reklama
5
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Oskarżam Grażynę Skórę o to, że w okresie od stycznia 2000 do czerwca 2004 roku odczytywał akt oskarżenia Leszek Gabarycki, szef Prokuratury Rejonowej przywłaszczyła sobie środki żywności tzn. konserwy w ilości przynajmniej 140 sztuk o wartości 490 złotych, tłuszcze: olej roślinny przynajmniej 70 litrów o wartości 315 złotych, margarynę w ilości co najmniej 40 opakowań o wartości 100 złotych, masło przynajmniej 65 opakowań o wartości 130 złotych, smalec co najmniej 40 kostek o wartości 60 złotych, mąkę najmniej 25 opakowań o wartości 40 złotych, cukier w ilości przynajmniej 120 kilogramów o wartości 360 złotych oraz innych środków żywnościowych o wartości co najmniej 400 złotych, które przeznaczone były na pomoc materialną dla podopiecznych kierowanego przez nią ośrodka tj. o czyn wymieniony w artykule 278 § 1 kodeksu karnego. Łączna kwota strat, którą przez działania oskarżonej poniósł Ośrodek Pomocy społecznej wynosi 1.895 złotych.

Grażyna słuchała aktu oskarżenia i wydawało jej się, że to jakiś koszmarny sen. Nie zrobiła nic o czym mówił prokurator, a mimo to znalazła się na ławie oskarżonych. Siedząc i słuchając prokuratorskiego wystąpienia miała wrażenie, że ten koszmar zaraz się skończy, że ona obudzi się, otrząśnie i pójdzie do pracy, którą straciła pół roku przed pierwszą rozprawą w sądzie. Nie mogła uwierzyć, że prokuratura zdecydowała się wnieść akt oskarżenia, choć mogła się tego spodziewać obserwując działania prokuratorskie i działających na zlecenie prokuratury policjantów w trakcie postępowania przygotowawczego. Grażyna nie potrzebowała kraść żywności z magazynów ośrodka, gdyż ciesząc się zaufaniem wójta miała dość wysoką, jak na gminne warunki pensję. Prawie cztery tysiące złotych, brutto, jakie otrzymywała co miesiąc, nie licząc licznych premii i nagród, w zupełności wystarczały na zaspokojenie potrzeb, zarówno jej, jak i rodziny. Mając godziwą pensję nawet przez myśl jej nie przeszło, że może kosztem podopiecznych ośrodka zdobywać żywność; kategorycznie też zabraniała stosowania tego rodzaju praktyk podległym pracownicom. Pilnowała również, żeby otrzymywaną z różnych źródeł żywność przekazywać jak najszybciej mieszkańcom. Jednocześnie zdawała sobie sprawę, że sponsorzy przekazujący dary nie zawsze wymagali formalnego potwierdzenia dotyczącego ilości ofiarowanych darów, co z kolei ją zmuszało do swego rodzaju kombinacji w dokumentach odnoszących się do stanu zapasów magazynowych. Owe kombinacje skierowane były przede wszystkim na udokumentowanie stanu zapasów otrzymanych nieoficjalnie, nigdy zaś nie starała się ich pomniejszać czy w jakikolwiek sposób zaniżyć ilość posiadanej przez ośrodek na potrzeby podopiecznych żywności. W przedstawianych przez prokuratora dowodach czuła rękę swych byłych pracownic, które bardzo niechętnie ewidencjonowały żywność otrzymywaną drogą nieformalną. W pracy często widziała, że śniadania spożywane przez koleżanki składały się z produktów pochodzących z magazynu ośrodka. Mimo że zwracała pracownicom, których płace także nie należały do najniższych, uwagę na niestosowność ich postępowania; nie mogła, niestety, całkowicie wyeliminować tego procederu.

Zapoznając się z materiałami procesowymi nie mogła też zrozumieć skąd u, do niedawna podległych jej, pracownic wzięło się tyle zaciętości i podłości, bo podczas przesłuchań obciążały ją na wszystkie możliwe sposoby i starały się przedstawić ją w jak najgorszym świetle. Z zeznań Reginy Pastuszek, Beaty Pyterskiej i Beaty Klimontowicz dowiedziała się m.in. że: bardzo często miewała humory, które wyładowywała na podwładnych, że trzaskała drzwiami, że zajmowała się plotkami, że wobec klientów opieki była nieuprzejma, że w sposób wulgarny wyrażała się o wójcie, że wobec podległych pracownic była arogancka i wywyższała się, że bardzo często patrzyła na nie spod byka, że stosowała mobbing. Owe rewelacje na swój temat przyjmowała początkowo jako coś niesamowitego niczym bajki o smoku. Później zaczęła analizować czy jest w nich coś prawdziwego. Zdawała bowiem sobie sprawę, że była wymagającą przełożoną, lecz wynikało to przede wszystkim z troski o dobre funkcjonowanie placówki, którą kierowała. Wiedziała, że koleżanki nie zawsze prezentują najwyższy poziom intelektualny, nie zawsze potrafią się właściwie zachować wobec klienteli ośrodka, gdyż podopieczni najczęściej prezentowali roszczeniowa postawę i nie przyjmowali do wiadomości, że przyznanie zasiłku czy też udzielenie przez ośrodek pomocy w innej formie, zależy od wielu czynników formalnych zapisanych w ustawach i rozporządzeniach, a w końcu od finansów przeznaczonych przez samorząd i skarb państwa w celu zabezpieczenia potrzeb ludzi najbiedniejszych. Jakże często osobiście spotykała się z pretensjami podopiecznych kierowanymi pod swoim adresem, że nie chce im dać np. zasiłku tylko z powodu braku dobrej woli. Zawsze starała się wówczas spokojnie wytłumaczyć w czym rzecz i ewentualnie, gdy zachodziła taka możliwość, zaproponować inną formę pomocy. Częstokroć, gdy ośrodek nie dysponował aktualnie pieniędzmi, pożyczała ludziom drobne kwoty do chwili, gdy na konto wpłynęły środki na ustawowe zasiłki. Znała bowiem doskonale sytuację wszystkich korzystających z pomocy ośrodka i wiedziała, że wielokrotnie nawet drobna suma, 10 czy też 20 zł, jest ratunkiem w trudnych życiowych chwilach. Jej podwładne bardzo często niemal wyśmiewały ją za taką filantropijną postawę. Dlatego teraz nie mogła pojąć skąd u jej byłych pracownic wzięły się poglądy o jej niechęci do podopiecznych. To raczej ona zwracała im uwagę na niewłaściwy stosunek do klientów; dbała o pełną kulturę w tych kontaktach i nie pozwalała na zbyt swobodne, częstokroć na granicy dobrych obyczajów, podejście pracownic ośrodka do osób korzystających z pomocy placówki.

...ponadto oskarżam Grażynę Skórę o to kontynuował odczytywanie aktu oskarżenia prokurator Gabarycki. że w celu ukrycia dokonanych nadużyć fałszowała dokumenty potwierdzające stan ilościowy będących w dyspozycji kierowanego przez nią Ośrodka Pomocy Społecznej środków żywnościowych przeznaczonych na pomoc rzeczową dla mieszkańców gminy tj. o czyn opisany w artykule 270 § 1 kodeksu karnego, w związku z artykułem 273 kodeksu karnego. Oskarżam także Grażynę Skórę o zniszczenie, w okresie dokonywania nadużyć, przynajmniej dziesięciu dokumentów magazynowych i zastąpienie ich sfałszowanymi tj. o czyn określony w artykule 276 kodeksu karnego.

