reklama
4
Dyrektorka fromborskiego Zespołu Szkół chce zwolnić doświadczoną polonistkę. Tak naprawdę, to oferuje jej tylko 10/18 etatu, bo nabyła ona już prawo do emerytury. Protestują uczniowie i rodzice. Dyrektorka zaś twierdzi, że prace trzeba dać młodym. Pytam więc: kiedy pani dyrektor, która również nabyła praw do emerytury, odejdzie ze stanowiska ustępując znacznie młodszym od siebie?

Tekst zatytułowany Dyrektor mówi: pracę trzeba dać młodym ukazał się w Dzienniku Elbląskim cztery dni temu [http://dziennikelblaski.wm.pl/Dyrektor-mowi:-prace-trzeba-dac-mlodym-,46772]. Autor tekstu mój kolega, Witold Chrzanowski rozmawiał na ten temat zarówno z obrońcami nauczycielki Alicji Godlewskiej, jak i z dyrektorka szkoły Bożeną Szczepanik.

W obronie pani Ali stanęli zarówno uczniowie, ich rodzice, jak i komisja oświaty fromborskiego samorządu. Wiceprzewodnicząca komisji, Halina Chybińska twierdzi:

Pani Godlewska jest pełna energii, pomysłów i zapału do pracy. Powinna zostać w gimnazjum na pełnym etacie.

Zgadzam się z tym twierdzeniem, bo znam dokonania pani Ali, jej zaangażowanie i poświęcenie na rzecz pracy z uczniami. Przeciwko ograniczeniu etatu nauczycielki opowiedzieli się rodzice uczniów klasy, w której Alicja Godlewska jest wychowawczynią oraz 165 (spośród 364) uczniów Zespołu Szkół; podpisali oni apel w tej sprawie.

Z kolei dyrektor Bożena Szczepanik przywołuje argumenty demograficzne oraz stan zatrudnienia nauczycieli:

Gdy zaczynałam swoją pracę w Zespole Szkół, w 2004 roku, mieliśmy 539 uczniów, teraz mamy ich 364. Zmniejsza się też liczba klas. Przykładowo, w klasach I-III nauczania początkowego zmniejszyła się w ciągu ostatnich czterech lat z siedmiu do trzech. () W ciągu czterech lat liczba zatrudnionych nauczycieli spadła u nas 52 do 36. Zrezygnowałam też z jednego zastępcy.

Stwierdzam, że argumenty pani dyrektor są demagogiczne i nieprawdziwe.

Po pierwsze: Alicja Godlewska nie jest nauczycielką nauczania początkowego. Uczy w gimnazjum, gdzie liczba klas od szeregu lat nie ulega zbytnim wahaniom.

Po drugie: Zastępca nie odszedł na prośbę pani dyrektor, tylko ze względów zdrowotnych na przysługującą mu już emeryturę. Ponadto przez długie lata tyrał jak głupi na dobre imię swej szefowej, która na zakończenie jego wysiłki podsumowała mówiąc, że wcale nie był w porządku i że teraz to dopiero szkoła będzie dobrze funkcjonowała (bez niego).

I jeszcze jeden cytat z DE:

Dyrektor Szczepanik jest jednak zdeterminowana.

Nie zmieniam stanowiska: pani Godlewska ma możliwość zostania w pracy na 10/18 etatu. Jeśli tego nie przyjmie, to odejdzie na emeryturę mówi.

Według dyrektorki, nauczyciele z prawami emerytalnymi są zresztą najmniej pokrzywdzeni.

Pracę oferować trzeba przede wszystkim młodym ludziom, którzy, mimo kwalifikacji, często nie mają za co żyć.

Zastanawiam się czy wypowiedź pani dyrektor nie świadczy o dyskryminacji ze względu na wiek? Poza tym nabycie prawa do emerytury nie wiąże się z obowiązkiem przejścia na nią.

Powodem niechęci dyrektor do nauczycielki co piszę z cała odpowiedzialnością jest raczej fakt, ze pani Ala nigdy nie kryła się ze swoimi poglądami i racjami oraz zawsze mówiła prosto w oczy co myśli. Taki typ niepokorny. A takich pracowników przełożeni mający skłonności apodyktyczne oczywiście nie lubią.

A swoją drogą, jeśli pani Szczepanik głosi takie poglądy to, dlaczego np. nie wycofała się z konkursu na stanowisko dyrektora szkoły, gdy jej kontrkandydatka okazała się znacznie młodszą od niej?

Pamiętam, że po konkursie (komisja głosowała 6:6, a decyzję o obsadzie stanowiska podjęła burmistrz) na łamach lokalnej gazety wypowiedziałem się, iż kontrkandydatka pani Szczepanik zaprezentowała się znacznie lepiej od niej (posiadam nagranie z przebiegu konkursu). Efekt? Dyrektorka obraziła się na mnie, a jej mąż wyrzucił mnie z miesięcznika, który wchodził na rynek i w którym pisałem (bez honorariów). Bożena Szczepanik domagała się przeprosin, ale gdy dopytywałem męża za co mam przeprosić, ostatecznie zeszło na to, że muszę tylko porozmawiać z panią dyrektor. Porozmawiałem oczywiście podtrzymując swe stanowisko. I co? W kręgu znajomych Bożena Szczepanik zapowiadała, że póki ona ma wpływ na męża, to Kotowski pisać u niego nie będzie. Nie piszę.

A na zakończenie jeszcze dwie ciekawostki z początków kariery w Zespole Szkół pani Szczepanik.

Pierwsza: wystartowała ona w konkursie, bo czuła zagrożenie jako dyrektor Domu Dziecka podlegającego samorządowi powiatowemu. Powszechnie wiadomym było, ze powodował to przypadek zabójstwa w okresie dyrektorowania Bożeny Szczepanik dokonanego przez nastolatka, wychowanka placówki, który zarżnął nożem znacznie młodszego kolegę.

Druga: Bezpośrednio po objęciu stanowiska ZS we Fromborku, pani dyrektor w lokalnej prasie zapowiedział, ze należy odbudować autorytet nauczycieli szkoły. Mówiąc to, jak się domyślam, miała na myśli budowanie autorytetu dyrektora raczej niż odbudowę autorytetu grona pedagogicznego, bo ten był cały czas niezachwiany. Zwróciłem na to uwagę również w lokalnej prasie. Reakcja? Czy trzeba pisać?