reklama
5
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Stachu, ratuj! Władysław Kaczorowski, obecnie przewodniczący Rady Gminy, ze świeżymi śladami podrapania na twarzy, dość bełkotliwie zwrócił się do Stanisława Popiołka.

Przed wypowiedzeniem tej kwestii, około czwartej nad ranem, gwałtownie dobijał się do drzwi domu wójta. Ten jeszcze rozespany nie mógł uchwycić dramaturgii sytuacji i rozeźlony z powodu pobudki oraz wyrwania go z ciepłego łóżka, do którego trafił bardzo późno, a także będąc w stanie mocno wskazującym, z uwagi na to, że poprzedniego dnia świętował jubileusz 10-lecia swojej pracy na stanowisku wójta, burknął.

Człowieku, co ty sobie wyobrażasz!? Nie możesz przyjść rano?

Nieee, muszszę tteeraz jąkał się Kaczorowski.

Co się do diabła stało?

Raatuj, bbboo zzginę mmaarnie!

Mówże wreszcie konkretnie, do cholery, o co chodzi, bo jak nie to idę spać! I nie jąkaj mi się, tylko mów powoli. Chodź do kuchni, bo to nie miejsce na twoje wygłupy.

Przeszli do kuchni, gdzie Popiołek nastawił wodę na herbatę, po czym nakazał Kaczorowskiemu usiąść, a następnie zapytał się, co jego nocny gość będzie pił. Ten odparł, że najchętniej napiłby się wódki.

O! Co to, to nie! orzekł wójt. Najpierw wyśpiewasz mi wszystko, co masz do powiedzenia, a później zobaczymy czy sprawa warta jest otwierania butelki.

Kaczorowski mobilizując siły, czasami jeszcze się jąkając, opowiedział, co mu się przed około godziną przydarzyło. Okazało się wówczas, że z imprezy z okazji jubileuszu pracy wójta połączonej ze okrągłą, dziesiątą rocznicą funkcjonowania samorządu, Kaczorowski, w pijanym widzie, postanowił wrócić do domu swoim maluchem. Nie wiedział tylko, że kilka osób widziało go pijanego, gdy zasiadał za kierownicą swego bmw czyli bardzo małego wozu. Niektórzy nawet doradzali mu, żeby zrezygnował z jazdy po pijaku i proponowali nocleg. On jednak zlekceważył te oferty i jakoś udało mu się zająć miejsce za kółkiem. Zabrał nawet sąsiada, który prawie już stracił kontakt z rzeczywistością, lecz mimo to, uparcie dopytywał się: Duojeedzimyy doo doomu?. Na takie pytanie Kaczorowski miał jedną odpowiedź: A coo ty se... kuurrrwa myśliiszsz, że niee mooggę kieeroować? Jjaa jeestem przeewoodddniiczący... ktoo mmnie kuurrwa ruuszy! Na tak kategorycznie udzieloną odpowiedź pasażer, widać uspokojony, przekręcił się na bok i zasnął. Po drodze do domu Kaczorowski nie panował nad pojazdem, jak sobie z ułańską fantazją wcześniej wyobrażał. Na lekkim łuku drogi, najprawdopodobniej z powodu tego, że prędkość była zbyt duża w stosunku do aktualnych możliwości szofera, kierowany przez niego pojazd zjechał do rowu po drodze zaliczając kilka krzaków. Lądowanie również nie było twarde, maluch zaliczył kilka wgnieceń o ostatecznie zatrzymał się, opierając się bokiem od strony pasażera, na skarpie. Kaczorowskiemu udało się wygramolić z auta. Próbował następnie dobudzić smacznie śpiącego i pochrapującego pasażera, lecz ten w żaden sposób nie dał się doprowadzić do stanu używalności. Jego kontakt z otoczeniem był praktycznie zerowy. Podczas prób dobudzenia kolegi Kaczorowski zauważył zbliżające się światła jakiegoś pojazdu. Ze strachu, pozostawiając śpiącego, potykając się o krzaki, kilkakrotnie przewracając się i lądując twarzą w badylach oraz napotykając na opór materii, a w zasadzie siły grawitacji zaburzonej zachwianiem zmysłu równowagi, zbiegł z miejsca wypadku i ukrył się między drzewami pobliskiego lasku. Stamtąd dopatrzył się, że nadjeżdżającym pojazdem jest polonez miejscowego posterunku policji. Skojarzywszy, że grozi mu jakieś wielkie niebezpieczeństwo, czym prędzej wziął nogi za pas i najprędzej, jak tylko był w stanie, czasami nawet na czworaka, zmykał nie oglądając się na kierunek ucieczki. Gdy opadł z sił usiadł pod drzewem i przysnął. Nie na długo, gdyż panujący chłód obudził go po około pól godzinie. Nieco ochłonąwszy postanowił iść na przełaj, polami, do wójta. Pamiętał bowiem, że ten, kilka lat wstecz, już raz uratował go, gdy jechał nawalony na rowerze i zatrzymali go policjanci. Wiedziony tą myślą błyskawicznie parł do mieszkania wójta, nie zważając na porę, by jak najprędzej prosić go o pomoc. Przed chwilą właśnie zakończył swoją relację.

