reklama
4
Lech Wałęsa, jako człowiek wyrozumiały, na urządzane imieniny zaprosił także Kaczyńskich. Wredny drób zaproszenia jednak nie przyjął i żaden z bliźniaków na imieninowej fecie nie pojawił się. Dlaczego? Żeby mieć alibi, iż to nie oni dokonali dywersji.



Wydarzenia na imieninach byłego prezydenta świadczą o tym, że ktoś dokonał dywersji. A jakiej? A takiej oto: [http://img211.imageshack.us/img211/9505/100latpaniesx5.jpg]



Działania te miały na celu skompromitowanie Lecha Wałęsy wobec tłumów gości, w tym premiera Donalda Tuska oraz wmówienie nam, ze Wałęsa nie potrafi (co
Read More
sam zapowiada) napisać żadnej książki. A jeżeli jednak już mu się to uda, to nafaszerowana ona będzie błędami ortograficznymi.

Bracia Kaczyńscy oczywiście nie pojawili się, żeby chociażby spróbować przepięknego i zapewne smacznego tortu, zagryzając kiszonymi ogórkami stojącymi tuż obok.



Z bardzo dobrze poinformowanych źródeł (dochowując tajemnicy dziennikarskiej nie zamierzam ich ujawniać, nawet przed sądem) dowiedziałem się, że absencja Kaczyńskich nie była przypadkowa. Co to, to nie! Otóż nie pojawili się oni tam z premedytacją chcieli mieć alibi dla swych niecnych i wrednych poczynań.



Moje źródła podają (dostarczając dowodów w postaci pism, w tym także stenogramów z podsłuchów), że bliźniaki Kaczyńscy wspólnie i w porozumieniu wykorzystując swoje układy (tak, tak oni też są w nie wplątani) i znajomości spowodowali, że napis na torcie został obarczony ordynarnym błędem ortograficznym. Na dodatek niektórzy funkcjonariusze BOR zostali przekupieni żeby przymknąć oko na to rażące naruszenie bezpieczeństwa narodowego, które miało na celu ugodzenie w historyczny symbol naszego kraju i ośmieszenie nie tylko Lecha Wałęsy, lecz także naszego kraju w oczach opinii światowej.



Moi informatorzy donieśli mi, że w tym spisku, oprócz samych Kaczyńskich, uczestniczyli także: jakiś Wassermann i inne Ziobro, jak również całe tabuny członków i zwolenników PiS, którzy w tajemnicy przed całym Narodem w dalszym ciągu sprawują władzę w naszym kraju.



Osobiście dla tak wrednych działań mówię kategorycznie: NIE! i żądam postawienia całej tej spiskującej zgrai przed Trybunałem Stanu, albo nawet od razu postawienia ich pod ścianą i rozstrzelania. A jeżeli chodzi o wyrok to, co najwyżej w grę wchodzi wyrok sądu 24godzinnego. Czas ucieka i musimy się takim niecnym działaniom przeciwstawić. Kara musi być i to błyskawiczna! Żeby odstraszyć ewentualnych innych spiskowców z tego układu.
4
Lecha Wałęsa wszem i wobec zapowiada, że na drodze sądowej będzie się domagał po 20 milionów złotych od każdego, kto głosił będzie publicznie, iż to miał współpracować ze Służbą Bezpieczeństwa, jako TW Bolek. Zastanawiam się dlaczego były prezydent nie zamierza domagać się po 100 milionów.

Szeroko znane są informacje, bo w wypowiedziach medialnych często powtarza to sam Lech W., o planowanych pozwach oraz żądaniach po 20 milionów złotych za publiczne nazywanie byłego prezydenta Bolkiem. Sens tych żądań ocenia w dzisiejszej Rzeczpospolitej Marek Domagalski, który twierdzi, że jest w tym
Read More
więcej fajerwerków niż rzeczywistego zagrożenia. Zgadzam się z jego twierdzeniami, ale chcę napisać o czymś innym.

Mnie zastanawia skąd Lech Wałęsa wytrzasnął te 20 milionów i dlaczego nie żąda stu?

