, że (...) w trakcie zajęć (...) wulgarnie odzywa się do uczennic, przeklina..., a także, że wiedział o tym pedagog z Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej, a którego interwencja ograniczyła się do rozmowy z dyrektor placówki i pedagogiem szkolnym.

A teraz podsumowanie autorstwa asesora Prokuratury Rejonowej w Braniewie, niejakiego Bartosza Kuleszy:

Na podstawie przeprowadzonych w niniejszej sprawie dowodów ustalono (...) W trakcie prowadzonych przez siebie zajęć (...) stosuje różne metody wychowawcze, w tym również perswazję słowną polegającą na używaniu wulgarnych czy też uwłaczających słów.

Na zakończenie kilka pytań, które kołaczą mi się w głowie:

1. Czy braniewska prokuratura tj. Bartosz Kulesza i jego szef Leszek Gabriel wiedzą, iż publiczne używanie słów powszechnie uważanych za niecenzuralne, jest (na podstawie kodeksu wykroczeń) karalne?

2. Jeśli jednak wiedzą o tym, dlaczego nie skierowali sprawy do Sądu Grodzkiego mając podpisane zeznania licznej gromady świadków oraz samego nauczyciela?

3. Dlaczego dyrekcja placówki przeszła, w identyczny sposób jak prokuratura, do porządku dziennego wiedząc o tych skandalicznych zachowaniach nauczyciela?

4. Czy panowie prokuratorzy uczęszczali do szkół, w których doświadczyli podobnych zachowań i uznają je za wzorzec wychowawczy godny polecania i naśladowania w innych szkołach?

5. Dlaczego w sprawie tej zachował bezczynność starosta powiatowy Leszek Dziąg, któremu organizacyjnie podlega szkoła?

Może ktoś jest w stanie wytłumaczyć mi, dlaczego prokuratura, mająca obowiązek stania na straży przestrzegania prawa lekceważy swoje obowiązki?



P.S. 1: Dyrekcja placówki oraz nauczyciel mają się dobrze. Prokuratura także. I starosta też.

P.S. 2: Nieco rabanu zrobili rodzice, ale cóż z tego skoro decydenci ich zwyczajnie zlekceważyli.
5
Skecz Jeffa Dunhama Achmed the Dead Terrorist z napisami polskimi i angielskimi.



9BV4OGqnuiQ
6
Mądry Polak po szkodzie



Doświadczamy tego dość często, można powiedzieć aż zbyt. Zatem pytanie, czy wreszcie wyciągniemy wnioski by mieć tą mądrość przed si w porę zapobiec tej szkodzie. By zilustrować tą powszechną przypadłość posłużę się tematem aktualnym i jak najbardziej adekwatnym, choćby przez poważne konsekwencje takiej nie-mądrości. Cała problematyka naszego szpitala jest nam dobrze znana, zatem nie będę jej rozwijał a skupię się na ostatniej uchwale Rady Powiatu, która definitywnie swoją mocą likwiduje oddział chirurgiczny z blokiem operacyjnym i anastezjologią oraz położ
Read More
niczo-ginekologiczny, poradnię chirurgiczną i ginekologiczno-położniczą. W uproszczeniu oznacza to, iż te oddziały, które pozostaną mieszczą się swoimi kompetencjami w ramach przychodni.



Konkludując, w praktyce szpitala w Braniewie już nie ma. Taką decyzję podjęli radni uchwałą po przegłosowaniu której siedzące na sesji pielęgniarki wyraziły swoje ubolewanie, iż żałują wyboru takich radnych. Media lokalne oznajmiły fakt likwidacji tytułując-większość radnych głosowała za likwidacją. Wypadałoby zatem może tą większość z imienia i nazwiska wymienić. Oto oni: Leszek Dziąg, Bogdan Pochodaj, Winicjusz Sokół, Jerzy Charzyński, Zbigniew Wiernasz, Bożena Turczyn, Tadeusz Janowiak, Kazimierz Gursztyn, Lidia Baniecka.



