reklama
3
Wprawdzie dzisiaj to ja obchodzę imieniny, ale chciałbym odwrócić nieco tradycję i dlatego składam wszystkim użytkownikom oraz czytelnikom BraniewoNEWS serdeczne życzenia pomyślności i radości w życiu codziennym, a szczególnie podczas korzystania z tego serwisu.

Imienne (lub raczej nickowe) życzenia ode mnie zechcą więc przyjąć:

antyuser

Benitz

daman41

EBIT

gimnazjum

Guti

heniekb

hipnoza

Houlahan

iwona

kasia

klaudia3251

lodowaty

Lula

malgrzes

marekowsianko vel owsian vel OWSIA
Read More
NKO

martyna10113

mip

monter

NiSaR

obserwator

prowokat123

radek

rollo

Staszek11025

yuyul

oraz niezliczona rzesza anonimowych Czytelników (admin: można policzyć? Trochę informacji na ten temat chyba by się przydało).

Jednocześnie mam gorącą prośbę do wszystkich: piszcie więcej i śmielej, zachęćcie do tego także Waszych znajomych (koniecznie zaciągnijcie ich na stronę z informacją: Czym jest Braniewo News?). To takie proste! Do dzieła!

Dzielcie się każdą interesującą, Waszym zdaniem, informacją, na każdy temat. Komentujcie wpisy zawsze ciekawie jest przeczytać uwagi pod tekstem, przychylne lub nawet krytyczne (na te ostatnie szczególnie liczę pod moimi tekstami).

Pozdrawiam wszystkich licząc, że z okazji moich imienin, choć tę jedną moją prośbę spełnicie!



Krzysztof Kotowski
4
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić coś tak występnego
Read More
>Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Odczekała, niecierpliwiąc się, na swoją kolej w zadawaniu pytań i w końcu postawiła pierwsze z nich. Nie przypuszczała, że okaże się ono tak naiwne, gdyż uważała, że zarówno Ela Modlińska, jak i policjanci, potwierdzą jej wersję wydarzeń.

Czy prawdą jest, że kontrolę w ośrodku mieli przeprowadzić tylko funkcjonariusze policji?

Nieprawda, nie jest to prawdą zdecydowanie zaprzeczył wójt gdyż czynności te zleciłem sekretarz.

To dlaczego policjanci zjawili się u mnie przynajmniej pół godziny przed panią Modlińską?

Nie wiem unikał odpowiedzi zasłaniając się niewiedzą Popiołek. Może mieli jakąś inną sprawę w ośrodku?

Dlaczego, około miesiąc przed moim zwolnieniem, a dokładnie 4 maja, proponował mi pan zmianę pracy i obiecywał pan pomoc w jej znalezieniu? Grażyna dopytywała się o rozmowę, którą rzeczywiście miała miejsce w okresie, gdy wójt szykanował ją na różne sposoby. Podczas tej rozmowy Popiołek powiedział jej, że załatwi jej posadę kierownika Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, a Grażyna doskonale orientowała się, że dotychczasowa kierowniczka, przynajmniej nie krążyły na ten temat żadne pogłoski, nie zamierza odchodzić ze stanowiska. Uznała więc, że wójt obiecuje jej przysłowiowe gruszki na wierzbie.

Nic takiego nie mówiłem. Nie mogłem tak mówić, gdyż nie znałem przecież wówczas wyników przeprowadzonej kontroli wypierał się Popiołek.

A dlaczego wysłał mnie pan w marcu na przymusowy urlop?

Wcale nie był to, jak mówi oskarżona, urlop przymusowy, lecz wynikał on z faktu, że miała ona zaległy, niewykorzystany urlop z roku poprzedniego, a przepisy mówią wyraźnie, że należy go wykorzystać w pierwszym kwartale roku następnego wójt podparł się zręcznie przepisami kodeksu pracy.

Dlaczego przed wysłaniem mnie na urlop powiedział pan, że będę miała w jego trakcie, czas na przemyślenie swojej postawy i ewentualne dokonanie w niej korekty?

Nic takiego nie mówiłem Popiołek udawał oburzenie. Oskarżona wymyśla jakieś niestworzone rzeczy i próbuje, oskarżając mnie, konstruować w ten sposób linię obrony, żeby uchodzić w oczach sądu za osobę pokrzywdzoną.

Grażyną widząc, że niewiele wskóra próbując potwierdzić treść rozmów przeprowadzonych z wójtem w cztery oczy, chwyciła się ostatniej deski ratunku i spróbowała ujawnić rzeczywiste przyczyny zwolnienia jej z pracy.

Czy jest prawdą, że pana stosunek do mnie zmienił się po tym, jak odmówiłam panu przespania się ze mną i było to też rzeczywistym powodem mojego zwolnienia?

Wprawdzie poruszona przez Grażynę kwestia mocno dotknęła Popiołka, który nie spodziewał się, że ośmieli się ona w obawie przed reakcją jej męża podnieść w sądzie ten drażliwy temat, ale po krótkiej chwili (jego twarz przybrała kolor buraka i krew zaczęła mu w żyłach krążyć znacznie szybciej niż zwykle) z wielkim oburzeniem niemal zakrzyknął:

Jak tak można? Ja mam żonę i dzieci! To są pomówienia Wysoki Sądzie!

Proszę się uspokoić i udzielić jednak odpowiedzi na pytanie sędzia Jachimowicz kontrolując przebieg procesu, stanowczo domagała się od wójta wyjaśnień.