Wiele osób pamięta doskonale czasy początków prezydentury Lecha W., gdy zapowiadał on, że każdemu obywatelowi naszego kraju da po 100 milionów złotych. Wprawdzie później nieco tłumaczył, że ma na myśli wędkę, a nie rybę, ale w świadomości Polaków owe 100 milionów pozostało i utrwaliło się. Miał dać, a nie dał, niektórzy sami wzięli sobie znacznie więcej niż te bidne 100 milionów; jedni za pomocą owej wędki, inni zagrabiając hurtowo ryby.

I dzisiaj właśnie byłaby pora, żeby Lech W. powrócił do owej kwoty. W ten sposób historia zatoczyłaby koło i okazałoby się nawet, że były prezydent nie jest wcale taki pazerny, jak niektórzy sądzą, bo przecież nie chodziłoby mu faktycznie o 100 milionów złotych, tylko o historyczne 100 milionów złotych.

A żądając tylko 20 milionów Lech Wałęsa najwyraźniej rozdrabnia się, także historycznie.



P.S. A swoją drogą to ciekawe, czy pomysłem pozywania swoich adwersarzy do sądu były prezydent nie został zainspirowany działaniami niejakiego Adam M.?
4
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Po wyborach samorządowych w 1990 roku Stanisław Popiołek został wybrany przez radnych niemal jednogłośnie wójtem gminy. Wprawdzie spodziewał się tego, ale i tak na młodym człowieku wybór ten wywarł wielkie wrażenie. Rządy rozpoczął oczywiście bardzo ostrożnie: nie narzucał radnym bezpośrednio swego zdania tylko starał się tłumaczyć swoje zamierzenia i plany. Radni z kolei mając niewielki doświadczenie w sprawowaniu demokratycznej władzy i będąc przyzwyczajeni do stylu sprawowania rządów za czasów PRL, słuchali Popiołka niczym świnia grzmotu. Podobało im się, że wójt pyta ich o zdanie w wielu sprawach, byli tym wręcz zachwyceni. Jeszcze bardziej podobało im się to, że wójt wykonuje ich ustalenia, które zapadały podczas sesji; była to dla nich nowość, którą przyjęli zachłystując się niemal swoją władzą. Dopiero nieco później niektórzy przekonali się, że szlachetność wójta Popiołka nie jest tak całkiem bezinteresowna. Wówczas jednak nie bardzo mogli doprowadzić do zmiany na tym stanowisku, gdyż wójt umiejętnie kupił nadając różnego rodzaju przywileje większość radnych. Byli wśród nich także tacy, którzy dla świętego spokoju nie zamierzali się angażować w jakieś tam personalne potyczki.

W pierwszej kadencji funkcję przewodniczącego Rady Gminy pełnił Tadeusz Janulewicz, pracownik miejscowego Urzędu Gminy. Jego kandydaturę udało się Popiołkowi przeforsować z niewielkim tylko wsparciem ze strony służb specjalnych; większość działań w tym zakresie Popiołkowi udało się wykonać samodzielnie z pomocą rodziny, znajomych oraz osób z jego prywatnej agentury. Początkowo jednak na stanowisku przewodniczącego rady Stanisław Popiołek widział inna osobę, lecz po rozmowie z oficerem UOP, bezpośrednio po wyborach samorządowych, zmienił zdanie.

Ty myślisz, że jak przewodniczącym zostanie twój serdeczny kolega, to nie będziesz miał żadnych kłopotów? pytał Popiołka oficer prowadzący. Widać, że jesteś wielki naiwniak. Pomyśl tylko i spróbuj odpowiedzieć na następujące pytanie: jaką masz gwarancję, że ten twój koleś, gdy poczuje już nieco władzy, to nie zacznie się tobie, jako wójtowi czyli podległemu mu służbowo, przeciwstawiać?

Popiołek był nie w ciemię bity i szybko się uczył mechanizmów socjotechniki, dlatego powiedział wówczas:

Chyba już łapię. Trzeba przewodniczącym zrobić osobę, która będzie ode mnie zależna.

Doskonale, widzę, że wiesz skąd wiatr wieje. odparł uopek po czym zapytał. Czy jest wśród wybranych radnych jakiś urzędnik, nauczyciel, kierownik podległej urzędowi placówki?