Jeśli przytoczyłem w tytule powiedzenie to z zamysłem oto takim. W okresie przedwyborczym słyszymy często byśmy głos swój oddali rozważnie.

Powszechnie jednak nie czynimy tak i to nie z własnej winy po trosze. Przecież jeśli kandydat na radnego nie jest naszą rodziną,naszym kolegą, czy choćby znajomym to informację na jego temat czerpiemy tylko z jego wyborczej broszury i głosujemy w ciemno. Ci obecni radni bo jest to też prawidłowość, będą kandydować ponownie, zatem jest sposobność oceny ich przedwyborczych deklaracji w praktyce. Co zatem zrobić żeby nie powtórzyła się sytuacja z omawianej sesji, po której rozgoryczeni likwidacyjną uchwałą mieszkańcy mogli jedynie wyrazić swój emocjonalny stan. Nie zmieni on jednak uchwały i jak przypuszczam nie zmieni też toku rozumowania tych radnych. Jest jednak możliwość zmiany, przy następnych wyborach, zmiany radnych. Przy tej okazji prośba do publikatorów, jeśli dziennikarz zamieszcza artykuł o tak strategicznie ważnej społecznie sprawie to niech i zamieści nazwisko radnego wypowiadającego się podniesieniem swojej ręki w tejże, by wszyscy mogli ocenić to jego społecznikostwo.



Janusz Piskorski
5
Oglądałem wczoraj okrzyczany film DZIEŃ ŚWIRA. I rzeczywiście, był to film nie o jednym, znękanym i pogmatwanym osobniku płci ślamazarnej, ale przerafinowany portret naszej anemicznej kondycji, nasz współczesny krajobraz po bitwie, nasz rozpaczliwy, symboliczny, zaledwie naszkicowany konterfekt świra powszechnego, skomasowanego, pojawiającego się na ekranie w liczbie przekraczającej wszelkie możliwe granice; krótko mówiąc, był to film o nas, o naszym życiu, o życiu zafajdanym przez dobre chęci, film o drodze do nikąd, film reportaż z nieistnienia, poglądowy, przerysowany obraz informujący nas
Read More
, w wleźliśmy, co oblepiło nam mózg, czym jesteśmy negatywnie zauroczeni...

Dlatego był to film bolesny w odbiorze. Bolesny, ale prawdziwy, bo pokazujący nasze niekonsekwencje, dwuznaczne, czyli obłudnie tolerancyjne mankamenty nauczycielskie, hipokryzję naszych etycznych oczekiwań, nadziei związanych z dokonywanymi zmianami; był to film pokazujący nasze zaprzepaszczone marzenia i nasze zmarnowane tych marzeń - owoce.



Dla amatorów szeregowania, szufladkowania, bawienia się w przepisy i procedury, dla chcących postrzegać twórczość przez pryzmat reguł, algorytmów i matematycznych wzorów, dla tych, co za pośrednictwem zblazowanego szkiełka i oka, a nie za pomocą serca, widzą i oceniają przestrzeń muzyki, malarstwa, literatury, mam cynk: gatunek tego produktu wściekłości i wrzasku, to REALIZM GROTESKOWY.



Bohater rzeczonego arcydzieła naszej nędzy i rozpaczy, stęchła namiastka znerwicowanego człowieka, mężczyznopodobny majstersztyk frustracji, model udający wrażliwego polonistę, a w istocie - łajza w spodniach uwierających w kroku (w schowku na duszę Miałczyńskiego), w spodniach tak ciasnych, że aż zmuszających go do nieustannej, rytualnej gimnastyki na kanapie, pedagog klnący tak, że przysłowiowy szewc, to przy nim przeor klasztoru ministrantów, prowadzi żywot moralnie zdewastowanego safanduły.



Wegetuje siłą rozpędu, z przyzwyczajenia do zrzędzenia, bez wyraźnego powodu, ponieważ brak powodu do życia, to jego jedyne uzasadnienie życia. Ponieważ to, w czym tkwi, przed czym się wzdraga, jest takie samo, jak on. Jak on, ustawiczny nerwus potrafiący tylko złorzeczyć, wrzeszczeć, gderać.