To bzdura Wysoki Sądzie. Kategorycznie zaprzeczam twierdzeniom oskarżonej, która po raz kolejny próbuje przedstawić mnie w złym świetle. Zamiast przedstawiać dowody swej rzekomej niewinności wymyśla jakieś banialuki, udaje niewiniątko skrzywdzone rzekomo przez wójta. Ja na swoim stanowisku nie mam czasu na prowadzenie romansów. Może oskarżona wyraża w ten sposób tylko swoją ochotę na romans ze mną, ale ja kategorycznie temu zaprzeczam, bo co by o mnie pomyśleli moi wyborcy. A podczas wyborów uzyskałem bardzo dobre wyniki, chyba drugie w kraju pod względem procentowego poparcia elektoratu. Nikt nie będzie niszczył mojego dobrego imienia

Obłudna reakcja wójta wynikała z obawy, że przy tej okazji wyjdą na jaw jego inne miłosne przygody, których miał bez liku, co było tajemnicą poliszynela, ale nie chciał, żeby tego rodzaju sprawa zaważyła ewentualnie na wyroku w stosunku do Grażyny. Nie chciał wprowadzać tego tematu na salę sądową z obawy przed tym, że może on osłabić akt oskarżenia i Grażyna może się z jego autorskiej afery po prostu wywinąć.

Pod koniec rozprawy Grażyna zgłosiła, że chce złożyć wyjaśnienia dotyczące składanych przez Popiołka zeznań. Katarzyna Jachimowicz zezwoliła jej zabrać głos.

Wysoki Sądzie! Podejrzewam, że wójt Stanisław Popiołek odgrywa znacząca rolę w tym spisku tak, nie mogę tego nazwać inaczej przeciwko mnie, w którym biorą udział także moje byłe pracownice. Pragnę podkreślić, że kontrola w ośrodku miała na celu jeden tylko cel: oficjalne ujawnienie moich rzekomych przestępczych działań. Śmiem twierdzić, że dokumenty mające potwierdzić całą tą aferę zostały wcześniej spreparowane. Czy w tych machinacjach brał udział wójt? Tego z cała pewnością stwierdzić nie mogę, ale jestem przekonana, że odbywało się to z jego podpuszczenia, a być może nawet na jego polecenie. Podkreślenia wymaga również fakt, że tuż po moim zwolnieniu wójt powierzył obowiązki kierownika ośrodka Reginie Pastuszek, która natychmiast przywróciła do pracy, mimo toczącego się postępowania prokuratorskiego, Beatę Klimontowicz. Nie dziwi mnie wobec tego zachowanie, podczas postępowania przygotowawczego, wszystkich pracownic ośrodka, które na wszystkie możliwe sposoby starają się mnie obciążyć i przedstawiają mnie w jak najgorszym świetle. Wszak panie te są podległe służbowo wójtowi i to od niego przede wszystkim zależy czy pozostaną na swych stanowiskach. W świetle tego można się domyślać, że nie mogą one zeznawać inaczej, gdyż boją się, że stracą pracę, o którą na terenie gminy jest bardzo trudno. W ich przypadku ma to szczególne znaczenie, gdyż nie należą one do osób młodych i potencjalni pracodawcy nie przejawiają ochoty do zatrudniania osób w tym wieku. Oświadczam kategorycznie, że Stanisław Popiołek wielokrotnie starał się zaciągnąć mnie do łóżka. W sprawie tej zamierzam powołać świadków. Wprawdzie nie mam na to świadków, ale po moim zdecydowanym oświadczeniu w stosunku do wójta, że nie zamierzam z racji tego, iż jestem mężatką oraz wychowuje dzieci wiązać się z nim w jakikolwiek sposób, Stanisław Popiołek zmienił swoje postępowanie w wobec mojej osoby i od tamtego czasu byłam bardzo często szykanowana. Nie wiem z czego postawa wójta mogła wynikać. Najprawdopodobniej chodziło o jego urażoną męską ambicję, ale ja choć przyznaję, że z racji zainteresowania wójta moją osobą moja z kolei ambicja była mile połechtana nie mogę sobie pozwalać na zszarganie opinii tylko dlatego, że wójt ma taki kaprys.

Grażyna usiadła, lecz nie była do końca zadowolona ze swego wystąpienia. Nie planowała poruszać tematu łóżkowego, była to decyzja powzięta spontanicznie, pod wpływem chwili. Zdecydowało o tym między innymi wykręcanie się Popiołka od odpowiedzi na jej pytania i fałszywe jego zeznania w kwestiach poruszanych przez sąd. Pod koniec wygłaszania mowy głos jej załamywał się i niemal się rozpłakała. Powstrzymywała ją tylko chęć odebrania Popiołkowi satysfakcji faktem, że rozpłacze się niczym ostatni mazgaj. Jednocześnie narastała w niej wola twardej obrony przed stawianymi jej zarzutami i oczyszczenie się zarówno w oczach sądu, jak i opinii publicznej.
4
Temat został nieco zapomniany i wyparty przez tzw. bieżączkę, ale w dalszym ciągu pozostaje aktualny. Platforma Obywatelska chce bowiem uwolnić zarobki dyrektorów i prezesów firm oraz spółek państwowych, które to zarobki ogranicza tzw. ustawa kominowa. Ogranicza ona też pensje samorządowców, ale moim zdaniem, to dobre rozwiązanie, bowiem uwolnienie tych zarobków stanie w absolutnej sprzeczności z hasłem tańszego państwa, które widniało na sztandarach PO w trakcie kampanii wyborczej.



Tekst jest dość długi, ale nie widziałem możliwości, przedstawienia zagadnienia w trzech zdaniach.
Read More
Przepraszam.



