reklama
8
Z tą przypadłością szczególnie w okresie przedwyborczym mamy do czynienia na każdym kroku. Nie musi to być bezpośredni kontakt, w którym sprawność intelektualną i poziom etyki kandydata możemy odczytać nie tylko z mowy ust ale i ciała. Wystarczy zatem przeczytać bilbord, czy programowe hasła zamieszczone w prasie. Sam osobiście brałem udział w wyborach, stąd nie obca mi jest problematyka kreowania swojego image i co trudniejsze przedstawienia swojej koncepcji społecznej służby. Ale nie tylko jako samorządowiec, ale jako zwykły obywatel-człowiek, który potrafi czytać i z odczytanych słów wnioskować, nie dam sobie wcisnąć kitu tak modelowanego przez niektórych startujących do Sejmu.



Trzeba przyznać, iż jest wybór i można z jedną opcją się zgodzić a z inną nie. Zgoda, lecz nie zgodzę się na to jak przyszły twórca państwowego prawa w swoich spotach wyborczych gada dyrdymały. A jeszcze gorzej jak znamy kandydata i wiemy, że to co on deklaruje jest odwrotnością tego co na co dzień czyni. Weźmy oto taki przypadek z własnego podwórka.

Szpital się wali, a w zamian tworzy się spółka. W prostej kalkulacji przeważnie powodem wszelkich kłopotów też finansowych są pracownicy a szczególnie ich pensje. Trzeba zatem te pensje ciąć i liczbę tych pracowników z tymi pensjami. Zwolnienia nie są niczym nowym i niczym nowym nie jest fakt wypłat dla zwalnianego pracownika należnej odprawy. Tą należność, zagwarantowaną prawnie przez państwo ma każdy pracujący, bo i też ją sobie sam wypracował. Transformacja szpitala w spółkę to pomysł Starosty Leszka Dziąga, który w tejże zdaje się nie przemyślał wszystkiego do końca, chociażby to, że trzeba odchodzącym pracownikom odprawy wypłacić. Wpadł zatem na pomysł by podsunąć zwalnianym do podpisu blankiecik, w którym owej odprawy zrzekaj ą się w zamian za przyjęcie do spółki.

Tym razem gwarantem przyjęcia nie jest państwo a jego słowo, w tym miejscu tendencyjnie nie powiem honoru. Mamy zatem starostę, czyli urzędnika państwa, który ma za nic pracownicze prawa i chce tym pracownikom ich wypracowane pieniądze wydrzeć.

I tak się składa, że ów starosta jest w osobie Leszka Dziąga i to ten sam Leszek Dziąg, który kandyduje do Sejmu, czyli organu uchwalającego m.in. te wspomniane wcześniej prawo pracownicze.



I na koniec, Leszek Dziąg uwierzcie to ta sama osoba, która w programie wyborczym uzewnętrznia swoje głębokie pragnienie, że zacytuję dosłownie: "Chcę Polski

prawdziwie solidarnej z pracownikami, którym państwo zabiera prawie połowę przeznaczonych dla nich pieniędzy".



Jeśli takich reprezentantów będziemy mieli to koniec będzie nie tylko solidarnej, ale i Polski. Wyborco uchroń nas!



Janusz Piskorski

Comments

  1. 2

    KrzysztofKotowski 3486 days ago Permalink

    No! Nie powiem, ale zgrabnie wyłapane "podobieństwo" teorii i praktyki.

  2. 0

    prowokat123 3486 days ago Permalink

    A na budynku szpitala ten fragment programu wyborczego pana starosty czasem nie wisi?

  3. 0

    monter 3486 days ago Permalink

    Niektórzy nasi lokalni samorządowcy maja wysokie ambicje (wyżej sra niż dupe ma) i tak podobno pan wiecestarosta też startuje na "osła" ops! posła, a że wykształcenie ma odpowiednie do zasiadania w ławach parlamentu RP możliwe, że będzie reprezentował narud (czytaj tak jak jest napisane) godnie i wygodnie. he he