Obok prokuratora, jako oskarżyciel posiłkowy, siedział Stanisław Popiołek, który z wielką satysfakcją obserwował zmieszanie i konsternację Grażyny. Odczuwał zadowolenie z faktu, że jego niedoszła kochanka, która ośmieliła się odrzucić jego, wójta, awanse siedzi na ławie oskarżonych blada, z podkrążonymi oczami. Dobrze ci tak snuło mu się po głowie nie chciałaś mnie, to masz na głowie cały ten pasztet. Popiołek nie miał wyrzutów sumienia, że zmontował całą tę aferę wspólnie z pracownicami ośrodka. Wprawdzie uważał, że lepszym narzędziem upokorzenia Grażyny byłoby oskarżenie jej o malwersacje finansowe. Miał nawet przygotowaną dokumentację na temat pobierania przez Grażynę premii i nagród bez jego akceptacji, którą jednak bał się wykorzystać, gdyż pociągnęłoby to za sobą również konsekwencje prawne w stosunku do księgowej ośrodka, a Beata Pyterska odmówiła tymczasem realizacji tego scenariusza. Na tym etapie, jak obecnie sądził, obciążenie byłej kierowniczki zagarnięciem żywności było aktem wystarczającym dla dotkliwego poniżenia jej. Aferę finansową odłożył do realizacji w późniejszym terminie. Niech no tylko księgowa i pozostałe pracownice zaczną zeznawać w tym procesie dumał to tak się uwikłają w te kombinacje, że nie będą miały wyjścia i później będą musiały obciążać ją także w kolejnym procesie. Tak rozważając Popiołek wiedział, że wcześniej czy później obecna ekipa ośrodka będzie do odstrzału. Tymczasem planował, że główną rolę w rozpoczętym procesie muszą odegrać byłe podwładne Grażyny; on natomiast będzie występował zaledwie gdzieś w tle. Powziąwszy taką decyzję postanowił, że nie będzie aktywnym uczestnikiem procesu, że obecnie wystarczy tylko jego obecność, a obciążające Grażynę zeznania złożą, nakłonione i odpowiednio poinstruowane przez niego, pracownice ośrodka.
4
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Wójt Popiołek rozważał warianty zemsty na Grażynie. Pod uwagę brał miedzy innymi możliwość wrobienia Grażyny w zagarnięcie mienia tj. ubrań oraz żywności będących w dyspozycji Ośrodka Pomocy Społecznej. Po dłuższej chwili doszedł jednak do wniosku, że nie warto bawić się w takie duperele; należy natomiast przygotować coś mocniejszego. Tymczasem rozważania te odłożył do czasu przeprowadzenia rozmowy z pracownicami ośrodka. Spotkanie odbyło się późnym wieczorem w jego domu. Niestety, czego żałował, nie mógł pozbyć się swojej żony i ostatecznie postanowił również ją wciągnąć do spisku. Regina Pastuszek dobrze wywiązała się ze swojego zadania zarówno Beata Pyterska, jak i Beata Klimontowicz przybyły do mieszkania wójta należycie urobione.

Moje panie! zagaił wójt. Słyszałem, o czym poinformowała mnie pani Regina, że kierowniczka niewłaściwie się zachowuje w sposób wulgarny krytykując mnie w rozmowach z wami.

Tak panie wójcie potwierdziła Pyterska. Ona nawet do nas zwraca się nieuprzejmie.

Po wypowiedzeniu tej kwestii, trzy zdecydowane na wszystko kobiety, rozpoczęły wyliczanie grzechów swojej przełożonej. W swojej relacji jechały na Grażynie niczym na łysej kobyle, przypisywały jej wszystkie swoje grzeszki poczynając od niewłaściwego zachowania się wobec podopiecznych. Wśród wybryków Grażyny znalazły się więc: przypadki rzekomego wulgarnego słownictwa szefowej, uwagi dotyczące stanu nietrzeźwości kierowane do odwiedzających ośrodek ludzi, ich stanu umysłu, higieny. Kobiety nie pominęły także, rzekomych wulgaryzmów Grażyny pod adresem wójta, jej plotkarskiego charakteru, pokrzykiwań na pracownice, stawiania bezbronnych kobiet na baczność, pogróżek na temat zwolnienia z pracy, a w końcu gróźb pod adresem wójta.

Pani Skóra jednego razu powiedziała nam, że nie boi się zwolnienia, bo jak pan będzie chciał się jej pozbyć, to napuści swego męża, żeby pana zarżnął niczym prosiaka mówiła, pouczona przez Pastuszek, Beata Pyterska.

Intrygantki potwierdziły także plotkę o zamiarach Grażyny startowania w wyborach na wójta. Szczegóły na ten temat przekazała wójtowi Klimontowicz.

Mądrzyła się, że wcale nie jest głupsza od pana. Mówiła, że jest ze trzy razy mądrzejsza, a pan to się na wójta absolutnie nie nadaje, bo jest pan, przepraszam, ale zacytuję, prostak, który nie widzi dalej niż koniec własnego nosa.

Wójt, nakręcany rewelacjami uczestniczek spisku, czuł, że gwałtownie rośnie mu ciśnienie. Niemniej mocno zastanawiał się nad sposobem podłożenia świni, swojej jak słyszał nielojalnej podwładnej.

A w dokumentacji ośrodka macie porządek? zapytał się poszukując bata na Grażynę, choć doskonale wiedział, że kierowniczka zawsze solidnie wypełniała swe obowiązki.

Trochę bałaganu jest w papierach dotyczących rozdzielanej żywności podchwyciła myśl Regina Pastuszek.

Jakiego bałaganu? dopytywał się zaciekawiony Popiołek.

A bo wie pan, żywność często otrzymujemy od sponsorów, którzy nie zawsze ją przekazują w sposób formalny tłumaczyła Pastuszek. My rozdzielamy ją wśród ludzi, którzy podpisują się na listach określających ilość wydanej żywności. Na koniec miesiąca robimy podsumowanie i wówczas przyjmuje się żywność na stan do magazynu. Nie zawsze jednak jest to robione na bieżąco, bo kierowniczka często jeździ na kilkudniowe szkolenia, a także na studia. Jeżeli przypada to na koniec miesiąca, to zdarza się, że nie zostawi nam kartek z podpisami in blanco, dlatego nieraz podsumowania dokonujemy dopiero po dwóch lub trzech miesiącach. Przy tak długim okresie rozliczania pojawiają się błędy, których nie można się ustrzec.

Kierowniczka daje wam podpisane czyste kartki? spytał zaintrygowany Popiołek, który dostrzegł w tych praktykach pewną szansę.

Daje, ale ile się musimy przy tym naprosić skarżyła się Pastuszek. Za każdym razem robi to niczym na torturach, a nam przecież potrzebne są one na bieżąco, dlatego też często oszukujemy ją, aby zrobić sobie zapas, że popsułyśmy podpisane kartki, źle je wypełniając.

A macie teraz jakiś zapas?

Oczywiście!

Ile?

Ze cztery kartki się znajdą, ale jak potrzeba więcej, to postaramy się je zdobyć zadeklarowała w imieniu swoim oraz koleżanek Regina Pastuszek.

A na jakich drukach kierowniczka zatwierdza wam premie i nagrody?

Na normalnych, to znaczy wydrukowanych z komputera wtrąciła się Pyterska. Ja sama je przygotowuję, a kierowniczka podpisując się zatwierdza je do wypłaty.

A pieczątkę kierowniczki kto przystawia?

Najczęściej my same, bo pani Grażyna tylko podpisuje.

Bardzo dobrze! ucieszył się wójt, po czym zapytał. Jak wysokie są nagrody i premie?

Z tym bywa różnie tłumaczyła Pastuszek. Zazwyczaj jest to około tysiąc złotych, ale zdarza się, że dostajemy nawet po tysiąc trzysta.

Wójt szybko zaczął kalkulować i wyszło mu, że jeżeli będzie dysponował pięcioma lub sześcioma spreparowanymi listami, to będzie mógł Grażynie przypisać zagarnięcie nawet dwudziestu tysięcy złotych. Niemal podskoczył z radości, gdyż doszedł do wniosku, że znalazł sposób na pozbycie się kierowniczki. Był jednak nieco zawiedziony, gdyż na realizację planu potrzebował sporo czasu. Z drugiej strony makiaweliczna intryga, którą obmyślił, satysfakcjonowała go, gdyż zamierzał nie tylko pogrążyć Grażynę, ale również skorzystać na niej finansowo. Przyznać należy, że gdy na horyzoncie pojawiały się pieniądze do wzięcia, to zdolność zawiązywania przez wójta akcji oraz działania zmierzającego do wzbogacenia się, nawet kosztem innych, błyskawicznie u Popiołka wzrastała.

Ustalił z kobietami plan działania. Przez najbliższych cztery lub pięć miesięcy niezależnie od tego czy Grażyna oficjalnie przyzna im pieniądze, czy też nie miały preparować listy nagród i premii. Operacja ich księgowania nie powinna sprawić spiskowcom żadnego problemu, gdyż Beata Pyterska była główną księgową ośrodka. Ukrycie tych niecnych działań przed Grażyną Skórą pozostawił Popiołek na głowie kobiet. W końcu zakomunikował im:

Oczywiście pieniądze na podstawie spreparowanych list będziecie panie brać do kieszeni.

Wszystkie intrygantki aż podskoczyły z radości mając w perspektywie zdobycie sporej sumy pieniędzy. Wójt przez chwilę pozwolił im cieszyć się z tego faktu, poczym zafundował kobietom zimny prysznic:

Gdy weźmiecie pieniądze, to ich połowę mnie oddacie.

Każda?! kobiety wykrzyknęły niemal jednocześnie.