Jest nawet kilku. Teraz problemem jest tylko wybrać właściwego kandydata. rozważał Popiołek, a następnie zapytał: A może postawić na Janulewicza?

Jeżeli jest to urzędnik średniego szczebla, a na dodatek w średnim wieku, to nie masz nad czym się zastanawiać. Gdy zostaniesz wójtem, to zawsze będzie nad nim wisiała, gdy np. zacznie samodzielnie myśleć, groźba, że wyślesz go na zieloną trawkę. W ten sposób zawsze będziesz mógł go kontrolować i nie będziesz miał kłopotów z przeforsowaniem, na forum rady, swoich pomysłów.

Po wyborze Tadeusza Janulewicza na przewodniczącego rady przyszła kolej na wybór wójta. W tym przypadku udział służb specjalnych był już znacznie większy uruchomiono wszystkich przydatnych tajnych współpracowników, którzy przeprowadzili z radnymi liczne rozmowy, w których pojawiały się informacje o różnego rodzaju kompromitujących zachowaniach zarówno radnych, jak i członków ich rodzin. Oczywiście nikt nikomu nie groził wprost, ale i tak sygnały były wystarczająco silne, żeby wśród zainteresowanych wywołać niepokój. W ten sposób spora grupa radnych wyrobiła sobie zdanie na temat kto jest najlepszym kandydatem na wójta. Mimo to pojawił się jeden kłopot. Otóż drugim kandydatem do wójtowskiego fotela był Czesław Mikulski, szef Solidarności w gminie. Na niego służby specjalne nie miały praktycznie żadnych materiałów i dlatego był on kontrkandydatem bardzo niebezpiecznym. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że nie wszyscy radni mieli grzechy na swoim sumieniu, stąd naciski agentów nie mogły przynieść żadnych skutków, tym bardziej, że do rady dostali się także członkowie i sympatycy Solidarności. Rozstrzygnięcie wyboru wójta, mimo wcześniejszych zapewnień oficera UOP, ważyło się niemal do ostatniej chwili. Ostatecznie Stanisław Popiołek pokonał Czesława Mikulskiego jednym głosem, co kosztowało później wójta Popiołka posadę kierowniczą w jednej z podległych gminie instytucji. Ciężkie chwile jednak minęły i Popiołek energicznie zabrał się do rządzenia.

Krótko po objęciu przez Popiołka ciepłej posady jego oficer prowadzący zwrócił się do niego z prośbą:

Wiesz, że ostatnio solidaruchy zaczęły się ostatnio ostro dobierać do dupy służbom specjalnym. Chcieliby oni zapoznać się z materiałami dotyczącymi naszych tajnych współpracowników. Nasze kierownictwo postanowiło, że owszem udostępnią im te papiery, lecz nie wszystkie, a tylko dokładnie wyselekcjonowane. Nam natomiast polecono wszystkie dokumenty, które nie trafią w ręce obecnej ekipy rządzącej, dobrze ukryć. Ja mam się zająć kilkunastoma kartonami papierzysk, ale nie za bardzo mogę je przetrzymywać we własnym mieszkaniu. Ty natomiast masz swój dom i dlatego pomyślałem, czy nie zechciałbyś na kilka tygodni zamelinować ich u siebie.

Wójt bez najmniejszych oporów zgodził się na taką propozycję ostrożnie dopytując się tylko, czy wśród tych materiałów będą również takie, które dotyczą mieszkańców jego gminy.

Jest tam kilka kartonów obejmujących także współpracowników z tego terenu, choć nie wszystkich. Jest to w zasadzie drobnica, która jednak jest bardzo przydatna w codziennym życiu. Te ważniejsze papiery otrzymali na przechowanie wyżsi oficerowie z tzw. starej gwardii. Jak będziesz się nudził, to możesz je przejrzeć, ale pamiętaj, żeby pozostawić je w takim porządku, w jakim będą poukładane.