Przeklina co chwilę, słowa ogłupiałe od wulgarności, nie schodzą mu z półprzytomnych warg, strzyka bluzgami jak dziadzio Kałasznikow pestkami, lecz w niczym nie przeszkadza mu to w gadaniu, że trzeba być subtelnym, taktownym, że zdałoby się szanować bliźniego.



Ma pretensje do młodych, że brak im wychowania, a co robi sam, jaki przykład daje własnemu synowi? Oto przy nim wyżywa się na swojej żonie. Słownie na szczęście.



Adam Miałczyński, damski bokser wagi scenariuszowej, mizdrzy się do wspomnień o swojej pierwszej miłości, na myśl o niej pociąga nosem, ją obarcza winą za swoje dotychczasowe niepowodzenia, za własne błędy. Ją, matkę, dzieciństwo pod wiatr.



Postać zagubionego Adasia jest bezwolna. Niby chce inaczej żyć, ale inaczej żyć nie umie; poprzestaje na utyskiwaniu. Toczy pianę z jamy gębowej, ale jest to piana Kalego.

Bohater, spełniony nieudacznik, autor pierwszej linijki wiersza, notoryczny egoista opędzający się od cudzych wad, a nie dostrzegający swoich, walczący z nimi jak sędziwy ratlerek o pikusiowatym rozumku.



W godzinach pomiędzy warczeniem na wszystkich i wszystko, co się szwenda po ekranie, tokuje jak rzewny głuszec. A w przerwach na regeneracyjne, populistyczne refleksje w toalecie, psioczy na swój los. Los sprokurowany na życzenie, na obstalunek transformacyjnych czasów, na los niesprawiedliwy i niezasłużony, gdyż pracowicie i samodzielnie ZAMONTOWANY w nim.



Kiedy, omawiając twórczość Mickiewicza, zamiast entuzjazmu dla swady, z jaką mówi o naszym narodowym poecie, nadziewa się na pierdzącą dezaprobatę klasy, klasy zafascynowanej własną bylejakością przeżyć, zaczyna rozumieć, że przegrał, że jego krasomówcze, bogoojczyźniane popisy natrafiają na mur. Na mur, na ścianę; są niczym perły ciskane przed wieprze.
4
Gdyby uznać liczbę formalnie istniejących podmiotów politycznych za główny wyznacznik pluralizmu, to najbardziej pluralistycznym państwem Europy była Niemiecka Republika Demokratyczna. Obok przewodniej siły narodu - SED, działały tam też partie: chrześcijańsko-demokratyczna, chłopska, liberalno-demokratyczna oraz (uwaga, uwaga) narodowo-demokratyczna. Niewiele gorsza od NRD była husakowska Czechosłowacja. Pod rządami tow. Gustawa kwitł pluralizm wysoki jak tatrzańskie smerki. Obok komunistów działały ugrupowania: chadeckie, wolnościowe i socjalistyczne.

Pluralizm kwitł, wymóg był tylko j
Read More
eden - uznanie prymatu przewodniej siły narodu.

Dziś, po zahamowaniu pochodu reakcji i kontrrewolucji (rządach PiS), światłe umysły proponują nam powrót do wzorców NRD i CSSR (dla niektórych z tych umysłów jest to zresztą powrót do korzeni). A bądźcie sobie z prawicy" - godzą się spolegliwie autorytety. A wierzcie sobie w tego Boga, chodźcie do kościoła (ale nie na mszę trydencką, jakież ograniczenia muszą przecież być), uznajemy wasz katolicyzm - mamy dla was nawet osobne pisemko: Tygodnik Powszechny - dodają. Warunek jaki stawiają autorytety jest tylko jeden: bądźcie światli i otwarci, bądźcie cywilizowaną prawicą". Autorytety mają już nawet komisję, której zadaniem byłoby weryfikowanie, czy potencjalny kandydat na światłego reprezentanta prawicy", spełnia faktycznie wszystkie warunki konieczne do zdobycia tego tytułu.