I co ty myślisz, że ja za każdym razem, gdy zechcesz jeździć na podwójnym gazie, będę cię wyciągał z opresji? gniewnie zapytał Popiołek.

Nie zamierzał on jednak pozostawić przewodniczącego bez pomocy, ale postanowił trochę się z nim podrażnić. Wiedział bowiem, że Kaczorowski jest posłusznym narzędziem w jego ręku i zawsze na forum rady przeprowadzi bez przeszkód głosowanie nad projektami zgłaszanymi przez wójta. Poza tym bez najmniejszych wahań podpisywał mu wszelkie delegacje służbowe, nawet te o których wiedział, że służą tylko i wyłącznie pokryciu kosztów prywatnych eskapad Popiołka. Dzięki temu wójt niemal co miesiąc otrzymywał, jako zwrot kosztów podróży własnym samochodem, kwotę około dwóch tysięcy złotych. Tymczasem Kaczorowski skamlał, ale już teraz znacznie wyraźniej niż początkowo, gdyż w między czasie wypił bardzo mocną kawę.

Stachu, zlituj się. Pomóż jeszcze raz. Ostatni! zarzekał się przewodniczący. Zrobię wszystko, co zechcesz deklarował. Do tej pory przecież niemało ci się zasłużyłem.

No, no. Tylko bez takich! wkurzył się Popiołek, który nie znosił, gdy ktoś wypominał mu jakieś świadczone mu przysługi. Ty sam też niemało korzystasz z naszego układu. Wspomnę tylko, że co miesiąc bierzesz na czysto swoją pensyjkę wójt wskazywał na nieopodatkowaną dietę Kaczorowskiego, pobieraną z racji pełnionej przez niego funkcji. Większość bezrobotnych czy nawet pracowników interwencyjnych marzy o tym, żeby brać takie pobory.

Chcesz Stachu? Będę oddawał część diety tobie próbował negocjować Kaczorowski, który wiedział, ze wójt jest łasy na pieniądze. Tylko ratuj! niemal błagał przewodniczący.

No dobrze, ale to ostatni raz! zarzekał się wójt dobroczyńca. Tym razem będę chyba musiał uruchomić znajomości nie tylko na policji, ale w najgorszym wypadku także w prokuraturze, a nawet w sądzie. Jest tylko jeden kłopot.

Jaki? pytał zaniepokojony Kaczorowski.

Ciekawe czy pasażer, którego wiozłeś już ocknął się i czy przesłuchała go policja. Oni oczywiście natychmiast zorientowali się do kogo należy auto, lecz to nie gra roli. Najważniejsze, żeby ten twój sąsiad się nie wygadał. Jeżeli jest w dalszym ciągu bezoffen, to w porządku. Powiadomisz rano policję, że malucha ci ukradli w nocy sprzed domu, bo o ile wiem, to garażu nie masz. Ja w między czasie nakłonię tego pijusa, żeby mówił, iż nic nie pamięta, bo się nachlał do nieprzytomności. Potem postawisz mu za to dobrą wódkę. Pamiętaj tylko, żeby powiadamiając policję o kradzieży, powiedzieć, że postawiłeś samochód na podwórzu i poszedłeś spać.

Dobrze Stachu, tak powiem zgodził się, uszczęśliwiony pomocą wójta przewodniczący.

To mamy za sobą, a teraz jeszcze jedno zapowiedział Popiołek udając się do swojego pokoju. .

Co takiego? dopytywał się głośno, ponownie zaniepokojony Kaczorowski.

Ciszej bądź, bo wszystkich obudzisz skarcił go gospodarz i kładąc przed przewodniczącym kartkę oraz długopis dodał. A teraz pisz!

Co? Znowu? nieszczęsny kierowca domyślił się w czym rzecz. A muszę?

A ja muszę ci pomagać? zareagował pytaniem na pytanie Popiołek.