Za dwa dni, nieoznakowaną nysą, kartony przywieziono wieczorem do domu Stanisława Popiołka. Ten, z wielkim żalem powodu licznych obowiązków na nowym stanowisku nie mógł się zapoznać dokładnie z dostarczonymi materiałami, choć zawartość kilkudziesięciu teczek, zdążył odkserować. Poza tym czasu na to zajęcie także miał niewiele, bo już zaledwie dwa tygodnie później zgłosił się jego opiekun i zabrał od niego cały ten bałagan.
4
MiejskoGminy Ośrodek Kultury we Fromborku zaprasza do udziału w II Mistrzostwa Siłaczy Polski Północnej, które odbędą się 29 czerwca 2008 roku; początek o godz. 12.00



W programie zawodów m.in. konkurencje:

► Podciąganie się na drążku

► Wyciskanie sztangi na ławce poziomej

► Podrzut sztangi

► Martwy ciąg

► Rzut oponą a także wiele innych



Podczas imprezy planowane są także konkurencje z nagrodami dla publiczności.

Wieczorem wystąpi zespół GESEK BAND z Elbląga.



Zgłoszenia zawodników przyjmowane będą do 23
Read More
.06.2008r.: telefonicznie 055 243 71 71, pocztą elektroniczną mgokfrombork@o2.pl oraz listownie lub osobiście MGOK, Osiedle Słoneczne, 14530 Frombork.



WPISOWE od zawodnika 20 zł



Informacje dotyczące szczegółów konkurencji oraz sposobu punktowania tel. kom. 0508 517 695
6
Usłyszałem i zobaczyłem rano w tv, że były prezydent Lech Wałęsa, ma ujawnić, kto był tym słynnym Bolkiem. I bardzo dobrze. W końcu dowiemy się tego wszyscy. Tylko czy na pewno?



Lech Kaczyński, urzędujący prezydent, oświadczył, że w jego przekonaniu Bolkiem był Lech Wałęsa. Były prezydent, oburzony tą wypowiedzią, grozi prezydentowi Kaczyńskiemu procesem sądowym (chyba, że ten przeprosi Wałęsę) i życzy sobie jego ustąpienia z urzędu. Wprawdzie scena polityczna to nie żaden koncert życzeń, ale niech sobie pan Wałęsa życzy; jego sprawa.



Pomijając front walki na linii
Read More
WałęsaKaczyński, były prezydent zapowiedział też, że w tydzień po publikacji książki, której nikt nie czytał, ale wszyscy wiedzą, co będzie zawierać ujawni, kto to faktycznie był TW Bolek. Osobiście jestem tego bardzo ciekaw.



Obawiam się tylko jednego, a mianowicie tego, że wypowiadając się na ten temat Lech Wałęsa zastosuje swoją formułę wypowiedzi opartą na zasadzie jestem za, a nawet przeciw.



Obawiam się, że wypowiedź byłego prezydenta będzie tradycyjnie tak pokrętnie i małoprecyzyjnie sformułowana, że będzie wymagała głębokiej analizy treści oraz tłumaczenia z polskiego na nasze.



Stąd moje wątpliwości czy w tydzień po publikacji książki Cenckiewicza i Gontarskiego rzeczywiście dowiemy się z ust Lecha Wałęsy, kto zacz ów Bolek.
5
Braniewo zaprasza na DNI BRANIEWA 2008 w dniach 20, 21 i 22 czerwca 2008r.



Ale będzie się działo... Aby tylko gwiazda/y nie nawaliła/y :) jak to było kiedyś z Blue Cafe.

Swoją droga ciekawe kto wygrał proces Urząd Miasta/BCK czy Blue Cafe?

poniżej plan działania :)



http://www.bck.braniewo.pl/obrazki/dni_braniewa.jpg
4
Dyrektorka fromborskiego Zespołu Szkół chce zwolnić doświadczoną polonistkę. Tak naprawdę, to oferuje jej tylko 10/18 etatu, bo nabyła ona już prawo do emerytury. Protestują uczniowie i rodzice. Dyrektorka zaś twierdzi, że prace trzeba dać młodym. Pytam więc: kiedy pani dyrektor, która również nabyła praw do emerytury, odejdzie ze stanowiska ustępując znacznie młodszym od siebie?

Tekst zatytułowany Dyrektor mówi: pracę trzeba dać młodym ukazał się w Dzienniku Elbląskim cztery dni temu [http://dziennikelblaski.wm.pl/Dyrektor-mowi:-prace-trzeba-dac-mlodym-,46772]. Autor tekstu mój koleg
Read More
a, Witold Chrzanowski rozmawiał na ten temat zarówno z obrońcami nauczycielki Alicji Godlewskiej, jak i z dyrektorka szkoły Bożeną Szczepanik.