BIZNES

Na początek cytat ze strony http://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/polska;ustawa;kominowa;jedyna;w;krajach;ue,120,0,330360.html z tekstu pod tytułem Polska ustawa kominowa jedyna w krajach UE z 21 marca br.:

Około 18 tysięcy złotych maksymalnie może zarobić kadra zarządzająca w spółkach Skarbu Państwa. Członkowie zarządów i rad nadzorczych w firmach prywatnych zarabiają nawet kilkanaście razy więcej. Polska jest jedynym krajem w UE, który ogranicza ustawą zarobki top menedżerów w spółkach Skarb Państwa.

I cóż z tego, że jedyny kraj w UE? Że niby po wstąpieniu do Unii od razu wzrosły: dochód narodowy? płace? zamożność państwa i obywateli? Kto tak twierdzi jest zwyczajnym głupkiem. A że prezesi prywatnych firm zarabiają kilkanaście razy więcej niż ich koledzy z firm państwowych? Jeżeli prywatna firmę stać na takie płace to bardzo dobrze, ale Polska (jak na razie) nie jest prywatnym biznesem i płaci tyle na ile ją stać. A stać nas na więcej?



Kolejny cytat z tego tekstu:

Przykładowo w Austrii, Belgii, Danii i Finlandii nie ma żadnych ograniczeń dotyczących wynagrodzeń menedżerów państwowych spółek.

Ja z kolei nie zauważyłem, również przykładowo, żebyśmy mogli (jako państwo i jako obywatele) równać się dochodami z taką Austrią, Belgią, Danią, Finlandią czy nawet wymienianymi w tekście później Czechami i Holandią.



Z kolei w Pulsie Biznesu z 20 marca br. czytamy m.in.:

Minister skarbu Aleksander Grad chce mieć własny zasób najlepszych menedżerów w kraju. Do państwowych spółek zwabi ich wizją zniesienia ustawy kominowej. () Minister Grad mówi Pulsowi Biznesu, że chce stworzyć zasób kadrowy ministra skarbu z najlepszych menedżerów w kraju.

Warunkiem tego ma być wprowadzenie do nowej ustawy o prywatyzacji i nadzorze właścicielskim, którą wkrótce ma przygotować, zapisu o zmianie lub zniesieniu ustawy kominowej. Minister skarbu chce mieć najlepszy zasób menadżerów. Owszem ambitny plan. Ale czy stać go na sfinansowanie tego ze skarbu państwa? Stać nas na to?



Na innej stronie internetowej [http://wiadomosci.polska.pl/gospodarka/article,Koniec_ustawy_kominowej,id,320248.htm] z 21 marca br. przeczytać można, że:

Pensje prezesów spółek skarbu państwa mogą się zrównać z wynagrodzeniami szefów spółek giełdowych czy banków komercyjnych zapowiedział minister skarbu Aleksander Grad. () Wówczas jak zaznaczył Aleksander Grad wynagrodzenia prezesów spółek będą mogły być porównywalne do istniejących na rynku. W 2006 roku średnia miesięczna pensja dla szefów spółek giełdowych, uwzględnionych w rankingu gazety Parkiet, wyniosła ok. 52 tys. zł.

Teraz ustawa ogranicza te zarobki do ok. 18 tys. złotych, a po zlikwidowaniu ustawy kominowej mają one wzrosnąć trzykrotnie! Nie wzrosną? Wała! Wzrosną i to błyskawicznie do maksymalnie dopuszczalnego poziomu! Niezależnie od kryterium wyników finansowych firmy. Ktoś naiwny zaprzeczy? To niech się obudzi lepiej! Stać nas na to? Tylko na trzykrotny wzrost? A co będzie, gdy prezesi państwowych firm zachcą zarabiać tak, jak prezes Pekao SA (300 tys. miesięcznie)?



I jeszcze stanowisko BCC z 12 marca br. (źródło: Gazeta Prawna, a całość dokumentu na stronie www.bcc.org.pl):

Zdaniem Business Centre Club, przepisy tzw. ustawy kominowej, określające mechanizmy ustalania wynagradzania kadry kierowniczej, stanowią przejaw dyskryminacji publicznych podmiotów gospodarczych. Świadczą o nierównym traktowaniu podmiotów prawa z uwagi na formę własności (tj. kryterium właścicielskie). Jest to sprzeczne z systemem gospodarki rynkowej. Według BCC ustawa kominowa jest pozostałością poprzedniego systemu gospodarczego, w którym sfera prawa publicznego i prywatnego, a więc aktywność gospodarcza, nierozdzielnie splatały się z funkcją władczą.

Wprost pyszne stanowisko i świadczące o błyskawicznym refleksie BCC. Okazuje się, że jest to pozostałość poprzedniego systemu czyli komuny. To ja się pytam: Co robili przedstawiciele BCC przez 18 lat od zmiany ustroju, że przez ten czas nie protestowali i dopiero teraz rozdzierają się niczym syrena okrętowa? Spali? Stać ich było na to? A gdy oni spali, to ich firmy z rozpędu od czasów komuny same działały? Nie znajduję innego komentarza dla takiego zachowania, jak: PKP (dla niezorientowanych: pięknie, ka, pięknie).



SAMORZĄD



W Gazecie Prawnej z 27 marca br. czytamy:

" Mamy świadomość, że zniesienie ustawowych ograniczeń w zarobkach wywoła atak opozycji. Ale ustawa kominowa zabija aktywność i kreatywność, dlatego trzeba ją szybko uchylić, a przy okazji odblokować zarobki samorządowców i urzędników mówi wiceprzewodniczący sejmowej komisji administracji Grzegorz Dolniak (wiceprzewodniczący Klubu Parlamentarnego PO)."