No dobrze, jak mus, to mus zgodził się niechętnie Kaczorowski przypominając sobie, że opisywał wójtowi swój rowerowy rajd po pijaku. Dawaj ten papier.

Na spisywaniu przebiegu zdarzenia zeszło im jeszcze prawie godzinę, bo Kaczorowski, mimo długiego stażu na fotelu przewodniczącego zaliczał już drugą kadencję, a wszystko dzięki poparciu wójta, który zaproponował, choć nie osobiście, ale przez pośrednikówradnych, jego kandydaturę do najwyższego hierarchicznie stanowiska w samorządzie lokalnym w dalszym ciągu nie przejawiał chęci ani zapału do sporządzania wszelkiego rodzaju pism; uważał on, że na starość nie warto doskonalić się w sztuce pisania, tym bardziej, że wszystkie potrzebne dokumenty dostawał pod nos przygotowane, z polecenie wójta, przez pracownicę biura rady. Wójt bowiem miał instrument nacisku na Kaczorowskiego w postaci jego poprzedniej notatki dotyczącej rowerowej eskapady. Dzięki temu mocno trzymał Kaczorowskiego w garści. Po sporządzeniu, oczywiście głównie pod dyktando Popiołka, dokumentu przez przewodniczącego, wójt wyciągnął pół litra wódki, którą rozpili dla utrwalenia zawartego układu. Potem Popiołek, nie zważając na to, że pił wczorajszego wieczora, a teraz poprawił swój stan jeszcze ćwiartką okowity, odwiózł Kaczorowskiego do domu. Popiołek doskonale wiedział, że kogo jak kogo, ale jego to żaden policjant gminny nie ma prawa ruszyć.
6
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Stachu! Ratuj! z rozpaczą w głosie zwrócił się do wójta Popiołka jeden z radnych, Władysław Kaczorowski.

Co się stało? ton głosu radnego zaintrygował Popiołka i jednocześnie pomyślał on o tym, że jeżeli pomoże Kaczorowskiemu, z którym byli na ty, to ten, a nie zaliczał się on do zdecydowanych stronników wójta, będzie miał wobec niego dług wdzięczności. Niedługo kończyła się kadencja rady i taka sytuacja odpowiadała Popiołkowi. Pomyślał, że dodatkowy głos w radzie, jeżeli Kaczorowski zostanie ponownie wybrany, bardzo mu się przyda.

W zasadzie nic wielkiego, ale może być wstyd kontynuował Kaczorowski.

Dla kogo?

No zwyczajnie dla mnie, jako radnego.

Po tym wstępie opowiedział wójtowi, jak to po wczorajszej sesji wracał do domu rowerem i na skrzyżowaniu zatrzymali go policjanci. Wspomniał przy tym, że po sesji spotkał się z kilkoma radnymi w knajpie i nieźle sobie popili. Okazją do spotkania miał być, wedle Kaczorowskiego, temat zgłoszony przez wójta i omawiany podczas sesji, a którego niektóre aspekty roztrząsali w perspektywie nadchodzącej przyszłości przy kielichu.

Wiesz, wszystkim się podobał twój pomysł zagajał Kaczorowski, próbując złapać punkty u Popiołka.

Ten wyczuł intencje radnego, ale nie dał po sobie tego poznać i z zaciekawieniem dopytywał się przebiegu zdarzenia.

Dużo wypiłeś?

Eee... normalnie, wyszło chyba po pół litra na twarz.

A badali cię na zawartość alkoholu we krwi?

No, na krew mnie nie wzięli, ale musiałem dmuchać w balonik, a policjanci mówili, że w takim stanie, to powinienem iść spać, a nie jechać rowerem.

Krótko pomyślawszy Stanisław Popiołek podjął decyzję pomoże Kaczorowskiemu i tym samym będzie miał go w garści. Było to możliwe dzięki temu, że będąc wójtem pozytywnie zaopiniował kandydatury kilku mieszkańców ze swojej gminy i w ten sposób ułatwił im otrzymanie pracy w policji. Oczywiście nie robił tego bezinteresownie, choć kandydaci pochodzili raczej z biednych rodzin. On już wówczas przewidywał, że jego protegowani będą mogli ułatwić mu załatwienie w ramach rewanżu tego rodzaju kontrowersyjne sprawy. Do Kaczorowskiego jednak powiedział:

Wiesz Władek, że jeżeli się zaangażuje, to w razie wpadki ucierpi na tym moja wójtowska reputacja. Ale że jesteś swój chłop to podejmę to ryzyko. Musisz mi tylko dokładnie opisać to co się przydarzyło ci wczoraj.