A co sobie myślicie, że ja nie mam potrzeb! chłodno zareagował Popiołek. Poza tym to przecież ja będę musiał powiadomić o przestępczych działaniach kierowniczki stosowne organa. Nie obędzie się przy tym, żeby sprawa poszła gładko, bez koperty, nie wiem nawet czy nie potrzeba będzie ich kilka. Może więc będę potrzebował więcej nić połowę pieniędzy? drażnił kobiety Popiołek.

Ale my też będziemy narażone na przykrości oponowała Pastuszek, którą natychmiast poparły pozostałe uczestniczki spisku.

Tak, tak panie wójcie! rzuciły Pyterska i Klimontowicz. Nas mogą przecież podejrzewać i nie wiadomo czy się z tego wywiniemy! dramatyzowały.

No dobrze, niech będzie połowa zgodził się w końcu wójt. Ale po zawiadomieniu prokuratury, a później w sądzie, musicie zeznawać tak, jak wam podpowiem. Bo jak nie, to...

Dobrze, dobrze panie wójcie szybko zapewniło Popiołka perfidne trio.
5
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Panie wójcie, mam do pana pilną sprawę zwróciła się do Stanisława Popiołka Regina Pastuszek, która wykorzystując nieobecność kierowniczki, postanowiła nieco pointrygować i spróbować wysadzić swoją przełożoną z siodła, a następnie zająć jej stanowisko. Ale nie chciałabym mówić o tym służbowo. Najlepiej prywatnie, może u pana w domu wpraszała się Pastuszek.

A o co chodzi? wójt tymczasem nie przejawiał większej chęci do rozmowy z szeregowym pracownikiem Ośrodka Pomocy Społecznej.

No wie pan mówiła skrępowana Pastuszek w zasadzie to nie moja sprawa, ale chodzi o panią kierownik.

A konkretnie? dociekał wójt.

Tak konkretnie, to nic konkretnego, ale wydaje mi się, że pani Skóra chce zostać wójtem.

Stanisława Popiołka zainteresowała ta plotka, a to z racji tego, że w ostatnim okresie po zajściu z wnioskiem nagrodowym był na Grażynę obrażony. Poza tym nie spodziewał się, żeby ktoś z jego otoczenia, mógł myśleć o pozbawieniu go wójtowskiego stołka. Zaskoczyła go ta informacja, gdyż uważał, że żadna kobieta nie nadaje się na zajmowane przez niego, przez kilkanaście lat, stanowisko. W duchu dumał wspominając odrzucone przez Grażynę jego zaloty: Że też jej się zachciało?! Niewdzięcznica! Co ona sobie wyobraża?. Rozmowa z Pastuszek wypadła akurat w okresie, gdy zastanawiał się nad ukaraniem nieposłusznej, tak więc ujrzał w wyobraźni sposób, żeby znaleźć fortel umożliwiający dokuczenie podwładnej w sposób możliwie najdotkliwszy. Może uda się --spławić ją z powodu np. utraty zaufania? To jest myśl!. Szybko więc odpowiedział Reginie Patuszek:

Dzisiaj nie mam czasu, bo jestem zaproszony w gościnę mówił o imprezie, którą przygotował Władysław Kaczorowski, przewodniczący Rady Gminy. Ale jutro niech pani przyjdzie do mnie do domu, najlepiej wieczorem, to sobie porozmawiamy na ten temat.

Zadowolona Pastuszek błyskawicznie zgodziła się na propozycje wójta i zadeklarowała, że pojawi się około 19 wieczorem.

Dobrze, bo o tej godzinie będzie już ciemno i nikt pani nie powinien zobaczyć, gdy będzie pani do mnie szła Popiołek zaakceptował termin, po czym dodał: Tylko żeby, to nie były jakieś głupoty.

Regina Pastuszek była zadowolona z reakcji wójta, lecz nieco przestraszyła się, gdy wójt zastrzegł sobie, by poruszana przez nią sprawa była poważna. Pastuszek wiedziała, że wójt lubi plotki szczególnie te dotyczące podległych mu służbowo kobiet, a najlepiej żeby dotyczyły one kłopotów rodzinnych, uczuciowych lub np. konieczności usunięcia ciąży jednak obawiała się, że treść informacji, która zamierzała podzielić się z gminnym włodarzem, może okazać się zbyt błaha. Dlatego też przed wizytą u wójta postanowiła zastanowić się mocno i nieco ubarwić historię. Nazajutrz wieczorem zameldowała się punktualnie w domostwie Popiołka.

O co więc chodzi pani Regino? Cóż to za rewelacje chce mi pani przekazać? zagaił wójt nie proponując gościowi nawet herbaty, gdyż w domu nie było jego żony, a on nie zwykł usługiwać komukolwiek i wypełniać elementarne chociażby wymogi w stosunku do gospodarza.

Zagadnięta Pastuszek stwierdziła na początek, że Grażyna Skóra, z którą pozostawała w dość bliskich kontaktach, zwierzyła się jej, iż podjęła studia, aby zdobyć wykształcenie, które poprawi jej szanse i umożliwi start w wyborach na stanowisko wójta gminy. Popiołek początkowo z niedowierzaniem przyjął tę wiadomość, ale gdy Pastuszek dodała, że Grażyna uważa go za gminnego dzierżymordcę, który nie liczy się z ludźmi i nie wysra się nawet za darmo, wówczas wójt okropnie się wkurzył.

Naprawdę tak mówiła? Chyba pani przesadza wyraził swe wątpliwości, bo do tej pory nikt nie śmiał wyrażać się w ten sposób w jego obecności.

Naprawdę panie wójcie! zapewniała Pastuszek. Sama słyszałam! ubarwiała swą opowieść.

Wójt nie wiedział, że rewelacje ogłaszane przez Pastuszek są autorstwa nie Grażyny, lecz jej pracownic, które wielokrotnie w rozmowach we własnym gronie krytykowały wójta. Sprawozdawczyni, gdy już powiedziała a, postanowiła powiedzieć również b i poszła na całość przytaczając słowa swoje oraz koleżanek, wkładając je w usta Grażyny. Zastanawiał się jednocześnie w jaki sposób nakłonić Beatę Pyterską i Beatę Klimontowicz do potwierdzenia jej rewelacji. Po krótkim namyśle uznała, że obie nakłoni do tego grożąc im, że w przypadku odmowy powiadomi wójta, że to one w ten wulgarny sposób opisywały Popiołka. Zdecydowawszy się na szantaż wobec koleżanek powiedziała wójtowi:

Pyterska i Klimontowicz też słyszały jak kierowniczka mówiła o panu, że rządzi pan w gminie niczym Kim Ir Sen Pastuszek wspominała dyktatora Korei Mówiła też o panu cham, palant, burak, ćwok i takie tam różne, a raz nawet powiedziała o panu, przepraszam, że powtórzę, kutas złamany.

Podczas gdy Pastuszek wyliczała epitety, którymi miała niby to określać wójta Grażyna, Popiołkowi rosło ciśnienie; poczerwieniał na twarzy, zaniemówił, a w końcu z dużym wysiłkiem opierając się na dotychczasowych zażyłych wrażeniach w kontaktach z kierowniczką wydukał:

To chyba niemożliwe, żeby aż tak mnie wyzywała?!

Możliwe, możliwe panie wójcie podgrzewała atmosferę intrygantka. Wszystkie możemy to potwierdzić, naprawdę zapewniała, brnąc w gąszcz pomówień, zdumionego wójta. Po krótkiej chwili wpadła na jeszcze jeden, jej zdaniem genialny pomysł, i podsyciła palący wójta gniew. A jednego razu, to mi nawet powiedziała, że wcale się pana wójta nie boi i jak będzie chciał ją pan zwolnić z pracy, to jej mąż pana pobije albo zarżnie, którymś z noży, albo szablą, z jego kolekcji.

Ostatnim zdaniem niemalże dobiła Popiołka, który wobec gorących zapewnień Pastuszek o prawdziwości jej relacji wyrzucił z siebie litanię wyzwisk prawie z pianą na ustach:

A to małpa abisyńska! Babsztyl wredny! Tłumok jeden! Zdzira! Jak ja ją urządzę, to jej się odechce nawet myśleć o stanowisku wójta! Będzie sobie mogła w mojej gminie, co najwyżej, pójść kopać ziemniaki! I to tylko wówczas, gdy zobaczę, że nie ma co do garnka włożyć!

Po tym wybuchu, rozładowawszy emocje, spokojniejszym tonem dodał:

Pani Regino! Na razie proszę naszą rozmowę zachować dla siebie. Nikomu o niej ani słowa! Nawet koleżankom z pracy czy też nawet mężowi. Musze dokładnie przemyśleć te fakty i zastanowić się nad rozwiązaniem problemu. Że też ona jest taka niewdzięczna wzdychał wójt. Pomyślę jakie wyciągnąć konsekwencje.