Komisja owa złożona jest z autoryzowanych już wcześniej przez salon prawicowców i konserwatystów": Aleksandra Halla i Tomasza Wołka. Obaj ci towarzysze podróży salonu spełniają dlań bardzo ważną funkcję - mają stworzyć salonową, koncesjonowaną (podobną w tym do sojuszniczych partii" w NRD i CSSR) prawicę. By ją stworzyć muszą jednak wcześniej zniszczyć prawicę autentyczną - to jest tę, która jest niezależna od salonu, i która śmie proponować odmienną wizję Polski. Prawica ta popełnia tym samym grzech pierworodny wobec salonu (klasyk tegoż zauważył przecież niegdyś wpierdalasz się w moją działkę"). Metody jakie stosują wobec niezależnej prawicy koncesjonowani konserwatyści są identyczne z metodami stosowanymi przez cały salon: kłamstwa, pomówienia, oszczerstwa, a kiedy trzeba to i donosy.

Co, po ewentualnym triumfie, będą nam proponować konsesjonowani prawicowcy? Odpowiedź jest prosta: nic (oczywiście jeśli nie liczyć lektury GW i TP).

Hall i Wołek głoszą bowiem konserwatyzm pusty, pozbawiony jakiegokolwiek programu (gdyby był musiałby być przecież alternatywą dla salonu), historii (jest wszak wstydliwa), punktów odniesienia (nie są jeszcze na tyle odważni, by za koryfeusza myśli prawicowej uznać np. Michnika), konserwatyzm cepeliany sprowadzony do rytualnych zapewnień (przyśpiewek): my konserwatyści", my prawica".
5
Porozmawiajmy o pomocy. Jaka jest w praniu, wiedzą wszyscy. Lepiej czy gorzej potrafią wypowiadać się na temat jej osiągnięć i mankamentów. Zwłaszcza o przejściowych usterkach i tradycyjnych defektach buksującego systemu mówić mogą rozwlekle, zawile i bez efektu. Bić pianę o kiepskiej formie państwowych instytucji zobowiązanych do udzielania pomocy.

Wiedzę czerpią z doświadczeń, osobistych lub nie: różne są ich źródła. Każdy widzi i ocenia, narzeka, albo sądzi, że ten problem go nie dotyczy. Jest zdrowy jak wirus, bogaty, ma pracę i nie chce myśleć o tragediach, bolączkach, zachwianej s
Read More
tabilizacji. Ale dobre samopoczucie zostaje zburzone, pełny luzik znika z twarzy, bo oto nagle sympatyczny los raczył sobie zagrandzić i wywija niegustownego fikołka: dyscyplinarnie wygryźli go z pracy, a na deser złodzieje byli uprzejmi opędzlować mu mieszkanie.

Zadowolony Obywatel Farciarz trafia z banalnym zawałem do szpitala, w którym pokazują mu puste haki z medykamentami, worek na datki, w ambulatorium dostrzega długą kolejkę oczekujących na brak plastra, zaczyna więc truchtać z prośbami po urzędach.

Odwiedza niejedną poczekalnię, pokornie zagląda do niejednego sekretariatu i dziwi się, że tak ozdobny, upstrzony palmami, marmurami i niklem urząd nie ma dla niego pieniędzy, że ma trudności, ledwie zipie i w zasadzie sam powinien pójść na żebry.

Dziwi się, bo to z jego składek, podatków i uzupełniających dziesięcin urzędnicy mają za co klepać biedę, pracowicie zbijać bąki, stroić odmowne miny, ale, jak to głupi, bo naiwny, spodziewa się zrozumienia, a może nawet wsparcia, dostaje wszelako zapomogę w postaci batonika, a na osłodę - piętnaście deko najszczerszych wyrazów ubolewania.

Teoretycznie mógłby rachować na ludzkie odruchy miłosierdzia, ale zapomniał o praktyce. Albowiem teoria z praktyką żyje w czułej separacji. Byle podręcznik psychologiczny kupiony na bazarze powiada, że urzędnik jest inną kategorią człowieka.