A po co? Nie można tego inaczej załatwić? z niepokojem dopytywał się Kaczorowski.

Poco to się nogi noco, a czasami pod pachami popisał się, w odpowiedzi, znajomością powiedzonek Popiołek. Muszę mieć to na piśmie, bo w przeciwnym wypadku nic z tego. wójt postawił twarde warunki. I nie interesuj się dlaczego, bo kociej mordy dostaniesz. jeszcze raz Popiołek zabrylował znajomością popularnych powiedzeń.

No dobrze westchnął przyparty do muru Kaczorowski i wziął się za pisanie. A że sztuki tej nie opanował najlepiej więc relacja spisana została pod dyktando Popiołka.

Gdy wręczał swój elaborat wójtowi, dręczony w dalszym ciągu niepokojem, zapytał się jeszcze:

Ale Stachu, to pismo nie trafi nigdzie oficjalnie?

O to możesz być spokojny odparł wójt i w myślach już umieścił spisaną przez Kaczorowskiego relację w swoich prywatnych zasobach archiwalnych z zamiarem wykorzystania jej w późniejszym terminie.



*****



Grażyna, wiesz, że zrobiłaś mi w Gdańsku świństwo zwrócił się do szefowej Ośrodka Pomocy Społecznej wójt Popiołek, wspominając niedawny wspólny udział w szkoleniu. Jak mogłaś? pytał się zgłaszając swe samcze pretensje.

Przecież nie mogłam na oczach ludzi sama przebywać w twoim pokoju udawała naiwną Grażyna Skóra. Gdyby się potem o tym dowiedział mój mąż, to nie wiem jak mogłabym mu to wytłumaczyć.

A tam, przejmujesz się nie wiadomo czym. Kto by mu o tym powiedział? Na pewno nie ja.

Ale były tam moje dobre koleżanki. Co by sobie o mnie pomyślały? Nie wiadomo czy któraś nie doniosłaby mężowi dalej broniła się Grażyna, nie chcąc zrazić do siebie przełożonego.

Przesadzasz. ripostował Popiołek. Której chciałoby się bawić w takie rzeczy. Ale pozostawmy ten temat. Niedługo, jak słyszałem, jest kolejne szkolenie, tym razem w Olsztynie.

Skąd wiesz? dopytywała się Grażyna, bo wiedziała, że pismo w tej sprawie przyszło zaledwie dwa dni wcześniej.

Ktoś mi kilka dni temu wspomniał, ale nie pamiętam kto.