Ten cały Dolniak, to on chyba z Księżyca spadł, albo z jakiegoś innego Marsa przyleciał na Ziemię. Odblokować zarobki samorządowców i urzędników! On to sfinansuje? Oczywiście, że nie on! Tylko my! Bardzo hojny ten Dolniak jest! Ale dlaczego naszym kosztem? I co? Nie wie on, że niemal każdy prezydent, burmistrz, wójt, który ma za sobą większość w radzie i tak zgarnia kasę z najwyższej półki? Gdyby zaglądał do Biuletynu Informacji Publicznej to by wiedział! Nie potrafi poruszać się w internetowej przestrzeni czy leniwy taki jest, że mu się nie chce?



Żeby daleko nie szukać podam przykłady z terenu powiatu braniewskiego. Przedstawię zarobki włodarzy gmin: miejskie, miejskowiejskiej oraz wiejskiej czyli Braniewa, Fromborka oraz Lelkowa.



Braniewo: mieszkańców prawie 18,5 tysiąca, budżet ok. 34 mln złotych pensja brutto burmistrza 9.917,50 złotych.



Lelkowo: mieszkańców ok. 3,5 tysiąca, budżet ok. 9,5 mln złotych pensja brutto wójta 8.100,00 złotych.



Frombork: mieszkańców prawie 4 tysiące (w tym 2,5 tys. mieszka w mieście), budżet ok. 12 mln złotych pensja brutto burmistrza 7.246,00 złotych.



Jeżeli chodzi i Frombork, to zaraz udaję się na sesję rady, gdzie jednym z punktów będzie podwyżka pensji burmistrza (planowana zwyżka to kwota 762 zł brutto z wyrównaniem od stycznia). Czy ktoś chce się założyć, że radni podwyżki nie uchwalą? Zakład stoi tyle, że ja obstawiam uchwalenie podwyżki; przy przewadze w radzie stronników pani burmistrz spełnienie przez większościową grupę radnych jej życzenia byłoby dla niej policzkiem. A w listopadzie była już podwyżka ok. 200 zł. Radni, którzy dopytywali się czy jest ona konieczna usłyszeli: Bijcie pianę dalej! Po czym burmistrz opuściła salę obrad.



Zauważyliście proporcje: liczba mieszkańców budżet pensja włodarza gminnego? Widać, że zależą one od stanu finansowego gminy, prawda?



Jeżeli ktoś mi powie, że większość samorządowców, po uchyleniu ustawy kominowej, okaże zdyscyplinowanie i nie zażąda podniesienia pensji, to roześmieję mu się w nos. To tyle, jeśli chodzi o samorządy.



A teraz pora na stanowisko ojca reformy administracyjnej.

Prof. Michał Kulesza twórca reformy ustrojowej AWS, obecnie doradca społeczny ministra spraw wewnętrznych i administracji.

Zmiany z 1999 r. trzeba dokończyć i temu służyć ma przygotowywany przez obecny rząd pakiet ustaw o kompetencjach samorządów. To będzie kilka ustaw, z których główna będzie dotyczyła zarządzania na obszarach metropolitalnych. Na temat wzrostu wynagrodzeń w samorządach mogę powiedzieć tyle, że obecnie cały sektor publiczny traci ludzi. Prosty rachunek wskazuje, że trzeba im więcej płacić.

Trzeba im więcej płacić! Patrzcie, patrzcie! Cóż za cudowna wolta. Pamiętam osobiste wypowiedzi prof. Kuleszy, gdy twierdził coś przeciwnego. No cóż! Wszak krową nie jest i zdanie mógł zmienić, a nawet zmienił. Dochodzę do wniosku, że to człowiek, który każdemu w zależności od okoliczności, w jakich się znajduje, jest gotów przyznać rację! Znaczy: niekłótliwy.



Nie wiem jak inni, ale ja odnoszę wrażenie, że Platforma Obywatelska zaczyna spełniać swe obietnice wyborcze głoszone w haśle: Żeby żyło się lepiej. Wszystkim! A że nie od razu wszystkim? No cóż, od czegoś, czy też raczej kogoś, trzeba zacząć! Ale dlaczego nie ode mnie?



A już na zakończenie zdanie nt. planów likwidacji ustawy kominowej poniekąd ojca tejże.