W obronie pani Ali stanęli zarówno uczniowie, ich rodzice, jak i komisja oświaty fromborskiego samorządu. Wiceprzewodnicząca komisji, Halina Chybińska twierdzi:

Pani Godlewska jest pełna energii, pomysłów i zapału do pracy. Powinna zostać w gimnazjum na pełnym etacie.

Zgadzam się z tym twierdzeniem, bo znam dokonania pani Ali, jej zaangażowanie i poświęcenie na rzecz pracy z uczniami. Przeciwko ograniczeniu etatu nauczycielki opowiedzieli się rodzice uczniów klasy, w której Alicja Godlewska jest wychowawczynią oraz 165 (spośród 364) uczniów Zespołu Szkół; podpisali oni apel w tej sprawie.

Z kolei dyrektor Bożena Szczepanik przywołuje argumenty demograficzne oraz stan zatrudnienia nauczycieli:

Gdy zaczynałam swoją pracę w Zespole Szkół, w 2004 roku, mieliśmy 539 uczniów, teraz mamy ich 364. Zmniejsza się też liczba klas. Przykładowo, w klasach I-III nauczania początkowego zmniejszyła się w ciągu ostatnich czterech lat z siedmiu do trzech. () W ciągu czterech lat liczba zatrudnionych nauczycieli spadła u nas 52 do 36. Zrezygnowałam też z jednego zastępcy.

Stwierdzam, że argumenty pani dyrektor są demagogiczne i nieprawdziwe.

Po pierwsze: Alicja Godlewska nie jest nauczycielką nauczania początkowego. Uczy w gimnazjum, gdzie liczba klas od szeregu lat nie ulega zbytnim wahaniom.

Po drugie: Zastępca nie odszedł na prośbę pani dyrektor, tylko ze względów zdrowotnych na przysługującą mu już emeryturę. Ponadto przez długie lata tyrał jak głupi na dobre imię swej szefowej, która na zakończenie jego wysiłki podsumowała mówiąc, że wcale nie był w porządku i że teraz to dopiero szkoła będzie dobrze funkcjonowała (bez niego).

I jeszcze jeden cytat z DE:

Dyrektor Szczepanik jest jednak zdeterminowana.

Nie zmieniam stanowiska: pani Godlewska ma możliwość zostania w pracy na 10/18 etatu. Jeśli tego nie przyjmie, to odejdzie na emeryturę mówi.

Według dyrektorki, nauczyciele z prawami emerytalnymi są zresztą najmniej pokrzywdzeni.

Pracę oferować trzeba przede wszystkim młodym ludziom, którzy, mimo kwalifikacji, często nie mają za co żyć.

Zastanawiam się czy wypowiedź pani dyrektor nie świadczy o dyskryminacji ze względu na wiek? Poza tym nabycie prawa do emerytury nie wiąże się z obowiązkiem przejścia na nią.

Powodem niechęci dyrektor do nauczycielki co piszę z cała odpowiedzialnością jest raczej fakt, ze pani Ala nigdy nie kryła się ze swoimi poglądami i racjami oraz zawsze mówiła prosto w oczy co myśli. Taki typ niepokorny. A takich pracowników przełożeni mający skłonności apodyktyczne oczywiście nie lubią.

A swoją drogą, jeśli pani Szczepanik głosi takie poglądy to, dlaczego np. nie wycofała się z konkursu na stanowisko dyrektora szkoły, gdy jej kontrkandydatka okazała się znacznie młodszą od niej?

Pamiętam, że po konkursie (komisja głosowała 6:6, a decyzję o obsadzie stanowiska podjęła burmistrz) na łamach lokalnej gazety wypowiedziałem się, iż kontrkandydatka pani Szczepanik zaprezentowała się znacznie lepiej od niej (posiadam nagranie z przebiegu konkursu). Efekt? Dyrektorka obraziła się na mnie, a jej mąż wyrzucił mnie z miesięcznika, który wchodził na rynek i w którym pisałem (bez honorariów). Bożena Szczepanik domagała się przeprosin, ale gdy dopytywałem męża za co mam przeprosić, ostatecznie zeszło na to, że muszę tylko porozmawiać z panią dyrektor. Porozmawiałem oczywiście podtrzymując swe stanowisko. I co? W kręgu znajomych Bożena Szczepanik zapowiadała, że póki ona ma wpływ na męża, to Kotowski pisać u niego nie będzie. Nie piszę.