Grażyna Skóra domyślała się, że źródłem informacji może być jej pracownica, Regina Pastuszek, która w ostatnim okresie wściubiała swój nos niemal we wszystkie sprawy i oczywiście przeglądała wszelką korespondencję. Pastuszek, gdy zorientowała się, że Grażyna pozostaje w bliskiej zażyłości z wójtem, natychmiast zauważyła szansę dla siebie. Wielokrotnie, gdy jej szefowa podjęła studia podyplomowe, powtarzała w rozmowach z nią, że z jej wykształceniem i znajomościami może sobie znaleźć lepszą pracę niż tylko kierowniczka ośrodka pomocy społecznej. Wymieniała różne stanowiska w strukturach powiatowych, które, jej zdaniem, Grażyna mogłaby objąć. Powtarzała przy tym bez przerwy, że wójt Popiołek na pewno jej pomoże w staraniach o lepszą pracę tym bardziej, że starostą powiatowym był kolega, nie tylko partyjny, Popiołka. Regina Pastuszek w dalszych planach oczywiście po zwolnieniu przez Grażynę obecnego stanowiska siebie widziała na jej fotelu. Była bowiem kobietą ambitną, choć nie wykształconą, co jednak przy braku skrupułów czyniło ją bardzo niebezpiecznym partnerem. A Grażyna w zasadzie traktowała ją po partnersku, gdyż leżało to w jej charakterze. Nigdy nie pomyślała, że Pastuszek może czyhać na jej stanowisko i dlatego w rozmowach bardzo często nie taiła nie widząc powodów wielu szczegółów dotyczących wizyt wójta, czy też życia rodzinnego. Poza tym doceniała na swój sposób podległą jej pracownicę, gdyż ta do obecnego stanowiska doszła zaczynając pracę jako dojarka w Państwowym Gospodarstwie Rolnym. Grażyna wiedziała z pewnością o jednej wadzie swej podwładnej, a mianowicie, że lubi ona tzw. skoki w bok. Korzystała z niemal każdej okazji, gdy nadarzyła się sposobność pojawienia się oczywiście nie publicznie w towarzystwie jakiegoś przystojnego, a najlepiej młodszego od Reginy, mężczyzny. Grażyna wielokroć hamowała te jej zapędy, gdyż żal jej było męża Pastuszek. Chłop zawsze o nią dbał i np. przynosił jej do pracy drugie śniadanie powtarzając zawsze przy tej czynności: Kwiatuszku, zapomniałaś śniadania, ale ci przygotowałem, bo to niezdrowo nie jeść cały dzień. Wprawdzie Ryszard Pastuszek do przystojniaków nie należał, ale kochał swoją żonę bezkrytycznie i gdy tylko mógł lub pozwoliła mu jego kochana Renia wyręczał ją we wszelkich zajęciach domowych. Teraz jego wizerunek przystojniaka pogorszył się, gdyż mocno przytył i jawił się niczym baryłka wina: niski i gruby. Tę ostatnią cechę zawdzięczał swej Regince, która po pierwszych, poślubnych miłosnych porywach, gdy już znudziło ją nadskakiwanie męża a zawsze mocno trzymała go pod pantoflem postanowiła uziemnić swego partnera i odstręczyć od niego inne baby. Osiągnęła to, jak kiedyś zwierzyła się Grażynie, przez zwyczajne... utuczenie go. Podsuwała mu bez przerwy smakowite i tłuste kąski przez co waga jej męża, o tak już spora przy jego niskim wzroście, skoczyła do pułapu ok. 100 kg. Komentując ten fakt Grażynie Regina Pastuszek powiedziała: Jak jest gruby, to nie chce mu się ruszać i nie lata za innymi babami. Podśmiewała się jednocześnie, że szkoda jej tylko, że wraz z nabraniem tuszy, mąż jej stracił równocześnie wigor w łóżku. Mówiła więc do Grażyny, starając się usprawiedliwić swoje skoki w bok: Sama widzisz, że muszę sobie szukać jakichś innych absztyfikantów, bo mój Rysio w sprawach łóżkowych prawie wcale nie wypełnia małżeńskich obowiązków.
5
Lech Wałęsa, jako człowiek wyrozumiały, na urządzane imieniny zaprosił także Kaczyńskich. Wredny drób zaproszenia jednak nie przyjął i żaden z bliźniaków na imieninowej fecie nie pojawił się. Dlaczego? Żeby mieć alibi, iż to nie oni dokonali dywersji.



Wydarzenia na imieninach byłego prezydenta świadczą o tym, że ktoś dokonał dywersji. A jakiej? A takiej oto: [http://img211.imageshack.us/img211/9505/100latpaniesx5.jpg]



Działania te miały na celu skompromitowanie Lecha Wałęsy wobec tłumów gości, w tym premiera Donalda Tuska oraz wmówienie nam, ze Wałęsa nie potrafi (co
Read More
sam zapowiada) napisać żadnej książki. A jeżeli jednak już mu się to uda, to nafaszerowana ona będzie błędami ortograficznymi.

Bracia Kaczyńscy oczywiście nie pojawili się, żeby chociażby spróbować przepięknego i zapewne smacznego tortu, zagryzając kiszonymi ogórkami stojącymi tuż obok.



Z bardzo dobrze poinformowanych źródeł (dochowując tajemnicy dziennikarskiej nie zamierzam ich ujawniać, nawet przed sądem) dowiedziałem się, że absencja Kaczyńskich nie była przypadkowa. Co to, to nie! Otóż nie pojawili się oni tam z premedytacją chcieli mieć alibi dla swych niecnych i wrednych poczynań.



Moje źródła podają (dostarczając dowodów w postaci pism, w tym także stenogramów z podsłuchów), że bliźniaki Kaczyńscy wspólnie i w porozumieniu wykorzystując swoje układy (tak, tak oni też są w nie wplątani) i znajomości spowodowali, że napis na torcie został obarczony ordynarnym błędem ortograficznym. Na dodatek niektórzy funkcjonariusze BOR zostali przekupieni żeby przymknąć oko na to rażące naruszenie bezpieczeństwa narodowego, które miało na celu ugodzenie w historyczny symbol naszego kraju i ośmieszenie nie tylko Lecha Wałęsy, lecz także naszego kraju w oczach opinii światowej.



Moi informatorzy donieśli mi, że w tym spisku, oprócz samych Kaczyńskich, uczestniczyli także: jakiś Wassermann i inne Ziobro, jak również całe tabuny członków i zwolenników PiS, którzy w tajemnicy przed całym Narodem w dalszym ciągu sprawują władzę w naszym kraju.