Rząd odbudowuje kominy

Janusz Wojciechowski januszwojciechowski.blog.onet.pl 20080328 10:01:00



Rząd POPSL z troską pochyla się nad pokrzywdzona grupą społeczną dyrektorów i prezesów państwowych przedsiębiorstw i spółek. Krzywda tej grupy wynika z ustawy kominowej, która nie pozwala im zarabiać bez ograniczenia. Biedaczyska mogą zarobić nie więcej, niż około 20 tysięcy złotych miesięcznie. Rząd chce ulżyć ich ciężkiej doli i ustawę kominową uchylić. Dyrektorzy i prezesi znów będą mogli zarabiać nieograniczenie dużo.Przyznam się, ze swego czasu przyczyniłem się do tej krzywdy dyrektorów i prezesów. W 2000 roku pod moim wtedy kierownictwem NIK skontrolowała płace w firmach państwowych, a raport pokontrolny tak wstrząsnął krajem, że Sejm w trymiga uchwalił ustawę ograniczającą rozbuchane płace kierowników firm państwowych.Kontrola ustaliła, ze płace były na owe czasy ogromne. Prezesi państwowych firm zarabiali po 7090 tysięcy złotych miesięcznie (8 lat temu). Ale nie sama wysokość zarobków kłuła w oczy, lecz najbardziej to, ze te płace nijak się miały do wyników zarządzania. Bardzo często było tak, że wysokość płac pozostawała w odwrotnej proporcjonalności do kondycji firmy. Im bardzie firma padała na twarz, tym dyrektor albo prezes brał większą kasę dla siebie. W wielu sytuacjach to był rozbój w biały dzień. Kto chce o tym poczytać, niech sięgnie na stronie internetowej NIK do kontroli numer 138 z 2000 roku. Warto to przeczytać.W tym samym mniej więcej czasie była druga kontrola dotycząca płac w samorządach i też spowodowała ustawowe ograniczenie ich wysokości, okazało się bowiem, że burmistrz pipidówka zarabiał dwa razy więcej niż prezydent Rzeczypospolitej. Też bez żadnego związku z wynikami finansowymi gminy.Miałem wtedy powód do satysfakcji, efekt był bowiem spektakularny. NIK walnęła pięścią w stół, a Sejm zareagował niezwłocznie.Opisana w raportach NIK rzeczywistość sprzed lat ma powrócić. Nowe wraca. Oficjalna wersja głosi, że za dotychczasowe pieniądze sektor państwowy nie może zatrudnić prawdziwych fachowców, którzy idą za dużymi zarobkami w biznesie prywatnym. A ja mam pytanie czy po wprowadzeniu ustawy kominowej jakość zarządzania firmami państwowymi pogorszyła sie? Moim zdaniem się polepszyła. To w latach dziewięćdziesiątych, gdy zarobki dyrektorów i prezesów były nieograniczone, firmy państwowe padały jak muchy, a od kilku lat radzą sobie znacznie lepiej. Między innymi dlatego, że nie są ograbiane z zysków przy pomocy gigantycznych płac kierownictwa.Na przykład państwowe górnictwo wygląda znacznie lepiej dziś, gdy zarządów spółek węglowych są ograniczone niż wyglądało kilka lat temu, gdy płace zarządów były nieograniczone.Premier Tusk na kominach się zna, więc nic dziwnego, że chce odbudować kominy płacowe. Ale PSL? Partia tak niegdyś walcząca z biedą, krzywdą, wykluczeniem społecznym dziś naprawianie krzywd społecznych rozpoczyna od dyrektorów i prezesów?Koledzy ludowcy, nie właźcie razem z Tuskiem na ten komin! On się na nim utrzyma, a wy spadniecie.



P.S. tekst został opublikowany 26 czerwca, tak więc zarobki burmistrz Fromborka podane w niniejszym tekście są już nieaktualne. Proszę zgadnąć: spadły czy wzrosły?
4
Znowu o Braniewie głośno.

Wprost napisało o Patryku L. z Braniewa. Co prawda w artykule chodzi o zwrócenie uwagi na ewentualne korzyści (wg. prawa przyjmowanie korzyść przez policjanta jest przestępstwem) jakie ma policja ścigająca posiadaczy nielegalnego oprogramowania to jednak Braniewo w negatywnej konotacji się pojawia.

Taki 'dziki zachód północy Polski' :).



Od jakiegoś czasu ta tendencja pojawiania się w mediach negatywnych informacji z Braniewa jest stała.

Brak jest za to pozytywnych informacji (a są takowe?).



No oczywiście oprócz lokalnych med
Read More
iów ale te są w jakieś mierze uzależnione od miejscowych decydentów.



pzdr
4
Jestem za, ale pod warunkiem zapewnienia odpowiednich warunków zwierzętom. Niestety obawiam się, że lokalni politycy znowu si ę nie popiszą.
4
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Pana imię i nazwisko? pytanie skierowała do wójta sędzina Katarzyna Jachimowicz, która rozpoczęła przesłuchiwanie stron podczas rozprawy karnej, w której oskarżoną była Grażyna Skóra.

Stanisław Popiołek odpowiedział wójt, który składał wyjaśnienia jako przedstawiciel strony pokrzywdzonej.

Wiek?

Czterdzieści pięć lat.

Czy pozostaje pan w jakimś stopniu pokrewieństwa w stosunku do oskarżonej?

Nie.

Czy był pan skazany za składanie fałszywych zeznań?

Nie.

Pouczam pana, że może pan odmówić odpowiedzi na pytanie, które może pana albo osobę panu bliską narazić na odpowiedzialność karną lub z karno-skarbową. Czy zrozumiał pan treść pouczenia?

Tak.

Czy wie pan czego dotyczy sprawa?

Oczywiście Wysoki Sądzie.

Co pan wie na temat przedmiotu sprawy?

Popiołek zaczął przedstawiać wyreżyserowany osobiście przebieg wydarzeń.

W maju tego roku, po otrzymaniu licznych sygnałów o nieprawidłowościach w ewidencjonowaniu stanu zapasów środków żywności w Ośrodku Pomocy Społecznej zleciłem przeprowadzenie kontroli w tej jednostce. Podczas kontroli okazało się, że sygnały były prawdziwe, gdyż komisja stwierdziła, że liczne dokumenty magazynowe oraz dokumentacja dotycząca wydawania żywności podopiecznym ośrodka zostały sfałszowane w ten sposób, że potwierdzały machinacje dokonywane w obrocie środkami żywności. Po stwierdzeniu nieprawidłowości przez komisję, powiadomiłem prokuraturę o popełnieniu przestępstwa przez osobę odpowiedzialna za pracę ośrodka czyli przez Grażynę Skórę. To chyba wszystko, co mogę powiedzieć na ten temat.

Dlaczego, co konkretnie pana skłoniło do tego, że zarządził pan kontrolę w ośrodku? dociekała sędzia Jachimowicz.

Jak już mówiłem Wysoki Sądzie, miałem sygnały o tym, że w ośrodku mogą mieć miejsce jakieś nieprawidłowości związane z obrotem żywności odpowiadał Popiołek, który z jakichś powodów postanowił jednocześnie oczyścić sobie uszy i namiętnie dłubał w jednym palcem wskazującym. Sędzina nie zwróciła na fakt niewłaściwego zachowania wójta uwagi i kontynuowała przepytywanie:

Czy ktoś, proszę wskazać po nazwisku, przekazywał panu szczegóły dotyczące ściśle określonych działań kierowniczki czy też pracowników ośrodka?