A na zakończenie jeszcze dwie ciekawostki z początków kariery w Zespole Szkół pani Szczepanik.

Pierwsza: wystartowała ona w konkursie, bo czuła zagrożenie jako dyrektor Domu Dziecka podlegającego samorządowi powiatowemu. Powszechnie wiadomym było, ze powodował to przypadek zabójstwa w okresie dyrektorowania Bożeny Szczepanik dokonanego przez nastolatka, wychowanka placówki, który zarżnął nożem znacznie młodszego kolegę.

Druga: Bezpośrednio po objęciu stanowiska ZS we Fromborku, pani dyrektor w lokalnej prasie zapowiedział, ze należy odbudować autorytet nauczycieli szkoły. Mówiąc to, jak się domyślam, miała na myśli budowanie autorytetu dyrektora raczej niż odbudowę autorytetu grona pedagogicznego, bo ten był cały czas niezachwiany. Zwróciłem na to uwagę również w lokalnej prasie. Reakcja? Czy trzeba pisać?
4
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Po skończeniu studiów bardzo łatwo dostał pracę w Urzędzie Gminy w rodzinnej miejscowości, gdzie bez trudności piął się po szczeblach urzędniczej kariery, choć pracował na stanowisku nie całkowicie pokrywającym się z jego wykształceniem. Niemałą zasługę, początkowo w otrzymaniu pracy, a później w licznych awansach, miał jego patron z SB. W rodzinnej gminie Popiołka, położonej w strefie przygranicznej, służby specjalne musiały mieć wielu informatorów. W owych czasach Wielki Brat czyli odpowiednie służby Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, kładły wielki nacisk na bezpieczeństwo wokół swych granic i nie miały zbytniego zaufania nawet do swych partnerów ze służb bratnich narodów. Dlatego też ich specjalni przedstawiciele mocno starali się w celu posiadania wszelkiego rodzaju informacji na temat życia toczącego się w pobliżu granicy z Wielkim Bratem. Popiołkowa gmina była szczególnie zinfiltrowana, gdyż oprócz SB działały tu także komórki wywiadu i kontrwywiadu Wojsk Ochrony Pogranicza. Infiltracja była tak szczelna, że na niespełna 3,5 tysiąca mieszkańców gminy, wtykami obu służb było prawie 500 ludzi. Oczywiście służby współdziałały ze sobą ściśle, a przynajmniej w wypadkach, gdy należało chronić i pomagać informatorom, gdy nawarzyli sobie jakiegoś piwa. Stad wiele spraw, które na innych terenach ścigała zazwyczaj prokuratura i milicja, tu chowanych było pod dywan i tylko niewielka ich cząstka zazwyczaj dotycząca mniej wartościowych informatorów przekazywana było zwyczajnym procedurom postępowania karnego.