Dobrze panie wójcie zapewniła służalczo Popiołka.

Wstrząśnięta zachowaniem wójta, Pastuszek przypomniała sobie, że ona przecież też musi skorzystać z szansy. Dlatego zapytała szybko:

Zwolni ją pan? A kto będzie kierownikiem?

To się jeszcze zobaczy, ale chyba trzeba zacząć rozglądać się za nowym szefem ośrodka pomocy społecznej. Muszę przespać się z tym problemem, a za dwa, trzy dni chciałbym się spotkać z pracownicami ośrodka.

Z kierowniczką też? zaniepokoiła się Pastuszek.

Co też pani plecie! Tylko z wami.

Uspokojona nieco kobieta szybko pożegnała się i jeszcze rozemocjonowana prawie pobiegła do domu. W duchu zaś rozważała: Jak ją zwolni, to może ja, jako najstarszy pracownik, dostanę tę posadę. Awans, podwyżka, więcej swobody! Tak, to się opłacało.

Tej nocy Regina Pastuszek długo nie mogła zasnąć. Planowała działania zachęcające koleżanki z pracy do potwierdzenie jej relacji. Rozważała zastosowanie metody kija i marchewki: Trochę je postraszę, a później obiecam, że jak zostanę szefową... Nie, powiem im, że wójt to mi już obiecał! Tak, tak! A im obiecam podwyżkę.

Nad ranem, gdy w końcu zasnęła, śniło jej się, że w niedługim czasie po objęciu stanowiska kierowniczki, mogła sobie pozwalać niemal bez ograniczeń na fryzjera, kosmetyczkę i inne zabiegi upiększające. Śniła także, że kupiła rewelacyjne ciuchy i każda kobieta w gminie no, oprócz wójtowej zazdrościła jej szyku i elegancji. W marzeniach sennych nie zabrakło oczywiście tabunu kochanków, wśród których przebierała niczym Miss Świata. We śnie, dziwnym zbiegiem okoliczności jej idol, jeżeli chodzi o modę, to znaczy dotychczasowa kierowniczka, snuje się po okolicy w najgorszych łachmanach, a ona, od czasu do czasu, darowuje Grażynie znoszone kreacje.
5
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Wiesz, że wójt dopytywał się mnie czy czasem ty nie szukasz nowej pracy zwróciła się do Grażyny Skóry jej pracownica, Regina Pastuszek. Było to około dwa miesiące po tym nieszczęsnym wyjeździe na szkolenie do Olsztyna.

Tak? A skąd mu to przyszło do głowy? zdziwiła się kierowniczka ośrodka pomocy społecznej.

Nie wiem, ale wspominał, że jak skończysz studia, to z pewnością zaczniesz się rozglądać za lepszym stanowiskiem.

A tam, bzdury gadasz. Gdzie mi będzie lepiej? Tu znam ludzi, mam układy, znajomości. Po co więc na stare lata rozglądać się za inną posadą. Jestem stąd i nie zamierzam szukać pracy poza gminą.

Stosunki Grażyny z wójtem Popiołkiem znacznie się w ostatnim czasie popsuły. Stanisław Popiołek już nie przesiadywał godzinami w jej gabinecie swoje rządy sprawował obecnie zza biurka wójtowskiego gabinetu. Oziębienie kontaktów nastąpiło bezpośrednio po powrocie z Olsztyna. Nie bez znaczenia była przy tym rozmowa, która miała miejsce w dwa dni po powrocie ze stolicy województwa. Wójt jak zwykle przyszedł do gabinetu Grażyny, rozsiadł się w fotelu i jak gdyby nigdy nic zagadnął ją na temat zbliżającej się uroczystości z okazji Dnia Pracownika Socjalnego.

Pomyślałem, że należą wam się nagrody zgadnął Popiołek.

Pewno, że by się przydały. Zaraz powiem dziewczynom, żeby przygotowały wnioski. odpowiedziała Grażyna i wezwała Beatę Pyterską, księgową ośrodka, do swego gabinetu wydając jej polecenie. Pani Beatko przygotuje pani druki na nagrody dla pracowników ośrodka, również dla mnie.

Tak jak zwykle? W jednej tabeli? dopytywała się księgowa.

Oczywiście, na jednej kartce. Ma pani przecież gotowe wzorce, zmieni pani tylko daty i zostawi puste miejsca na wysokość nagród.

Dobrze. Skończę tylko bieżące rozliczenia i wydrukuję wniosek, o którym pani mówi. W dwóch egzemplarzach?

Tak. Tak jak zwykle.

Przysłuchujący się wymianie zdań wójt cierpliwie czekał, aż księgowa wyjdzie z gabinetu kierowniczki, po czym spróbował zatrzeć złe wrażenia z wyjazdu.

Przepraszam Grażyna za swoje zachowanie w Olsztynie. Nie wiem co we mnie wstąpiło, chyba za dużo wypiłem.

Stanisław nie ma sprawy, ale tak dalej być nie może. Ludzie zaczynają za dużo gadać, a jak te pogłoski dotrą do mego męża, to nie wiem jak on się zachowa.

No to jak dalej mamy się kontaktować? spytał nieco zaskoczony wójt.

Najlepiej wcale Grażyna postawiła twarde warunki bojąc się niekorzystnego dla niej rozwoju wydarzeń. Daj sobie na jakiś czas spokój, bo przez ciebie mogę mieć nieprzyjemności w domu.

Chyba żartujesz? zdziwił się Popiołek.

O żartach nie ma mowy. Nie życzę sobie, żebyś, jak do tej pory, przesiadywał u mnie w gabinecie. Przynajmniej przez najbliższy czas.

Mówisz poważnie?

Jak najbardziej.

Jak chcesz zezłościł się wójt i zgrzytając zębami dodał. Zaczynam się stosować do twego życzenia natychmiast! po wypowiedzeniu tej kwestii wstał i szybko wyszedł z gabinetu Grażyny, która przez okno zauważyła, że w stronę budynku Urzędu Gminy wójt pędzi, niczym goniony przez stado głodnych wilków.

Grażyna Skóra pomyślała, że teraz to nie może się spodziewać po wójcie niczego dobrego, ale zaraz też doszła do wniosku: Co mi może zrobić? Nie ma do czego się przyczepić, bo ośrodek działa bez zarzutu. Najwyżej obetnie mi premie albo nagrodę. Jej przewidywania spełniły się nawet szybciej niż się spodziewała. Wysłana do urzędu w celu zatwierdzenia z drukiem wniosku premiowego Beata Pyterska bardzo szybko wróciła i bez słowa podrzuciła wniosek na biurko kierowniczki. Grażyna przejrzała go i zobaczyła, że przyznane przez nią nagrody dla pracownic po około 1.200 zł pozostały bez zmian, natomiast nagroda przy jej nazwisku została przekreślona i wpisano kwotę... 400 zł. Natychmiast wezwała księgową.

Pani Beato, co to znaczy?

Nie wiem odpowiedziała speszona Beata Pyterska.

Kto to zrobił? Wójt?

Nie, ja na polecenie wójta księgowa jeszcze bardzie się speszyła. Tak mi kazał i powiedział, że tak ma zostać.

Dobrze, może pani wracać do swoich zajęć podsumowała, ukrywając swe zdenerwowanie, Grażyna.

Beata Pyterska nie omieszkała wspomnieć o tym wydarzeniu swoim koleżankom z biura. O ile Beata Klimontowicz tylko wzruszyła na ten fakt ramionami, to Regina Pastuszek w duchu się uradowała: Oho! Pani kierownik wpadła w niełaskę.