Po godzinach opędzania się przed klientelą, w domu, zmachany od wyrażania współczucia, pozbawiony służbowego grymasu zatroskania, leżąc przed telewizorem i wachlując się gazetą z krwawymi tytułami, co sekundę oburza się na ludzi z pierwszych stron.

Czyta o machlojkach na świeczniku, o powszechnej znieczulicy, sądnych dniach i czarnych godzinach, o porachunkach z latającymi zębami w tle. Co szpalta, to przekręt, wybuch, masakra.

Czuje się osobliwie, nie na miejscu, jakby żył na obcej planecie, w otoczeniu nieczystych sił z armatą gotową do strzału w jego pierś.

Lęka się zajrzeć do poczciwej kuchni, skąd docierają do niego podejrzane szmery, obawia się wyjść za próg bezpiecznej sypialni, słania się ze strachu przed fałszywym listonoszem z fałszywą torbą, który chce go napaść i pozbawić siekaczy, zatem wchodzi pod łóżko i marzy tylko o tym, by wreszcie pójść do pracy, gdzie czeka go stołek i ukochane skoroszyty. Czyli jest człowiekiem reagującym ze wszech miar normalnie.

Jak mawia się po wariatkowach, ma zachowaną świadomość emocjonalną. Wścieka się we właściwych miejscach, bulwersuje zgodnie z tym, co przeczytał, przeraża, go to, co powinno i narzeka, jak trzeba. Lecz w pracy zachodzi w nim doszczętna przemiana.

Dokładnie nie wiadomo, czy to na widok pieczątki, dziurkacza czy biurka z telefonem, zwykły i w zasadzie wrażliwy szaraczek spod miotły, przekształca się w gryzipiórkową bestię z gałami jak paragrafy, przepisy i martwe litery prawa.

Znowu jest kimś, znowu coś od niego zależy, jest dobroczyńcą i wspomożycielem rozdającym bonusy z otuchą, panem i dyspozytorem cudzego losu, który namawia klęczącego przed nim Obywatela Farciararza, by się bujał na innej klamce, by, skoro ma tyle problemów, kopnął sobie w kalendarz, ale po cichu, dyskretnie, bez medialnego rozgłosu, bo po co obciążać urząd?

Jednakże wypada pamiętać, że jak życiu, na jedno fortunne zdarzenie przypada spora chochla nieszczęść, tak i tu los zrobił następnego fikołka i dodał wywrotkę dziegciu: farciarz został przywrócony do łask. Okazało się otóż, ponieważ i albowiem, wszelako, zważywszy wszelkie za i przeciw, oraz tudzież, że ZUS w bezgranicznej mądrości orzekł, iż jest zdrowym jegomościem i wyszło na to, że kwitnący z niego osobnik i niepotrzebnie cienko prządł. Chłopcy z Komisji do Udzielania Odmowy Przyznawania Rent, Zasiłków i Innych Fanaberii stwierdzili mu prosto w oburzone oblicze, że nie po to przepychano ich z egzaminu na egzamin, by teraz, kiedy nareszcie doczekali się odpowiednich synekur, mieli przejmować się jakimiś oszołomami w rodzaju Hipokratesa, a tym bardziej i jego przeterminowaną etyką. Poradzili mu, by dał się wypchać swoimi skrupułami. Natomiast referenta zdzielił dopust Boży: stracił dostęp do datownika i czuje się nabity w butelkę, bo ta kreatura została jego przełożonym.

Marek Jastrząb
4
Bieda obraziła się na Nędzę, więc mieszkańcy tej bajki niecnotki ustalili, że musi się odbyć dwubój z udziałem arbitra.



Bieda, jako arystokratka blisko spokrewniona z Niedolą, nie mogła pogodzić się z faktem, że o Nędzy, pospolitej wiedźmie z marginesu, zaczyna się mówić coraz więcej.



W rankingach na popularność, spadało się jej co tchu, tak, że nie nadążała się podnosić; podczas gdy Nędza rosła w siłę i dostatek, Bieda obrastała w zawiść.