Nie potrafię teraz wymienić nazwisk, ale były to prawdopodobnie osoby korzystające z pomocy udzielanej przez ośrodek. Zdaje się, że także radni mieli jakieś zastrzeżenia. Informacje te były raczej ogólnej natury, bez szczegółów, ale owe pogłoski były tak liczne, że poczułem się w obowiązku sprawdzić je i skonfrontować ze stanem rzeczywistym.

Czy potrafi pan wymienić nazwiska osób, które przekazywały panu te informacje?

Przykro mi, ale nie pamiętam czy tez raczej nie mogę w tej chwili ich skojarzyć.

Kto przeprowadzał kontrolę w ośrodku?

Dokładnie nie pamiętam, ale chyba sekretarz Elżbieta Modlińska, która do pomocy wzięła sobie jedną z pracownic kontrolowanej jednostki. O ile pamiętam, zdaje się, że na moją prośbę, w komisji uczestniczyła także dwójka policjantów.

Dlaczego uznał pan za konieczny udział funkcjonariuszy policji? Czy nie wystarczało, żeby kontroli dokonali samodzielnie podlegli panu urzędnicy?

Wydawało mi się, że jeżeli pogłoski o nieprawidłowościach miałyby się potwierdzić, to obecność policjantów byłaby właściwa. Co, jak się okazało, było słusznym posunięciem. Poza tym, choć w tej chwili nie jestem w stanie stwierdzić tego na pewno, w tym czasie trwała kontrola w innej jednostce samorządowej i nie było wolnych ludzi do skontrolowania ośrodka.

Dlaczego w komisji uczestniczyła pracownica kontrolowanej jednostki? Przecież w ten sposób nie zachowano pełnych reguł obiektywizmu podczas kontroli.

Nie chciałbym odpowiadać na to pytanie, gdyż nie ja bezpośrednio przeprowadzałem kontrolę. Sądzę, że wyjaśnień w tej kwestii mogłaby udzielić sekretarz Modlińska. Wydaje mi się, ze powodem tego były braki kadrowe, o których wcześniej wspomniałem. Poza tym, o ile pamiętam, pracownica ta pełniła tylko role sekretarki.

Grażyna słuchając wyjaśnień Popiołka nie mogła wyjść ze zdumienia, gdyż dokładnie pamiętała przebieg kontroli. Wprawdzie szefową komisji była Modlińska, ale policjanci zjawili się w ośrodku przynajmniej pół godziny przed nią i natychmiast zażądali, do przejrzenia, dokumentację ośrodka. Jeszcze wcześniej, tego samego dnia, Regina Pastuszek owa sekretarka wspominała przy koleżankach, a Grażyna słyszała tę wypowiedź siedząc w swoim gabinecie, coś o tym, że słyszała, iż wójt weźmie się za ośrodek. Doskonale Grażyna również pamiętała, że Pastuszek wcale nie ograniczała się do pełnienia funkcji sekretarki co i rusz podpowiadała komisji, co należałoby skontrolować oraz ochoczo wskazywała, gdzie leżą stosowne dokumenty. W trakcie trwającej kontroli Grażyna zorientowała się, że wiele dokumentów zostało sporządzonych z wykorzystaniem czystych kartek z jej podpisami, które pozostawiała koleżankom in blaco. Doszła do tego stwierdzając, że układ graficzny tabel i zamieszczonych w nich spisach żywności odbiega od wyglądu dokumentów, które stosowano w ośrodku standardowo. Te podejrzane rozmieszczone były w poziomie, podczas gdy te zwyczajowo stosowane miały układ pionowy. Przeprowadziła poważną rozmowę z Beatą Klimontowicz, która była odpowiedzialna za ewidencjonowanie przekazywanej do ośrodka, a następnie podopiecznym, żywności. Pracownica, mocno przestraszona, stanowczym tonem kierowniczki, rozpłakała się i przyznała się do fałszowania dokumentów na polecenie Reginy Pastuszek. Zaczęła już pisać oświadczenie w tej sprawie, ale na ten moment do gabinetu weszła Ela Modlińska, która poprosiła o udostępnienie jakiegoś dokumentu, który leżał na biurku Grażyny. Klimontowicz wykorzystała ten fakt i stwierdziła, że musi iść do toalety. Grażyna nie podejrzewając ją o próby uniknięcia odpowiedzialności wyraziła zgodę. Po powrocie Beata Klimontowicz odmówiła jednak dokończenia pisania oświadczenia, stwierdzając, że ona nie jest niczemu winna. Grażyna zgłosiła swe zastrzeżenia członkom komisji oświadczając policjantom, że chce złożyć zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez Beatę Klimontowicz. Zaskoczeni rozwojem wydarzeń, jak wydawało się Grażynie, policjanci wykpili się mówiąc, że nie mają przy sobie druków i sugerując, żeby nazajutrz przyszła na posterunek. Wobec takiej postawy Grażyna zapowiedziała, ze powiadomi o tym prokuraturę. Następnie siadła za biurkiem napisała zawiadomienie i wezwała go gabinetu Klimontowicz, której wręczyła dyscyplinarne zwolnienie, krótko wcześniej własnoręcznie napisane. Było to 29 maja. Sama dwa dni później również otrzymała dyscyplinarkę, którą dostarczył jej osobiście wójt Popiołek.
4
a

Myślimy stereotypowo; poglądy nasze oparte są przecież na własnych doświadczeniach. Zdrowy nie był niepełnosprawnym, więc i o ludziach zmniejszonych szans" pojęcie ma nikłe. I odwrotnie, chory od urodzenia nie był nigdy człowiekiem zdrowym i nie ma żadnych odniesień do sytuacji człowieka zdrowego.