Stanisław Popiołek rzeczywiście wrócił do swego gabinetu mocno wkurzony. Nie wyobrażał sobie, że podległa mu pracownica postawi mu się i odrzuci jego zaloty. Co ona sobie myśli!? Lekceważyć mnie, na to nie pozwolę. Nieco ochłonąwszy oczekiwał pojawienia się Grażyny z wnioskiem nagrodowym. Postanowił, że przyzna jej najmniejszą premię, zmniejszoną o połowę. Gdy ujrzał w drzwiach gabinetu Beatę Pyterską, wzburzył się na nowo, ale zaraz obmyślił nowy plan zemsty. Księgowej kazał przekreślić kwotę 1.600 zł figurująca przy nazwisku Grażyny i w to miejsce wstawić jedną czwartą tej sumy. Wiedział, że fakt ten zaraz dotrze do pracownic ośrodka, dlatego postępowanie przy zatwierdzaniu wniosku przyniosło mu wielka satysfakcję. Spodziewał się jednocześnie, że niedługo potem Grażyna Skóra przybiegnie z pretensjami, a on zmusi ją żeby się ukorzyła i prosiła go o większą nagrodę. Nie przewidział, że Grażyna uniesie się honorem i nie pojawi się w jego gabinecie tego dnia, ani później. Przez kilka dni chodził zdziwiony, a po kolejnym tygodniu dojrzała w jego pokrętnym umyśle idea, żeby tak poniżyć Grażynę, żeby ta w końcu zaczęła błagać go o zniesienie sankcji. Zawiódł się na swych przewidywaniach okropnie, gdyż Grażyna postanowiła być konsekwentna i nie prosić wójta o żadną łaskę.
5
TWÓRCZOŚĆ jest dla mnie wszystkim po trochu: lekcją pokory, karą, nagrodą, zabawą i przygodą z darowaną obecnością, atrakcyjną i podniecającą odmianą egzystencji, ucieczką w śmiech przed jej rzeczywistą monotonią i zarazem niezgodą na jej dziadostwo, świadomym zagadywaniem swoich cierpień, tych prawdziwych i tych wyolbrzymionych, względnych, bo subiektywnych, odwracaniem od nich uwagi, reakcją organizmu na zmianę osobowości, lekarstwem na chroniczne osamotnienie i fałszywe współczucie, ratunkowym kołem prze agresywną nieżyczliwością bliźnich, zastępczą formą bytu na uwięzi, nieruchomym ruchem,
Read More
sposobem na senne koszmary i emocjonalną huśtawkę, wyzwaniem, uczeniem się pokonywania trudności, zbawiennym przejściem w stan duchowej metamorfozy, daremną próbą zrozumienia siebie i dożywotnim, nieudolnym, i dlatego stale podejmowanym usiłowaniem określenia swojej wewnętrznej kondycji.



KRZYKACZE i KOMENTATORZY



Twórczość odbieram sercem; ma zachęcać do kontynuacji życia, do jego doskonalenia, wzbogacania i uszlachetniania, nie zaś do popełnienia samobójstwa i żałosnych obertasów na zgliszczach świata. Ma budzić z duchowego letargu, zagonić do kochania świata nie takiego, jakim jest, ale do współdziałania z ludźmi, którzy pragną go unormalnić, którzy nie ograniczają się do taplania wśród deklinacji oglądanych nieszczęść i strojenia oburzonych min, lecz mówią, którędy trzeba wyjść z gnojówki na łąkę.



Recenzenci cudzych książek, zamiast przedstawić jej impresyjny opis, wolą iść po najmniejszej linii oporu, kroczyć drogą przetartą i wygodną, wolą odnotować, kto i czym oraz kogo i kiedy za co zabił, wolą, z dokładnością wprost proporcjonalną do absurdu, czynią to zaś wnikliwie i marudnie, omawiają fakturę utworu, przedstawiają ilość stron, spis tytułów rozdziałów i ilość kropek przypadających na centymetr kwadratowy sensu, wolą zajmować się analizą roli abrakadabry w prozie XVII wieku, podczas gdy aż się pod klawiaturę ciśnie, by napisać o ich przesłaniu, by powiedzieć o tym, dlaczego warto je czytać, co wzrusza, przejmuje, boli, jakie refleksje wzbudza.



Są to jednak problemy czysto krytykanckie. Może nieodzowne w pisaniu rozprawy magisterskiej, zażywane podczas wykładów z filologii pajęczaków, lecz nie są problemami czytelnika; czytelnika nie interesuje zbędnologia, bo, jak nie ma jednojajowych czytelników, tak powiedzieć trzeba, że każdy literat jest osobnym stworem, przeto nie powinien wyczyniać takich, lub prawie takich samych językowych wygibasów, jak drugi.



Powinien wypracować własny, niepodrabialny klucz do siebie; między Iksińskim, a Igrekowskim rozpościera się taka nieopisana przestrzeń różnych doświadczeń, że aż trudno założyć, że to, co mają do powiedzenia, przekłada się na ten sam wyraz.



POEZJA



Jestem wrogiem analizy wiersza. Zaglądanie poezji w zęby, to lewatywa dla duchowo ociemniałych; utwór przemawia do mnie nie fakturą przecinków, lecz tym, jakie budzi refleksje, czy w ich wyniku jestem głodny następnych. Ile razy można opisywać te same niewydarzone zdarzenia, by były ciągle świeże, nośne, atrakcyjne i nie przeterminowane, te same skowyczące pustki peronowych oczekiwań na cokolwiek, na ukochaną, na niezerżniętą flądrę zdolną do zaspanych, flejtuchowatych przeżyć, na te same telefony z poronionymi, zsiadłymi komunikatami?



Na podstawie poezji nie należy budować obrazu realnego świata. Z poezji można uczyć się różnorodności patrzenia na świat, na jego wielowarstwowość i zmienność, można uczyć się, że dla każdego z nas przedstawia się inaczej. Można się uczyć, ale nie można się nauczyć, ponieważ, jak być rzemieślnikiem wrażliwości?



Poezja wyklucza rzeczywistość. Rzeczywistość, to suche, zimne daty, nazwiska, obiektywne oceny. Poezja, to fikcja, myślowy skrót, emocjonalny błysk, ulotne nastroje, indywidualne klimaty, niekiedy żar. Poezja, to gloryfikowanie, naginanie własnych przeczuć i zamierzeń do faktów, to nieustanne przekształcanie świata prawdziwego w świat zgodny z fantazją jej zamiarów, to subiektywne interpretacje, życzenia, idealistyczne wizje. Z powściągliwym taktem i gliceryną w oku, o poezji i językowej wrażliwości, znanej im z naukowych, teoretycznych przekazów, zza ściany, albo od przyjaciół, wypowiadają się ludzie, którzy zaledwie otarli się o indywidualnego twórcę.



Ich namaszczona i niepodważalna wiedza o stanie duszy człowieka tworzącego, jest tak samo głęboka i przenikliwa, jak wiedza turysty o kraju znanym z krótkiego postoju na lotnisku.
4
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Wójt Popiołek już drugi raz tego dnia odwiedzał Grażynę w jej gabinecie. Pierwszy raz, rano dość długo siedział i zgadywał na różne plotkarskie tematy, które go bardzo pasjonowały. W końcu podpisał Grażynie listę premii dla pracowników i kierownika ośrodka. Zorientowawszy się, że czas szybko mija, a on musi jechać do starostwa powiatowego, zabrał się do samochodu i nie było go przez ponad trzy godziny. Teraz, wracając z powiatu, ponownie zawitał do Grażyny, bo wpadł na pewien pomysł związany z ich wspólnym wyjazdem na szkolenie do Olsztyna za dwa dni.

Wiesz, że kupiłem mieszkanie w Olsztynie ni to zapytał, ni to stwierdził Popiołek. Wynajmuje je, ale dzwoniłem do tych ludzi i okazuje się, że wyjeżdżają na weekend. Możemy tam zanocować po szkoleniu.

Ale ja już zamówiłam noclegi w hotelu szybko zareagowała przestraszona Grażyna i natychmiast dodała. Są bezpłatne, bo zarówno szkolenie jak i koszt pobytu uczestników finansowany jest ze środków Unii Europejskiej.

Nie szkodzi nie przejął się Popiołek. Zadzwoń i zrezygnuj z rezerwacji.

Nie mogę próbowała bronić się Grażyna. Rezerwacja jest w renomowanym hotelu orbisowskim. Nie mogę robić przykrości i kłopotów koleżankom z Olsztyna, które wystarały się o te miejsca, bo w innych hotelach był tłok kłamała rozpaczliwie Grażyna.

A tam, nie przejmuj się ripostował uparcie wójt. Na przeprosiny kupimy im jakieś bomboniery i wszystko będzie w porządku.

Grażyna w dalszym ciągu zgłaszała nowe argumenty.

A co powiedzą kierowniczki ośrodków z innych gmin, gdy nie zobaczą mnie w hotelu? Wiesz, że na szkolenie jedzie także Bożena Piątek Grażyna wspomniała o swej serdecznej koleżance kierującej ośrodkiem pomocy społecznej w sąsiedniej miejscowości. A jak któraś powie o tym mojemu mężowi?

A co cię on obchodzi? Już dawno powinnaś go rzucić stwierdził wójt mając na myśli niedawną rozmowę z Grażyną, podczas której żaliła mu się, że w ostatnim czasie nie bardzo jej się układa współżycie z mężem. Wprawdzie było to normalne zjawisko w małżeństwach z długim stażem, ale Popiołek nie wiedząc o tym i sądząc, że Grażyna szuka okazji do rozwodu, wykorzystał znane mu fakty i przytoczył je w prowadzonej rozmowie. Sama mówiłaś, że czasami masz dość Bogusia, więc nie czekaj aż on cię kopnie, tylko sama zdobądź się na odważną decyzję i powiedz mu: żegnaj!