Osobiście dla tak wrednych działań mówię kategorycznie: NIE! i żądam postawienia całej tej spiskującej zgrai przed Trybunałem Stanu, albo nawet od razu postawienia ich pod ścianą i rozstrzelania. A jeżeli chodzi o wyrok to, co najwyżej w grę wchodzi wyrok sądu 24godzinnego. Czas ucieka i musimy się takim niecnym działaniom przeciwstawić. Kara musi być i to błyskawiczna! Żeby odstraszyć ewentualnych innych spiskowców z tego układu.
5
Lecha Wałęsa wszem i wobec zapowiada, że na drodze sądowej będzie się domagał po 20 milionów złotych od każdego, kto głosił będzie publicznie, iż to miał współpracować ze Służbą Bezpieczeństwa, jako TW Bolek. Zastanawiam się dlaczego były prezydent nie zamierza domagać się po 100 milionów.

Szeroko znane są informacje, bo w wypowiedziach medialnych często powtarza to sam Lech W., o planowanych pozwach oraz żądaniach po 20 milionów złotych za publiczne nazywanie byłego prezydenta Bolkiem. Sens tych żądań ocenia w dzisiejszej Rzeczpospolitej Marek Domagalski, który twierdzi, że jest w tym
Read More
więcej fajerwerków niż rzeczywistego zagrożenia. Zgadzam się z jego twierdzeniami, ale chcę napisać o czymś innym.

Mnie zastanawia skąd Lech Wałęsa wytrzasnął te 20 milionów i dlaczego nie żąda stu?

Wiele osób pamięta doskonale czasy początków prezydentury Lecha W., gdy zapowiadał on, że każdemu obywatelowi naszego kraju da po 100 milionów złotych. Wprawdzie później nieco tłumaczył, że ma na myśli wędkę, a nie rybę, ale w świadomości Polaków owe 100 milionów pozostało i utrwaliło się. Miał dać, a nie dał, niektórzy sami wzięli sobie znacznie więcej niż te bidne 100 milionów; jedni za pomocą owej wędki, inni zagrabiając hurtowo ryby.

I dzisiaj właśnie byłaby pora, żeby Lech W. powrócił do owej kwoty. W ten sposób historia zatoczyłaby koło i okazałoby się nawet, że były prezydent nie jest wcale taki pazerny, jak niektórzy sądzą, bo przecież nie chodziłoby mu faktycznie o 100 milionów złotych, tylko o historyczne 100 milionów złotych.

A żądając tylko 20 milionów Lech Wałęsa najwyraźniej rozdrabnia się, także historycznie.



P.S. A swoją drogą to ciekawe, czy pomysłem pozywania swoich adwersarzy do sądu były prezydent nie został zainspirowany działaniami niejakiego Adam M.?
5
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Po wyborach samorządowych w 1990 roku Stanisław Popiołek został wybrany przez radnych niemal jednogłośnie wójtem gminy. Wprawdzie spodziewał się tego, ale i tak na młodym człowieku wybór ten wywarł wielkie wrażenie. Rządy rozpoczął oczywiście bardzo ostrożnie: nie narzucał radnym bezpośrednio swego zdania tylko starał się tłumaczyć swoje zamierzenia i plany. Radni z kolei mając niewielki doświadczenie w sprawowaniu demokratycznej władzy i będąc przyzwyczajeni do stylu sprawowania rządów za czasów PRL, słuchali Popiołka niczym świnia grzmotu. Podobało im się, że wójt pyta ich o zdanie w wielu sprawach, byli tym wręcz zachwyceni. Jeszcze bardziej podobało im się to, że wójt wykonuje ich ustalenia, które zapadały podczas sesji; była to dla nich nowość, którą przyjęli zachłystując się niemal swoją władzą. Dopiero nieco później niektórzy przekonali się, że szlachetność wójta Popiołka nie jest tak całkiem bezinteresowna. Wówczas jednak nie bardzo mogli doprowadzić do zmiany na tym stanowisku, gdyż wójt umiejętnie kupił nadając różnego rodzaju przywileje większość radnych. Byli wśród nich także tacy, którzy dla świętego spokoju nie zamierzali się angażować w jakieś tam personalne potyczki.