Egoistyczny brak wyobraźni, przewidywania i zastanowienia, pomaga ludziom zdrowym w chodzeniu po ziemi. Nie widzą przez to czyhających na nich barier. Mogą się od nich oderwać, wejść na chodnik i być tam, gdzie chcą. A o chorych można powiedzieć, że zwyczajny chodnik i brak wszelkich b
Read More
arier, istnieją tylko w ich marzeniach.

b

Doszedłem do wniosku, że z chorobą żyć się da, lecz jak, sprawa to indywidualna. Można się turlać po zawiściach, pieniactwach i wymaganiach ale to nie mój styl. Mój polega na rozumnym przyzwyczajeniu i pogodzeniu się z postępującymi nieuchronnościami. Z biologią narastających ograniczeń. Z tym, czego nie potrafię zmienić.

Jestem przecież dłużej chory, niż byłem zdrowy, a więc w pewnym sensie znajduję się w stanie naturalnym. Kto wie, czy umiałbym być zdrowym po tylu latach? Od nowa przystosowywać się do życia bez przeszkód? Do świadomości, że mogę wykonać to, czego nie potrafiłem przez lata? Iść ulicą nie bojąc się upadku? Stanąć w szczerym polu nie szukając oparcia? Powtórnie wykształcić w sobie zapomniane zachowania i prawidłowe nawyki? Przewalczyć rutynę, obawy i przyzwyczajenia?

c

Przez okres nieprzerwanej choroby oduczyłem się życia pośród szarej codzienności. Teraz każda czynność wymaga ode mnie precyzji, koncentracji, zharmonizowania faktycznego ruchu ciała z ruchem opartym na jego wyobrażeniu. Przedtem byłem zadbanym pedantem. Rzeczy, których używałem, miały swoje miejsce. Teraz nie mam siły na to, by je tam odłożyć.

Dano mi rentę, nie chodziłem więc do pracy, nie stykałem się z ludźmi zajętymi użeraniem się ze zwykłymi problemami, z tym, za co przetrwać do wypłaty, co włożyć do gara, z czego zapłacić czynsz. W zamian mogłem cieszyć się nieustannie podłym zdrowiem, latać po przychodniach, czepiać się nadziei na cud. A w przerwach pomiędzy pobytami w szpitalach, sanatoriach i u znachorów, świtem lub nocami mogłem uczyć się, czytać, jeździć palcem po mapie, podróżować po tych miejscach, do których nie pojadę nigdy.

I w takich chwilach uświadamiałem sobie, że mam szczęście. Moi znajomi ze szpitala, chorzy na to samo, już od dawna nie wstawali z barłogu, podczas gdy ja hopsałem po całej sali i wszędzie było mnie pełno, wszędzie był nadmiar mojej obecności, na korytarzu, w dyżurce, w innych salach. Patrzyli na mnie z zazdrością, a wieczorami zwierzali się, że nie czytają, bo nie potrafią skupić się na jednym rządku liter. Podobnie z oglądaniem telewizji. Skarżyli się, że litery i obrazy są płynne, oleiste, zamazane.

Więc gdzie mi do nich, jak mogłem przypuszczać, że jestem do nich podobny? Przecież moje cierpienia były niczym, były błahostkami w porównaniu z ich. I jak ludzi idących do pracy, zdrowych i zagonionych walką o byt, zrozumieć nie byłem w stanie, tak i ludzi chorych bardziej ode mnie, też. Bo trzeba być w skórze drugiego człowieka, trzeba żyć w jego trudnościach, kompleksach i nierealności", by wydawać o nich sąd.

d

Właściwie wszystko przemawiało za moim milczeniem. Ale że nie chciałem poniechać walki z wiatrakami, czyli z absurdami swojego życia, postanowiłem wrócić do publicznego mówienia. Wiem jednak, iż mówienie o czymś, co trwa bez przerwy i towarzyszy mi tak dotkliwie, że staje się moją częścią egzystencji, jest bardzo ryzykownym przedsięwzięciem. Ryzykownym, ponieważ poczucie otaczających mnie i osaczających bzdur, przepisów i prawnych zawirowań - wyzwala ze mnie stylistyczną agresję, budzi tak silny emocjonalny sprzeciw, że przestaję nad sobą panować.

Czy nie przesadzam z reakcjami? Wątpię, gdyż mam usprawiedliwienie: niecierpliwość. Niecierpliwość jest moim argumentem istnienia, katalizatorem mojego postępowania i częścią mnie. Niecierpliwość związaną jest z moją przeszłością i przyszłością. Ze mną. Z moją pamięcią. Z moimi odczuciami i wciąż odwlekanymi zmianami na lepsze.
4
Powieść? Chciałbym, żeby tak było, ale bezpieczniej tekst ten nazwać próbą literacką zaledwie. A czy ciekawa ta powieść? Oceńcie sami. Zapraszam do lektury, codziennie nowy odcinek.



###############

Historia ta mogła się wydarzyć wszędzie, tak więc przypisywanie jakiegokolwiek podobieństwa do sytuacji lub osób występujących w rzeczywistości jest bezzasadne, gdyż powieść jest tylko fikcją literacką.



To rzecz nie do wiary,

Żeby osoba, co była dotychczas

Przedmiotem waszych nieustannych pochwał,

... nagle, w mgnieniu oka,

Mogła popełnić
Read More
coś tak występnego

Co ją wyzuło z wszelkich łask. Jej wina

Musi zaiste być potwornie wielką

Albo poprzednia wasza czułość dla niej

Była naganną.