Grażyna przestraszyła się dokumentnie. Dopiero teraz zrozumiała, że Popiołek poważnie myśli o zdobyciu strzeżonej przez nią do tej pory twierdzy wierności małżeńskiej. Nie wyobrażała sobie jednak, mimo częstych sporów z mężem na wszelakie tematy domowe, że mogłaby go, ot tak, zwyczajnie porzucić. Uważała bowiem, że ostatnie kłótnie podejrzewała, że ich przyczyną były plotki na temat jej związku z Popiołkiem to sprawa przejściowa, tym bardziej, że doskonale wiedziała, iż nie było żadnych sensownych podstaw do rozsiewania takich pogłosek. Zdawała sobie też sprawę Grażyna z tego, że ich dorobek małżeński ma tu duże znaczenie: przede wszystkim trójka dzieci dwie dorosłe córki, które już się usamodzielniły oraz najmłodszy, oczko w głowie rodziców, pobierający właśnie nauki w miejscowym gimnazjum. Poza tym dom, samochód, niewielki skrawek pola, no a głównie szczęśliwe lata małżeństwa, gdy oboje z Bogusławem jedno drugie wspierając wielkim wysiłkiem dorabiali się obecnego statusu. Wprawdzie Grażynie imponowało zainteresowanie wójta jej osobą, ale nie była przekonana, czy mogłaby sobie z nim ułożyć życie. Znała go doskonale przede wszystkim jego prostactwo i zawiść, brak wielu umiejętności poza oczywiście znakomitym warsztatem socjotechnicznym skłonność do plotek, którą to cechę Grażyna kategorycznie potępiała nie tylko u wójta, a wreszcie jego podejście do kobiet. Najmniejszą wadą w tym względzie był brak kultury wójta, brak cech dżentelmena objawiający się m.in. tym, że nigdy, kobiety z jego najbliższego otoczenia, nie przepuścił przodem, pierwszy nie powiedział dzień dobry czy otworzył przed nią drzwi. Dochodziły do tego liczne plotki o traktowaniu przez Popiołka swojej żony, a na dodatek, krążące jako tajemnica poliszynela, wieści o jego licznych romansach i losach kobiet, które Popiołek wykorzystał i porzucił.

Dlatego też na jego argumenty twardo odparła:

Stanisław, nie mogę podejmować decyzji naprzód jej nie przemyślawszy. Jest to zbyt poważna sprawa, żeby decydować o niej w ciągu pięciu minut.

Mówisz o noclegu w Olsztynie? Popiołek nie łapał sensu wypowiedzi Grażyny.

Też odrzekła Grażyna twardo patrząc w oczy wójtowi.

No dobra, pojedziemy do Olsztyna i tam się dalej zobaczy zadecydował wójt, nie bardzo rozumiejąc opory Grażyny.

Był nieco rozżalony, gdyż uważał, że dotychczas wystarczająco się starał i okazywał swej faworycie względy, które, jego zdaniem, już dawno powinny zawieść ją do jego łóżka. Przyszła mu na myśl sentencja: Kobieta zmienną jest, a od siebie w duchu dodał: No i ma swoje humory. Ale poczekamy i zobaczymy. W końcu to już niedługo, tylko dwa dni.

Po dwudniowym szkoleniu w Olsztynie, na które Grażyna oczywiście pojechała w towarzystwie wójta, pozostał jej niesmak. Mimo oporów przełożonego zamieszkali jednak w hotelu. Nie spodziewała się, że Popiołek zachowa się w tak ordynarny sposób. Nie dość, że niemal siłą wtargnął do jej pokoju, to był schlany jak świnia. Zaczął nachalnie przedstawiać jej miraże wspólnej przyszłości, a wszystko to tylko w zamian za noc spędzoną z nim w jednym łóżku. Gdy argumenty przyszłościowe nie podziałały na Grażynę, Popiołek próbował argumentów siłowych. Rozpoczęła się szarpanina i Grażyna tylko dlatego uniknęła złego losu, że na ten moment do pokoju weszła Bożena Piątek, z którą się wcześniej umówiły. Bożena spóźniła się nieco, ale gdy weszła Grażyna wykrzyknęła: O Boże! Całe szczęście że jesteś! Popiołek zmieszał się, spiekł buraka i coś tam mamrocząc pod nosem prawie wybiegł z pokoju.

Czy ja dobrze widziałam co on chciał zrobić? dopytywała się Bożena. Co to było jakaś próba gwałtu?

Daj spokój! wykrzyknęła Grażyna, która przestraszyła się, że Bożena może donieść o tym jej mężowi. Sama widziałaś: nachlał się i zaszumiało mu w głowie i w rozporku, jak to chłopu.

A nie sprowokowałaś go?

Nie bądź głupia! zezłościła się Grażyna Chyba nie po to umawiałam się z tobą, żeby zrobić to na twoich oczach. Prosząc cię do pokoju, chciałam się w ten sposób zabezpieczyć. A ty czegoś się spóźniła? zapytała w dalszym ciągu zdenerwowana.

Zagadałam się na korytarzu z Elką. Ale swoją drogą, to nie podejrzewałam, że wasz wójt to taka świnia.

Daj spokój! powtórzyła Grażyna. Tylko broń Boże nie mów o tym nikomu poprosiła koleżankę.

Ty lepiej zgłoś to na policję doradzała Bożena.

Czyś ty zdurniała!? Trzeba nie mieć rozumu, żeby tak gadać! piekliła się Grażyna. A później co? Na zieloną trawkę?

Masz rację przyznała po krótkim namyśle Bożena, po czym dodała. I lepiej o tym nikomu nie wspominać. Ja nie puszczę pary z ust.

Oczywiście i dziękuję. Gdyby nie ty, to nie wiem jak by się to skończyło. Wybacz, że tak się uniosłam, ale sama widziałaś w jakiej znalazłam się sytuacji.

Nie ma sprawy, rozumiem. A teraz chodź pójdziemy wypić jakiś koniak, bo mnie to też wkurzyło.
4
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Stachu, ratuj! Władysław Kaczorowski, obecnie przewodniczący Rady Gminy, ze świeżymi śladami podrapania na twarzy, dość bełkotliwie zwrócił się do Stanisława Popiołka.

Przed wypowiedzeniem tej kwestii, około czwartej nad ranem, gwałtownie dobijał się do drzwi domu wójta. Ten jeszcze rozespany nie mógł uchwycić dramaturgii sytuacji i rozeźlony z powodu pobudki oraz wyrwania go z ciepłego łóżka, do którego trafił bardzo późno, a także będąc w stanie mocno wskazującym, z uwagi na to, że poprzedniego dnia świętował jubileusz 10-lecia swojej pracy na stanowisku wójta, burknął.

Człowieku, co ty sobie wyobrażasz!? Nie możesz przyjść rano?

Nieee, muszszę tteeraz jąkał się Kaczorowski.

Co się do diabła stało?

Raatuj, bbboo zzginę mmaarnie!

Mówże wreszcie konkretnie, do cholery, o co chodzi, bo jak nie to idę spać! I nie jąkaj mi się, tylko mów powoli. Chodź do kuchni, bo to nie miejsce na twoje wygłupy.

Przeszli do kuchni, gdzie Popiołek nastawił wodę na herbatę, po czym nakazał Kaczorowskiemu usiąść, a następnie zapytał się, co jego nocny gość będzie pił. Ten odparł, że najchętniej napiłby się wódki.

O! Co to, to nie! orzekł wójt. Najpierw wyśpiewasz mi wszystko, co masz do powiedzenia, a później zobaczymy czy sprawa warta jest otwierania butelki.