O Nędzy było wszędzie; media zabijały się o przeprowadzenie z nią wywiadu, stacje telewizyjne pchały się do niej
Read More
z prośbami o wystąpienie w śniadaniu na dobranoc, studia radiowe, stodoły polityczne i inne meliny z dobrym słowem, organizowały konkursy i przetargi na jej obecność w programie.



Bieda, dotychczas niekwestionowana przodownica wszystkich tabel z nieszczęściami, teraz nieprzytomna z wściekłości i wzgardy do siebie, zaszyła się w kąt.



Moda na atrakcyjność Nędzy, zaczynała ją męczyć. Kiedy otwierała telewizor, z diabelskiego pudełka wyskakiwała skwaszona fizjonomia Nędzy reklamującej pieluchy bez konserwantów .



Mądry odludek żyjący na nielegalnym skraju wsi, smutny pokutnik zajmujący się nieróbstwem oraz doradztwem finansowym dla bankrutów powiedział, że do roli wykolejonego sędziego najbardziej pasuje mu bliski krewniak obywatela Głupawki, zasłużony frajer z pierwszych stron toaletowego pisma.



Powiedział też, że w trakcie medytacji o czterech literach, doszedł do wniosku, że pojedynek należy odbyć w atmosferze przyjaźni, wzajemnego zrozumienia i ogólnie przyjętych uprzedzeń, a zwłaszcza, że powinno dojść do rozpisania referendum względem pytania o ukryty sens bijatyki o nic.



Jakby nie rzec, bohaterkami honorowej zadymy były dwie pierwsze damy zadupia i strach brał myśleć, co to będzie, jak ich nie będzie, jak, w pojedynkowym ferworze, usieką sobie to, czy tamto... Usieką, lub odstrzelą!



Jak zdecydowano, tak postąpiono i plebiscyt wykazał, że bijatyka jest najlepszym sposobem okazywania sympatii. A bijatyka zażarta, krwawa jatka połączona z fajerwerkami w postaci latających tasaków, to CZYSTA MIŁOŚĆ.

Marek Jastrząb
4
Marszałek Bronisław Komorowski o projekcie ustawy złożonej dzisiaj w Sejmie przez PiS, a odnoszącej się do lustracji majątkowej funkcjonariuszy publicznych: radosna twórczość w sytuacji kiedy się nie ponosi odpowiedzialności za nic, jest czymś typowym dla polskiego życia politycznego cytat za portalem Interia. A tu Cię mam nicponiu jeden!



Okazuje się, że Polska dla marszałka Komorowskiego to NIC! A na dodatek marszałek tego rodzaju postawę przypisuje całej klasie politycznej! Skandal!



Do tej pory wydawało mi się, że my wszyscy obywatele naszej Ojczyzny, razem i każ
Read More
dy z osobna, w przeróżnych zakresach, jesteśmy odpowiedzialni za kraj, w którym żyjemy. A tu masz! Jaśnie wielmożny Pan Marszałek oświecił mnie, że mój pogląd to bzdury i fanaberie niedouczonego pismaka.



Ale może być też tak, że Bronisław Komorowski zarzuca PiS-owi (całej partii i każdemu jej członkowi z osobna), że tylko oni nie posiadają ani krzty odpowiedzialności za Ojczyznę.



Przypominam sobie wypowiedzi marszałka, gdy PO była w opozycji parlamentarnej, gdy powtarzał, że jako opozycja, są oni (tj. platformersi) odpowiedzialni za Polskę. Ale teraz okazuje się, że bycie w opozycji wyklucza taką możliwość. Ale dlaczego i od kiedy?



Z tego powodu twardo sobie postanowiłem, że nie będę nigdy w życiu ubiegał się o mandat parlamentarzysty. A dlaczego? A otóż dlatego, że jak, nie daj Boże, trafię na ławy opozycyjne, to niejako automatycznie (wedle nauk Pana Komorowskiego) stracę prawo do ponoszenia odpowiedzialności za naszą Ojczyznę. A z taką sytuacją chyba nigdy bym się nie pogodził.



Spadam na szczaw!