Król Lir, I: 1



###############



Popiołek zwolnił dyscyplinarnie Grażynę po dość długim okresie przygotowań do tego kroku. Przygotował kilka wariantów swych poczynań, wedle których to zwolnienie miało się odbyć. Hołubiona przez dłuższy czas, w okresie ponad roku czasu przed zwolnieniem, kierowniczka popadła w niełaskę. Początkowo wójt zaprzestał oczywiście odwiedzin w ośrodku, a następnie rozpoczął serię szykan, wśród których głównym narzędziem było przyznawanie Grażynie niewielkich w stosunku do pozostałych pracownic ośrodka po 200 lub 300 złotych nagród i premii. Grażyna zdawała sobie sprawę z tego, że podczas gdy ona przydzielała pracownicom, w miarę będących do dyspozycji placówki środków, wysokie nagrody oraz premie, ona sama musiała zadowalać się ochłapami, rzucanymi przez Popiołka w wielkiej łasce. W końcu zaprzestała występować o dodatkowe apanaże dla siebie, gdyż uznała, że wysyłając do wójta pracownice z listami proponowanych nagród, za każdym razem spotykała się ze znacznym okrojeniem dodatkowego wynagrodzenia dla siebie. Stało się to wręcz poniżające. Z puli obciętych, a przeznaczonych dla niej, nagród i premii, uzbierała się dość pokaźna kwota. Chcąc jednak wykorzystać te środki, żeby nie trzeba było ich zwracać do budżetu, postanowiła przesunąć je na zakup sprzętu dla ośrodka. Nie skorzystała, jak proponowały jej podwładne, z propozycji przyznania pracownicom wyższych nagród, którymi one miały się z nią podzielić, lecz przeforsowała w Radzie Gminy projekt zakupu kserokopiarki oraz faksu do ośrodka. Nie dopuszczała do siebie myśli, że należy przechytrzyć dokuczającego jej wójta i skorzystać z niezgodnego z prawem rozwiązania proponowanego przez koleżanki z pracy. Uniosła się honorem i postanowiła, że o łaskę Popiołka nie będzie zabiegać. Kolejnym krokiem wójta było ograniczenie w przekazywaniu na potrzeby ośrodka pieniędzy na pomoc dla podopiecznych, a także przelewanie pieniędzy ze znacznym opóźnieniem. Nie dysponując gotówką siłą rzeczy musiała opóźniać wypłaty wszelkich zasiłków, przez co ze strony podopiecznych spotykała się z różnego rodzaju, skądinąd słusznymi, pretensjami. Często zbierała gromy i mimo jej pisemnych interwencji w tej kwestii Popiołek za nic nie chciał zmienić stosowanej wobec Grażyny polityki. Doszło do tego, że po licznych skargach mieszkańców gminy, z Urzędu Marszałkowskiego przesyłano jej upomnienia za opóźnienia w wypłacaniu zasiłków finansowanych z kasy samorządu wojewódzkiego, a z Urzędu Wojewódzkiego za nieterminową realizację zadań, które finansował skarb państwa. Oczywiście tłumaczyła się, że nie może wykonywać zadań, gdyż z gminy do kasy której najpierw trafiały pieniądze, a która nie przekazuje ich w terminie na potrzeby ośrodka otrzymuje środki z opóźnieniem. Grażyna nie wiedziała, że Popiołek, wykorzystując swoje układy i znajomości w województwie, zaprzecza wszelkim tłumaczeniom kierowniczki ośrodka, przedstawiając ją w jak najgorszym świetle. Stąd Grażyna, której dotychczasowa praca była przez nadzorujące działalność ośrodka władze wojewódzkie oceniana bardzo wysoko, spadała w rankingu i traciła w oczach nadzorujących. Nie wiedziała przy tym, że niecne działania wójta wyszły na jaw już po zwolnieniu jej ze stanowiska. Zaniepokojone władze wojewódzkie postanowiły bowiem skontrolować Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej i uzyskać wyjaśnienia dotyczące obniżenia jakości pracy jednostki. W wyniku kontroli instytucje nadzorujące upomniały wójta na niezgodne z prawem i powszechnie obowiązującymi zwyczajami praktyki. Popiołek nie przejął się za bardzo tymi epistołami, tym bardziej, że nie pociągały one za sobą jakichkolwiek kar finansowych, i mocno bijąc się w piersi obiecał poprawę, która po powierzeniu Reginie Pastuszek pełnienia obowiązków kierownika ośrodka rzeczywiście nastąpiła. Jednocześnie Popiołek, argumentując obłudnie na temat powodów zwolnienia Grażyny, mógł z czystym sumieniem mówić mieszkańcom gminy: Patrzcie! Dobrze zrobiłem zwalniając dotychczasową kierowniczkę, bo nowa w terminach wypłaca wam świadczenia.

Wójt liczył na to, że po tym jak otrzyma dyscyplinarkę, Grażyna przyjdzie do niego z płaczem prosić, żeby zmienił jej warunki wypowiedzenia. Wówczas zamierzał okazać łaskę i zmienić ją na rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. W tym przypadku zawiódł się srodze, gdyż Grażyna nie licząc się z jego szlachetnym sercem wniosła sprawę do sądu pracy, gdzie domagała się nawet przywrócenia na stanowisko. Z tego też powodu wójt musiał męczyć się również w procesie przed sądem pracy, który rozpoczął się zaledwie kilka tygodni przed wniesieniem przez prokuratora oskarżenia w sprawie karnej. Popiołek nie przewidywał jednak żadnych trudności także w tym postępowaniu.