W naturalny niejako sposób Stanisław Popiołek przeszedł z dotychczasowej swojej strefy działań czyli studenckiej, do sfery urzędniczej. Podobnie jak w trakcie studiów, tak i w gminie gdzie znalazł zatrudnienie, parał się wsłuchiwaniem w głos ludu i przekazywanie dalej informacji odpowiednim ludziom. Bez najmniejszych wahań powtarzał funkcjonariuszom SB wszystkie zasłyszane w biurze wiadomości oraz dorzucał pogłoski krążące wśród towarzystwa w knajpie, gdzie przebywał dość często stosując się do poleceń oficera prowadzącego go jako TW. Do wiadomości odpowiednich służb, za pośrednictwem Stanisława Popiołka, docierały także różnego rodzaju wieści z kręgów bliskich donosicielowi nigdy nie zadrżał mu nawet głos, gdy zdawał relacje z rozmów z członkami rodziny i przyjaciółmi. Stanisław już dawno temu stracił opory moralne obecnie liczyła się dla niego jedynie kasa, dzięki której stawał się człowiekiem coraz bogatszym. W bardzo krótkim czasie od chwili podjęcia pracy nie omieszkał wykorzystywać swoich doświadczeń na polu wywiadowczym, żeby zbudować swoją własną sieć informatorów, gdyż doszedł do wniosku, że za pomocą posiadania różnego rodzaju wiadomości nawet tych najbardziej plotkarskich i nieprawdopodobnych może wywierać nacisk na swoje otoczenie. Dzięki temu jego kariera urzędnicza rozwijała się nader pomyślnie czego efektem były liczne premie i nagrody otrzymywane od przełożonych i powoli zdobywał sobie opinię ważnego oraz liczącego się w lokalnej społeczności urzędnika. W wielu wypadkach dzięki skrzętnie gromadzonym w domowym archiwum informacjom, wśród których były wszelkiego rodzaju donosy i oświadczenia miał on decydujący wpływ na podejmowane przez władze gminne decyzje. Gdy nie miał w swoich zbiorach potrzebnych do nacisku notatek, to bardzo chętnie zwracał się o pomoc do swego patrona z SB i systematycznie pracował na opinię człowieka wszystkowiedzącego.

Gdy epoka rządów komunistycznych wyraźnie zaczęła chylić się ku upadkowi Stanisław Popiołek zmienił pracę zrezygnował z urzędniczego stołka i rozpoczął karierę w Ośrodku Doradztwa Rolniczego, gdzie znalazł stanowisko odpowiadające zdobytemu wykształceniu. Początkowo podobała mu się nowa posada, gdzie jak sądził będzie mógł wykazać się wiedzą zdobytą podczas studiów, ale niedługo potem doszedł do wniosku, że w nowym środowisku niezależnie od tego, że miał tam wielu znajomych zmuszony będzie do zaczynania kariery od zera. W ODR nie miał już takiego wpływu na otoczenie, jak podczas pracy w Urzędzie Gminy, a to dlatego, że starsi od niego wyjadacze doskonale orientowali się, że lepiej jest nie podskakiwać przełożonym i nie wychylać się, gdyż każda własna inicjatywa niezależnie od tego jak była wartościowa musiała znaleźć uznanie w oczach szefów. Najlepiej zaś było, gdy młody pracownik opracował plan działania dotyczący określonych zadań i w dalszym postępowaniu figurował jedynie jako konsultant inicjatora, którym był zazwyczaj jego przełożony. Inne postępowanie narażało ambitnych młodych pracowników na wszelkiego rodzaju szykany i niechęć ze strony szefostwa.

Właśnie w tym czasie jego patron z SB podsunął mu pewien pomysł...

Posłuchaj Staś oficer SB, które wówczas przekształcono w Urząd Ochrony Państwa, zwracając się do Popiołka posłużył się jego operacyjnym pseudonimem. Niedługo odbędą się wybory samorządowe wedle scenariusza opracowanego przez tych ważniaków z Solidarności, którzy dorwali się do władzy. Mogą oni trzymać sznurki władzy, ale nie wszystkie kukiełki jak im się wydaje będą tańczyć, tak jak oni zagrają. Posiadamy mnóstwo dokumentów, które świadczą o współpracy wielu liderów Solidarności z różnymi naszymi specsłużbami, dlatego przez długi czas będziemy mogli wpływać na przebieg wydarzeń.

Domyślam się, że dokumenty dotyczące mojej osoby, również znajdują się w tych waszych zbiorach odpowiedział z lekkim niepokojem Popiołek.

Ależ oczywiście, lecz ty wcale nie musisz się tym przejmować, bo proponuję ci start w wyborach samorządowych i praktycznie mogę ci zagwarantować, że wygrasz uspokoił Popiołka jego patron, obecnie oficer UOP. A najlepiej by było, gdybyś odpuścił sobie start na radnego i zdecydował się na ubieganie się o fotel wójta gminy.

Ale ja jestem za młody i w zasadzie nie mam większych szans. wahał się Popiołek. Jest wielu innych w naszej gminie, którzy mają i większe doświadczenie, i cieszą się poważaniem wśród mieszkańców.