Kaczorowski mobilizując siły, czasami jeszcze się jąkając, opowiedział, co mu się przed około godziną przydarzyło. Okazało się wówczas, że z imprezy z okazji jubileuszu pracy wójta połączonej ze okrągłą, dziesiątą rocznicą funkcjonowania samorządu, Kaczorowski, w pijanym widzie, postanowił wrócić do domu swoim maluchem. Nie wiedział tylko, że kilka osób widziało go pijanego, gdy zasiadał za kierownicą swego bmw czyli bardzo małego wozu. Niektórzy nawet doradzali mu, żeby zrezygnował z jazdy po pijaku i proponowali nocleg. On jednak zlekceważył te oferty i jakoś udało mu się zająć miejsce za kółkiem. Zabrał nawet sąsiada, który prawie już stracił kontakt z rzeczywistością, lecz mimo to, uparcie dopytywał się: Duojeedzimyy doo doomu?. Na takie pytanie Kaczorowski miał jedną odpowiedź: A coo ty se... kuurrrwa myśliiszsz, że niee mooggę kieeroować? Jjaa jeestem przeewoodddniiczący... ktoo mmnie kuurrwa ruuszy! Na tak kategorycznie udzieloną odpowiedź pasażer, widać uspokojony, przekręcił się na bok i zasnął. Po drodze do domu Kaczorowski nie panował nad pojazdem, jak sobie z ułańską fantazją wcześniej wyobrażał. Na lekkim łuku drogi, najprawdopodobniej z powodu tego, że prędkość była zbyt duża w stosunku do aktualnych możliwości szofera, kierowany przez niego pojazd zjechał do rowu po drodze zaliczając kilka krzaków. Lądowanie również nie było twarde, maluch zaliczył kilka wgnieceń o ostatecznie zatrzymał się, opierając się bokiem od strony pasażera, na skarpie. Kaczorowskiemu udało się wygramolić z auta. Próbował następnie dobudzić smacznie śpiącego i pochrapującego pasażera, lecz ten w żaden sposób nie dał się doprowadzić do stanu używalności. Jego kontakt z otoczeniem był praktycznie zerowy. Podczas prób dobudzenia kolegi Kaczorowski zauważył zbliżające się światła jakiegoś pojazdu. Ze strachu, pozostawiając śpiącego, potykając się o krzaki, kilkakrotnie przewracając się i lądując twarzą w badylach oraz napotykając na opór materii, a w zasadzie siły grawitacji zaburzonej zachwianiem zmysłu równowagi, zbiegł z miejsca wypadku i ukrył się między drzewami pobliskiego lasku. Stamtąd dopatrzył się, że nadjeżdżającym pojazdem jest polonez miejscowego posterunku policji. Skojarzywszy, że grozi mu jakieś wielkie niebezpieczeństwo, czym prędzej wziął nogi za pas i najprędzej, jak tylko był w stanie, czasami nawet na czworaka, zmykał nie oglądając się na kierunek ucieczki. Gdy opadł z sił usiadł pod drzewem i przysnął. Nie na długo, gdyż panujący chłód obudził go po około pól godzinie. Nieco ochłonąwszy postanowił iść na przełaj, polami, do wójta. Pamiętał bowiem, że ten, kilka lat wstecz, już raz uratował go, gdy jechał nawalony na rowerze i zatrzymali go policjanci. Wiedziony tą myślą błyskawicznie parł do mieszkania wójta, nie zważając na porę, by jak najprędzej prosić go o pomoc. Przed chwilą właśnie zakończył swoją relację.

I co ty myślisz, że ja za każdym razem, gdy zechcesz jeździć na podwójnym gazie, będę cię wyciągał z opresji? gniewnie zapytał Popiołek.

Nie zamierzał on jednak pozostawić przewodniczącego bez pomocy, ale postanowił trochę się z nim podrażnić. Wiedział bowiem, że Kaczorowski jest posłusznym narzędziem w jego ręku i zawsze na forum rady przeprowadzi bez przeszkód głosowanie nad projektami zgłaszanymi przez wójta. Poza tym bez najmniejszych wahań podpisywał mu wszelkie delegacje służbowe, nawet te o których wiedział, że służą tylko i wyłącznie pokryciu kosztów prywatnych eskapad Popiołka. Dzięki temu wójt niemal co miesiąc otrzymywał, jako zwrot kosztów podróży własnym samochodem, kwotę około dwóch tysięcy złotych. Tymczasem Kaczorowski skamlał, ale już teraz znacznie wyraźniej niż początkowo, gdyż w między czasie wypił bardzo mocną kawę.

Stachu, zlituj się. Pomóż jeszcze raz. Ostatni! zarzekał się przewodniczący. Zrobię wszystko, co zechcesz deklarował. Do tej pory przecież niemało ci się zasłużyłem.

No, no. Tylko bez takich! wkurzył się Popiołek, który nie znosił, gdy ktoś wypominał mu jakieś świadczone mu przysługi. Ty sam też niemało korzystasz z naszego układu. Wspomnę tylko, że co miesiąc bierzesz na czysto swoją pensyjkę wójt wskazywał na nieopodatkowaną dietę Kaczorowskiego, pobieraną z racji pełnionej przez niego funkcji. Większość bezrobotnych czy nawet pracowników interwencyjnych marzy o tym, żeby brać takie pobory.

Chcesz Stachu? Będę oddawał część diety tobie próbował negocjować Kaczorowski, który wiedział, ze wójt jest łasy na pieniądze. Tylko ratuj! niemal błagał przewodniczący.

No dobrze, ale to ostatni raz! zarzekał się wójt dobroczyńca. Tym razem będę chyba musiał uruchomić znajomości nie tylko na policji, ale w najgorszym wypadku także w prokuraturze, a nawet w sądzie. Jest tylko jeden kłopot.

Jaki? pytał zaniepokojony Kaczorowski.

Ciekawe czy pasażer, którego wiozłeś już ocknął się i czy przesłuchała go policja. Oni oczywiście natychmiast zorientowali się do kogo należy auto, lecz to nie gra roli. Najważniejsze, żeby ten twój sąsiad się nie wygadał. Jeżeli jest w dalszym ciągu bezoffen, to w porządku. Powiadomisz rano policję, że malucha ci ukradli w nocy sprzed domu, bo o ile wiem, to garażu nie masz. Ja w między czasie nakłonię tego pijusa, żeby mówił, iż nic nie pamięta, bo się nachlał do nieprzytomności. Potem postawisz mu za to dobrą wódkę. Pamiętaj tylko, żeby powiadamiając policję o kradzieży, powiedzieć, że postawiłeś samochód na podwórzu i poszedłeś spać.

Dobrze Stachu, tak powiem zgodził się, uszczęśliwiony pomocą wójta przewodniczący.

To mamy za sobą, a teraz jeszcze jedno zapowiedział Popiołek udając się do swojego pokoju. .

Co takiego? dopytywał się głośno, ponownie zaniepokojony Kaczorowski.

Ciszej bądź, bo wszystkich obudzisz skarcił go gospodarz i kładąc przed przewodniczącym kartkę oraz długopis dodał. A teraz pisz!

Co? Znowu? nieszczęsny kierowca domyślił się w czym rzecz. A muszę?

A ja muszę ci pomagać? zareagował pytaniem na pytanie Popiołek.

No dobrze, jak mus, to mus zgodził się niechętnie Kaczorowski przypominając sobie, że opisywał wójtowi swój rowerowy rajd po pijaku. Dawaj ten papier.

Na spisywaniu przebiegu zdarzenia zeszło im jeszcze prawie godzinę, bo Kaczorowski, mimo długiego stażu na fotelu przewodniczącego zaliczał już drugą kadencję, a wszystko dzięki poparciu wójta, który zaproponował, choć nie osobiście, ale przez pośrednikówradnych, jego kandydaturę do najwyższego hierarchicznie stanowiska w samorządzie lokalnym w dalszym ciągu nie przejawiał chęci ani zapału do sporządzania wszelkiego rodzaju pism; uważał on, że na starość nie warto doskonalić się w sztuce pisania, tym bardziej, że wszystkie potrzebne dokumenty dostawał pod nos przygotowane, z polecenie wójta, przez pracownicę biura rady. Wójt bowiem miał instrument nacisku na Kaczorowskiego w postaci jego poprzedniej notatki dotyczącej rowerowej eskapady. Dzięki temu mocno trzymał Kaczorowskiego w garści. Po sporządzeniu, oczywiście głównie pod dyktando Popiołka, dokumentu przez przewodniczącego, wójt wyciągnął pół litra wódki, którą rozpili dla utrwalenia zawartego układu. Potem Popiołek, nie zważając na to, że pił wczorajszego wieczora, a teraz poprawił swój stan jeszcze ćwiartką okowity, odwiózł Kaczorowskiego do domu. Popiołek doskonale wiedział, że kogo jak kogo, ale jego to żaden policjant gminny nie ma prawa ruszyć.
5
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Stachu! Ratuj! z rozpaczą w głosie zwrócił się do wójta Popiołka jeden z radnych, Władysław Kaczorowski.

Co się stało? ton głosu radnego zaintrygował Popiołka i jednocześnie pomyślał on o tym, że jeżeli pomoże Kaczorowskiemu, z którym byli na ty, to ten, a nie zaliczał się on do zdecydowanych stronników wójta, będzie miał wobec niego dług wdzięczności. Niedługo kończyła się kadencja rady i taka sytuacja odpowiadała Popiołkowi. Pomyślał, że dodatkowy głos w radzie, jeżeli Kaczorowski zostanie ponownie wybrany, bardzo mu się przyda.