W pierwszej kadencji funkcję przewodniczącego Rady Gminy pełnił Tadeusz Janulewicz, pracownik miejscowego Urzędu Gminy. Jego kandydaturę udało się Popiołkowi przeforsować z niewielkim tylko wsparciem ze strony służb specjalnych; większość działań w tym zakresie Popiołkowi udało się wykonać samodzielnie z pomocą rodziny, znajomych oraz osób z jego prywatnej agentury. Początkowo jednak na stanowisku przewodniczącego rady Stanisław Popiołek widział inna osobę, lecz po rozmowie z oficerem UOP, bezpośrednio po wyborach samorządowych, zmienił zdanie.

Ty myślisz, że jak przewodniczącym zostanie twój serdeczny kolega, to nie będziesz miał żadnych kłopotów? pytał Popiołka oficer prowadzący. Widać, że jesteś wielki naiwniak. Pomyśl tylko i spróbuj odpowiedzieć na następujące pytanie: jaką masz gwarancję, że ten twój koleś, gdy poczuje już nieco władzy, to nie zacznie się tobie, jako wójtowi czyli podległemu mu służbowo, przeciwstawiać?

Popiołek był nie w ciemię bity i szybko się uczył mechanizmów socjotechniki, dlatego powiedział wówczas:

Chyba już łapię. Trzeba przewodniczącym zrobić osobę, która będzie ode mnie zależna.

Doskonale, widzę, że wiesz skąd wiatr wieje. odparł uopek po czym zapytał. Czy jest wśród wybranych radnych jakiś urzędnik, nauczyciel, kierownik podległej urzędowi placówki?

Jest nawet kilku. Teraz problemem jest tylko wybrać właściwego kandydata. rozważał Popiołek, a następnie zapytał: A może postawić na Janulewicza?

Jeżeli jest to urzędnik średniego szczebla, a na dodatek w średnim wieku, to nie masz nad czym się zastanawiać. Gdy zostaniesz wójtem, to zawsze będzie nad nim wisiała, gdy np. zacznie samodzielnie myśleć, groźba, że wyślesz go na zieloną trawkę. W ten sposób zawsze będziesz mógł go kontrolować i nie będziesz miał kłopotów z przeforsowaniem, na forum rady, swoich pomysłów.

Po wyborze Tadeusza Janulewicza na przewodniczącego rady przyszła kolej na wybór wójta. W tym przypadku udział służb specjalnych był już znacznie większy uruchomiono wszystkich przydatnych tajnych współpracowników, którzy przeprowadzili z radnymi liczne rozmowy, w których pojawiały się informacje o różnego rodzaju kompromitujących zachowaniach zarówno radnych, jak i członków ich rodzin. Oczywiście nikt nikomu nie groził wprost, ale i tak sygnały były wystarczająco silne, żeby wśród zainteresowanych wywołać niepokój. W ten sposób spora grupa radnych wyrobiła sobie zdanie na temat kto jest najlepszym kandydatem na wójta. Mimo to pojawił się jeden kłopot. Otóż drugim kandydatem do wójtowskiego fotela był Czesław Mikulski, szef Solidarności w gminie. Na niego służby specjalne nie miały praktycznie żadnych materiałów i dlatego był on kontrkandydatem bardzo niebezpiecznym. Dodatkowym utrudnieniem był fakt, że nie wszyscy radni mieli grzechy na swoim sumieniu, stąd naciski agentów nie mogły przynieść żadnych skutków, tym bardziej, że do rady dostali się także członkowie i sympatycy Solidarności. Rozstrzygnięcie wyboru wójta, mimo wcześniejszych zapewnień oficera UOP, ważyło się niemal do ostatniej chwili. Ostatecznie Stanisław Popiołek pokonał Czesława Mikulskiego jednym głosem, co kosztowało później wójta Popiołka posadę kierowniczą w jednej z podległych gminie instytucji. Ciężkie chwile jednak minęły i Popiołek energicznie zabrał się do rządzenia.

Krótko po objęciu przez Popiołka ciepłej posady jego oficer prowadzący zwrócił się do niego z prośbą:

Wiesz, że ostatnio solidaruchy zaczęły się ostatnio ostro dobierać do dupy służbom specjalnym. Chcieliby oni zapoznać się z materiałami dotyczącymi naszych tajnych współpracowników. Nasze kierownictwo postanowiło, że owszem udostępnią im te papiery, lecz nie wszystkie, a tylko dokładnie wyselekcjonowane. Nam natomiast polecono wszystkie dokumenty, które nie trafią w ręce obecnej ekipy rządzącej, dobrze ukryć. Ja mam się zająć kilkunastoma kartonami papierzysk, ale nie za bardzo mogę je przetrzymywać we własnym mieszkaniu. Ty natomiast masz swój dom i dlatego pomyślałem, czy nie zechciałbyś na kilka tygodni zamelinować ich u siebie.