Jakie tam poważanie zlekceważył argumenty Stanisława jego opiekun. Ich pozycja wynikała jedynie ze sprawowania różnych funkcji z poręczenia lub z przyzwolenia partii. Partyjni oczywiście zawsze zasięgali u nas opinii o swoich ulubieńcach. Teraz czasy się nieco zmieniły, choć my oficer mówił o służbach specjalnych w dalszym ciągu stoimy w cieniu wszystkich kadrowych poczynań, a solidaruchy nie zdają sobie z tego sprawy. To my w dalszym ciągu decydujemy o obsadzie najważniejszych stołków, zarówno na szczeblu krajowym, jak i w terenie. Wiesz przecież dokładnie, że posiadamy ku temu silne argumenty w postaci kartotek opisujących współpracę wielu podziemnych liderów opozycji z naszymi służbami.

Ale ja mogę sobie nie poradzić zgłaszał wątpliwości Popiołek. Przecież sam nie zdołam kierować gminą, tym bardziej, że orientujesz się jakie tu jest środowisko. Solidarność bardzo się uaktywniła i nie będą bezczynnie patrzeć jak przyjdzie mi kierować samorządem. Będą co i rusz rzucać mi kłody pod nogi.

Oficer zdawał sobie sprawę z ożywienia panującego w gminie, które nastało po wyborach parlamentarnych do Sejmu, nazywanego kontraktowym, i wolnych wyborach do Senatu Rzeczypospolitej Polskiej. Jednak nie przykładał zbytniej wagi do tych wydarzeń, gdyż doskonale wiedział, że w rodzinnej gminie Popiołka służby specjalne mają jeszcze wiele do powiedzenia. Wynikało to ze struktury społeczności gminnej: z racji funkcjonowania na jej terenie wielkich kombinatów rolniczych niewielu pozostało tu przedstawicielu rdzennej ludności, przeważali napływowi, którzy za pracą przenieśli się tu z innych terenów; do tego dochodziła duża grupa ludności narodowości ukraińskiej, którą władze osiedliły na tych terenach w ramach akcji Wisła jej przedstawiciele do tej pory stosowali zasadę, która przez szereg lat pozwalała im spokojnie wegetować, że ciszej będziesz, dalej zajdziesz. W lokalnej społeczności nie wytworzyły się jeszcze bliskie więzi wynikające ze współżycia na jednym terenie, a lokalny patriotyzm także nie zapuścił tu jeszcze zbyt silnych korzeni. Poza tym służby specjalne miały ten teren przygraniczny całkowicie opanowany o czym świadczyła liczba konfidentów, których posiadały. Natomiast w przypadkach krytycznych zawsze można było odgrzać niechęć Polaków do Ukraińców. Z tych też powodów oficer roześmiał się i zaczął tłumaczyć swemu rozmówcy:

Pamiętaj, że to my mamy wszystkie karty w rękach, a styropianowcy dopiero co przejęli częściowo władzę. Nie dostali przecież resortów, do których chcieliby się dorwać niczym miś do miodu. Zanim to nastąpi my zdążymy wszystko tak poustawiać, że życie w dalszym ciągu będzie się toczyło wedle naszego scenariusza. Ty poza tym nie zdajesz sobie chyba sprawy o co gra się toczy. Nie możemy solidaruchom oddać wszystkiego naraz, gdyż z pewnością udławiliby się zbyt dużym kąskiem, ale to jest najmniejszy problem. Nie możemy dopuścić do tego, żeby obudzić się po jakimś czasie z ręką w nocniku. A dojdzie do tego, gdy pozwolimy dotychczasowym działaczom podziemia zapoznać się z całą strukturą tajnych współpracowników. Wówczas nas, starych bezpieczników, wyślą na zieloną trawkę i nie pozostanie nam nic innego, jak iść pod kościół na żebry. Zbyt wiele zaszczytów i stanowisk jest do przejęcia, żeby walkę tę oddać walkowerem.

Stanisław nieco się orientował w zawiłościach bieżącej polityki, a wyjaśnienia tajniaka dorzuciły jeszcze więcej światła na jego wiedzę. Szybko wyczuł skąd wiatr wieje i dlatego zapytał:

Wobec tego, co konkretnie proponujesz?