W zasadzie nic wielkiego, ale może być wstyd kontynuował Kaczorowski.

Dla kogo?

No zwyczajnie dla mnie, jako radnego.

Po tym wstępie opowiedział wójtowi, jak to po wczorajszej sesji wracał do domu rowerem i na skrzyżowaniu zatrzymali go policjanci. Wspomniał przy tym, że po sesji spotkał się z kilkoma radnymi w knajpie i nieźle sobie popili. Okazją do spotkania miał być, wedle Kaczorowskiego, temat zgłoszony przez wójta i omawiany podczas sesji, a którego niektóre aspekty roztrząsali w perspektywie nadchodzącej przyszłości przy kielichu.

Wiesz, wszystkim się podobał twój pomysł zagajał Kaczorowski, próbując złapać punkty u Popiołka.

Ten wyczuł intencje radnego, ale nie dał po sobie tego poznać i z zaciekawieniem dopytywał się przebiegu zdarzenia.

Dużo wypiłeś?

Eee... normalnie, wyszło chyba po pół litra na twarz.

A badali cię na zawartość alkoholu we krwi?

No, na krew mnie nie wzięli, ale musiałem dmuchać w balonik, a policjanci mówili, że w takim stanie, to powinienem iść spać, a nie jechać rowerem.

Krótko pomyślawszy Stanisław Popiołek podjął decyzję pomoże Kaczorowskiemu i tym samym będzie miał go w garści. Było to możliwe dzięki temu, że będąc wójtem pozytywnie zaopiniował kandydatury kilku mieszkańców ze swojej gminy i w ten sposób ułatwił im otrzymanie pracy w policji. Oczywiście nie robił tego bezinteresownie, choć kandydaci pochodzili raczej z biednych rodzin. On już wówczas przewidywał, że jego protegowani będą mogli ułatwić mu załatwienie w ramach rewanżu tego rodzaju kontrowersyjne sprawy. Do Kaczorowskiego jednak powiedział:

Wiesz Władek, że jeżeli się zaangażuje, to w razie wpadki ucierpi na tym moja wójtowska reputacja. Ale że jesteś swój chłop to podejmę to ryzyko. Musisz mi tylko dokładnie opisać to co się przydarzyło ci wczoraj.

A po co? Nie można tego inaczej załatwić? z niepokojem dopytywał się Kaczorowski.

Poco to się nogi noco, a czasami pod pachami popisał się, w odpowiedzi, znajomością powiedzonek Popiołek. Muszę mieć to na piśmie, bo w przeciwnym wypadku nic z tego. wójt postawił twarde warunki. I nie interesuj się dlaczego, bo kociej mordy dostaniesz. jeszcze raz Popiołek zabrylował znajomością popularnych powiedzeń.

No dobrze westchnął przyparty do muru Kaczorowski i wziął się za pisanie. A że sztuki tej nie opanował najlepiej więc relacja spisana została pod dyktando Popiołka.

Gdy wręczał swój elaborat wójtowi, dręczony w dalszym ciągu niepokojem, zapytał się jeszcze:

Ale Stachu, to pismo nie trafi nigdzie oficjalnie?

O to możesz być spokojny odparł wójt i w myślach już umieścił spisaną przez Kaczorowskiego relację w swoich prywatnych zasobach archiwalnych z zamiarem wykorzystania jej w późniejszym terminie.



*****



Grażyna, wiesz, że zrobiłaś mi w Gdańsku świństwo zwrócił się do szefowej Ośrodka Pomocy Społecznej wójt Popiołek, wspominając niedawny wspólny udział w szkoleniu. Jak mogłaś? pytał się zgłaszając swe samcze pretensje.

Przecież nie mogłam na oczach ludzi sama przebywać w twoim pokoju udawała naiwną Grażyna Skóra. Gdyby się potem o tym dowiedział mój mąż, to nie wiem jak mogłabym mu to wytłumaczyć.

A tam, przejmujesz się nie wiadomo czym. Kto by mu o tym powiedział? Na pewno nie ja.

Ale były tam moje dobre koleżanki. Co by sobie o mnie pomyślały? Nie wiadomo czy któraś nie doniosłaby mężowi dalej broniła się Grażyna, nie chcąc zrazić do siebie przełożonego.

Przesadzasz. ripostował Popiołek. Której chciałoby się bawić w takie rzeczy. Ale pozostawmy ten temat. Niedługo, jak słyszałem, jest kolejne szkolenie, tym razem w Olsztynie.

Skąd wiesz? dopytywała się Grażyna, bo wiedziała, że pismo w tej sprawie przyszło zaledwie dwa dni wcześniej.

Ktoś mi kilka dni temu wspomniał, ale nie pamiętam kto.

Grażyna Skóra domyślała się, że źródłem informacji może być jej pracownica, Regina Pastuszek, która w ostatnim okresie wściubiała swój nos niemal we wszystkie sprawy i oczywiście przeglądała wszelką korespondencję. Pastuszek, gdy zorientowała się, że Grażyna pozostaje w bliskiej zażyłości z wójtem, natychmiast zauważyła szansę dla siebie. Wielokrotnie, gdy jej szefowa podjęła studia podyplomowe, powtarzała w rozmowach z nią, że z jej wykształceniem i znajomościami może sobie znaleźć lepszą pracę niż tylko kierowniczka ośrodka pomocy społecznej. Wymieniała różne stanowiska w strukturach powiatowych, które, jej zdaniem, Grażyna mogłaby objąć. Powtarzała przy tym bez przerwy, że wójt Popiołek na pewno jej pomoże w staraniach o lepszą pracę tym bardziej, że starostą powiatowym był kolega, nie tylko partyjny, Popiołka. Regina Pastuszek w dalszych planach oczywiście po zwolnieniu przez Grażynę obecnego stanowiska siebie widziała na jej fotelu. Była bowiem kobietą ambitną, choć nie wykształconą, co jednak przy braku skrupułów czyniło ją bardzo niebezpiecznym partnerem. A Grażyna w zasadzie traktowała ją po partnersku, gdyż leżało to w jej charakterze. Nigdy nie pomyślała, że Pastuszek może czyhać na jej stanowisko i dlatego w rozmowach bardzo często nie taiła nie widząc powodów wielu szczegółów dotyczących wizyt wójta, czy też życia rodzinnego. Poza tym doceniała na swój sposób podległą jej pracownicę, gdyż ta do obecnego stanowiska doszła zaczynając pracę jako dojarka w Państwowym Gospodarstwie Rolnym. Grażyna wiedziała z pewnością o jednej wadzie swej podwładnej, a mianowicie, że lubi ona tzw. skoki w bok. Korzystała z niemal każdej okazji, gdy nadarzyła się sposobność pojawienia się oczywiście nie publicznie w towarzystwie jakiegoś przystojnego, a najlepiej młodszego od Reginy, mężczyzny. Grażyna wielokroć hamowała te jej zapędy, gdyż żal jej było męża Pastuszek. Chłop zawsze o nią dbał i np. przynosił jej do pracy drugie śniadanie powtarzając zawsze przy tej czynności: Kwiatuszku, zapomniałaś śniadania, ale ci przygotowałem, bo to niezdrowo nie jeść cały dzień. Wprawdzie Ryszard Pastuszek do przystojniaków nie należał, ale kochał swoją żonę bezkrytycznie i gdy tylko mógł lub pozwoliła mu jego kochana Renia wyręczał ją we wszelkich zajęciach domowych. Teraz jego wizerunek przystojniaka pogorszył się, gdyż mocno przytył i jawił się niczym baryłka wina: niski i gruby. Tę ostatnią cechę zawdzięczał swej Regince, która po pierwszych, poślubnych miłosnych porywach, gdy już znudziło ją nadskakiwanie męża a zawsze mocno trzymała go pod pantoflem postanowiła uziemnić swego partnera i odstręczyć od niego inne baby. Osiągnęła to, jak kiedyś zwierzyła się Grażynie, przez zwyczajne... utuczenie go. Podsuwała mu bez przerwy smakowite i tłuste kąski przez co waga jej męża, o tak już spora przy jego niskim wzroście, skoczyła do pułapu ok. 100 kg. Komentując ten fakt Grażynie Regina Pastuszek powiedziała: Jak jest gruby, to nie chce mu się ruszać i nie lata za innymi babami. Podśmiewała się jednocześnie, że szkoda jej tylko, że wraz z nabraniem tuszy, mąż jej stracił równocześnie wigor w łóżku. Mówiła więc do Grażyny, starając się usprawiedliwić swoje skoki w bok: Sama widzisz, że muszę sobie szukać jakichś innych absztyfikantów, bo mój Rysio w sprawach łóżkowych prawie wcale nie wypełnia małżeńskich obowiązków.