Wójt bez najmniejszych oporów zgodził się na taką propozycję ostrożnie dopytując się tylko, czy wśród tych materiałów będą również takie, które dotyczą mieszkańców jego gminy.

Jest tam kilka kartonów obejmujących także współpracowników z tego terenu, choć nie wszystkich. Jest to w zasadzie drobnica, która jednak jest bardzo przydatna w codziennym życiu. Te ważniejsze papiery otrzymali na przechowanie wyżsi oficerowie z tzw. starej gwardii. Jak będziesz się nudził, to możesz je przejrzeć, ale pamiętaj, żeby pozostawić je w takim porządku, w jakim będą poukładane.

Za dwa dni, nieoznakowaną nysą, kartony przywieziono wieczorem do domu Stanisława Popiołka. Ten, z wielkim żalem powodu licznych obowiązków na nowym stanowisku nie mógł się zapoznać dokładnie z dostarczonymi materiałami, choć zawartość kilkudziesięciu teczek, zdążył odkserować. Poza tym czasu na to zajęcie także miał niewiele, bo już zaledwie dwa tygodnie później zgłosił się jego opiekun i zabrał od niego cały ten bałagan.
5
MiejskoGminy Ośrodek Kultury we Fromborku zaprasza do udziału w II Mistrzostwa Siłaczy Polski Północnej, które odbędą się 29 czerwca 2008 roku; początek o godz. 12.00



W programie zawodów m.in. konkurencje:

► Podciąganie się na drążku

► Wyciskanie sztangi na ławce poziomej

► Podrzut sztangi

► Martwy ciąg

► Rzut oponą a także wiele innych



Podczas imprezy planowane są także konkurencje z nagrodami dla publiczności.

Wieczorem wystąpi zespół GESEK BAND z Elbląga.



Zgłoszenia zawodników przyjmowane będą do 23
Read More
.06.2008r.: telefonicznie 055 243 71 71, pocztą elektroniczną mgokfrombork@o2.pl oraz listownie lub osobiście MGOK, Osiedle Słoneczne, 14530 Frombork.



WPISOWE od zawodnika 20 zł



Informacje dotyczące szczegółów konkurencji oraz sposobu punktowania tel. kom. 0508 517 695
7
Usłyszałem i zobaczyłem rano w tv, że były prezydent Lech Wałęsa, ma ujawnić, kto był tym słynnym Bolkiem. I bardzo dobrze. W końcu dowiemy się tego wszyscy. Tylko czy na pewno?



Lech Kaczyński, urzędujący prezydent, oświadczył, że w jego przekonaniu Bolkiem był Lech Wałęsa. Były prezydent, oburzony tą wypowiedzią, grozi prezydentowi Kaczyńskiemu procesem sądowym (chyba, że ten przeprosi Wałęsę) i życzy sobie jego ustąpienia z urzędu. Wprawdzie scena polityczna to nie żaden koncert życzeń, ale niech sobie pan Wałęsa życzy; jego sprawa.



Pomijając front walki na linii
Read More
WałęsaKaczyński, były prezydent zapowiedział też, że w tydzień po publikacji książki, której nikt nie czytał, ale wszyscy wiedzą, co będzie zawierać ujawni, kto to faktycznie był TW Bolek. Osobiście jestem tego bardzo ciekaw.



Obawiam się tylko jednego, a mianowicie tego, że wypowiadając się na ten temat Lech Wałęsa zastosuje swoją formułę wypowiedzi opartą na zasadzie jestem za, a nawet przeciw.



Obawiam się, że wypowiedź byłego prezydenta będzie tradycyjnie tak pokrętnie i małoprecyzyjnie sformułowana, że będzie wymagała głębokiej analizy treści oraz tłumaczenia z polskiego na nasze.



Stąd moje wątpliwości czy w tydzień po publikacji książki Cenckiewicza i Gontarskiego rzeczywiście dowiemy się z ust Lecha Wałęsy, kto zacz ów Bolek.
6
Braniewo zaprasza na DNI BRANIEWA 2008 w dniach 20, 21 i 22 czerwca 2008r.



Ale będzie się działo... Aby tylko gwiazda/y nie nawaliła/y :) jak to było kiedyś z Blue Cafe.

Swoją droga ciekawe kto wygrał proces Urząd Miasta/BCK czy Blue Cafe?

poniżej plan działania :)



http://www.bck.braniewo.pl/obrazki/dni_braniewa.jpg